wtorek, 28 czerwca 2011

Hotel Blue Star - Turcja


 Do hotelu z lotniska jechaliśmy jakieś 3 godziny rozwożąc po drodze innych wczasowiczów.
Nasz Hotel, Blue Star **** który wybraliśmy, okazał się strzałem w 10. Bardzo się cieszę, że zdecydowaliśmy się na ten właśnie hotel. Jest on duży, ładny i przede wszystkim czysty. Jechałam z dużą obawą co zastanę na miejscu, ponieważ okazało się, że w umowie mam wpisany pokój ekonomiczny. 
Nasz pokój z numerkiem 4104 był na 3 pietrze, miał 2 pomieszczenia mieszkalne, balkon, super mrożącą klimatyzację, lodówkę, tv z Polską telewizją "Polonia TVP", prysznic itd ... Był czysty, ładny, miał duże wygodne łóżka. Patrząc w lewą stronę, z balkonu w oddali widać było morze. Patrząc przed siebie, budynek po drugiej stronie ulicy. Nam pasował, byliśmy zadowoleni i odetchnęłam z ulgą a na twarzy pojawił się uśmiech zadowolenia :) Jedyny minus to klimatyzacja, która chłodziła bezpośrednio na łóżko, ale drobne przemeblowanie i już wszystko było ok :). Jeśli tak wyglądają pokoje ekonomiczne, to mogę zawsze mieszkać w takich pokojach :)
Do pokoju wydawany jest  tylko jeden klucz. Jest on połączony z urządzeniem, włączającym prąd a co z tym związane klimatyzację. Jest to kłopotliwe ponieważ  wychodząc z pokoju wszystko wyłączasz. Z jednej strony to bardzo dobre rozwiązanie, oszczędność prądu itd. ale dla wczasowiczów nie do końca jest to wygodne. Nam udało się uprosić drugi klucz mówiąc, że dziecko chodzi osobno i mamy potem problem, bo nie ma jak wejść do pokoju jak nas nie ma, no i dostaliśmy drugi klucz :) Łatwizna :) Tak więc klima fajne mroziła nam pokój podczas naszej nieobecności :)
Tym razem postanowiliśmy skorzystać z sejfu. Chociaż w hotelu o kradzieżach nie słyszano, chcieliśmy się czuć spokojnie ponieważ wzięliśmy ze sobą dużo sprzętu, którego nie chcielibyśmy stracić. Koszt sejfu to 10 euro za tydzień + 10 euro kaucja zwrotna za klucz. My oczywiście zgubiliśmy klucze od sejfu i od pokoju :) Na szczęście nosiliśmy ze sobą klucz, który dostaliśmy jako drugi, a elektroniczny zawsze zostawał w pokoju. Okazało się, że taki elektroniczny klucz kosztuje "jedyne" 30 euro za zgubienie + 10 euro za klucz od sejfu. W sumie kosztowałoby nas to 40 euro, ale skończyło się na 20 lirach. Uff ... :) Żeby było ciekawiej okazało się, że zapasowy klucz do naszego sejfu nie pasuje ! W recepcji innego nie mają a my musimy koniecznie dostać się do niego, bo jedziemy na całodniową wycieczkę i musimy zabrać z niego parę rzeczy ... :/ Chcąc nie chcąc, w recepcji wezwano ekipę z zewnątrz, która rozwierciła zamek w sejfie, żebyśmy mogli zabrać rzeczy, a na drugi dzień, jak byliśmy na wycieczce, wymieniono zamek na nowy. Zastanawiałam się ile policzą nam za tą usługę "extra", ale był to już chyba koszt wliczony w cenę zgubionego klucza :)



