niedziela, 29 lipca 2012

Egipt - dzień po dniu - dzień 14

Dzień 14
Ostatni cały dzień spędzony w Egipcie.
 Smutno mi jakoś i nawet łezka w oku się kręci. Zawsze tak mam, jak trzeba wracać do domu :(
Po wczorajszej Jerozolimie spaliśmy dłużej niż chcieliśmy. Wstaliśmy dopiero przed 11-tą. Szybko zebraliśmy się, poszliśmy zobaczyć na tablicę, o której mamy wylot. Niestety nic się nie zmieniło. Wylatujemy o 13- tej. Bagaże mamy wystawić przed pokój o 10:00, a o 10:30 podjeżdża już po nas autokar :( Mieliśmy cichą nadzieję, że może opóźnią nam wylot, ale niestety :( Pewnie zrobią to, jak będziemy już na lotnisku. Gdy sprawdziliśmy już godziny poszliśmy na plażę. Od razu spotkaliśmy znajomych, którzy przyszli dosłownie dwie minutki przed nami. Rozłożyliśmy się i plum do wody :)
 Dzisiaj mieliśmy nie lada atrakcję. Znaleźliśmy w wodzie dorosłą Murenę !!! Siedziała schowana w dziurze w rafie. Była ogromna, a wystawała tylko kawałek. Muszę przyznać, że momentami się jej bałam :) Próbowałam zrobić jej ładne zdjęcie, ale nie udało się, bo była za głęboko. Zrobiłam więc filmik, ale też nie widać :( Mogłabym przynurkować i zrobić jej ładne zdjęcie, ale bałam się to zrobić. Bacznie obserwowała każdy mój ruch i wyglądała groźnie, przynajmniej mnie, laikowi wodnemu tak się wydawało. Jak ja podpływałam w prawo to ona odwracała łeb w moją stronę. Jak podpływałam w lewo, to znowu odwracała za mną łeb. Nie spuszczała ze mnie wzroku ani na chwilę :)
Dzisiaj w ogóle było bardzo dużo rybek, jakby przyszły się ze mną pożegnać. Udało mi się zrobić zdjęcie każdej rybce, na które kiedyś polowałam bez efektu :) Zrobiłam też kilka zdjęć rybkom, których jeszcze nie widziałam. Bardzo długo siedziałam dzisiaj w wodzie. Na plaży praktycznie byłam tyle co wysuszyć się i zjeść. Gdybym mogła cały czas siedziałabym w morzu. Niestety w pewnym momencie padła mi bateria w aparacie :( Koniecznie muszę zakupić drugą.
Miałam ambitny plan, żeby zapytać się w hotelu czy jest możliwość nurkowania tutaj i ile to kosztuje, ale oczywiście nie zrobiłam tego :( Jak szliśmy rano nad morze, to w basenie, ktoś ćwiczył nurkowanie z butlą. Potem, jak pływałam w morzu, to widziałam, jak nurkowali. Nie schodzili powyżej 6 metrów. Mimo wszystko żałowałam, że nie poszłam.
