niedziela, 3 lipca 2011

Turcja - Alanya


Turcja - Alanya
08.06.2011 – 22.06.2011

W tym roku padło na Turcję.
Wybraliśmy Alanya, głównie ze względu na to, iż jest to duża miejscowość, więc nie powinna dopaść nas nuda.
Wczasy zarezerwowaliśmy u tej samej osoby, u której wykupiliśmy zeszłoroczną Tunezję.
Tym razem jednak wyjazd organizowało GTI. Lecieliśmy samolotem linii Sky Airlines,który wystartował punktualnie w obie strony. Lot trwał jakieś 2 godziny 45 minut czasu polskiego. Pamiętajmy,że w Turcji mamy inną godzinę :) Na pokładzie samolotu dostaliśmy  posiłek i picie. Do wyboru była: bułka z kurczakiem (czyli drobiową wędliną) lub serem oraz napój bezalkoholowy typu cola, fanta, woda,kawa,herbata itp. Każda z bułek posmarowana była dodatkowo jakąś pomarańczową pastą. Szkoda,bo mi osobiście pasta nie smakowała i zjadłam tylko górną część bułki, ale moi towarzysze zaopiekowali się drugą połową :) Do każdego posiłku dodano również ciasteczko na deser :) Ciasteczkiem już się nie podzieliłam tylko sama zjadłam :) Jedyny minus tego lotu był taki,że nie mieliśmy miejsc w jednym rzędzie przy sobie,tylko rozrzucono nas i każdy siedział gdzie indziej,ale na szczęście blisko siebie. Niestety nikt z nas nie miał miejsca przy oknie :( Szkoda mi było widoków,ponieważ lecieliśmy o zmroku i nie mogłam podziwiać oświetlonych miast. Wkurzałam się,bo osoby,które miały miejsca przy oknach smacznie sobie spały, a ja musiałam obejść się bez widoku światełek :( W powrotnej drodze siedzieliśmy już razem,a ja miałam miejsce przy oknie :) Lecieliśmy w dzień,była piękna pogoda więc widoki były na prawdę wspaniałe :)
Na lotnisku szybko odnaleźliśmy swoje bagaże i boczkiem,omijając bramki udaliśmy się w stronę stanowiska GTI. Inni czekali w kolejce, aż wszystkie bagaże przejdą przez bramkę. Nam udało się i celnik (czy jak on się tam nazywa),przepuścił nas bokiem,żeby rozładować kolejkę :) Na zewnątrz budynku od razu dało się poczuć ciepłe powietrze. Pomyślałam "będzie dobrze",pojawił się uśmiech na twarzy i poszliśmy dalej w miejsce, gdzie wskazali nam autokar,którym mieliśmy dojechać do Hotelu.
Droga minęła bardzo przyjemnie. Czystym,klimatyzowanym autokarem, w którym można było zakupić napoje typu piwo, cola, fanta,sprite i wodę. Ceny : piwo - 2,50 Euro,Cola i Fanta -1 Euro, woda - 0,5 Euro. Pani Ela ( przedstawicielka GTI )poinformowała nas, że do temperatury,która jest w rzeczywistości należy dodać jeszcze 10 °C i to jest dopiero odczuwalna temperatura. Sprawia to wysoka wilgotność powietrza, która wynosiła ok.70 % w momencie naszego przyjazdu do Turcji.
GTI bardzo milo mnie zaskoczyło swoją dobrą organizacją oraz tym,że nie miałam się do czego przyczepić. Jestem osobą,która zawsze znajdzie coś,do czego mogłaby się przyczepić,a tu nic :) Także wielki plus dla nich za to,że na wstępie nie wyprowadzili mnie z równowagi :) Rezydentka tego biura, Pani Ela bardzo dobrze wykonywała swoja prace. Interesowała się nami i była pomocna. Pytała czy zgasić światło,czy zimno i takie tam inne :) Wychodziła z każdym do Hotelu,sprawdzała czy wszystko w porządku. Jeśli wszystko było ok., wracała do autokaru i jechaliśmy dalej. Czuć było,że jej zależy. Albo pracuje tam od niedawna i jeszcze się stara albo to na prawdę świetna rezydentka. Co jakiś czas opowiadała nam o Turcji. Poinformowała nas również o fakcie ,że ubezpieczenie GTI gwarantuje nam bezpłatną pomoc lekarza. W razie potrzeby wystarczy zadzwonić do GTI i poinformować ich o konieczności wizyty lekarza. Oni wtedy wzywają go i do około 2 godzin lekarz powinien być w Hotelu. Nie trzeba mu wtedy płacić,nie trzeba nigdzie jeździć. To bardzo dobre i wygodne rozwiązanie. Do tej pory spotykałam się tylko z praktykami,ze płacimy,bierzemy rachunek i rozliczamy po powrocie, a tutaj można było to zrobić od razu bezpłatnie, a pieniążki wydać na wczasach :)  Na szczęście nie musieliśmy tego testować w praktyce ani tutaj, ani w innych krajach,chociaż tym razem bez drobnych kontuzji się nie obyło :) No,ale w końcu jesteśmy na wakacjach. Co to za wakacje bez stłuczeń,pogryzień,ran i innych takich atrakcji ... :)
GTI ogólnie spisało się na medal. Wszystko było załatwione sprawnie, autokary porządne z klimatyzacją,wszystko na czas. Jeżeli wszystkie wczasy tak obsługują to chętnie z nimi jeszcze pojadę. Duży plus ode mnie za te wczasy. Przyznam,że bałam się jechać z GTI,jakoś nie miałam z nimi wcześniej do czynienia. Teraz bardzo chętnie wybiorę się jeszcze z nimi.
Do hotelu jechaliśmy jakieś 3 godziny rozwożąc po drodze innych wczasowiczów. Nie wiem dlaczego,ale chyba jestem jedną z nielicznych osób, która to lubi :) Nasz Hotel, Blue Star **** który wybraliśmy,okazał się strzałem w 10. Bardzo się cieszę,że zdecydowaliśmy się na ten właśnie Hotel. Jest on duży, ładny i przede wszystkim czysty. Jechałam z dużą obawą co zastanę na miejscu,ponieważ okazało się,że w umowie mam wpisany pokój ekonomiczny. Wcześniej nawet nie wiedziałam,że takie są. Bałam się,że wylądujemy w jakiejś klitce bez balkonu z tragiczną,zgrzybiałą łazienką, łóżkiem polowym jako dostawką dla dziecka oraz łóżkiem dla nas z dziurawymi materacami :) Takie tam moje czarne myśli :) Na początku się załamałam,gdy zobaczyłam,co mam wpisane w umowie, ale potem przemyślałam wszystko i doszłam do wniosku,że w czerwcu raczej nie powinny być zajęte wszystkie