środa, 1 sierpnia 2018

Salem Express 2018

W 2014 roku już opisywałam ten wrak, dlatego teraz nie będę już tego robić, 
tylko skopiuję to, co napisałam o nim wcześniej - Link do wcześniejszego opisu

Nurkując kolejny raz na tym wraku, zauważyłam wiele różnic.
To niby tylko 4 lata a jednak...
Najbardziej zastanawia mnie, co się stało z drugą szalupą.

Na zdjęciach z 2014 roku są jeszcze dwie


 teraz była już jedna. 
Co się stało z drugą ? 



 Piękny wrak o tragicznej historii ...
 
      Salem Express jest jednym z największych wraków w egipskiej części Morza Czerwonego mierzącym ponad 100 metrów długości i 18 metrów szerokości. Został zwodowany w 1966 roku pod nazwą  Fred Scamaroni. W międzyczasie zmieniał nazwę na: Nuits Saint George, Lord Sinai, Al Tafira, aż w końcu w 1988 roku nazwano go Salem Express. Ekipa, z którą nurkowaliśmy powiedziała, że nazwano go tak na cześć właściciela, który nazywał się Salem. Ile w tym jest prawdy? Nie wiem :)
     Salem był promem pływającym między Egiptem a Arabią Saudyjską. Kapitanem promu był Hussan Moro powszechnie uważany za doskonałego marynarza. Był absolwentem Egipskiej Akademii Marynarki Wojennej.
      16 grudnia 1991 roku Salem Express rozpoczął swój ostatni rejs. Do przepłynięcia miał 450 mil. Wyruszył z portu Jeddah z zachodniej części Arabii Saudyjskiej do portu w Safadze. Pokład promu wypełniony był pasażerami wracającymi po zakończonym święcie Ramadan z Mekki do swoich egipskich domów. O zmierzchu pogoda zdecydowanie się pogorszyła. Kapitan zbliżając się do Safagi miał zwyczaj lawirować między lądem, a Rafą Hyndman skracając w ten sposób drogę o dwie godziny. Pomimo sztormowej pogody Hussan Moro i tym razem zdecydował się wybrać krótszą drogę. Nie zdawał sobie wtedy sprawy, jak tragiczna w skutkach okażę się Jego decyzja.
Prom zbliżył się do rafy Hyndman ok. północy. Niesprzyjająca pogoda sprawiła, że Kapitan nieznacznie zboczył z kursu, a ogarniające w około ciemności spowodowały, że Salem uderzył w rafę. W skutek uderzenia w kadłubie z prawej strony powstała dziura, przez którą zaczęła wlewać się woda. W tym samym czasie nastąpiło otwarcie przednich wrót luku samochodowego, przez który również zaczęła wlewać się woda. Prom przechylił się na prawą stronę i po 20 minutach zatonął. Ekipa, z którą nurkowaliśmy powiedziała, że nie jest możliwe, aby wrak zatonął tak szybko i że mogło to trwać nawet z trzy godziny. Osobiście nie zgadzam się z ich poglądem. Gdyby wrak tak długo tonął, to zdążyliby opuścić szalupy ratunkowe. Dlaczego więc tego nie zrobiono ... ?
Od tego tragicznego wydarzenia zabroniono używania skrótu dużym statkom. Salem Express spoczywa na sterburcie czyli na jego prawej stronie, na głębokości.32 m od strony dziobu i 29 m od strony rufy. Jego druga burta (lewa część statku zwana - bakburtą) jest najpłycej położoną częścią wraku. Od powierzchni dzieli ją zaledwie 10-12 m. Można zobaczyć go z powierzchni wody, zanurzając tylko głowę pod wodę.
     Według oficjalnych wiadomości na statku było 650 osób, 72 członków załogi i 578 pasażerów. Akcje ratunkowe okazały się nieskuteczne. Żadna z szalup nie została zwodowana, a zakotwiczone w pobliżu mniejsze statki bały się wyruszyć w akcję ratunkową ze względu na własne bezpieczeństwo. Uratowało się tylko 180 osób. Większość z uratowanych do brzegu dotarła o własnych siłach. Sprzyjające prądy ciągnęły ich w stronę brzegu. Trzeba tu wspomnieć o dużym szczęściu. Siedziałam na statku między pierwszym a drugim nurkowaniem i patrzyłam w stronę lądu przypominając sobie o tym, jak o własnych siłach rozbitkowie dopłynęli do brzegu. Nie wyobrażam sobie przepłynięcia takiej odległości w zimnej wodzie. Nawet w ciepłej piance nadal jest to dla mnie niewyobrażalne. Chociaż, jak to już wielokrotnie udowodniono, w sytuacji zagrożenia życia, człowiek potrafi znaleźć w sobie siłę do walki.
W tragedii zginęło 470 osób, choć nieoficjalnie uważa się, że wypływając z portu pasażerów było zdecydowanie więcej, nawet dwukrotnie więcej. Podobno prom był znacznie przeciążony, a ofiar w wyniku katastrofy podobno również mogło być nawet dwukrotnie więcej niż podano.
    Kapitan Hassan Moro przeżył. Został obwiniony za katastrofę i zamknięty w więzieniu, gdzie podobno  popełnił samobójstwo. Krążą pogłoski, że kapitan uciekł do Syrii i do tej pory nikt go nie odnalazł. Niektórzy słyszeli też wersję, że Kapitan Moro zmarł w katastrofie. Dosyć często użyłam stwierdzenia "podobno" ale nie udało mi się znaleźć i potwierdzić nigdzie powyższych danych.
     Zaraz po katastrofie podjęto próby wydobycia ciał zmarłych. Z wraku udało się wydobyć ciała z płytszych i bardziej dostępnych miejsc. Gdy wydobycie ciał zrobiło się niebezpieczne, zaprzestano dalszych akcji wydobywczych. Nieoficjalnie wrak stał się "cmentarzem".
Zaczęło dochodzić do kradzieży i plądrowania wraku. Ze względu na szacunek dla zmarłych, oraz aby zapobiec dalszemu plądrowaniu władze zakazały wpływania do środka, a wszystkie otwory zostały zabezpieczone i zabite blachą.
Obecnie do wraku można wpłynąć, jednak nadal należy pamiętać o tym, aby niczego nie ruszać i nie zabierać. Wrak jest objęty prawnie ochroną i każda kradzież będzie surowo karana.
 Wielu nurków omija ten wrak. Ci co zdecydują się zanurkować, powinny to zrobić z szacunkiem i pokorą.


Tym razem nie wpływaliśmy do części, gdzie znajdowały się walizki i ubranka. 
Nasz przewodnik był z tych, co nie lubią nurkować na tym wraku. Rozumiem to.






























wtorek, 31 lipca 2018

Brayka Bay 2018

Zamieszczam zdjęcia ze spaceru po hotelu Brayka Bay. 
Na temat samego hotelu się nie wypowiadam ponieważ mieszkałam w części Royal.
Z moich obserwacji, następnym razem wybrałabym jednak Bay.
- bliżej do plaży
- bliżej do bazy
- klienci Bay mogli korzystać z Royal, a klienci Royal nie mogli korzystać z barów i leżaków Bay
- wydaję się bardzie zielona, ale mogło mi się tak tylko wydawać.