Sam Hotel składał się z dwóch budynków: okrągły, w którym była recepcja i drugi, w którym była restauracja. My mieszkaliśmy w tym drugim. Nasz budynek ma 5 pieter, dużo wind i nie trzeba długo na nie czekać. Przez 2 tygodnie tylko raz zepsuła się jedna winda, ale nie robiło to dla nas żadnego problemu, ponieważ parę kroków dalej była druga, a jak nam się chciało to używaliśmy schodów zamiast wind :) W budynku okrągłym jest 9 pieter oraz dwie windy. Współczuje osobom, które maja pokoje w tamtym budynku na wyższych piętrach, zwłaszcza na ostatnim. Byłam tam dwa razy i myślałam, że nie doczekam się na windę. Strasznie duszno, czekanie na windę może totalnie znudzić ... Ogólnie nie chciałabym tam mieszkać. Widziałam jeden pokój, podobny do naszego, wiec nie wiem dlaczego niektórzy piszą, że to lepsza cześć przeznaczona dla Niemców. Ja wole tą, w której byłam i jestem naprawdę zadowolona :)
W Hotelu dla znudzonych wczasowiczów dostępny jest bezpłatnie bilard, a dla osób lubiących wysiłek siłownia. Za każdym razem, jak przechodziliśmy koło bilarda mówiłam, że musimy sobie zagrać, ale jakoś nigdy nie było czasu :) Nie korzystaliśmy ani z jednego ani z drugiego :) Odpłatnie jest SPA i inne takie, zupełnie niepotrzebne jak dla mnie rzeczy. Tak, tak wiem ....Są zwolennicy takich atrakcji :) Ja tam wolę wyjść i przejść kilka kilometrów na nogach, zobaczyć coś ciekawego i porobić kilka fotek niż tracić czas relaksując się w taki czy inny sposób. Ale każdy jest inny i każdy lubi co chce, tak więc zostawiam ten temat w spokoju :)



 W hotelu są dwa baseny zewnętrzne. Jeden ze zjeżdżalnia, drugi bez. Brodziki są przy obydwu basenach. Basen ze zjeżdżalnia prawie cały dzień jest słoneczny, ten drugi po południu powoli zachodzi cieniem. Dobry dla osób, które spaliły się na słoneczku lub które wolą poleżeć w cieniu. W basenach można leżeć na materacach, grac w piłkę, praktycznie robisz co chcesz :) Baseny są ładne, duże, chociaż zaraz po przyjeździe wydawało się nam, że są one małe :) Spacerując po Turcji widzieliśmy wiele basenów ale mało było wielkościowo podobnych do naszych. Jeżeli już się taki znalazł, to był tylko jeden. Przeważnie widzieliśmy malutkie baseniki z paroma leżakami albo i bez leżaków! My mieliśmy aż dwa duże baseny :)
Jadąc do hotelu Blue Star koniecznie zapakujcie materace, kółka i inne dmuchane zabawki. Jak macie miejsce w bagażu zabierzcie więcej, na zapas, a jak nie macie miejsca to kupcie na miejscu :) My zabraliśmy 3 materace, został jeden i to tylko dlatego, że postanowiliśmy go oszczędzić :) Jeśli lubicie wodę i zabawę wybierzcie basen ze zjeżdżalnią. Można zjeżdżać na wszystkim co dmuchane :) Zabawa jest super, dla dzieci, dla starszych, dla wszystkich, którzy czują się na silach. Niby niepozorna zjeżdżalnia a dostarcza tyle radości. To właśnie na niej nasze materace się rozpadły. Ale nie załamywaliśmy się zbytnio bo oprócz naszych, były tez materace i kółka basenowe, wiec dalej mogliśmy się bawić. Dostać jednak basenowe "sprzęty" było bardzo ciężko ponieważ każdy amator zjeżdżalni na nie polował. Zwłaszcza na duże dmuchane kółko, na którym zjeżdżało się najfajniej i które oczywiście nie dożyło naszego wyjazdu. Na szczęście swój żywot zakończyło dzień przed naszym powrotem do Polski, więc nie odczuliśmy tego drastycznie :)  Prawie codziennie widać było przy basenie dziurawe materace. Nie wiem czy tak jest przez cały sezon czy akurat my trafiliśmy na "materacową ekipę" ale bardzo miło to wspominam :) Zostawiając już "materacową zjeżdżalnię" trzeba wspomnieć, że przy basenach leżaki, maty i parasole są bezpłatne. Jeśli interesuje Cię basen ze zjeżdżalnią warto zejść na wczesne śniadanie (czyli przed 7-mą) i zarezerwować leżaki. Na początku, jak przyjechaliśmy nie było takiej potrzeby ale od 15 czerwca najechała cała masa Polaków i trzeba było zacząć wcześnie wstawać...
Ci co zamiast basenu woleli spędzać czas na plaży  mogli dojechać tam hotelowym bezpłatnym, klimatyzowany busem, który jeździł co 15 minut lub przejść się spacerkiem ok 10 minut.
Plaża czysta, drobno żwirkowa, woda ciepła tylko strasznie słona. Błee ... :) Fale raz mniejsze, raz większe... Te większe potrafiły nieźle poturbować człowieka ale były za to super :) To je najmilej wspominam z kąpieli w morzu :) Na plaży leżak z matą płatny 4 liry, parasol również 4 liry za dzień. Bufet czynny od 10-tej do 17-tej a w nim od 12 do 14 bezpłatnie w opcji all inclusive m.in. hamburgery, frytki. Napoje wydawane od otwarcia do zamknięcia :).