pokoje,więc w razie potrzeby wymieni się pokój za odpowiednią opłatą. Nie było jednak takiej potrzeby :) Nasz pokój z numerkiem 4104 był na 3 pietrze,miał 2 pomieszczenia mieszkalne,balkon,super mrożącą klimatyzację,lodówkę,tv z Polską telewizją "Polonia TVP",prysznic itd ... Byl czysty,ładny,miał duże wygodne łóżka. Patrząc w lewą stronę z balkonu widać było morze. Patrząc przed siebie, budynek po drugiej stronie ulicy. Nam pasował, bylismy zadowoleni i odetchnęłam z ulgą a na twarzy pojawił się uśmiech zadowolenia :) Jedyny minus to klimatyzacja,która chłodziła bezpośrednio na łóżko,ale drobne przemeblowanie (z resztą standardowe :) ) i już wszystko było ok :). Jeśli tak wyglądają pokoje ekonomiczne,to mogę zawsze mieszkać w takich pokojach. W Polsce przebywając nie raz w hotelach o bardzo wysokim standardzie,dostawałam czasami gorsze pokoje i przede wszystkim mniejsze. Ale wracając do tematu...
Do pokoju wydawany jest  tylko jeden klucz. Jest on połączony z urządzeniem, włączającym prąd a co z tym związane klimatyzację. Jest to kłopotliwe ponieważ  wychodząc z pokoju wszystko wyłączasz. Z jednej strony to bardzo dobre rozwiązanie, oszczędność prądu itd. ale dla wczasowiczów nie do końca jest to wygodne. Nam udało się uprosić drugi klucz,mówiąc,że dziecko chodzi osobno i mamy potem problem,bo nie ma jak wejść do pokoju jak nas nie ma ,no i dostaliśmy klucz :) Łatwizna :) Tak więc klima fajne mroziła nam pokój podczas naszej nieobecności :)
Tym razem postanowiliśmy skorzystać z sejfu. Chociaż w hotelu o kradzieżach nie słyszano, chcieliśmy się czuć spokojnie ponieważ wzięliśmy ze sobą dużo sprzętu,którego nie chcielibyśmy stracić. Koszt sejfu to 10 euro za tydzień + 10 euro kaucja zwrotna za klucz. My oczywiście zgubiliśmy klucze od sejfu i od pokoju :) Na szczęście nosiliśmy ze sobą klucz,który dostaliśmy jako drugi,a elektroniczny zawsze zostawał w pokoju. Okazało się,że taki elektroniczny klucz kosztuje "jedyne" 30 euro za zgubienie + 10 euro za klucz od sejfu. W sumie kosztowałoby nas to 40 euro,ale skończyło się na 20 lirach. Uff ... :) Żeby było ciekawiej okazało się,że zapasowy klucz do naszego sejfu nie pasuje ! W recepcji innego nie mają a my musimy koniecznie dostać się do niego,bo jedziemy na całodniową wycieczkę i musimy zabrać z niego parę rzeczy ... :/ Chcąc nie chcąc, w recepcji wezwano ekipę z zewnątrz,która rozwierciła zamek w sejfie,żebyśmy mogli zabrać rzeczy, a na drugi dzień,jak byliśmy na wycieczce, wymieniono zamek na nowy. Zastanawiałam się ile policzą nam za tą usługę "extra", ale był to już chyba koszt wliczony w cenę zgubionego klucza :)
Sam Hotel składał się z dwóch budynków: okrągły, w którym była recepcja i drugi,w którym była restauracja. My mieszkaliśmy w tym drugim. Nasz budynek ma 5 pieter,dużo wind i nie trzeba długo na nie czekać. Przez 2 tygodnie tylko raz zepsuła się jedna winda,ale nie robiło to dla nas żadnego problemu,ponieważ parę kroków dalej była druga,a jak nam się chciało to używaliśmy schodów zamiast wind :) W budynku okrągłym jest 9 pieter oraz dwie windy. Współczuje osobom,które maja pokoje w tamtym budynku na wyższych piętrach,zwłaszcza na ostatnim. Byłam tam dwa razy i myślałam,ze nie doczekam się na windę. Strasznie duszno, czekanie na windę może totalnie znudzić ... Ogólnie nie chciałabym tam mieszkać.  Widziałam jeden pokój,podobny do naszego,wiec nie wiem dlaczego niektórzy piszą,ze to lepsza cześć przeznaczona dla Niemców. Ja wole tą,w której byłam i jestem naprawdę zadowolona :)
W Hotelu dla znudzonych wczasowiczów dostępny jest też bezpłatnie bilard,a dla osób lubiących wysiłek siłownia. Za każdym razem,jak przechodziliśmy koło bilarda mówiłam,że musimy sobie zagrać,ale jakoś nigdy nie było czasu :) Nie korzystaliśmy ani z jednego ani z drugiego :) Odpłatnie jest SPA i inne takie, zupełnie niepotrzebne jak dla mnie rzeczy. Tak, tak wiem ....Są zwolennicy takich atrakcji :) Ja tam wolę wyjść i przejść kilka kilometrów na nogach,zobaczyć coś ciekawego i porobić kilka fotek niż tracić czas relaksując się w taki czy inny sposób. Ale każdy jest inny i każdy lubi co chce,tak więc zostawiam ten temat w spokoju :)
Mieliśmy opcję all inclusive. Jedzenia i picia pod dostatkiem od 7-mej do 24-tej. Nikt niczego nie żałował,można jeść i pić do bólu. Pewnie niektórzy stwierdziliby,że jedzenie mało urozmaicone,ale ja tego w ogóle nie odczułam. Posiłki podawane w taki sposób,że każdy dla siebie znajdzie coś dobrego :) Była nawet kuchnia dietetyczna. Jedno jest pewne,głodnemu się chodzić nie będzie. Jedzenie ogólnie pyszne. Nawet ktoś tak wybredny jak ja,znajdzie dla siebie coś smacznego :) Lody podawane przy kolacji tak dobre,że brakuje mi słów. Każdy smak czuć intensywnie,nie to co u nas. Lody cytrynowe,aż wymuszają kwaśny grymas na twarzy :) Z ciekawości kupiłam też lody na mieście,ale smak nie był już tak intensywny jak tych w hotelu. Chociaż w sumie,nie kupowałam lodów gałkowych tylko takie pakowane. Po co miałam kupować gałkowe,skoro w hotelu miałam ich pod dostatkiem?  Może tylko te gałkowe mają aż tak intensywny smak ?  Na mieście kupowałam Magnum Pistacjowe. W Polsce  nie widziałam takich, a szkoda... Cena jednego 2,5 lira. Ciut mniejszy niż polskie Magnum ale równie dobre. Zjadłabym go sobie teraz ... :(  
Ciekawe dlaczego nie ma ich w naszym kraju ?
