wtorek, 10 stycznia 2012

Wzgórze Zamkowe (Vár-hegy)


Wzgórze Zamkowe w Budapeszcie to jedno z miejsc, które obowiązkowo trzeba zobaczyć.
Polecam wybrać się tam mając więcej czasu. Wzgórze warto zobaczyć zarówno w świetle dziennym, jak i wieczorem po zmroku. Jest wtedy pięknie oświetlone, a widoki na Budapeszt niesamowite.
Moja wizyta  na Wzgórzu Zamkowym była krótka, ale ja byłam z grupą zorganizowaną, gdybym była sama, na pewno spędziłabym tam więcej czasu, nawet cały dzień. Warto zabrać ze sobą przewodnika :) lub przewodnik w postaci książeczki, który opowie nam o tym ciekawym miejscu.
Dawny układ uliczek, zabytki gotyckie i średniowieczne oraz Zamek Królewski pochodzą z około XIII wieku. To miejsce pełne historii i przepięknej architektury. Spacerując tam w deszczowy wieczór byłam zachwycona. Żółte światełka lamp odbijały się w mokrych uliczkach nadając temu miejscu niepowtarzalny urok. Nawet krople deszczu na samochodach prezentowały się zupełnie inaczej, odbijały się w nich światełka :) Myślę, że spacer w tym miejscu, deszczowym wieczorem był tym, czego potrzebowałam na zakończenie swojej wizyty w Budapeszcie, aby miło wspominać ten wyjazd i aby tutaj powrócić :) Ktoś pewnie powie:" wariatka, zamiast narzekać, że padał deszcz, to się cieszy ", ale drobny deszczyk zupełnie w niczym nie przeszkadzał. Nie był uciążliwy, nawet mój aparat nie odczuł go za bardzo, a te wszystkie światełka ... Uwielbiam noce i światła odbijające się w mokrej nawierzchni ... :) Jedno o tym miejscu mogę powiedzieć. Jest to miejsce pełne tajemnic do odkrycia, które chciałabym kiedyś odkryć w całości ...
Ale wracając do tematu ...
Nie będę opisywać wszystkiego, co zobaczyłam lub co mogłabym zobaczyć na Wzgórzu, gdybym miała czas, bo pewnie nie skończyłabym pisać przez miesiąc albo i jeszcze dłużej. Dawno jakieś miejsce mnie tak nie pochłonęło :)
Na wzgórze najwygodniej jest dostać się korzystając z miejskiego autobusu linii zamkowej "VÁR", odchodzącego z przystanku na placu Moszkva tér. Kursują na zasadzie wahadłowej - wjeżdżają na teren I dzielnicy miasta, objeżdżają ją, po czym wracają na pętlę do miejsca wyjazdu. Można też wjechać kolejką  linową Sikló, która biegnie przy wjeździe na Most Łańcuchowy. Obecne wagoniki Sikló stanowią dokładną rekonstrukcję oryginalnej kolejki. Noszą imiona Margit (wagonik po stronie północnej, bliżej tunelu) i Gellért (po stronie południowej). Napędzane są elektrycznie i mogą poruszać się z prędkością 3m/s. Ze względu jednak na walory turystyczne, kolejka nie rozwija pełnej szybkości. Nadanie imion wagonikom bardzo mi się spodobało :) Sama nadaję imiona różnym moim rzeczom, hi hi ... :)  Na Wzgórze Zamkowe można też wejść pieszo. Po wyjściu ze stacji metra należy skierować się na betonowe schody prowadzące do kładki dla pieszych, rozciągającej się nad linią tramwajową. Za przejściem dla pieszych jedna z ulic prowadzi w górę i ta właśnie droga dochodzi do Bramy Wiedeńskiej. My jednak wjechaliśmy w tradycyjny sposób czyli autokarem :) Pierwsze spojrzenie na Basztę Rybacką i myśl: " jak z bajki ... Jak zamki księżniczek, które do tej pory można zobaczyć w bajkach ... " Zdecydowanie Baszta Rybacka wywarła na mnie największe wrażenie :)