 Mieliśmy opcję all inclusive. Jedzenia i picia pod dostatkiem od 7-mej do 24-tej. Nikt niczego nie żałował, można jeść i pić do bólu. Pewnie niektórzy stwierdziliby, że jedzenie mało urozmaicone, ale ja tego w ogóle nie odczułam. Posiłki podawane w taki sposób, że każdy dla siebie znajdzie coś dobrego :) Była nawet kuchnia dietetyczna. Jedno jest pewne, głodnemu się chodzić nie będzie. Jedzenie ogólnie pyszne. Nawet ktoś tak wybredny jak ja, znajdzie dla siebie coś smacznego :) Lody podawane przy kolacji tak dobre, że brakuje mi słów. Każdy smak czuć intensywnie, nie to co u nas. Lody cytrynowe, aż wymuszają kwaśny grymas na twarzy :) Z ciekawości kupiłam też lody na mieście, ale smak nie był już tak intensywny jak tych w hotelu. Chociaż w sumie ,nie kupowałam lodów gałkowych tylko takie pakowane. Po co miałam kupować gałkowe, skoro w hotelu miałam ich pod dostatkiem?  Może tylko te gałkowe mają aż tak intensywny smak ?  Na mieście kupowałam Magnum Pistacjowe. W Polsce  nie widziałam takich, a szkoda... Cena jednego 2,5 lira. Ciut mniejszy niż polskie Magnum ale równie dobre. 
Co do jedzenia w Turcji, nikt z naszej trojki nie miał rewolucji żołądkowych. U innych też nie słyszeliśmy, żeby mieli jakieś problemy. Pewnie cola pita litrami pozabijała wszystko :)
Napoje w barach basenowych podawane są głównie w plastikowych kubkach wielokrotnego użytku, jednak jeśli poprosisz o  napój w szklance to taki dostaniesz bez żadnego problemu. Nikt się nie dziwi, nie robi jakiś min, po prostu nalewają napój do szklanki. Plastikowe kubki przyjęte są głównie przy basenach i na plaży. W sumie nie dziwie się. Taki dzieciak na śliskiej, mokrej podłodze przy basenie ze szklanką ... to mogłoby się źle skończyć... Do napoi ciepłych cały czas są dostępne filiżanki, a do wina kieliszki. Przy obiedzie napoje wydawane są tylko w szklankach, filiżankach i kieliszkach, plastikowe kubki zostają przy basenowych barach.
Obsługa miła, sympatyczna, ogólnie czysto. Bardzo szybko sprzątają po posiłku. Jeżeli skończysz jeść lub wypijesz swój napój, zaraz ktoś przyjdzie posprzątać. Każdy posiłek nakładasz sobie na nowym talerzu a napój dostajesz w nowej szklance/kubku. W sumie fajnie, ale trochu mnie to wkurzało, zwłaszcza na początku :) Potem człowiek przyzwyczaił się do tego :)