Co do jedzenia w Turcji,nikt z naszej trojki nie miał rewolucji żołądkowych. U innych też nie słyszeliśmy,żeby mieli jakieś problemy. Pewnie cola pita litrami pozabijała wszystko :)
Napoje w barach basenowych podawane są głównie w plastikowych kubkach wielokrotnego użytku, jednak jeśli poprosisz o  napój w szklance to taki dostaniesz bez żadnego problemu. Nikt się nie dziwi,nie robi jakiś min,po prostu nalewają napój do szklanki. Plastikowe kubki przyjęte są głównie przy basenach i na plaży. W sumie nie dziwie się. Taki dzieciak na śliskiej,mokrej podłodze przy basenie ze szklanką ... to mogłoby się źle skończyć... Do napoi ciepłych cały czas są dostępne filiżanki, a do wina kieliszki. Przy obiedzie napoje wydawane są tylko w szklankach,filiżankach i kieliszkach, plastikowe kubki zostają przy basenowych barach.
Obsługa,miła, sympatyczna, ogólnie czysto. Bardzo szybko sprzątają po posiłku. Jeżeli skończysz jeść lub wypijesz swój napój, zaraz ktoś przyjdzie posprzątać. Każdy posiłek nakładasz sobie na nowym talerzu a napój dostajesz w nowej szklance/kubku. W sumie fajnie, ale trochu mnie to wkurzało,zwłaszcza na początku :) Potem człowiek przyzwyczaił się do tego :)
W hotelu są dwa baseny zewnętrzne. Jeden ze zjeżdżalnia,drugi bez. Brodziki są przy obydwu basenach. Basen ze zjeżdżalnia prawie cały dzień jest słoneczny,ten drugi po południu powoli zachodzi cieniem. Dobry dla osób,które spaliły się na słoneczku lub które wolą poleżeć w cieniu. W basenach można leżeć na materacach,grac w piłkę, praktycznie robisz co chcesz :) Nasz Hotel miał ładne duże baseny,chociaż zaraz po przyjeździe wydawało się nam,że są one małe :) Spacerując po Turcji widzieliśmy wiele basenów ale mało wielkościowo podobnych do naszych. Jeżeli już się taki znalazł,to był tylko jeden. Przeważnie widzieliśmy malutkie baseniki z paroma leżakami albo i bez leżaków! My mieliśmy aż dwa duże baseny :)
Jadąc do hotelu Blue Star koniecznie zapakujcie materace,kółka i inne dmuchane zabawki. Jak macie miejsce w bagażu zabierzcie więcej,na zapas,a jak nie macie miejsca to kupcie na miejscu :) My zabraliśmy 3 materace, został jeden i to tylko dlatego,że postanowiliśmy go oszczędzić :) Jeśli lubicie wodę i zabawę wybierzcie basen ze zjeżdżalnią. Można zjeżdżać na wszystkim co dmuchane :) Zabawa jest super,dla dzieci, dla starszych, dla wszystkich,którzy czują się na silach. Niby niepozorna zjeżdżalnia a dostarcza tyle radości. To właśnie na niej nasze materace się rozpadły. Ale nie załamywaliśmy się zbytnio bo oprócz naszych, były tez materace i kółka basenowe,wiec dalej mogliśmy się bawić. Dostać jednak basenowe "sprzęty" było bardzo ciężko ponieważ każdy amator zjeżdżalni na nie polował. Zwłaszcza na duże dmuchane kółko, na którym zjeżdżało się najfajniej i które oczywiście nie dożyło naszego wyjazdu. Na szczęście swój żywot zakończyło dzień przed naszym powrotem do Polski,więc nie odczuliśmy tego drastycznie :)  Prawie codziennie widać było przy basenie dziurawe materace. Nie wiem czy tak jest przez cały sezon czy akurat my trafiliśmy na "materacową ekipę" ale bardzo miło to wspominam :) Zostawiając już "materacową zjeżdżalnię" trzeba wspomnieć,że przy basenach leżaki,maty i parasole są bezpłatne. Jeśli interesuje Cię basen ze zjeżdżalnią warto zejść na wczesne śniadanie (czyli przed 7-mą) i zarezerwować leżaki. Na początku,jak przyjechaliśmy nie było takiej potrzeby ale od 15 czerwca najechała cała masa Polaków i trzeba było zacząć wcześnie wstawać...
Ci co zamiast basenu woleli spędzać czas na plaży  mogli dojechać tam hotelowym bezpłatnym, klimatyzowany busem, który jeździł co 15 minut lub przejść się spacerkiem ok 10 minut.
Plaża czysta,drobno żwirkowa,woda ciepła tylko strasznie słona. Błee ... :) Fale raz mniejsze, raz większe... Te większe potrafiły nieźle poturbować człowieka ale były za to super :) To je najmilej wspominam z kąpieli w morzu :) Na plaży leżak z matą płatny 4 liry, parasol również 4 liry za dzień. Bufet czynny od 10-tej do 17-tej a w nim od 12 do 14 bezpłatnie w opcji all inclusive m.in. hamburgery,frytki. Napoje wydawane od otwarcia do zamknięcia :).
Do centrum (od strony portu) Alanya można dojechać hotelowym busem,który jeździ 2 razy dziennie o 11 i o 14, powrót we własnym zakresie. Na szczęście spacerek jest przyjemny choć w upalny dzień może wykończyć :)
Animacje moim zdaniem ogólnie słabe. Wcześniej zastanawiałam się,jak ktoś może pisać,że w hotelach są słabe animacje. Myślałam, że pewnie piszą to osoby,które wymagają nie wiadomo czego... Teraz już wiem,że animacje na prawdę mogą być słabe. Przynajmniej wcześniej widziałam o wiele lepsze. Rozczarowałam się,ponieważ szukałam hotelu sugerując się również nimi. W dzień animacje prawie niezauważalne. Ekipa animatorów z każdym dniem się rozkręcała ale jeszcze dużo czasu im zajmie zanim nauczą się zachęcać ludzi  do zabawy. Chociaż z dnia na dzień było ich widać coraz więcej :) Największą popularnością w ciągu dnia cieszył się dart. Wieczorne animacje były zdecydowanie lepsze,ale strasznie krótkie. Zaczynały się o  21-szej, a kończyły ok. 22:20. Wcześniej było coś dla dzieci,chyba od godziny 20-tej. Prawie zawsze jak byliśmy,zajęte były wszystkie stoliki i trzeba było siadać przy tych "obiadowych". Nie chodziliśmy codziennie na animacje,ponieważ w tych godzinach przeważnie byliśmy na jakiejś pieszej wędrówce :)