Muszę rozważyć kurs nurkowania w Krakowie, ale jak patrzyłam przed wyjazdem to koszt czegoś takiego to jakiś 1500 zł. Za tyle to ja mam prawie dwa lasty tygodniowe do Egiptu. A w Polsce nurkować nie zamierzam chyba, bo raczej nie ma gdzie, ale poczytam o tym i rozważę to, ponieważ jestem zafascynowana nurkowaniem :) Dostałam dosłownie zaj… ba na tym punkcie :)
Ostatni wieczór. Trzeba porobić zdjęcia nocne, odwiedzić Old Market, pożegnać się z Natalią … Spotkać się z Agą, Gosią, Dagą i ich rodzinami … Z Leszkiem spotykamy się na lotnisku. Wracamy tym samym samolotem. Gosia też jutro wyjeżdża …  Nie ma co, zebrała nas się tam niezła grupka w tym roku :)
Umówiliśmy się w Old Markecie u Natalii. Myślałam, że usiądziemy gdzieś razem, a skończyło się na tym, że chodziliśmy chyba do 24 – tej i robiliśmy zakupy. To znaczy inni robili zakupy, ja pstryknęłam kilka fotek bez statywu, bo nie chciało mi się go rozkładać. Za każdym razem, gdy ktoś już zrobił zakupy myślałam, że zaraz pójdziemy gdzieś usiąść. Natalia dzielnie pomagała w targowaniu :) Dzięki temu każdy kupił to co chciał, po dobrych cenach :) Ogólnie było wesoło i jak zawsze w tym towarzystwie przyjemnie :) Na koniec zrobiliśmy sobie pożegnalną fotkę i rozeszliśmy się każdy w swoją stronę ... Wtedy dopiero wyciągnęłam statyw i w drodze powrotnej do hotelu zaczęłam robić nocne zdjęcia. Szybko się jednak zorientowałam, że Daga z rodzinką i z moją córką również zniknęli nam z oczu. Mąż poleciał za nimi, żeby wziąć od nich córkę, ale już ich nie dogonił. Także olałam nocne zdjęcia, coś tam pstryknęłam na szybkiego i chcieliśmy jak najszybciej odebrać od nich córkę. Jakby nie było, był środek nocy, pewnie chcieli się już położyć. Głupio wyszło, bo nie wiedzieliśmy, że idą, a córka zamiast zostać z nami, to poszła z nimi, bo dziewczyny wykombinowały sobie, że wykąpią się jeszcze w basenie. Jak się okazało po 24 nie wpuścili już do hotelu naszej córki, bo miała inną opaskę. Tak więc zepsuliśmy wieczór znajomym, bo przez to, że zostaliśmy, nie mogli położyć się wcześniej i również nasz wieczór był zepsuty, bo zamiast robić zdjęcia nocne, w tą ostatnią noc, wróciliśmy do hotelu. Nie zrobiłam też przez to nocnego zdjęcia Meczetu. Mam nauczkę, aby nie zostawiać zdjęć na ostatnią chwilę. Niby nic się nie stało, ale wyszła głupia sytuacja .A wystarczyło, żeby powiedzieli nam, że idą :) Tak czasem bywa  :) Na wszelki wypadek pożegnaliśmy się już w nocy, ponieważ nie wiedzieliśmy czy przez to nocne zamieszanie zdążą do nas przyjść, zanim wyjedziemy. Gdy dotarliśmy do hotelu zaczęłam robić nocne zdjęcia hotelu. Stwierdziłam, że będę miała przynajmniej teren hotelu zrobiony, ale do tej pory nie mogę przeboleć tego meczetu i okolicy. Nie zrobiłam prawie w ogóle planowanych nocnych zdjęć :(
  Do pokoju wróciłam po 3-ciej, a o 5 byliśmy już na wschodzie słońca. Tym razem był jakiś przymglony. Pożegnaliśmy się z morzem i poszliśmy się pakować. Potem śniadanie i trzeba było się już wymeldować …
 Bye bye Egypt … Do następnego razu …

Egipt - dzień po dniu - dzień 13 – Jerozolima


Dzień 13 – Jerozolima
Planowany wyjazd miał być o 19:35. Nie za bardzo pasowała nam ta godzina, ponieważ mieliśmy kolację od 19:30. Na szczęście dla nas dostaliśmy popołudniu wiadomość, że wyjazd mamy o 20:10 :) To była bardzo dobra wiadomość, ponieważ mogliśmy zjeść kolację :)
Tak też zrobiliśmy :) To znaczy zjedli wszyscy poza mną :) Ja znalazłam w jedzeniu włosa i miałam już pojedzone :) Po prostu odechciało mi się jeść :) Zabrałam sobie ze stołówki banany i takie patyczki z pieczywa do jedzenia – pychotka i poszliśmy po rzeczy, a następnie pod główną bramę czekać na autokar.
