środa, 20 lipca 2011

Łeba 2011



 Tym razem wybraliśmy się nad polskie morze. Postanowiliśmy spędzić tydzień w Łebie. 
Byłam już w wielu miejscowościach nadmorskich,ale zawsze wracałam do Łeby. 
Nie wiem,dlaczego ciągle mnie tam ciągnie ...
Zaczęłam jeździć do Łeby jak byłam jeszcze nastolatką i zauroczyłam się w tej miejscowości ... Zawsze podobało mi się to,że Łeba była tłoczna,że żyła praktycznie 24 godziny na dobę... Również to, że niedaleko są "Ruchowe Wydmy",które zawsze odwiedzam ... Zachody i wschody słońca są przepiękne ... Jedyne,co mogłoby wyglądać inaczej to: brakuje mi latarni morskiej w samej Łebie. Najbliższa to Latarnia Stilo lub Czołpino. Obie oddalone od samej Łeby o ok.20 km ... Szkoda też, że plaża jest zawsze taka tłoczna ... Ale coś za coś. Skoro lubię tłok na ulicach,powinnam przyzwyczaić się do tłoku na plaży :)
 Nocleg zarezerwowaliśmy w Głan'ie. Byliśmy tam ostatnio i bardzo nam się podobało. 
Znajduje się on na ul. Kościuszki i składa się z dwóch budynków, w których mieszkają wczasowicze. Nie jest blisko plaży ale to nam akurat nie przeszkadza. 
Na plażę można się przejść spacerkiem :)
Doba w Głanie kosztował nas 50 zł/os ponieważ byliśmy w 3 osobowym pokoju. W pokojach 2 osobowych doba kosztowała 60 zł/os. Nam Głan się podoba. Pokój,który mieliśmy był duży,z lodówką,czajnikiem 
i z małym tv. Przed budynkiem jest oczko wodne z mostkiem. Nie każdemu oczko pasuje, ponieważ jak to w oczku, są glony i czasami zielona woda, niewybranie liście, które spadają z drzew też robią swoje ... Niektórym to przeszkadza, nam akurat nie. Głan ma parking ogrodzony dla swoich Klientów,o co w Łebie czasami jest ciężko wynajmując u kogoś innego. Nie trzeba się obawiać, że braknie miejsca na Twój samochód, ponieważ przed budynkami mieszkalnymi właściciel prowadzi jeszcze parking, płatny dla pozostałych osób, także jeśli braknie miejsca przy budynku mieszkalnym, auto zostawiasz na parkingu płatnym z tym, że oczywiście nie musisz za niego płacić, a samochód masz bezpieczny :) Fajny jest też dodatkowy budynek jaki jest na posesji. Można tam sobie zrobić grilla lub ugotować coś do jedzenia :)  Jest też tam dodatkowa lodówka i drewniany stół przy którym można zjeść. Na tarasie drugiego budynku dostępna jest mikrofalówka oraz grill. Tam również jest stolik z parasolem, aby można było wygodnie posiedzieć.

Do Łeby wyjechaliśmy 2 dni wcześniej,niż planowaliśmy. Wieczorem dotarliśmy do Olsztyna gdzie postanowiliśmy zatrzymać się w Omega Hotel nad samym jeziorem. Pogoda zapowiadała się bardzo ładna,więc stwierdziliśmy,że spędzimy ten czas nad wodą. W rzeczywistości wyszło inaczej :) Cały dzień jeździliśmy po Mazurach. Naszym głównym celem były Mikołajki i Krutynia. Ponieważ byliśmy już tam nie jeden raz,pojechaliśmy tylko tak rekreacyjnie,pochodziliśmy po Mikołajkach,zamoczyliśmy pazurki w Krutyni i wieczorem ruszyliśmy do hotelu. Także z jeziora nici :) Jedynie na co się załapaliśmy to na 2 piękne zachody słońca nad jeziorem. Z dnia na dzień zachód był ładniejszy. Hotel ten ma jedną zaletę. Znajduje się nad samym jeziorem, a nasze pokoje zawsze mają widok właśnie na jezioro :) Minus, pokoje drogie ... Ale to w końcu hotel, nie kwatera prywatna ...