Co do przepisów celnych,to są one przestarzale. W/g nich drogi sprzęt należny zgłosić podczas odprawy celnej,żeby wpisać go do paszportu. Gdy chciałam to zrobić,przy odprawie paszportowej,to nie za bardzo wiedzieli o co mi chodzi i po co, więc olałam sprawę i poszłam dalej bez wpisanego do paszportu sprzętu. Pomyślałam sobie "trudno, najwyżej sama siebie zwyzywam potem za swoją głupotę", ale wszystko przebiegło sprawnie i nie było żadnych problemów na granicy. Ludzie przewozili laptopy i inne rzeczy,nie widziałam,żeby ktokolwiek miał problem.
Jeśli chodzi o walutę to moim zdaniem nie ma znaczenia co weźmiemy,ale na upartego można zabrać: Dolary na wizę, ponieważ najszybciej leci kolejka, w której można kupić wizę właśnie za Dolary :) Poza tym w momencie,gdy lecieliśmy do Turcji, przeliczając wizę na Dolary i Euro,bardziej opłacało się płacić w Dolarach. Taki kurs... Wiza kosztuje 20 dolarów lub 15 euro. Każdy może sam zdecydować czym chce zapłacić. Na większe zakupy i wycieczki można zabrać Euro. Ceny (przynajmniej w Alanya,jak byliśmy) podawane są w Lirach lub w Euro. Nigdzie nie widziałam cen podanych w Dolarach ale można nimi płacić. Tak na prawdę to nie ma znaczenia jaką walutę ze sobą zabierasz. Każdy sprzedawca odpowiednio przeliczy na Dolary,Euro czy Liry. Jeśli ktoś chce wymienić walutę najlepiej poszukać kantorów lub banku ,gdzie kurs jest zdecydowanie lepszy niż w hotelach. Zanim jednak wybierzemy miejsce, w którym chcemy to zrobić,trzeba zwrócić uwagę na to,czy pobierana jest prowizja za wymianę. Jest to popularna praktyka także trzeba uważać.
Przyjeżdżając do Turcji myślałam,ze "naganiacze"(jak to ja ich nazywam), będą tak samo odczuwalni jak w Tunezji,ale myliłam się. Owszem,zaczepiają, ale nie tak nachalnie
i nie tak często jak myślałam zanim przyjechałam do Turcji. Gdy kilka razy nie dasz się wciągnąć w rozmowę z danym sprzedawcą,a musisz często koło niego przechodzić,odpuszcza i nie zaczepia Cię więcej,ale też nie rezygnuje. Przynajmniej my tak mieliśmy. Sprzedawcy, Fryzjerzy którzy znajdowali się na naszej trasie Hotel - piesze wędrówki,zawsze się z nami witali i machali nam z daleka niezależnie od tego,co robili w danym momencie. Czasami śmialiśmy się,bo np. u Fryzjera na krześle siedzi mężczyzna,który ryzykuje swoje życie oddając się z ręce obcego mężczyzny z brzytwą w dłoni,a fryzjer nagle zostawia całą swoją pracę,aby nam pomachać na powitanie. I macha nam uśmiechnięty od ucha do ucha trzymając brzytwę w dłoni,którą macha :) W sumie ... to było nawet przyjemne. O ile samo naganianie irytuje mnie strasznie to takie witanie odbieram zupełnie inaczej. Aż mam ochotę po pewnym czasie sama ich odwiedzić i coś u nich kupić. Może właśnie to tak ma działać ? Taki sposób na turystów ? Hmm ... Niby dobry,ale z drugiej strony do bani. Za każdym razem jak przechodziliśmy koło takiego jednego sprzedawcy mówiłam (dobrze,że nie jemu :) ),że przed wyjazdem przyjdziemy do Niego i coś u Niego kupimy,ale w praktyce wyszło inaczej. Zakupy zrobiliśmy gdzie indziej, a o naszym sprzedawcy zapomnieliśmy. Potem już nie mieliśmy po co do Niego wchodzić :(
W Turcji do nabycia są fajne karty telefoniczne,z których można tanio dzwonić do Polski. Niestety tylko na rozmowy stacjonarne. Karta taka kosztuje 5 lirów. Jest to najtańszy sposób na dzwonienie. Przetestowane,działa fajnie i można spokojnie porozmawiać,nie trzeba się spieszyć. Nie napiszę na ile minut dokładnie starcza ponieważ tego nie wiem. Nasza karta starczyła nam na kilka normalnej długości rozmów,ale wiadomo,dla każdego "normalna długość rozmowy" oznacza coś innego :) Z telefonu komórkowego w roamingu minuta połączenia w momencie,gdy byliśmy w Turcji wynosiła 5 zł.

