środa, 20 lipca 2011

Szymbark



Kolejny dzień, kolejna wycieczka. Tym razem padło na Szymbark. 
Szczerze mówiąc nie wiem po co tam pojechaliśmy, bo już kiedyś tam byliśmy i raczej nie liczyłam na coś nowego  :) Ale co tam, może jednak coś się zmieniło :)
Z Łeby do Szymbarku można dojechać busem. Cena ? Jak dla mnie powalająca, 60 zł za osobę. My pojechaliśmy samochodem. Z Łeby jest to ok 90 km. Z daleka było widać,że zbliżamy się do miejsca ponieważ wzdłuż ulicy ciągnęły się chyba kilometrami zaparkowane samochody... Tak samo było, jak byliśmy tutaj za pierwszym razem. Teraz zrobiliśmy dokładnie to samo co przedtem, minęliśmy samochody i pojechaliśmy pod samo wejście. Miejsce znaleźliśmy bez problemu :) Ostatnio też tak było, dlatego i tym razem postanowiliśmy zaryzykować :) Udaliśmy się do kasy. 
Ceny wstępu to 12 zł za osobę, dzieci do lat 6-ciu wchodzą bezpłatnie. 
Wchodzimy...
Tradycyjnie w pierwszej kolejności zwiedzamy knajpy i patrzymy, gdzie można coś zjeść :) Wybraliśmy knajpę na dole w pobliżu domu stojącego do góry nogami. Odradzam tą knajpę !!! Jedzenie dostaliśmy na raty, było niedobre, bardzo długo musieliśmy czekać. Po kuwetach z jedzeniem masowo latały muchy !!! Ale to jeszcze nic. Przyjęto od nas zamówienie na coś,co im się skończyło i zamiast przeprosić za pomyłkę i jakoś rozwiązać problem to my czekaliśmy ... Czekaliśmy ... I czekaliśmy ... Aż w końcu się wydało, że tego nie mają i chyba czekali, aż im ktoś to dowiezie...  :/ No ale nasza cierpliwość sięgnęła granic i w końcu zaproponowano nam coś innego do zjedzenia, co również okazało się wielką pomyłką ... 
To tyle, jeśli chodzi o jedzenie.
W pierwszej kolejności poszłam zobaczyć co tam nowego u słynnej, niegdyś najdłuższej deski. Została ona wpisana do Księgi Rekordów Guinnessa w 2002 roku. Nie,żeby mnie to zbytnio interesowało, ale skoro byłam już zobaczyć co mają w knajpie do zjedzenia to zajrzałam odwiedzić też deskę :) Tak więc deska jest nadal i ma się dobrze :)
Potem poszłam połazić na zewnątrz. W sumie to nie miałam żadnego celu, ponieważ, jak wcześniej wspominałam,byłam już w Szymbarku i wszystko widziałam :) Weszłam do jednego z budynków, gdzie w środku znajdował się potężny fortepian. Hmm... Tego fortepianu nie pamiętam ...  Jest to największy koncertujący fortepian świata. Ma wpis do księgi rekordów Guinnessa. Oglądnęłam, zrobiłam zdjęcie i poszłam pod dom stojący na dachu. Kolejka do wejścia tak, jak ostatnio dłuuugaaaaa.... Czekania na kilkadziesiąt minut. Poniżej godziny na pewno nie uda się wejść, a czasami czeka się w kolejce nawet i ok 3 godzin :) Ponieważ już kiedyś stałam w takiej kolejce i wiem co mnie czeka w środku, tym razem postanowiłam sobie odpuścić :)  Gdyby była mniejsza to pewnie bym stała, bo w domku mi się podobało, ale dzisiaj była zdecydowanie za długa  :) Do środka wpuszczano małymi grupkami. Wchodzi się przez okno i spaceruje po suficie :) Gdzieniegdzie można zobaczyć elementy wystroju domu np. telewizor. Daje to fajny efekt, ponieważ pamiętajmy,że chodzimy po suficie :) Zwiedzając domek można wejść nawet na piętro :) W pewnym momencie chyba każdy człowiek traci równowagę i czuje się,jakby był pijanym :) To bardzo fajne uczucie i można się przy tym pośmiać :)  Tzn. nie mam na myśli tego,że bycie pijanym jest fajne, żeby mnie ktoś źle nie zrozumiał :)  Każdy będąc w Szymbarku, obowiązkowo musi zwiedzić ten domek w środku, jeśli wcześniej tam nie był :) Warto postać te kilka godzin w kolejce :)