Po dwóch dniach spędzonych w drodze dotarliśmy do Łeby. Ostatni raz w byłam tutaj dwa lata temu. Była wtedy taka,jak zawsze ją pamiętałam, tłoczna, głośna i żyła 24 godziny na dobę. 
W tym roku jest nieco inaczej...
Gdy tylko dotarliśmy do Głana, zanieśliśmy rzeczy do pokoju i ruszyliśmy od razu w stronę morza. Jak tylko weszłam na ulicę zakręciła mi się łezka z radości :) Pomyślałam"znowu tu jestem..." Łeba zawsze była moim ulubionym miejscem. Nie wiem dlaczego właśnie ona mnie tak zauroczyła, ale zostawiłam tutaj część siebie. Jako dziecko wiedziałam, że kiedyś tutaj zamieszkam. Teraz wiem, że tego nie zrobię, ponieważ zanudziłabym się mieszkając tutaj na stałe. Ale wiem też, że zawsze będę tutaj powracać. Czasami co rok, czasami rzadziej, ale zawsze tu wrócę ... Nawet nie pamiętam ile razy już tu byłam i ... zawsze wracałam ... To jest moje miejsce na tej ziemi ... I chociaż wiem, że dla wielu osób, jest to zwykłe miasteczko turystyczne, a dla niektórych wręcz miejscowość, do której nigdy nie chcieli by przyjechać i w której ich zdaniem nie ma nic specjalnego, dla mnie jest to wyjątkowe miejsce i sama nie potrafię wytłumaczyć, dlaczego tak właśnie jest. Mniejsza z tym. Najwyższa pora zmienić temat,bo zrobiłam się sentymentalna :)
Wracając do samego przyjazdu. Rzuciliśmy rzeczy w pokoju (nawet się nie rozpakowywałam) i poszliśmy od razu nad morze :) Mieliśmy jeszcze jeden cel. Tradycyjnie obeszliśmy salony z grami aby zobaczyć, gdzie jeszcze zostały fliperki :) Jak zawsze nie zawiedliśmy się i było kilka automatów. Stan może nie najlepszy,ale były. W dzisiejszych czasach prawie nigdzie nie można już ich spotkać, a mój towarzysz niedoli jest ich wielkim zwolennikiem :) Jak nie pobije rekordu na znalezionym fliperku, to potem chodzi osowiały przez kilka dni :) Tym razem rekord został pobity, z resztą jak zawsze  :)
Idąc dalej nad morze, pierwsze co rzuciło mi się w oczy to spalona knajpa wraz z noclegownią przy wejściu na plażę. Był to "Gród Wiktorii". Jeszcze śmierdziało spalenizną. Knajpa spłonęła na początku lipca, udało uratować się kilka domków wczasowych,ale większość działalności pochłonął ogień. Kompleks ten wybudowany zastał zaledwie parę lat temu. Właściciele chcą odbudować Gród w tempie błyskawicznym. Po całej Łebie rozwieszono ogłoszenia, w których zachęcają do pomocy w odbudowie "Grodu Wiktorii - Zgliszcza". Oferują kiełbaski i piwo. Planowane ponowne otwarcie na 23 lipca tego roku, czyli za parę dni, 
a na razie nie ma tam niczego poza spalenizną ... Nie wiem, jak oni to sobie wyobrażają ale mam jednak nadzieję, że im się to uda. Jakoś pasowała mi ta knajpa w tamtym miejscu, raz nawet się tam bawiłam :) Szkoda, że nie będzie mnie już 23-go, żeby zobaczyć czy udało się osiągnąć zamierzony cel. 
Życzę im powodzenia ....