Przebywając w Alanya,chyba codziennie robiliśmy sobie wycieczki. Przeważnie chodziliśmy na nogach,ale czasami musieliśmy podjechać gdzieś dalej. Taksówki ogólnie są drogie,ponieważ w Turcji jest drogie paliwo. Litr paliwa przeliczając na Polską walutę kosztuje ok.9 zł. Zdecydowanie lepiej jeździć autobusami. 1 i 2 można dojechać w okolice naszego hotelu (Blue Star) oraz do centrum Alanya, a 4 na Wzgórze Zamkowe. Przystanki są co kawałek, natomiast brak na nich rozkładu jazdy. Na każdym przystanku jest mapka,na której rozpisane jest,którędy jedzie dany autobus. Nad mapką ładne wypisane wszystkie autobusy. Niech Was to nie zmyli ponieważ wygląda to tak,jakby te autobusy jeździły tamtędy. Przynajmniej,my nauczeni,że jak w Polsce na przystanku jest numer autobusu tzn. że on tamtędy jeździ. Tutaj jest inaczej. To,że na przystanku jest autobus numer 4 nie oznacza,że ten autobus tamtędy jeździ. My zanim się o tym dowiedzieliśmy staliśmy na przystanku ok. 40 minut bo była tam 4 ale autobus coś nie chciał przyjechać. Poszliśmy więc na następny przystanek,gdzie staliśmy jakieś 15 minut po czym zdecydowaliśmy się,że idziemy jednak na nogach,bo nie wiadomo co z tym autobusem. Z tego co zaobserwowaliśmy stojąc na przystankach to jeździły co chwile autobusy nr.1 i 2,natomiast 1 raz jechała prosto,a za drugim razem skręcała przed przystankiem,co było dla nas dziwne,no ale cóż, widocznie tak tu jest :) Stwierdziliśmy,że  autobusy jeżdżą  tutaj chyba jak chcą :) Jak jest w rzeczywistości z nimi tego do tej pory nie wiem :) Gdy doszliśmy prawie do końca plaży okazało się,że znaleźliśmy przystanek autobusu nr.4 i tam był już rozkład jazdy (jedyny jaki widzieliśmy w Alanya), a potem podjechał autobus. Koszt za osobę to 1,25 lira. Dobrze mieć drobne,ponieważ płaci się kierowcy. Nie ma biletów ani kasowników. Fajnie, bo nie mają też kanarów w takim razie :) Autobusem wjechaliśmy na samo Wzgórze Zamkowe nazywane tam Kale. Koszt wejścia do środka to kolejne 10 lirów. My nie wchodziliśmy,ponieważ  słyszeliśmy,że nie warto,że niczego ciekawego tam nie ma,a te same widoki zobaczymy z zewnątrz,ale najlepiej samemu zdecydować czy chce się wejść czy nie. Ja teraz żałuję,że jednak nie weszliśmy. Żałuję też,że nie weszliśmy do Meczetu,których w Turcji jest na prawdę dużo. Ale to właśnie tak się kończy,jak zostawia się coś na potem. W zeszłym roku też nie zwiedziłam Meczetu,bo zostawiałam na następny raz,a potem brakło czasu. Niektórzy ludzie nie uczą się na błędach :)
Ponieważ w Turcji jest dużo żółwi,jadąc tutaj postanowiłam,że muszę wrócić ze zdjęciem żółwia. Schodząc ze Wzgórza zobaczyłam jednego,ale zanim pobiegłam do córki po aparat,to żółw już zwiał. Puściłam się za nim w krzaki ale wlazłam w mrowisko i chcąc zrzucić z siebie mrówki kopnęłam w krzaki,które pocięły mi palce u nóg (byłam w japonkach :) ).Zanim się otrzepałam żółwia już nie było,a następnego nie znalazłam :( Znalazłam za to coś innego,chociaż do żywych stworzeń tego zaliczyć nie można :) Schodząc ze wzgórza kilkakrotnie mijaliśmy  groby. Ciekawe kto tam jest pochowany? Wzgórze to piękne miejsce na pochówek,chociaż same groby wzbudzały mieszane uczucia. Z jednej strony wyglądają jakby były opuszczone,a z drugiej strony widać ze ktoś tam przychodzi.Wracając ok. 21:30 czasu tureckiego pogryzły mnie komary! Byłam w szoku,że one tu są. Nie było ich dużo,ale trafiały się co jakiś czas. Poza tym,schodząc po ciemku ze Wzgórza uwaga na pojemniki ze śmieciami hihi... Czają się tam bowiem ... koty,które nagle wyskakują znienacka i doprowadzają osobę przechodzą o zawał serca :) Taaaaa... Pierwsza wyprawa na Wzgórze nie tylko była udana, ale była też pełna drobnych przygód i zdecydowanie ciekawa :) Ogólnie na Wzgórzu byliśmy 3 razy. Nie wiem dlaczego,ciągle mnie tam ciągnęło :) Zawsze schodziliśmy na nogach i staraliśmy się iść o innej porze. Zawsze szłam z zamiarem zrobienia konkretnego zdjęcia i zawsze potem żałowałam,że nie wzięłam drugiego obiektywu. Ale w taki upał nie chciało mi się dodatkowo nosić torby ze sprzętem fotograficznym. Następnym razem na wyprawy przygotuję się inaczej :)


