środa, 12 października 2011

Łeba - historia z tablic przepisana ...


Spacerując w tym roku po Łebie, przy głównej ulicy można było znaleźć tablice, na których opisana była historia Łeby...
Jak niektórzy już wiedzą, Łeba to moja ulubiona miejscowość nadmorska, dlatego postanowiłam zrobić zdjęcia tym tablicom i przepisać teksty, które zostały tam umieszczone ...

Oto historia mojej Łeby ...

Łeba ...
Na początku była rzeka "o bystrej wodzie, rwącej i obrywającej brzegi".
U jej ujścia, wtulona pomiędzy dwa jeziora i morze, powstała w X wieku osada o nazwie tożsamej z nazwą rzeki. Osada była we władaniu samodzielnych książąt pomorskich, a pierwsi gospodarzyli w niej Kaszubi. Jej rozwój pozostawał w ścisłym związku z losami pobliskiej Białogardy, będącej książęcą siedzibą. Po grabieży Pomorza przez Krzyżaków, Łeba znalazła się w granicach państwa krzyżackiego. Obok kaszubskiej starej Łeby powstawała niemiecka Lebamunde. Z czasem osady połączyły się w jeden okręg miejski, utwierdzony lubeckim prawem nadanym za zgodą Wielkiego Mistrza Zakonu Winricha von Kniprode "w sobotę przed św. Małgorzatą roku 1357" (8 lipca).

Stara Łeba liczyła blisko 50 domostw, miała swój kościół (najstarszy znany zapis o nim pochodzi z 1286 roku), ratusz i młyn wiatraczny oraz łodzie i inne urządzenia rybackie. Patronem kościoła był św. Mikołaj, opiekun rybaków, żeglarzy i ... piratów (ci ostatni szukali tutaj schronienia po przepędzeniu ich w 1361 r. przez króla Danii). Podstawą egzystencji było rybołówstwo, już sam akt nadania praw miejskich wymienia dorsze, a jesiotr, który okresowo w dużej liczbie występował w rzece Łebie, uwieczniony został w miejskim herbie. Żywy był w miasteczku kult srebrnego dorsza czyli - językiem miejscowym - pomuchla. Figura ryby zajmowała centralne miejsce w świątyni, rybacy nosili ją w uroczystych procesjach.
O losie Łeby decydowała na przestrzeni wieków przyroda: kapryśna, zmieniająca swe ujście rzeka, wędrujące "czartowskie wydmuchy" oraz morze, odzywające się w łebskim zakątku sztormami o wyjątkowej sile, zwanymi "Niedźwiedziem Morskim". Pierwsza wzmianka o takim wielkim sztormie pochodzi już z 1283 r. Kolejne katastrofalne burze stale pustoszyły osadę, a uderzenia Niedźwiedzia Morskiego z 1558 i 1570 r. pochłonęły Starą Łebę. Jedyną widoczną pozostałością po niej są mury gotyckiej fary. Budowa nowej Łeby na wschodnim brzegu rzeki zbiegła się w czasie z reformacją. Świadczy o tym choćby surowsza budowla nowej świątyni, także jednak poświęconej Mikołajowi (oj, jak bardzo potrzebna jest jego opieka tej "słowińskiej krainie demonów".

Na nowym miejscu łebianie dalej zmagali się z żywiołami: zasypywane piaskami ujście rzeki powodowało piętrzenie się i wylewy wód, niszczenie upraw i przede wszystkim portu. Potężne uderzenie Niedźwiedzia Morskiego w 1779 roku, mimo wcześniej wykonanego kanału łączącego Bałtyk z jeziorem Łebsko zniszczyło ufundowaną przez króla pruskiego budowę portu handlowo - wojennego. Miasto ogarnęła stagnacja, nie powiódł się plan ożywienia gospodarczego przez osiedlenie przybyszami pochodzenia żydowskiego. Dopiero budowa szosy Łeba - Lębork (1869), następnie uregulowanie ujścia rzeki i otwarcie portu (1889) oraz uzyskanie po długich staraniach połączenia kolejowego (1899) stopniowo odmieniły oblicze miasteczka. Zaczęli pojawiać się turyści.

A wkrótce objawiła się Łeba artystom.
W 1921 roku pojawił się tutaj Max Pechstein, czołowy niemiecki malarz ekspresjonista i pozostał już do 1945.  W ślad za nim przyjeżdżali inni wielcy twórcy "sztuki zdegenerowanej", ścigani przez nazistów. Pewnie wiecie, ale wam przypomnę - opowiadał niedawno Ernest Bryll - że w latach 30 Łeba była miastem znajdującym się w Niemczech, ale gdzieś daleko, gdzie można było spokojnie nawiać i pooddychać normalnym powietrzem w czasie, kiedy już panował Hitler. Do Łeby uciekło wtedy wielu malarzy. Tu umierał niemiecki ekspresjonizm, czyli tu dokonała się jakby jakby historia sztuki. Potem zaczęła się wojna, której pomnik tragedii macie tam na morzu, gdzie jest wrak okrętu "Wilhelm Gustloff", który jest wrakiem największej katastrofy cywilnych okrętów, podczas której zginęła ogromna liczba uciekających w popłochu Niemców. W roku 1945 Łeba, po blisko 600 latach niemieckiego władania, prawie w 100% wymieniła mieszkańców. Nowi łebianie, wyrokiem dziejów pozbawieni w nowym miejscu ciągłości państwowej, narodowej, kulturowej, religijnej i rodzinnej, rozpoczęli budowę nowego życia. 
Trwającemu do dzisiaj trudowi błogosławi z kościoła św. Mikołaja Morska Orędowniczka Maxa Pechsteina, namalowana na granicy czasów, a może poza czasem ...


To wszystko. 
Takie 4 tablice można było znaleźć w tym roku spacerując wzdłuż głównej ulicy.
Czy będą za rok ? Nie wiem ...
Przepisałam słowo w słowo wszystko, co znajdowało się na tych tablicach.
Ogólnie nie interesuję się historią, ale czytając te tablice, zapragnęłam dowiedzieć się czegoś więcej o mojej Łebie. Jak nigdy, mam ochotę poszperać w historii Łeby...
Ci, co mnie znają i to przeczytają pewnie będą chcieli skierować mnie do lekarza, czy aby na pewno dobrze się czuję :)
Otóż, czuję się bardzo dobrze ... :)

7 komentarzy:

  1. Bardzo ciekawa historia Łeby, z przyjemnoscia i dowiedzialam sie czegos o tej uroczej miejscowosci, w ktorej dawno nie bylam, a własciwie bylam tylko raz w dziecinstwie i niewiele pamietam :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Przeczytałam z zaciekawieniem -jak napisała Wildrose.
    Warto czytać prawda?

    OdpowiedzUsuń
  3. super :)dzięki za linka :) Zdjęcia są świetne a opisy interesujące !

    OdpowiedzUsuń
  4. Ty z Krakowa jeździsz do Łeby, ja z Gdańska do Krakowa :) Twoje zdjęcia są przepiękne. Zazdroszczę talentu

    OdpowiedzUsuń
  5. guciamal - przecież robisz piękne zdjęcia !

    OdpowiedzUsuń
  6. I pomysleć, że zjechałam pół Europy a Łeby jeszcze nie widziałam...kto wie...może przyszłego lata się tam wybiorę:)

    OdpowiedzUsuń
  7. Ciekawa historia :-) Dzięki Tobie przetrwa w sieci :-)

    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za komentarz.
Pozdrawiam :)