Poszliśmy dalej... Gdy weszliśmy na plażę zauważyłam od razu, że coraz więcej plaży jest zabierane przez jakieś knajpy, podesty itd. Szkoda... Ta plaża zawsze była tłoczna, stawiając tam cokolwiek, zmniejszają ją jeszcze bardziej... Dodatkowo przybyło wody. Nie pamiętam czy jak byłam tutaj cztery i dwa lata temu, to czy ten poziom już był większy czy podniósł się dopiero teraz. Nie zwróciłam wtedy na to uwagi. Teraz zwróciłam, ponieważ zauważyłam, że kołki po których dawniej chodziłam i robiłam sobie zdjęcia, są teraz zupełnie pod wodą. Gdy nie ruch fali nie byłyby w ogóle widoczne. Ciekawa jestem czy tak już zostanie. Następnym razem, jak będę w Łebie na pewno zwrócę na to uwagę. Pierwszego dnia obeszliśmy prawie całą Łebę. Chciałam zobaczyć co się pozmieniało, co zlikwidowali, co się pojawiło, co rozbudowali ... Jednak to, co najbardziej rzuciło mi się w oczy, najbardziej mnie też zaskoczyło. W Łebie ogólnie jest bardzo dużo osób, ale jak na Łebę, to jest ich bardzo mało. Nie dziwie się, bo pogoda nie zachęca do przyjazdu, ale jest ich na tyle mało, że nie ma raczej problemu z noclegiem, a tutaj zawsze był w sezonie problem z noclegiem ... Idąc w nocy koło 24-tej, ulice są puste, a dawniej zawszę tętniły życiem. Owszem knajpy i dyskoteki dalej działają, ale na ulicach pusto. Sklepy też zamykają wcześniej, chociaż nadal są sklepy działające 24 godziny na dobę. Jak widać pogoda zniechęciła ludzi do przyjazdu nad morze. Nie dziwię się. Sama też zastanawiałam się, czy nie zrezygnować z tego wyjazdu, bo siedzenie w pokoju przez 7 dni, jak pada deszcz raczej nie napawa optymizmem. Jednak postanowiłam spróbować i przyjechać. Czy przyjechałabym, gdybym nie miała zrobionej rezerwacji i gdybym nie była już umówiona na ten wyjazd z kimś jeszcze ? Raczej nie ... Chyba jednak wybrałabym jakiegoś lasta, a Łebę odłożyłabym do momentu, aż wróci pogoda.... Cieszę się jednak, że tak nie zrobiłam. Pomimo tego, iż pogoda nie zachęca, bardzo się cieszę, że pojechałam do Łeby. Nie było nawet tak źle. Przeważnie nie padało, świeciło też słońce. Pogoda była na tyle łaskawa, że przynajmniej można było pospacerować, pozwiedzać coś. 
W pierwszej kolejności oczywiście ruszyliśmy na wydmy :) Jak zawsze i tym razem mnie zachwyciły... :) Jak zawsze też, przesuwają się w stronę jeziora zasypując powoli las ... Zastanawiam się co będzie, jak dojdą do jeziora... Zasypią częściowo jezioro czy wydmy znikną pod wodą ? Chyba nie chcę się tego dowiedzieć... Mam nadzieję, że jeszcze przez wiele lat będę mogła się nimi cieszyć.  
Drugą wycieczką był Park Dinozaurów, który tutaj otworzyli. Oczywiście poszłam tam spacerkiem, ponieważ to bliziutko. Idąc spotkałam pasące się na łące konie. Nie mogłam się oprzeć i podeszłam do nich bliżej, aby zrobić zdjęcia. Dotarłam do parku Dinozaurów. Już z daleka widać było potężną figurę jednego z nich. Wstęp dla dorosłej osoby 25 zł, ulgowy 15 zł. Trzeba mieć legitymację szkolną. To że ktoś wygląda jak dziecko, nie wystarczy. Nie ma legitymacji, nie ma biletu ulgowego.