Autokar podjechał spóźniony tylko o 10 minut , super :) Znajomi już siedzieli. Natalia z Clear Egypt, u której wykupiona została wycieczka, zarezerwowała nam miejsca w autokarze, żebyśmy mogli siedzieć razem :) Dosiedliśmy się do nich i pełni optymizmu zaczęliśmy sobie rozmawiać. Jednak miny szybko nam zrzedły... Nagle córka znajomych wraz z moim mężem oznajmili nam, że źle się czują. Ups :/ Wyglądali na prawdę źle. Wszystko wskazywało na to, że właśnie dopadła ich „klątwa faraona”. Było nieciekawie. Nafaszerowaliśmy ich lekami i czekaliśmy. Ponieważ ciągle jeździliśmy odebrać ludzi z innych hoteli, rozważaliśmy też opcję, że wrócą do hotelu. Nie wyglądało na to, że ma się im poprawić :( Mój mąż w pewnym momencie powiedział już zdecydowany, że wraca do hotelu.
Na domiar złego w autokarze nawaliła klimatyzacja i mieliśmy tylko chłodny nawiew. Kierowca próbował naprawić, ale nie udało mu się tego zrobić, więc załatwiono dla nas nowy autokar. Zanim jednak go zmieniono siedzieliśmy łącznie ok.3 godzin z samym nawiewem. Nie było tak źle, był już wieczór, więc było chłodniej, poza tym byliśmy bardziej przejęci tym, co zrobić z naszymi chorowitkami niż tym, że nie ma klimatyzacji.
Na wycieczkę do Jerozolimy nie jechaliśmy sami. Do naszego autokaru dosiedli się jeszcze jedni znajomi :) Mówili, że problemy żołądkowe mieli dzień wcześniej więc wzięli ze sobą tabletki. Oczywiście  nafaszerowałam nimi męża. W końcu zapadła decyzja, że nikt do hotelu nie wraca, a naszym chorym zaczęło się poprawiać, aż całkowicie im przeszło :) Nowy autokar podjechał. Klimatyzacja działała, wszystkich odebrano już z hoteli, można było ruszać na granicę :)
Dotarliśmy do Taby, gdzie musieliśmy przejść przez granicę pieszo. Trwało to bardzo długo, ale nie było żadnych problemów. Karty pobytowe do wypełnienia dostaliśmy już w autokarze. Przy przejściu przez granicę kilkakrotnie pokazywaliśmy paszport i staliśmy w różnych kolejkach do kolejnych okienek, do celników itd., ale w końcu udało się i znaleźliśmy się po drugiej strony granicy :) Tam czekał już na nas autokar. Wszystko fajnie, tylko w autokarze nie było ubikacji i nie rozkładały się fotele. Dobrze, że było dużo miejsca :)
Najpierw pojechaliśmy nad Morze Martwe, gdzie można było się kąpać. Zasolenie wody wynosi nawet do 36% w zależności od miejsca. Jak się położy na wodzie, to od razu wypycha na wierzch :) Na dnie leży skamieniała sól.  Wszystko co jest w wodzie, pokryte jest solą :) Jeżeli ktoś ma jakiekolwiek, nawet najmniejsze rany i wejdzie do wody, to rany te pieką strasznie :)
  Gdy już wszyscy  odbyli słoną kąpiel i byli gotowi do drogi ruszyliśmy dalej. Widoki były przepiękne. Z jednej strony skały, które kiedyś były pod wodą, z drugiej strony Morze Martwe, które  pięknie wkomponowało się w krajobraz. Było na co patrzeć :)
Następny postój mieliśmy już na Górze Oliwnej, skąd widać przepiękną panoramę Starego Miasta i  Wzgórze Świątynne z pozłacaną Kopułę Skały. Widzimy też Kościół Dominus Flevit (w tłumaczeniu - pan zapłakał), gdzie według Ewangelii św. Łukasza, Pan Jezus zapłakał i przepowiedział upadek Jerozolimy. Stąd też nazwa Kościoła.
Widzimy również Kościół Pater Noster, który został wybudowany obok groty, w której Jezus nauczał swoich apostołów. Krzyżowcy znaleźli w tym miejscu tabliczkę z aramejskim tekstem Modlitwy Pańskiej. Obecnie jest tam ok.60 takich tablic, przetłumaczonych na różne języki. Tabliczkę w języku Polskim ufundowali żołnierze z 8 Brygady Strzelców.
