czwartek, 29 grudnia 2011

Zakopane



Zakopane to jedno z miejsc, do których ciągle wracam.
Jak nie mam pomysłu na wyjazd lub mam ochotę pojechać gdzieś na dwa dni, jadę do Zakopca.
Tak też zrobiłam i tym razem. Ponieważ miałam wolny czas postanowiłam spędzić dwa dni między Świętami a Sylwestrem właśnie tam. Zarezerwowałam nocleg w Pensjonacie Halny już dużo wcześniej. Kiedyś trafiłam tam przypadkiem i bardzo mi się spodobało. Pamiętam, że miałam ładny pokój, wygodne łóżko, TV, że śniadanie było na prawdę"wypasione" a samochód mógł stać na parkingu jeszcze przez cały dzień pomimo tego, iż wymeldować trzeba było się do 10-tej. Ogólnie bardzo dobrze wspominam tam pobyt, dlatego nawet nie zastanawiałam się tym razem, tylko rezerwowałam w ciemno. Nie jest to jeden z najtańszych hoteli,ale ponieważ miałam tam nocować tylko jedną noc, a Halny położony jest jak dla mnie w idealnym miejscu, postanowiłam właśnie tam się zakwaterować. Przyjechaliśmy już ok.10-tej, a doba zaczynała się dużo później, jednak Pani w recepcji dała nam klucz, twierdząc, że możemy od razu iść do pokoju, bo jest już przygotowany. Ucieszyliśmy się i poszliśmy szybko zanieść rzeczy. Halny to dwa budynki, jeden to ten, gdzie jest recepcja, drugi znajduje się dalej. Zarówno kiedyś jak i teraz dostaliśmy pokój w tym drugim budynku. Nam pasowało :) Do momentu, aż nie zobaczyliśmy pokoju ... Niby nie ma na co narzekać bo łazienka super, prysznic działał idealnie, pokój cieplutki z balkonem, TV, łóżko wygodne tylko ... Pokoik był bardzo malutki i na poddaszu. Trzeba było uważać, żeby nie uderzyć się w głowę. Wyglądał, jakby z jednego większego pokoju zrobiono dwa i to była jedna z tych dwóch części. Nie ukrywam, że po tym co miałam ostatnio trochu się zdziwiłam, ale ponieważ nie zamierzałam siedzieć w pokoju, a spędzać miałam tam tylko jedną noc, postanowiłam zostać w tym pokoju i nie robić problemów z ewentualną zamianą. A co mi tam ... Niech stracę ... :)
Dosłownie rzuciliśmy rzeczy w pokoju, zabrałam aparat i od razu wyszliśmy.
Na zewnątrz było bardzo ciepło. Przecież jesteśmy w górach, jest środek zimy, czy nie powinno być chłodniej ? Mroźniej ? Więcej śniegu ? Powinno ... Ale nie było ... Śnieg sobie powoli topniał, ludzie spacerowali. Postanowiliśmy przejść przez moje ulubione Krupówki i przejść się spacerkiem pod skocznię. Pierwsze co rzuciło mi się w oczy to dosłownie "masa" osób poprzebierana za jakieś zwierzaki, postacie z bajek, mikołaje itd. zaczepiające każdego, aby zrobić sobie z nimi zdjęcie ... Mało tego, co parę kroków próbowano wepchać nam obrazek np.Papieża, potem kolejny obrazek itd. oczywiście za pieniądze. Nie dało się przejść spokojnie, co chwilę ktoś zaczepiał z tymi obrazkami :/ Muszę przyznać, że pierwszy raz przejście Krupówkami było dla mnie nieprzyjemne :( Masa naciągaczy psuła spokojny, przyjemny spacer jaki dawniej można było odbyć na Krupówkach. Żeby nie było za mało wrażeń, pojawili się też naciągacze z kubkami, czyli ktoś tam ma trzy kubki, jak znajdziesz cukierka (bo akurat Ci mieli cukierki) pod kubkiem, dostajesz kasę, jak nie znajdziesz, przegrywasz. Dziwię się, że Straż Miejska czy Policja ich nie goniła ... Przebrnęliśmy w końcu przez Krupówki i ruszyliśmy spokojnym spacerkiem pod skocznię. Nadal było bardzo ciepło. Szliśmy i widzieliśmy jak powoli śnieg topnieje, a z sopli kapie woda. Góry były cały czas zamglone i zasłaniały piękne widoki, chociaż im robiło się później, tym widoczność była lepsza. Jak przyjechaliśmy rano, gór w ogóle nie było widać. Miałam nadzieję, że może następnego dnia mgła zupełnie ustąpi, bo chciałam porobić zdjęcia gór. Idąc pod skocznię, co chwilę były widoczne porozwieszane ogłoszenia o Sylwestrze i kuligu z pochodniami i ogniskiem. Ceny były różne. Kulig np. był od 30 zł wzwyż, a Sylwester znaleźliśmy nawet na 1900 zł /os i to już było po przecenie :) Ale większość ofert Sylwestrowych była w normalnych cenach, także na upartego kto nie miał jeszcze planów Sylwestrowych, mógł spokojnie znaleźć coś dla siebie. Wracając do spaceru. Dotarliśmy pod skocznię. Mgła unosiła się wysoko nad nią, jednak gdy wracaliśmy już w stronę centrum i obróciliśmy się, znowu było widać nadciągającą gęstą mgłę zasłaniającą wszystko. W końcu dotarliśmy zupełnie inną drogą do Krupówek i ruszyliśmy w stronę Gubałówki. Postanowiłam, że na górę wjedziemy następnego dnia, mając nadzieję, że nie będzie już mgły i będzie można zrobić ładne zdjęcia. Spacerowaliśmy sobie więc po okolicy. Gdy zaczęło się ściemniać ruszyliśmy do hotelu po statyw :) Moja ulubiona pora na robienie zdjęć :) Już na samym początku okazało się, że mój statyw uszkodził się i niestety