Do centrum (od strony portu) Alanya można dojechać hotelowym busem,który jeździ 2 razy dziennie o 11 i o 14, powrót we własnym zakresie. Na szczęście spacerek jest przyjemny choć w upalny dzień może wykończyć :)
Animacje moim zdaniem ogólnie słabe. Wcześniej zastanawiałam się, jak ktoś może pisać, że w hotelach są słabe animacje. Myślałam, że pewnie piszą to osoby, które wymagają nie wiadomo czego... Teraz już wiem, że animacje na prawdę mogą być słabe. Przynajmniej wcześniej widziałam o wiele lepsze. Rozczarowałam się, ponieważ szukałam hotelu sugerując się również nimi. W dzień animacje prawie niezauważalne. Ekipa animatorów z każdym dniem się rozkręcała ale jeszcze dużo czasu im zajmie zanim nauczą się zachęcać ludzi  do zabawy. Chociaż z dnia na dzień było ich widać coraz więcej :) Największą popularnością w ciągu dnia cieszył się dart. Wieczorne animacje były zdecydowanie lepsze, ale strasznie krótkie. Zaczynały się o  21-szej, a kończyły ok. 22:20. Wcześniej było coś dla dzieci, chyba od godziny 20-tej. Prawie zawsze jak byliśmy, zajęte były wszystkie stoliki i trzeba było siadać przy tych "obiadowych". Nie chodziliśmy codziennie na animacje, ponieważ w tych godzinach przeważnie byliśmy na jakiejś pieszej wędrówce :)
Hotel ogólnie oceniam bardzo dobrze. 

piątek, 10 czerwca 2011

Turcja - Alanya - FOTORELACJA

Turcja - Alanya
08.06.2011 – 22.06.2011
Moja Turcja to nie tylko kraj zachwycający turystów swoimi plażami i ciepłym morzem...
Moja Turcja to przede wszystkim to, co lubię najbardziej ...
Wszystko, co się w niej znajduje ...
Zarówno zwierzęta, jak i roślinność ...
Gekony, które można spotkać w nocy, jaszczurki w dzień wygrzewające się na murkach, ważki próbujące ukoić pragnienie basenową wodą ...
To pięknie kwitnące kwiaty, owoce dojrzewające na drzewach, które w Polsce można spotkać tylko w sklepach ...
To nasz samolot.
Startujemy :)



A  oto jedna z basenowych kotek. 
Nazwaliśmy ją Kociąmamą :)
Była prześliczna. Miała 4 młode.
Bardzo ładne maleństwa, ale gdybym mogła, to właśnie ją zabrałabym ze sobą do domu ...
 Zauroczyła mnie ta kotka zarówno swoim wyglądem, jak i tym, jak opiekowała się swoim potomstwem ...


Często słyszymy, że Plaża Kleopatry jest piaszczysta.
W rzeczywistości to bardzo drobny żwirek, ale porównując ją z niektórymi plażami w Turcji, nie dziwię się, że określają ją jako piaszczysta :)


Spragniona ważka, która przyleciała na nasz basen i próbowała spijać wodę wylewającą się z basenu ...


Oto wieloletni towarzysz naszej podróży :)
Kupiliśmy tą piłkę w Łebie parę lat temu.
Od tego czasu wozimy ją zawsze nad wodę.
Jest idealna do zabawy w wodzie :)
Piłka ta sporo już przeszła, co widać po szwach, które są na niej :)
Ciekawe ile jeszcze wytrzyma :)


Przyroda w Turcji potrafi zachwycić. Oto jeden z kwiatów, które można tam spotkać


A to już to, co lubię najbardziej :) 
Owoce dojrzewające na drzewach :)


Księżyc sfotografowany w Alanya :)


A oto jeden ze sklepów.
Podoba mi się ich chłodzenie :)
Zwróćcie uwagę na wiatraki wiszące z sufitu. W Turcji to normalne :)


Wzgórze Zamkowe - Kale.
Uwielbiam to miejsce.
Byliśmy tam kilka razy o różnej porze dnia.
Zawsze schodziliśmy na nogach, nigdy nie miałam dosyć.
Ciągle chciałam tam wracać :)
Pod Wzgórze podpływają statki. Można wykupić takie wycieczki za 10 - 15 euro w lokalnych biurach podróży. Odważniejsi mogą wspiąć się na wysokość (chyba) 10 metrów i wskoczyć do wody.
Widziałam, jak skaczą. Wygląda to na o wiele wyżej niż 10 metrów ... :)


Na wzgórzu znajduje się cmentarz. Do tej pory zastanawiam się, kto tam jest pochowany. 
To bardzo ładne miejsce na spoczynek. 
Muszę kiedyś znaleźć wreszcie czas i poszukać informacji o tym w internecie.

Kolejny statek wycieczkowy  ...


Mrowisko znalezione na Wzgórzu.
Zdjęcie tego tak nie obrazuje, ale jeszcze nigdy nie widziałam tak dużych mrówek i tak dużej dziury w mrowisku ...