Następnie udałam się w stronę bunkru, ale nauczona doświadczeniem z ubiegłego razu nie weszłam do środka :) Ostatnio gdy byliśmy, pogoda była zdecydowanie lepsza niż teraz. Wtedy weszłam do środka. Ogólnie było bardzo fajnie, gdyby nie jeden mały szczegół... W środku była woda, błoto i ludzie, którzy blokowali cofnięcie się, aby nie brnąć dalej w błotku :) Więc trzeba było brnąć dalej w błotku i w kałużach :) Nie wiem, może to jakoś poprawili i teraz bez względu na pogodę jest sucho w środku, ale nie miałam ochoty na sprawdzanie tego :) Tzn. ochotę miałam, ale nie mogłam tego zrobić, bo potrzebowałam moje buty suche i czyste a na przebranie niczego nie wzięłam :)
Ruszyłam dalej w stronę Domu Sybiraka. Jest to miejsce, które w pewnym sensie jakoś mnie "rusza". Warto tam iść z przewodnikiem i posłuchać, jak opowiada o tamtych czasach. Moja babcia to przeżyła i może dlatego właśnie w takich miejscach, odczuwam to bardziej intensywnie niż pozostali zwiedzający.  Miałam też okazję posłuchać właśnie takiego przewodnika. Do tego dochodzi to,co opowiadała babcia (chociaż Ona raczej o tym nie mówi ...) i pewnie dlatego reaguję ... Hmm ... nie wiem jak to nazwać... Sentymentalnie ?
Po zwiedzeniu udałam się w stronę kolei. Jest to pociąg zwany "Pociągiem donikąd". Takim pociągiem transportowano polskich zesłańców na Syberię. Taka podróż mogła trwać nawet do 3 miesięcy i ilość osób w jednym wagonie wynosiła ok. 50. Warto wejść do środka, do wagonów, można tam trochu poczytać. To, na co zwróciłam uwagę to fakt, że w jednym z wagonów znajduje się wiersz napisany przez moją babcie. Wiersz jest zatytułowany "Kolęda dzieci polskich w Kazachstanie" i znajduje się tam, jako wiersz nieznanego autorstwa. Gdy zwróciliśmy uwagę na to poprzednim razem i powiedzieliśmy, że znamy autora tego wiersza i że jest on nawet w książce autorskiej tej osoby, zwyczajnie nas "olano" i mieli to po prostu "gdzieś" ... Hmm ... A co z prawami autorskimi ... ?  Wiersz wisi tam do teraz, a moja babcia nawet o tym nie wie. Oczywiście, nadal nie ma autora ... Chyba najwyższa pora jej o tym powiedzieć ... 
Zrobiliśmy zdjęcie ... I poszliśmy dalej ...
Dla kogoś kto jest pierwszy raz w tym miejscu, jest to wycieczka na cały dzień. Na prawdę jest gdzie tam chodzić, do tego dochodzi czekanie w kolejce,aby wejść do domu... Warto.  Ja polecam każdemu tą wycieczkę,bo uważam,że mimo paru niedociągnięć jest to ciekawe miejsce,a stanie w kolejce w celu zwiedzenia domu, rekompensuje samo jego zwiedzanie :)

5 komentarzy:

  1. Nareszcie wiem, gdzie to jest :) Do tej pory widziałam tylko zdjęcia tego domku :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ciesze się,że mogłam pomóc :)
    Jadąc tam przygotuj się na kolejki :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Szymbark znam także ze zdjęć. Kto wie, może zachęcona Twoimi relacjami tam zajrzę.
    Pozdrawiam :)))

    OdpowiedzUsuń
  4. Byłam...i owszem....ale nie dostałam się do domku....kilometrowa kolejka była dla mnie nie do pokonania...ale mam powód żeby w wolny dzień się tam wybrać:)

    OdpowiedzUsuń
  5. Nie miałam pojęcia o istnieniu takiego freakowego miejsca na ziemi. A to nawet całkiem niedaleko. Super.

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za komentarz.
Pozdrawiam :)