Na terenie Wzgórza Zamkowego znajduje się podziemny labirynt połączonych ze sobą korytarzy. Rozciąga się on, aż na trzech poziomach stąd też stwierdzenie, że pod Wzgórzem istnieje drugie, podziemne miasto. Znaczna część tuneli znajduje się w bardzo złym stanie, a dostęp do nich pozostaje utrudniony. Fragmenty wybranych, zbadanych i zabezpieczonych korytarzy udało się współcześnie udostępnić dla zwiedzających, a wycieczka tunelami (Labiryntem) stanowi dużą atrakcję turystyczną. Niestety nie dla naszej grupy :( Może kiedyś, jak będę sama w Budapeszcie uda mi się zwiedzić "Podziemne Miasto".
Na terenie Wzgórza Zamkowego mogą poruszać się wyłącznie specjalne miejskie autobusy turystyczne oraz taksówki, jak również samochody mieszkańców zameldowanych na terenie I dzielnicy. Mimo tego, ulice są pełne zaparkowanych samochodów. Dobrze, że jest tam zakaz poruszania się pojazdami dla pozostałych. Samochodów i tak jest za dużo, a znając ludzi, każdy chciałby dojechać jak najbliżej, zamiast przespacerować się uliczkami. A spacer jest na prawdę przyjemny. Daje nam możliwość podziwiania kolejnych zabytków, na które pewnie nie zwrócilibyśmy uwagi przejeżdżając samochodem.
Warto wspomnieć o Bramie Wiedeńskiej. Plac Bramy dedykowany jest poległym, którzy zmarli podczas tureckiego najazdu w walce o wyzwolenie Wzgórza Zamkowego. Na jednej ze ścian bramy umieszczono tablicę poświęconą ich pamięci: "In memoriam heroum christianorum pro urbe Buda mortuorum, Anno MDCLXXXVI" - Pamięci chrześcijańskich bohaterów poległych za miasto Buda, 1686r.  Przy bramie znajduje się też pomnik, postać anioła z podwójnym krzyżem apostolskim, oznajmiającego zwycięstwo chrześcijan nad muzułmanami.
Na moją uwagę zasłużyła sobie również fontanna Macieja. Nie wiem, co nasza Pani przewodnik o niej opowiadała, bo jak zwykle latałam z aparatem gdzieś indziej i jak zwykle o najważniejszym dowiedziałam się na końcu :) Mianowicie ... Z  fontanną Macieja związane są też różne wierzenia, np. iż dotknięcie ręki postaci siedzącej po lewej stronie pomnika gwarantuje uznanie u przełożonych, a muśnięcie dłonią łapy leżącego u jego stóp psa - wierność współmałżonka. Ehh ...uznanie u przełożonych zawsze się przyda ... :)
Niestety o przesądach tych nie wiedziałam, gdy byłam na Wzgórzu, tak więc o uznaniu mojego szefa mogę zapomnieć :(

Przepięknie prezentuje się też Kościół Macieja usytuowany prawie w samym centrum Wzgórza Zamkowego.
Oświetlony po zmroku sprawia, że nikt nie jest w stanie przejść obok niego obojętnie. Choć jego popularna nazwa odwołuje się do imienia Macieja Korwina, w rzeczywistości świątynia poświęcona jest Najświętszej Marii Pannie - patronce Węgier.