Turcja to nie tylko egzotyczne zwierzęta.
Schodząc z Kale można spotkać kury i koguty :)


Na liściach kaktusów ludzie piszą swoje imiona.
Zaznaczają w ten sposób, że tutaj byli ...
Kto wie, może za parę lat, gdy powrócą, odnajdą wyryte wcześniej swoje imię ?
Ja nie lubię kaleczyć przyrody, dlatego zrobiłam tylko zdjęcie i poszłam dalej ...


Kolejny piękny kwiat spotkany schodząc ze Wzgórza ...


Osiołek :) 
Osiołki mają to do siebie, że lubią jeść pomarańcze :D
A tak na poważnie, to reklama jednej z knajpek, którą można znaleźć na Wzgórzu :)
Trzeba przyznać, że pomysłowe :)


Idziemy dalej ...
Droga z góry jeszcze daleka ...


Okienko w murze na Wzgórzu ...


Widok na port ze Wzgórza


I znowu owoce dojrzewające na drzewach :)

Malutki tunel, mniej więcej gdzieś w połowie drogi na Wzgórze.


Jeżeli ktoś chce zwiedzić Kale polecam podjechać tam autobusem.
Droga pod górę jest bardzo długa i bardzo męcząca.
A schodzi się za to bardzo przyjemnie :)
Sorki za odbitą lampę na zdjęciu :)


Mapka Alanya. Można ją znaleźć na każdym przystanku autobusowym.
Całe miasteczko zeszliśmy chyba wzdłuż  i w szerz kilkakrotnie :)


W tego typu sklepikach można zakupić słodycze :)


Kawałek jednej z fontann.
Znajduje się ona w Alanya po stornie portu.
Alanya dzieli się na dwie części: 
Po stronie portu i po stronie Plaży Kleopatry.


Inna spojrzenie na tą samą część fontanny ...


A to już w innym miejscu, chociaż nadal po stronie portu.
Ten mini wodospadzik możemy znaleźć idąc z portu w stronę Czerwonej Wieży


W tak upalny dzień koniecznie trzeba odpocząć :)
Drzemka pod palmą jest super rozwiązaniem :)


Zdjęcie zrobione w porcie.
Trochu niebieskawe, ale warunki były okropne do robienia zdjęć ...
Kiedyś może pobawię się dłużej PS'em i podmienię je tutaj, ale kiedy ... ? I czy w ogóle to zrobię ... ?
Tego nie wiem. Na razie nie mam na to czasu, ponieważ czeka na mnie w kolejce jeszcze dużo zdjęć do obrobienia ...


Tego zdjęcia nie trzeba opisywać :D


I znowu jesteśmy na Kale. 
Tym razem inna pora dnia, a raczej noc :)
Zdjęcie przedstawia groby na Wzgórzu. W tle, te światełka, to Alanya po stronie portu.


Port nocą. 
Zdjęcie zrobione ze Wzgórza Zamkowego.


Nie mogłam się zdecydować, które zdjęcie wstawić ...

Więc wstawiłam kilka :)


Domek na Wzgórzu.
Niesamowicie prezentuje się ten domek. 
Przyciąga uwagę prawie wszystkich turystów ...

Widok na port i Czerwoną Wieżę z innej strony...


Nadal jesteśmy na Wzgórzu.
Jak już pisałam, to przepiękne miejsce ...
Warto tam wracać o różnych porach ...


I znowu nie mogłam zdecydować się, które zdjęcie wstawić ... :)


Więc wstawiam kilka :)


W nocy na Wzgórzu panuje duży ruch samochodów.
Pewnie randkowicze ... :)


Długo musieliśmy czekać, aż rozejdą się ludzie lub poprzestawiają samochody, żeby zrobić zdjęcia bez dodatków w kadrze :)


A to już Alanya po stronie portu :) 
Zdjęcie oczywiście zrobione ze Wzgórza :)


Schodząc, natkniecie się na coś takiego :)


I znowu widok na miasto. 
Tym razem z innej strony ...


Jesteśmy na dole.
Przy deptaku, po stronie Plaży Kleopatry można znaleźć przepiękną fontannę...