nie działał w pełni jak należy, ale na upartego dało się jeszcze z niego skorzystać, chociaż czasami było to trudne. Miałam nadzieję na piękne zdjęcia świątecznie oświetlonych Krupówek, ale po zrobieniu kilku zdjęć poddałam się. Za dużo ludzi, za dużo czekania, statyw nie jest w pełni sprawny, chyba miałam po prostu dosyć ... Poszwędaliśmy się w poszukiwaniu zupy pomidorowej i tym oto sposobem zwiedziliśmy większość knajp. Ceny również mnie rozbroiły. Na Krupówkach zawsze było drogo, ale 12 zł za zupę to już chyba przesada ? Na szczęście dla tych, którzy chcą normalnie zjeść, są też ładne karczmy z normalnymi cenami, tylko trzeba się rozejrzeć. W końcu po całym dniu chodzenia udaliśmy się do hotelu z nastawieniem, że następnego dnia będziemy chodzić jeszcze więcej :)
Wstaliśmy po 8-mej, ogarnęliśmy się i poszliśmy na śniadanie. Wow ... Totalne zaskoczenie ... Tak marnego śniadania nie pamiętam w żadnym hotelu. Co się z nimi stało ? Przecież ostatnim razem, jak tutaj byliśmy wybór był tak duży, że nie wiedzieliśmy co jeść. Teraz również nie wiedzieliśmy co jeść, ale z zupełnie innego powodu. Wybór był tak mały, że osoby wybredne, do których ja należę miały problem. Skończyło się na tym, że zjadłam bułkę z miodem, bo nic innego dla mnie nie nadawało się do jedzenia. Do picia była tylko herbata, kawa, kakao, mleko ... Wszystko fajnie, tylko gdzie jakiś sok ? Nie miałam ochoty na nic ciepłego do picia, chciałam sok :( Nie było żadnego owocu, ani nawet jogurtu :( Nie wiem, może po prostu, po tych wszystkich wyjazdach staliśmy się wybredni ... Ale ... Nie, to nie to! Przecież nawet w tym hotelu dawniej był większy wybór ... No cóż. Zjedliśmy co musieliśmy zjeść i poszliśmy po rzeczy do pokoju. Musieliśmy się wymeldować do 10-tej, ale na szczęście Halny ma przechowalnie bagażu, gdzie bezpłatnie zostawiliśmy nasze rzeczy i ruszyliśmy połazić zaczynając od odwiedzenia sklepu, żeby kupić coś zimnego do picia :) Jak tylko wyszliśmy na zewnątrz załamałam się :( Mgła jeszcze większa niż dzień wcześniej. Zupełnie nie widać gór :( Poszliśmy się przejść Krupówkami. Naciągaczy, naganiaczy i tych wszystkich przebierańców jeszcze więcej niż dzień wcześniej.  Myślałam, że mnie trafi ... Nagle zaczęli mnie oni tak bardzo irytować, że musiałam po prostu zejść na bok i iść omijając ich wszystkich. Wiem, że mój humor głównie spowodowany był tą mgłą i pewnie, gdyby pogoda nam dopisała, to nawet nie zwracałabym na nich uwagi ... Ale tym razem jednak zwracałam na nich uwagę i to aż za bardzo ...
Dotarliśmy do stacji Gubałówki. Zakupiłam 2 bilety na tam  i z powrotem i zapłaciłam za tą przyjemność 38 zł. Na nogach nie wchodziliśmy, ponieważ od kilku dni chodzę z obtartą nogą i zamiast dać się jej zagoić, to tylko jeszcze bardziej ją podrażniam, a potrzebuję tą moją nogę jak najbardziej sprawną już na dzisiejszy
wyjazd do Budapesztu :) 
Wyjechaliśmy na górę. Dosłownie niczego nie było widać. Wszystko za mgłą :( Pozostało pospacerować sobie, pooglądać straganiki i inne przydrożne atrakcje, zjeść obiad w jakiejś karczmie na górze, popatrzeć, jak ludzie zjeżdżają na nartach i inne takie ... Gdy już byliśmy totalnie znudzeni i widać było, że mgła nie ustąpi zjechaliśmy na dół. Pochodziliśmy znowu po Krupówkach, poodwiedzaliśmy znowu kilka karczm i doszliśmy do wniosku, że nie ma sensu dłużej siedzieć i jedziemy do Krakowa. Wróciliśmy totalnie zmęczeni. Mimo, iż wszystko było nie tak, jak się tego spodziewaliśmy, przetuptaliśmy masę kilometrów w zimowych butach, do których nie jesteśmy przyzwyczajeni. Pierwszy raz byłam zniesmaczona wyjazdem do Zakopanego. Nie tyle może zniesmaczona, co znudzona, zawiedziona, rozczarowana ... ? Chodziliśmy tam i z powrotem tymi samymi drogami, a Ci wszyscy naciągacze itd. wręcz potrafili wyprowadzić mnie z równowagi. Miałam chyba słabszy/e dzień/dni :)
Ogólnie stwierdziliśmy, że wolimy Zakopane jednak, gdy jest ciepło i że w zimie na dłużej niż jeden dzień więcej nie przyjedziemy. Góry zimą nie są jednak tak fajne, jak ktoś nie jeździ na nartach, a czasu na piesze wędrówki jest zbyt mało, bo szybko robi się ciemno i pozostaje tylko włóczyć się uliczkami miasta. Także nam jeden dzień w zupełności zimą wystarczy.
Do Zakopanego na pewno wrócę i to pewnie jak tylko zrobi się ciepło. Muszę jednak rozejrzeć się za nową noclegownią. Może ktoś ma coś fajnego do polecenia blisko Krupówek z łazienką w pokoju ?
Zdjęć nie zdążyłam obrobić. Wrzucę je na spokojnie w styczniu. Może koło 4-tego uda mi się je wstawić.
Nie wiem czy w Budapeszcie będę miała dostęp do internetu więc już teraz, życzę Wam ponownie 
szczęśliwego Nowego Roku i udanej zabawy Sylwestrowej :)