Teren parku wydaje się bardzo duży. Nie wchodziłam do środka, bo miałam inny cel tej wędrówki. Bardziej interesowały mnie przeróżne żyjątka, które mogłam spotkać po drodze :) I tak udało mi się zrobić kilka fajnych zdjęć ptaków, żabki, jaszczurki oraz wspomnianych już wyżej koników. Z mojej wycieczki byłam bardziej zadowolona, niż gdybym weszła do środka :) Ale miłośnikom takich parków polecam, ponieważ ludzie wychodzili zadowoleni, a przynajmniej tak wyglądali :)
Przed Parkiem Dinozaurów jest prywatny Ogród Ornitologiczny. To był cel mojej kolejnej wycieczki. Ogród ten prowadzi fascynat ptaków. Wejście dorosłej osoby kosztuje 10 zł, dziecka 5 zł. Na samym początku wita nas klatka, w której jest stadko malutkich kociaków :) Są przesłodkie. Dzieci mogą wejść do klatki i bawić się z kociakami :) Na przeciwko jest zagroda, w której znajdują się lamy, kózki i inne zwierzątka. Można wejść do zagrody, jednak właściciel odradza głaskanie lam :) W zagrodzie oczywiście byłam i tym razem posłuchałam rad i nie głaskałam lam, chociaż strasznie mnie korciło :) Ale stwierdziłam, że jedna kontuzja mi wystarczy na tym wyjeździe. Nie wspominałam jeszcze o tym, ale zaraz po przyjeździe uszkodziłam sobie stopę. Niby z zewnątrz nic nie widać, nie wiem nawet kiedy to zrobiłam, ale chodząc odczuwałam straszny ból. Czasami było lepiej i mogłam chodzić normalnie, a czasami bolało tak bardzo, że aż kulałam. Ale to mnie nie zniechęcało przed pieszymi wędrówkami ... :) Stwierdziłam, że noga odpocznie w Krakowie :)  Także, jak już pisałam, druga kontuzja nie była mi potrzebna :) W sumie to zastanawiam się, co by się stało gdybym pogłaskała te lamy ... :D  Pewnie by mnie pogryzły znając moje szczęście :D
Teren, na którym znajdują się ptaki jest olbrzymi. Ptaki mają porobione swoje zagrody. Można tam spotkać przeróżne gatunki od gołębi poprzez kaczki, indyki, gęsie, bażanty m.in.królewskie, po łabędzie czarne, pawie i inne ptaki, których nazw nawet nie znam :) Jeśli ktoś nastawia się na papużki i inne latające ptaszki, to tutaj tego nie znajdzie. Za to, na samym końcu wędrówki można znaleźć ... strusia :) Struś jest fajny :) Taki ruchliwy ... Wszędzie go pełno. Klepał dziobem powietrze, jakby muchy łapał :) Wygląda na oswojonego, przynajmniej jadł z ręki trawę :) Ale z tym karmieniem go, to trzeba jednak uważać, bo jakiś taki pazerny ten struś :) Wyszukiwałam najdłuższej trawy i dopiero mu dawałam, nie spuszczając wzroku z jego dzioba :) Zachłanny łapał wszystko, z czego większość lądowała od razu na ziemi :)  Struś jest zdecydowanie najlepszą atrakcją tego miejsca, przynajmniej dla mnie :)
To co lubię jeszcze w Łebie to przepiękne zachody i wschody słońca. Na zachód słońca można wybrać się w rejs statkiem. Taka przyjemność kosztuje 30 zł za dorosłą osobę i 20 zł za dziecko. Ostatnio byłam na takim rejsie 4 lata tremu. W tym roku jakoś nigdy nie zdążałam na statek i na zachody słońca chodziłam na plażę :)
Co do wschodów słońca to ... Pierwsze moje podejście było zupełnie nieudane. Wszystko wskazywało na to, że będzie przepiękny wschód słońca, nastawiłam budzik, aby nie zaspać tylko ... Hmm ... Budzik był źle nastawiony i nie zadzwonił, a ja obudziłam się 15 minut za późno :(   Poszłam spać dalej ...  Następny dzień, następne podejście. Budzik nastawiony na 3:30. Wcześnie ... Tym razem budzik zadzwonił, wstałam, wyjrzałam za okno, stwierdziłam, że są czarne chmury i zachód nie będzie udany i poszłam spać. Jednak, tylko ja tak myślałam ... Usłyszałam" idę zobaczyć na ten wschód" ... Niechętnie pozbierałam się z łóżka, bo przecież, jakbym się potem dowiedziała, że był śliczny wschód słońca to bym się załamała... Poszliśmy na plażę. 4:30 - wschód beznadziejny... Chmury zasłoniły wszystko ... Wracając ze wschodu słońca co chwilę mijaliśmy ludzi. Było ich bardzo dużo. Pewnie wracali z dyskotek... Część z nich szła na plażę podziwiać wschód słońca, którego nie było :) Część szła do sklepu 24 -godzinnego, część wracała do domu...