To tylko jej kawałki.
Jest tak duża, że mój obiektyw nie uchwycił jej w całości :(


Ale i tak wygląda imponująco ...


Zdjęcie jednej z knajpek w Alanya po stronie Plaży Kleopatry.
Musiałam je robić z przyczajki, ponieważ ochrona goniła i nie pozwalała fotografować :/
Ciekawe dlaczego ?


Idziemy powoli w stronę hotelu, zatrzymując się co chwilę, abym mogła pstryknąć zdjęcie :)


Oj, ciężki żywot mają osoby podróżujące ze mną odkąd posiadam aparat :)


Deptak po stronie Plaży Kleopatry.
Zdjęcie zrobione w tym odcieniu specjalnie :)


Skończyła się noc, nastał kolejny dzień, czas na kolejny spacer :)
Tym razem idziemy wzdłuż plaży po stronie portu :)


Przy samym porcie plaża nie wygląda imponująco ... :/
Na szczęście im dalej, tym jest ładniejsza ...


Co jakiś czas pojawiają się jakieś rzeczki, wpływające do morza ...
Nie mam pojęcia co to jest, ale woda wygląda na czystą.
Muszę kiedyś też poszukać o tym informacji w necie :)


Po tej stronie plaża jest zmienna.
Polecam zabrać ze sobą obuwie do wody...


Czasami plaża jest kamienista ...


Ale jak widać, to nikomu nie przeszkadza. 
Zamiast zamków z piasku, można bawić się kamyczkami :)



Idąc dalej plaża robi się bardziej piaszczysta.
Mamy też kolejny dopływ :)


Postanowiliśmy dalej iść deptakiem :)


Boisko do gry w piłkę przy plaży :)
Tam dalej w tle jest jeszcze jedno :)
Takie dmuchane i jest w nim woda :)


I znowu nastała noc, więc ruszyłam z aparatem dokończyć zdjęcia, które robiłam dzień wcześniej :)


Nie mogłam zrobić wszystkich zdjęć od razu, ponieważ o 24-tej wyłączyli wodę :(


Przybliżenie na mostek :)


Teraz z innej strony :)


I z samego mostku na środku :)


Tam z tyłu, daleko widać Kale


Część fontanny w przybliżeniu


I znowu ujęcie z innej strony :) 
Czekałam, aż ten gościu sobie pójdzie, ale jak na złość siedział tam cały czas ... :/
Brakło mi cierpliwości, aby czekać dalej :(


Zmieniamy miejsce.
Wcześniejsze zdjęcia były robione po stronie Plaży Kleopatry.
Fontanna poniżej znajduje się po stronie portu. Również duża i imponująca :)
Ale mam tylko jedno zdjęcie, które mogę publicznie pokazać :)


Idziemy w stronę portu ...


W oddali znowu widać Kale :)



Zabrakło mi cierpliwości, aby zrobić tutaj ładne zdjęcie.
Zaraz przy tej łódeczce znajdują się dyskoteki.
Ludzie masowo chodzili tam i z powrotem, a ja nie chciałam ich na zdjęciu :(
Próbowałam, próbowałam, aż się poddałam. 
Ludzi w prawdzie nie ma, ale jakość zdjęcia też taka sobie :(


Kolejny dzień...
Jesteśmy w sklepie :)
Mój ulubiony napój :)


I znowu kwiaty, które można spotkać co kawałek :)


Dzisiaj w planie było polowanie na jaszczurki :)


Jak widać po ilości zdjęć, udane :)
Oj, mam tych zdjęć jeszcze dużo więcej :)


Jaszczurki, to moje ulubione gady, dlatego spotkanie ich na wolności to dla mnie ogromna frajda :)


Znaleźliśmy miejsce, gdzie było ich na prawdę dużo.
Tylko niestety uciekały jak tylko zobaczyły aparat :(


To dwie różne jaszczurki, w dwóch różnych miejscach, a jednak zdjęcia prawie identyczne :)


Ta postanowiła się schować :)
Ale i tak ją dopadłam :)


Ta natomiast bacznie mnie obserwowała i tylko przesuwała się o parę kroczków dalej co chwilę :)


Zrobiłam tak dużo zdjęć, że postanowiliśmy wracać.
W drodze powrotnej obserwowaliśmy dzieci bawiące się wodą :)


Widok na plażę ...
Nadal jesteśmy po stronie portu, ale zdecydowanie od niego dalej :)


Piesek czekający na właściciela.
Ma zraszacz, ma cień, ma miskę z wodą ...