Podsumowując Turcję mam mieszane uczucia. Z jednej strony to piękny kraj z wieloma miejscami do zwiedzania,a z drugiej strony nic ciekawego... Zaraz zwolennicy Turcji  mnie zlinczują za to co napisałam,ale takie są moje odczucia :/ Wjeżdżając do Turcji nie zobaczyłam niczego co by mnie urzekło lub wzbudziło moje zainteresowanie. Po prostu kraj jak każdy inny. Owszem jest tutaj dużo ciekawych miejsc do zwiedzania,ale takie miejsca są wszędzie,nawet w Polsce. Żeby mocniej nie podpaść miłośnikom Turcji mogę napisać jedynie,że im dłużej byłam w Turcji,tym bardziej zaczynała mi się podobać, także nie jest ze mną aż tak źle :) A może po prostu się przyzwyczajałam ? :) Z innymi krajami tak nie miałam. Od razu albo mi się podobały albo nie,a tutaj ... Może kiedyś zmienię zdanie :) Przebywając na początku w Turcji powiedziałam sobie,że więcej do tego kraju nie wrócę. Teraz postanowiłam dać jej jeszcze jedną szansę. Pojechać w inny rejon,może Oludeniz? Zwiedzić Pamukkale i Kapadocję. Wtedy pewnie zakocham się w Turcji,ale na razie niestety tak się nie stało i pewnie nie prędko się stanie,ponieważ wrócę tam dopiero,jak nie będę miała pomysłu na inne miejsce albo jak pojadę tam na doczepkę z kimś innym. Sama na razie nie planuję tamtego kierunku, ale w życiu nigdy nic nie wiadomo :)
Miasteczko,w którym mieszkaliśmy - Alanya to dla mnie typowe miasteczko turystyczne,zresztą też nic szczególnego. Nic czym by się wyróżniało od innych nadmorskich miasteczek poza tym,że jest duże, ma Wzgórze Zamkowe i Czerwoną Wieże. Ładne deptaki,plaża,dużo miejsc do chodzenia, ale to wszystko jest wszędzie w dużych miasteczkach nadmorskich. Jak każda inna miejscowość turystyczna Alanya posiada wiele miejsc,które potrafią wyjść bardzo fajnie na zdjęciach. Oglądając swoje zdjęcia z tego kraju uważam,że Turcja jest przepiękna. W rzeczywistości jest to po prostu Turcja... Już nie jest tak ładna jak na zdjęciach.  Jedyne co tak na prawdę mnie urzekło,to siłownie na świeżym powietrzu stawiane w różnych miejscach miasta. Ćwiczą tam (bawią się) dzieci,jak i dorośli i to jest coś fajnego,chociaż sama na siłowni nie ćwiczę. Jest to po prostu coś pozytywnego. Spodobało mi się też miejsce do grillowania. Udajcie się na spacer z Alanya w stronę Antalya (nie pomylcie nazw :) ). Idąc chodnikiem po lewej stronie w końcu dojdziecie do miejsca,gdzie całe rodziny zbierają się wieczorem (przynajmniej my byliśmy tam wieczorem),siadają przy stoliku i grillują. Grill wymurowany jest chyba przy każdym stoliku. Widok na morze,stoliki wśród drzew ...  W prawdzie przy ulicy,ale i tak to miejsce ma swój klimat. Miejscowi,których tam spotkaliśmy bardzo przyjaźnie nastawieni. Witali się z nami,uśmiechali,zapraszali,ktoś tam nawet chciał poczęstować :) Nie skorzystaliśmy,ponieważ spieszyliśmy się na zachód słońca,ale było to bardzo miłe. Podobały mi się te rodzinne posiłki,to ich wspólne spędzanie czasu. Tych stolików było tam na prawdę dużo,a prawie wszystkie były zajęte. Poza jedzeniem na grilla, na stołach można było znaleźć owoce (np.arbuzy),dzbanuszki na herbatę i inne rzeczy,które można spożyć. W Polsce pewnie wszystkie takie stoliki byłyby puste albo poniszczone ...
Jeżeli chodzi o plaże to jest ona bardzo zróżnicowana. W samej Alanya zdecydowanie polecam Plażę Kleopatry. Nie dajcie się zwieść opowiadaniom,że jest to plaża piaszczysta. Piasku tam nie znajdziecie,za to drobniutki żwirek i trochu kamieni w wodzie. Jednak to i tak najładniejsza plaża w Alanya. Po drugiej stronie, od strony portu plaża jest tragiczna. Przynajmniej ja tak myślę,ale nie każdy musi się z tym zgadzać. Brudna,zarówno woda jak i plaża. Im dalej od portu tym czystsza (wiadomo), ale i tak to nie to .... Plaża przeważnie kamienista,w wodzie również kamienie,ciężko wchodzić do wody bez butów. Po tej części portu, buty do wody są obowiązkowe dla każdego. Idąc dalej i oddalając się od portu, w wodzie pojawia się jeszcze beton! Byłam w szoku! Jak dla mnie to niebezpieczne,bo fale rzucają a ludzie się przy tym kapią. Chyba się starzeję,bo zaczęłam zwracać uwagę na bezpieczeństwo ... :) Co jakiś czas wpada do wody coś ala rzeczka. Wygląda na czysta wodę,ale co to jest nie wiem :) To co najbardziej podobało mi się po tej stronie portu to zdecydowanie większe fale,ale wole jednak bezpieczniejszą plażę kosztem mniejszych fal.
W Turcji jest dużo kotów. W naszym Hotelu przy obydwu basenach była mamusia z małymi. Każda kotka miała po 4 młode. W godzinach obiadu i kolacji przed recepcją na ulicy zbierały się okoliczne koty ,czekające na jedzenie,które wyniosą wczasowicze :) Koty były wszędzie,w całej Turcji. Nie były tak chude jak Tunezyjskie koty ale więcej jedzenia też by im się przydało. Dlatego,jeśli ktoś wybiera się do tego kraju i ma miejsce,niech weźmie ze sobą jakąś kocią konserwę,na pewno się nie zmarnuje. Do suchego raczej nie są one przyzwyczajone,więc raczej by nie zjadły,a ta mała puszeczka,którą możecie dodatkowo zapakować dla jakiegoś kotka,może być jedynym posiłkiem jaki zje w ciągu dnia...
Skoro mowa już o jedzeniu,to polecam obwarzanka (precelka czy jak to tam się nazywa w różnych rejonach Polski). Sprzedają je podobnie jak u nas,tylko z drobnym wyjątkiem. Oni,przekrajaną je na pół i smarują serkiem. Pychotka :) Muszę tutaj takiego spróbować :) A skoro już coś polecam to muszę jeszcze obowiązkowo wspomnieć o pysznych sokach ze świeżych owoców. Można je kupić od 1,50 lira do 7 lirów. Różnią się wielkością. Przeważnie wszędzie są po 3 liry i średnio na jedna duża szklankę soku wchodzą 4 pomarańcze. Sok jest wyciskany przy kupującym,także na prawdę dostaje się świeży,pyszny i przeważnie słodki soczek :) Nie sugerujcie się brzydko wyglądającymi pomarańczami, po prostu kupcie :) W Polsce takich pomarańczy w życiu bym nie kupiła. Pomyślałabym,że są niedojrzale,kwaśne i w ogóle niedobre ,a tutaj tak wyglądające pomarańcze są dobre i bardzo soczyste. Jak już pisałam z 4 pomarańczy wychodzi duża szklanka soku. Musze sprawdzić ile pomarańczy w Polsce wejdzie mi na taka sama szklankę,ale pewnie będzie ich zdecydowanie więcej a sok będzie pewnie kwaśny :) Przetestuję :)