Jak tylko wysiedliśmy z autokaru na Górze Oliwnej, otoczyła nas grupa sprzedawców. Większość z nas  zakupiła 30 pocztówek z Jerozolimy za 1$. Ponieważ zakupy trzeba było robić w biegu, nie było czasu na przebieranie. Każdy brał co mu dawali. Potem okazywało się, że parę kartek brakowało, a jakość kartek też nie była najlepsza, ale za 1$ warto kupić :) Nam brakowało tylko 1 pocztówki, więc mieliśmy szczęście :)
Już na Górze Oliwnej miałam małe ścięcie z naszym przewodnikiem, ale potem przestałam się nim przejmować i przestałam go słuchać. Otóż nasz przewodnik opowiadał co tam opowiadał. Jedni w tym czasie robili zdjęcia, w tym oczywiście ja :) Inni oglądali pocztówki, które przed chwilą zakupili, ale ogólnie panowała cisza i kto chciał słuchać, to słuchał co mówi nasz przewodnik. I wtedy usłyszeliśmy, że nie wolno nam teraz robić zdjęć, a kartki można oglądać później. On mówi,więc mamy zakaz robienia czegokolwiek poza słuchaniem, a na zdjęcia będzie czas potem. Ok., dziwne to trochę, ale niech Mu będzie. Przestaliśmy robić zdjęcia, inni przestali oglądać karteczki i czekaliśmy ... Czekaliśmy ...  I czekaliśmy, aż skończy mówić. W końcu skończył i co ? Dał nam 10 minut na zdjęcia i toaletę haha. Zdjęcia oczywiście zrobione w pośpiechu wyszły beznadziejnie. Ludzi pełno przepychających się przez siebie, bo każdy chce mieć zdjęcie, toaleta ... Jak to toaleta w takich miejscach, trzeba było poczekać w kolejce ... Oczywiście zanim zrobiłam zdjęcia i wróciłam z toalety minęło więcej niż 10 minut, na co zwrócił mi uwagę. Więc mu odpowiedziałam, że gdybym mogła robić zdjęcia od samego początku, to zdążyłabym spokojnie pójść do toalety i byłabym na czas. Oburzył się, wymieniliśmy jeszcze kilka zdań, po czym doszłam do wniosku, że z tym człowiekiem nie ma co dyskutować i poszłam na swoje miejsce. Postanowiłam, że mam Go od tej pory gdzieś i będę sobie robiła zdjęcia, kiedy będę miała na to ochotę.
Gdy już cała grupa była w autokarze ruszyliśmy w stronę Starego Miasta. Po drodze widzieliśmy Bazylikę Wszystkich Narodów, zwaną również Kościołem Getsemani. Niestety tylko przejeżdżaliśmy tamtędy, nie mieliśmy okazji jej zwiedzać.
 Byliśmy również przy Ścianie Płaczu. Wyznawcy Judaizmu uważają to miejsce za najświętsze. Jeszcze zanim doszliśmy do środka dopadli nas sprzedawcy. Głównie oferowali jarmułkę, jednak nie trzeba jej kupować, ponieważ w środku panowie dostają ją za darmo. Wchodząc do środka przechodzimy przez bramki. Panie na prawo, panowie na lewo. Jesteśmy w środku. Przewodnik mówi parę słów i daje nam czas wolny. Idziemy pod Ścianę Płaczu. Kobiety muszą zakryć ramiona i mieć zasłonięte kolana. Panowie muszą mieć wspomnianą wcześniej jarmułkę. Panowie znowu idą osobno na lewo, a panie na prawo. Jest to miejsce modlitw, więc należy zachowywać się z szacunkiem i nie przeszkadzać w modlitwie. To tutaj można włożyć karteczkę z prośbą w szczelinę ściany, a następnie należy iść tyłem 7 kroków, nie oglądając się za siebie i dopiero potem można się odwrócić i iść normalnie :)  Nie wiem dlaczego tak trzeba zrobić, ale tak nam kazali :) Żydzi wierzą, że Ściana Płaczu jest miejscem najbardziej zbliżonym do domu Boga.