I ta właśnie Łeba, była moją Łebą ... To było to miejsce, w którym ludzie chodzili po ulicach 24 godziny na dobę... Ale wieczorem po godzinie 24 znowu nastała cisza i tylko nielicznych można było spotkać na ulicy... Inaczej wyglądało to w weekend, gdzie najechało bardzo dużo osób. W końcu zrobiła się pogoda i ludzie postanowili odpocząć nad morzem. Pewnie po weekendzie wrócą do pracy, ale właśnie w ten weekend, ostatni przed moim wyjazdem, poczułam się jak zawsze w Łebie i musiałam przepychać się na chodniku między ludźmi, aby dojść do celu :)
 Ale powróćmy do wschodu słońca. Kolejna noc, kolejne podejście... Jestem strasznym śpiochem, więc wyobraźcie sobie jak musiałam być zdesperowana, żeby 3 noc pod rząd polować na wschód :)
Tym razem nie poszliśmy spać w ogóle. Gdybym się położyła, na pewno bym już nie wstała :)
Posiedzieliśmy sobie do 3-ciej i ruszyliśmy z aparatem i statywem robić nocne zdjęcia, a potem na wschód :) Na zdjęcia nocne brakło nam oczywiście czasu, ale za to wschód słońca tym razem mieliśmy udany :) Opłacało się nie spać :)
Powoli dobiegł koniec naszego czasu, który mieliśmy spędzić w Łebie i udaliśmy się w kierunku Krakowa...
Jeszcze tutaj wrócę ... :)

4 komentarze:

  1. Przepiękne zdjęcie. Wygląda jak w bajce. Doskonale cię rozumiem. Tę miłość do jakiegoś miejsca, czasami niewytłumaczalną. Mam kilka takich miejsc ukochanych i do wszystkich tęsknię. Znajdują się one o setki kilometrów od mojego miejsca zamieszkania (Gdańsk). Ostatnio jadąc służbowo właśnie do Łeby nie mogłam się nadziwić, że tak tam ładnie. Bardzo mi się podobało. Mam tak blisko, a ostatnio byłam z wycieczką szkolną wieki temu. Postanowiłam więc Łebę odwiedzić, tyle że po sezonie, bo w przeciwieństwie do Ciebie nie lubię tłoku. Choć tam gdzie jeżdżę zawsze tłoczno, ale jak piszesz, coś za coś. Ciekawe, czy po sezonie też mi się spodoba. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  2. Daj mi znać jak wygląda Łeba po sezonie i czy odnowili "Gród Wiktorii". Jestem ciekawa czy udało im się w tak szybkim czasie.
    Wydaje mi się, że po sezonie będzie tam bardzo spokojnie...
    Mnie marzy się zobaczyć morze zimą, gdyby to jeszcze była Łeba byłoby cudownie. Ale mam za daleko, żeby jechać zimą na parę dni ... :(

    OdpowiedzUsuń
  3. Śliczne zdjęcia z miejsca w którym nie raz byłam. Moją pasją oprócz przyrody jest też poznawanie nowych miejsc, tak w Polsce jak i w innych krajach. Dlatego z przyjemnością będę do Ciebie "wpadać" i oglądać Twoje piękne zdjęcia . Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja do Łeby wracam bardzo często ...
    Ma w sobie coś, co mnie tam przyciąga :)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za komentarz.
Pozdrawiam :)