Z innych ciekawostek (nie wiem ile w tym prawdy),ale przewodnik,który był z nami w K.A.S. powiedział, że palmy w Turcji nie są roślinnością naturalną. Są tutaj sadzone na sezon. Kazał nam zwrócić uwagę na to,że poza centrum, gdzie przebywają turyści,nie ma palm,a w szkółkach drzewnych jest ich pełno.

Jadąc do Turcji miałam swoje cele. Niestety nie wszystkie udało się zrealizować... :(
Jednym z nich było: zejść ze Wzgórza Zamkowego - zrobiłam to 3 razy. Nie chciałam iść na łatwiznę i zjeżdżać taksówkami lub autobusami gdzieś,gdzie tyle rzeczy można zobaczyć. Schodząc ze Wzgórza o różnych porach zawsze znalazłam coś nowego,co mnie zafascynowało.
Chciałam zrobić zdjęcia nocne z tego wzgórza i zrobiłam. Nawet z niektórych jestem zadowolona :)
Chciałam sfotografować spotkanego żółwia - udało się,chociaż było ciężko... Po pierwszym spotkanym żółwiu,któremu nie udało mi się zrobić zdjęcia,załamałam się. Już myślałam,że nigdzie nie znajdę żółwia,ale myliłam się.Spotkałam jeszcze 3 :) W prawdzie były one w Side a nie na Wzgórzu Zamkowym, ale to przecież też Turcja więc zaliczam jako osiągnięty cel :)
Chciałam spróbować świeżo wyciskanego soku - hmm ... Pychotka. Pomarańcze w Turcji strasznie mi smakowały. Tak bardzo,że nawet przywiozłam je do Polski,ale już wszystkie zjadłam :(
Chciałam spróbować też tureckich lodów i zrobić zdjęcie Turkowi, który nakłada te lody na takiej długiej łopatce,ale tutaj się rozczarowałam. O ile lody jadłam i są pyszne to Turka nakładającego w ten sposób widziałam tylko raz. Było to przy wodospadach i oczywiście brakło mi czasu na pstrykniecie zdjęcia i zakup u niego lodów :(  Musiałam zadowolić się pysznymi lodami hotelowymi oraz Magnum Pistacjowym :)
Chciałam pojechać na wycieczkę K.A.S, Pamukkale oraz Kapadocję - cel niestety tylko częściowo zrealizowany. Do Pamukkale i Kapadocji nie pojechałam. Siła wyższa. Przed wyjazdem już,wiedziałam,że niestety nie dam rady tam pojechać. Może kiedy indziej ... K.A.S zaliczone, ale czuje niedosyt tej wycieczki przez brak czasu do zwiedzania.
Chciałam też zrobić zdjęcie pięknego zachodu i wschodu słońca - hmm ... Zachodu ładnego nie da się chyba zrobić w Alanya, chyba ze od strony portu,nie wiem,nie byłam tam o zachodzie. Ale wątpię,żeby było to możliwe ponieważ słońce chowa się za góre znajdująca się w stronę Antalya. Postanowiliśmy sprawdzić gdzie dokładnie zachodzi to słońce ... Przeszliśmy jedna gore,okazało się,ze za nią jest następna... Przeszliśmy kolejna gore i znowu okazało się ze przed nami kolejna góra. W/g znaków zrobiliśmy ok .6 km a słońce dalej chowało się za kolejna góra. Poddaliśmy się dopiero,gdy słonce zaszło i tylko niebo wskazywało na to,że był zachód słońca. Widoku może nie mieliśmy najładniejszego,bo zachód oglądaliśmy przy głównej drodze do Antalya, ale samo niebo bardzo ładnie się prezentowało na czerwono. Sama wycieczka była dosyć wyczerpująca,ponieważ w powrotna stronę mieliśmy znowu do przejścia ok. 6 lub więcej km, no i nie zdążyliśmy na kolacje :) Uważam jednak,że i tak było warto. Gdybym mogla jeszcze raz wybrać się na zachód,podjechałabym autobusem nr.1 do samego końca w stronę drugiego portu i potem poszłabym na nogach do skutku :) Jeszcze następnym razem,pojechałabym autobusem nr. 10 do Konakli i stamtąd tez oglądnęłabym zachód. A jeśli miałabym dużo czasu to poszłabym na nogach,tylko wyszłabym zdecydowanie wcześniej. Z tego co widziałam na mapie,to niewiele nam brakowało,aby tam dojść. Pokonał nas czas :( Idąc drogą widoki są przepiękne. Jadąc tamtędy autokarem, nie zwróciłam nawet na to uwagi,dopiero idąc na nogach,odkryłam uroki tego miejsca. Plaże od tej strony zupełnie inne ,żwirek z Plaży Kleopatry zamienia się w coraz większe kamienie,potem głazy,pojawiają się strome kamieniste zbocza i przejrzysta błękitna woda ... Idzie się cały czas chodnikiem. To na prawdę przyjemy spacer,ale meczący ze względu na ilość km jakie są do przejścia. Żałuję,że dopiero w ostatnim dniu wybraliśmy się na ten zachód,bo bardzo dużo straciliśmy ... :( A co się tyczy wschodu słońca,to nawet nie zrobiłam do niego przymiarki. Największym wyzwaniem dla mnie było wstanie o 6:40, żeby zarezerwować leżak :) Zrobiłam to aż jeden raz :)
Jadać do Turcji byłam pewna,że zjem w McDonaldzie,żeby porównać jedzenie do jedzenia z polskiego McDonalda,ale oczywiście tego nie zrobiłam :) W hotelu najadłam się tyle fast foodów, że odechciało mi się McDonalda na dobre. Poza tym,nawet za nim nie przepadam. Są tam dwie rzeczy,które zjem. Frytki i Fish Mac bez sosu,więc w sumie nawet nie mam co porównywać :) Chociaż,ciekawe jak smakowałby tam Fish Mac :)
Moim głównym celem był zakup oka proroka. - i tu się zaczynają schody. Oglądałam codziennie,przeróżne,w rożnych miejscach i jakoś nie wpadł mi ani jeden w oczy tak,żeby poczuć,ze to musi być ten. No ale kupić w końcu kupiłam, trzeba było :)
Chciałam też wybrać się na rejs statkiem, stwierdziliśmy jednak,że tyle godzin na małym stateczku z tłumem ludzi to nie dla nas i woleliśmy ten czas spędzić w inny sposób :)
No i oczywiście miałam zwiedzić Meczet, którego oczywiście nie zwiedziłam. Ciągle odkładałam wizytę tam na później,aż w końcu nie było tego "później". To już nie pierwszy raz,gdy tak zrobiłam. W Tunezji było to samo. Muszę zapamiętać,żeby następnym razem nie odkładać niczego na później. Moje nowe motto: "co masz zrobić później zrób teraz, bo później może nie nadejść..." Ciekawe za ile je zapomnę :)