Wracając znowu spotkałam jaszczurkę i nie mogłam się oprzeć, żeby nie zrobić jej zdjęcia :)


A tutaj mamy dwie :)
Na tą niebieską dosyć długo polowałam :)


Efekty moich polowań :)


Tego maleństwa nawet nie zauważyłam :)
Gdyby nie "K" pewnie nie miałabym jej na zdjęciu, a jest prześliczna :)


Pewnie w tym momencie niektórzy się skrzywili myśląc: jak jaszczurka może być śliczna :)


Będąc w Turcji to, co obowiązkowo trzeba zrobić to napić się soku ze świeżych owoców.
Są przepyszne ... 
U nas owoce smakują zupełnie inaczej ... :(


Stołówka dla ptaków :)

Hmm ... Czyżby chciał się ze mną podzielić ? :)



Oj, te się chyba nie za bardzo dogadują ...


Ptaków w tym miejscu było mnóstwo :)


Tak samo jak i kotów :)
Kotów w Turcji jest bardzo dużo.
Ten maluszek urodził się przy hotelowym basenie.


Kociaki były tak młode, że miały jeszcze niebieskie oczka ... :)


A to basen hotelowy, przy którym mieszkały te właśnie maluszki :)


A tutaj nasz drugi basen hotelowy.
Przy nim mieszkała Kociamama ze swoimi młodymi.
Kociaki ze zdjęć powyższych pochodzą od innej kotki  :)


Skoro pokazałam już baseny, to zrobię reklamę i podam nazwę naszego hotelu.
Jak dla nas super hotel :)
Spędziliśmy w nim bardzo fajnie 2 tygodnie :)


Były jaszczurki, były ważki, były ptaszki, nadszedł czas i na to :)


Robiąc nocne zdjęcia, człowiek skupia się na tym, co chce sfotografować. 
Tymczasem za jego plecami mogą dziać się ciekawe rzeczy, które łatwo wtedy przeoczyć.
Gdyby nie "W" nie zrobiłabym tego zdjęcia.
Ale się cieszyłam, jak go znalazła :)
To był jedyny gekon, jakiego spotkaliśmy w Turcji.
Pewnie jest ich pełno, ale w nocy ciężko je wypatrzeć a w dzień śpią pochowane :(


Nadszedł czas na kuchnie :)


Mieliśmy zdolnych kelnerów, a może kucharzy ?
Z owoców potrafili zrobić wiele ciekawy kompozycji :)



Ulubione danie "K", dlatego to zdjęcie musi tu być :)


I znowu jesteśmy na Kale.
Można tutaj zakupić pamiątki. 
Na zdjęciu jeden ze sprzedawców, ręcznie maluje obrazek w muszli ...


Wspominałam wcześniej o statkach i o miejscu,gdzie można skoczyć do wody.
To właśnie tutaj zbierają się statki i odważni śmiałkowie skaczą z wysokości :)

A tu mamy widok na Alanya po stronie plaży Kleopatry ...


Krótkie spojrzenie w dół ...
Oj, wysoko ...


Idąc dalej wzdłuż murów natkniemy się na okienko ...


Można też zobaczyć cypelek z innej strony ...

Mury są imponujące ...


I znowu zbyt niebiesko :)
Może kiedyś to poprawię :)


Nazwałam go "Cmentarnym Motylkiem" ponieważ znalazłam go na cmentarzu,
gdzie latał sobie z kwiatka na kwiatek :)


Na Wzgórzu Zamkowym można znaleźć dosłownie wszystko :)


Te ciężko pracujące kobiety również można spotkać schodząc ze Wzgórza ...


Byliśmy na Wzgórzu kilka razy, ale tylko raz udało nam się je spotkać...


Druga kobieta siedzi po przeciwnej stronie ulicy ...
Szkoda, że ma zasłoniętą twarz :(


Idziemy dalej i podziwiamy kolejne widoki ...


Kolejny raz ...


I za każdym razem robią na mnie takie samo wrażenie ...