8 komentarzy:

  1. Zakopane ma swoj urok... choc jak na moj gust za duzo tam ludzi...ale to nasze gory i piekne sa... nieprawdaz?
    Nie bylo roku, abym tam nie byla... a teraz raz na dwa lata gdy jestem w Polsce.
    Serdecznosci
    Judith
    lavieestbelleijatez

    OdpowiedzUsuń
  2. Uwielbiam Zakopane, czasami jeżdżę do tego cudownego miejsca by zaczerpnąć świeżego powietrza i ujrzeć niesamowite widoki! :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Kiedyś bywałam w Zakopanem co roku, zimą. Od kilku lat nie bywam wcale, ciekawe czy się zmieniło.

    OdpowiedzUsuń
  4. Też bardzo lubię Zakopane. Marzy mi się dłuższy wypad połączony z wycieczkami w Tatry. Może we wrześniu?
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Moniu!
    To są życzenia ze szczerego serca. W Nowym Roku życzę ci udanych wypraw, dużo komentarzy na blogu. Wszystkiego co najlepsze, zdrówka i spełnienia najskrytszych marzeń. A co do Zakopanego, to magiczne miasto i przepięknymi widokami.

    OdpowiedzUsuń
  6. Zazdroszczę Ci ,że mieszkasz tak blisko takich miejsc.Ja do Zakopanego mam 8 godzin jazdy.Tak więc wyjazd dwu dniowy całkowicie odpada.
    Miłego Sylwestra i Szczęśliwego Nowego Roku!

    OdpowiedzUsuń
  7. Właśnie wróciłam z Sylwestra,było super :) Ale o tym nie w tym miejscu :)
    Ja mam tylko 2 godziny jazdy do Zakopanego, także mogę wyskoczyć nawet na jeden dzień. Natomiast ja zazdroszczę tym, którzy mieszkają w centralnej części Polski. Mają taką samą odległość nad morze jak i w góry.
    W Zakopanem są bardzo ładne widoki, uwielbiam je. Niestety tym razem miałam pecha z tą mgłą.

    OdpowiedzUsuń
  8. ...ja mam ponad 4 godz. jazdy samochodem do Zakopanego, więc nie jestem tam częstym gościem, ale bardzo mi się tam podoba ten domek stojący "do góry nogami", ciekawe doznania podczas zwiedzania wnętrza:-))Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za komentarz.
Pozdrawiam :)