Nie miałam tego w planach,ale fajną rzeczą jest zejść pod Czerwoną Wieżą i wybrać się na wędrówkę wzdłuż muru. Nie wiem czy tylko ja tak mam,ale mnie tamte rejony bardzo się podobały. Tak bardzo,że szłam coraz dalej i dalej i nie chciałam wracać :) Niestety musiałam,bo córka została pod Czerwoną Wieżą. Trochu musiała się na mnie naczekać ... :/ Jej wybór. Będąc pod Czerwoną Wieżą polecam tam kąpiel. Nie wiem dlaczego,ale woda tam wydawała mi się zdecydowanie zimniejsza. Bez butów,ciężko się wchodzi do wody,ale jest to możliwe. Uwaga jednak !! Między kamieniami czają się małe stworki nazywane ... Krabami ! Nie spodziewałam się ich tam w ogóle. Ale miałam opad szczeny,jak miałam oprzeć się rękami o wystający w wodzie głaz i właśnie w tym miejscu,w którym chciałam położyć rękę siedział Krab ! Nie,żebym się ich bała,ale uciekałam stamtąd szybciej,niż weszłam do wody :) Nie miałam butów więc idąc zastanawiałam się kiedy stanę na Krabie :) Gdy udało mi się dotrzeć na brzeg,złapałam za aparat i szybko wróciłam do mojego Kraba :) W całej mojej drodze powrotnej do Czerwonej Wieży,interesowało mnie już tylko jedno - Kraby :) Wyszukiwałam ich na każdym kamyczku. Najwięcej znalazłam jednak przy samej Wieży,ale były to straszne maleństwa,wręcz niezauważalne. Nie dziwne,że wcześniej ich nie widziałam,ale to dobrze. Gdybym zobaczyła je wcześniej nikt nie zmusiłby mnie do łażenia bez butów w tamtym miejscu :)

Podczas naszych wędrówek robiłam bardzo dużo zdjęć. Najbardziej zadowolona jestem ze zdjęcia czerwonej ważki,żółwia,żuczka,gąsieniczki,kraba i jaszczurek,na które polowałam :) Jedne mogły wyjść lepiej inne nie, z takich czy innych powodów,ale najważniejsze,że są :) Ciągle miałam ze sobą zły obiektyw. Jak szlam nastawiona na krajobrazy i brałam obiektyw do krajobrazu, to zawsze znalazło się do fotografowania coś co
wymagało dużego zooma i nie mogłam zrobić zdjęcia... Jak brałam zoom to okazywało się,że byłoby fajne zdjęcie,gdybym wzięła inny obiektyw ... Jak brałam dwa obiektywy to niebyły mi w ogóle potrzebne ... I tak męczyłam się wybierając,który obiektyw dzisiaj wezmę,a na koniec zawsze okazywało się, że wybrałam zły :) Całej torby ze sprzętem nie chciało mi się nosić na takie upały. Musze kupić jakaś mniejszą torbę tylko na obiektywy i to jest plan na najbliższe dni :)

Ogólnie wczasy uważam za udane,a Turcję polecam osobą,które chcą spędzić swój urlop w wysokiej temperaturze lub, które chcą dużo zwiedzić i korzystać z wycieczek fakultatywnych. Jeśli miałabym się nastawić tylko na plażowanie,wybrałabym jednak inne miejsce. Miejsce z ładną, piaszczysta jak mąka plażą i pięknymi egzotycznymi roślinami. Wodą tak błękitna,że aż niemożliwe  :). Muszę sobie znaleźć takie miejsce :) Może na następny urlop ? :)

Fotorelacja
Wycieczka K.A.S - fotorelacja 

10 komentarzy:

  1. Ciekawe relacje :) Monia masz już plan na kolejną wyprawę?

    OdpowiedzUsuń
  2. Obecnie jestem w Łebie :)
    Jesli chodzi o wyjazdy za granicę to jeszcze nie zdecydowałam,gdzie pojadę ale najprawdopodobniej mam już termin :) Planuję wyjazd ok. stycznia,lutego. Co z tego wyjdzie zobaczę po Sylwestrze i wtedy juz dokładnie wybiorę termin i miasto :)
    A na razie pojeżdżę sobie po Polsce :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ależ się rozpisałaś....ja mam manię podróżowania autem więc do Alanyi się raczej nie wybiorę póki co bo mi jeszcze troszkę Europy zachodniej do zobaczenia zostało...ale świetnie napisane...super przewodnik jak dla mnie:)

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja na razie wczasy spędzam jeszcze z dzieckiem, więc raczej jedziemy w konkretne miejsce ...
    Europe samochodem zamierzam zwiedzać, jak moja córka pojedzie na wczasy już ze swoim towarzystwem,więc pewnie jeszcze trochu mi zostało :) Wtedy będę wsiadać w samochód, bez rezerwacji i jechać przed siebie,zatrzymywać się tam, gzie mi się spodoba, potem jechać dalej ... Na razie nie mogę sobie na to pozwolić więc zwiedzam inne kraje :)

    OdpowiedzUsuń
  5. PS. Chyba przez przypadek usunęłam Twój drugi komentarz dotyczący Alanya. Także sorki :(
    I dziękuję bardzo. Cieszę się, że Ci się pobadają:)

    OdpowiedzUsuń
  6. zdjęcie i opowiadanie rewelacyjne :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Byłem w Blu Starze w 2009 ,żółwie były w okolicach kładki łączącej budynki hotelu .Koty były też.Niestety ,byliśmy w pierszej połowie maja i lodów jeszcze nie serwowano mimo żebyło około 30 stopni.

    OdpowiedzUsuń
  8. Żółwi niestety nie widziałam :(

    OdpowiedzUsuń
  9. Z ciekawością przeczytałam, ale jednak lepiej wybierać się poza kurorty, moim zdaniem uroki Turcji można poznać poza nimi. Robisz świetne zdjęcia!

    OdpowiedzUsuń
  10. Byłam w Alanyi i powiem Ci, że mnie nie zachwyciła. Jest ładnie, akurat, żeby trochę pojeździć i połazić, wybić dobrą herbatę w niecodziennym otoczeniu... Mnie trochę zawiodło, że jest tak mało zabytków, uwielbiam budynki.. no cóż, ale tak czy siak wspominam Turcję dobrze :_)
    pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za komentarz.
Pozdrawiam :)