Tam z tyłu, w oddali widać domek, który uwieczniłam kiedyś w nocy.
A jeszcze wyżej widać cel każdego turysty.
Jesteśmy gdzieś w połowie drogi, może ciut mniej nam zostało :)
Nie wiem, jakoś nie zwracałam na to uwagi, po prostu szłam i podziwiałam widoki :)
Mogłabym tak iść i iść...


W końcu droga dobiegła końca.
Trzeba spróbować tamtejszych pyszności :)
Coś ala nasz obwarzanek z serkiem topionym :)
Pychotka :)


I znowu kwiaty :)




I owoce dojrzewające na drzewach zamiast w skrzynkach w transporcie ...




Tą jaszczureczkę wypatrzyłam sama :)


Tak, jak i tą żabkę.
W pierwszym dniu, gdy odkryłam żabki, miałam zły obiektyw i wszystkie mi pouciekały.
Wróciłam następnego dnia z innym obiektywem. 
Warto było :)


Kolejny spacer.
Tym razem ruszyliśmy w pogoni za zachodzącym słońcem w stronę Antalya.
Nie mylić z Alanya :)


Z łagodnej Plaży Kleopatry brzeg morza przekształca się w strome zbocza ...



Z kamieniami, a raczej głazami wystającymi z wody ...


Statki i kutry płyną na zachód słońca ...


Idąc  wzdłuż ulicy odkrywamy to miejsce ...
Rodziny spotykają się tutaj i wspólnie grillują, spędzają czas ...
Bardzo mi się to podobało ...


Tam z tyłu, tam daleko, daleko, gdzie prawie nic nie widać, na szczycie jest Kale ... :)


A tutaj przybliżenie na jedną z knajpek, która również jest na powyższym zdjęciu :)


Widok na moje ulubione Wzgórze :)


Bez niego Turcja byłaby dla mnie chyba nudna ...


Kolejna knajpka w tej części Turcji.
Śmialiśmy się, że to "wylęgarnia dzieci" :)


To serduszko znajduje się właśnie przy tej knajpce :)


Uciekający nam zachód słońca ...


I słoneczko schowało się za górą ...


Nie zdążyliśmy dojść dalej, ale zrobiliśmy na prawdę spoty kawał na nogach w bardzo szybkim tempie :)


A w powrotnej drodze znaleźliśmy palące się pobocze.
Na szczęście ktoś wezwał straż pożarną ... 

Jakiś tam drogowskaz :)


Gdy wracaliśmy było już ciemno.
Nie zdążyliśmy na kolację :(


Kolejny dzień i kolejne zdjęcia :)


Ten znak musiałam mieć :)
To jedyne słowo jakiego się nauczyłam po turecku :)


Taksówki w Turcji są bardzo drogie.
Pewnie to dlatego, że mają bardzo drogie paliwo.
Przeliczając na naszą walutę litr paliwa kosztował niecałe 9 zł !!!


I znowu "niebiesko mi" :)


Mieliśmy się wybrać w rejs takim stateczkiem, ale stwierdziliśmy, że jednak to za długo jak dla nas ...


Woleliśmy wybrać się na kolejny spacer ...


To miejsce można znaleźć przy Czerwonej Wieży.
Koniecznie trzeba to zobaczyć na własne oczy ...


Idąc dalej mamy takie widoczki :)


Czerwona Wieża została z tyłu ...


Wracamy w jej kierunku ...


To miejsce jest po prostu zachwycające ...


Na tej skałce siedzi krab.
Mało brakowało, a ja siedziałabym na nim :)


Przy Czerwonej Wieży można znaleźć dużo różnych żyjątek :)



I bardzo dużo małych krabików :)


Powoli wracamy do hotelu.
W takich szklaneczkach w Turcji pije się herbatki :)
Jak dla mnie, zdecydowanie za małe :)


Widok na port ...


I jeszcze jeden bardzo podobny ...


Mieszkańcy chronią się przed upałem jak mogą ...
Jedni kupują zasłony ...


Inni wieszają, co mają pod ręką ...


Ostatni rzut okiem na nasz hotel ...
I wracamy do domu  :(



Toaleta publiczna :)
Na szczęście były też normalne kabiny :)


Droga powrotna ...




No i jesteśmy w Polsce ...

Relacja z wyjazdu  
 Wycieczka K.A.S - fotorelacja