 Kolejną rzeczą, o której chcę wspomnieć jest wznosząca się na środku placu św. Trójcy, barokowa Kolumna Morwowa. Epidemia dżumy przerwała roboty rekonstrukcyjne prowadzone na Starym Mieście w 1691 roku. Przerażeni mieszkańcy błagali i modlili się o pomoc w walce z chorobą i cofnięcie śmiercionośnej plagi. Plaga jednak trwała nadal i trwała tak 15 lat ... Dopiero w 1706 roku ogłoszono zakończenie plagi, a ci co przeżyli, trzy lata później ustawili na placu niewielki obelisk dziękczynny mający symbolizować wdzięczność Panu i ufność w Jego wyroki. Jednocześnie z odsłonięciem pomnika dżuma powróciła z równą siłą, co w czasie wcześniejszej epidemii. Zdezorientowani mieszkańcy obiecali Bogu, że jeśli tym razem uchroni ich przed zarazą, zburzą stary pomnik i w jego miejsce wystawią dwa razy większy, piękniejszy i bogatszy. W 1712r. starą kolumnę przeniesiono na plac Zygmunta w Óbudzie, a w jej miejscu rok później stanęło dzieło Fülöpa Ungleicha i Antala Hörgera. Dziś możemy podziwiać jego kopię wykonaną w czasie powojennej rekonstrukcji Starego Miasta. Oryginalny pomnik został poważnie uszkodzony w czasie oblężenia Wzgórza Zamkowego w 1945r., a jego ocalałe fragmenty zgromadzono w Muzeum Kiscell.

Na zakończenie jeszcze jedna historia, która nie wiem dlaczego, ale bardzo mi się spodobała :)
Pałac Sándor rozsławił syna fundatora budynku, hrabiego Mórica Sándora. 
W/g zachowanych źródeł był on ekscentrykiem i hulaką, szczycącym się niezwykłymi umiejętnościami ekstremalnej jazdy konnej. Uwielbiał ponoć wjeżdżać po schodach do swego domu powozem zaprzężonym w sześc koni, z pietra na piętro również przemieszczał się konno, w czasie jarmarków skakał po wozach wypełnionych ceramika i fajansem, a kilka razy pokonał konno Dunaj, skacząc z kry na krę, czym wzbudził niekłamany podziw tłumu korzystającego z mostu. Jego wyczyny zyskały mu miano "Diabelskiego Jeźdźca" lub "Koniuszego Diabla". Podobno nawet po śmierci nie zrezygnował ze swych zwyczajów - konie, które przewoziły jego ciało na cmentarz, nagle spłoszyły się i poniosły wóz wraz z umieszczona na nim trumna. Tłumaczono to faktem, ze widocznie diabeł przybył zabrać dusze hrabiego do piekła, a biedne zwierzęta ujrzawszy potwora śmiertelnie się go przeraziły.

O Wzgórzu Zamkowym można by pisać i pisać i pewnie nie byłoby końca ... Jest to miejsce, które po prostu trzeba zobaczyć samemu. Są tu historie i legendy, które trzeba poznać w całości. Nie wystarczy przeczytać parę zdań, trzeba zagłębić się w każdy jej szczegół, aby odkryć niesamowite rzeczy związane z tym miejscem... Tak więc najlepiej kupić przewodnik i jechać do Budapesztu zwiedzać Wzgórze Zamkowe :)

4 komentarze:

  1. Bardzo piękne miejsce.Miałam okazję być w Budapeszcie podczas ostatnich wakacji.Wegry to jedyny kraj w którym nie potrafie się dogadać z ludżmi.Chodzi oczywiście o język.My mówimy po angielsku oni też ale wymowa jest totalnie inna ,że nie potrafimy się zrozumieć.Najlepiej nam wyszedł wymyślony język migowy.

    OdpowiedzUsuń
  2. Baszty rybackie... Ech, wróciły wspomnienia. Pięknie je sfotografowałaś.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  3. To prawda, że nie wystarczy przeczytać kilku zdań, aby poznać jakieś miejsce, ale mogą one odpowiednio zachęcić do kupna przewodnika i wyruszenia w podróż :) Bardzo mi się podobała Twoja relacja i chętnie wybrałabym się w to miejsce :)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za komentarz.
Pozdrawiam :)