Zwiedziliśmy też cześć Drogi Krzyżowej. Niestety nie da się w pełni odczuć wartości tego miejsca. Uliczki Drogi Krzyżowej przypominają bazary. Po każdej stronie sklepiki i każdy próbuje Ci coś sprzedać. Takie miejsce powinno być objęte ochroną i powinien być całkowity zakaz handlu żeby ludzie, którzy przyjeżdżają tutaj, mogli przeżyć należycie Drogę Krzyżową. Ale tak nie jest i pewnie nigdy nie będzie. Trzeba to jakoś przełknąć i skupić się na tym, co dla nas najważniejsze.
 Widzieliśmy Bazylikę Grobu Świętego, gdzie znajduje się pięć ostatnich stacji Drogi Krzyżowej, Grób Chrystusa, do którego pozwolono nam wejść, a także Golgota. Golgota jest skałą, w którą wetknięto Krzyż w czasie ukrzyżowania Jezusa.
Widzieliśmy też miejsce, gdzie Jezus był więziony ...
 Byliśmy w Betlejem. Zwiedzaliśmy Bazylikę Narodzenia Pańskiego, która zastała wybudowana w miejscu, gdzie urodził się Jezus. Miejsce to wskazuje srebrna gwiazda. Wierni klękają przy tym miejscu i pocałunkiem czczą święte miejsce
Widzieliśmy dużo miejsc i rzeczy, których nie sposób tutaj opisać.
Jest tego po prostu zbyt wiele.

 Ale powróćmy jeszcze do samego zwiedzania. Jak to na takich wycieczkach bywa, tak i tutaj czasu na zwiedzanie było bardzo mało. Wręcz mogłabym napisać, że Jerozolimę zwiedzaliśmy w biegu, zatrzymując się co jakiś czas na krótszą chwilę.  Zbyt mało czasu, żeby słuchać co mówi przewodnik i robić zdjęcia. Tak więc do wyboru było albo jedno, albo drugie.
 Ponieważ przewodnik podpadł mi już na samym początku postanowiłam Go zostawić i robiłam zdjęcia gdzieś na szarym końcu grupy. Przewodnik tak pędził, że często zanim się obejrzałam, to mojej grupy już nie było i musiałam biegiem ich szukać :) Ale na szczęście mój dzielny mąż mnie wspierał i zawsze gdzieś pośrodku na mnie czekał :) Poza tym nigdy nie zostałam sama, bo takich osób jak ja było więcej :)
Ogólnie podsumowując wycieczka z tym przewodnikiem mnie nie urzekła. Owszem opowiadał dużo i można było się dużo dowiedzieć jeśli ktoś go słuchał, ale moim zdaniem często skupiał się na rzeczach mało istotnych dla nas i przechodził na inne tematy, które mnie zupełnie nie interesowały. Pewnie częściowo dlatego, że nie był katolikiem, co na pewno w jakimś tam stopniu wpłynęło na to, jak była prowadzona wycieczka. Już wtedy wiedziałam, że muszę tutaj wrócić, ponieważ  teraz nie skorzystałam z niej w pełni. Częściowo ze swojej winy, częściowo z winy przewodnika. To nie ma teraz najmniejszego znaczenia. Nie skupiałam się na tym  co mówi przewodnik. Za dużo rzeczy się działo, za dużo rzeczy było do zobaczenia ... Mój wzrok chłonął wszystko i ciągle było mu mało. Gdybym była tam calutki dzień, to i tak zabrakłoby mi czasu :)
Tak czy siak wycieczka godna polecenia. Każdy przeżywa ją na swój sposób. Mnie teraz nie poruszyła duchowo, ponieważ pochłonięta byłam czymś innych, ale byli z nami ludzie, którzy głęboko ją przeżyli.
Dla mnie to był inny świat, który mnie zafascynował, więc wolałam pstrykać zdjęcia, żeby jak najwięcej przywieź tego miejsca ze sobą do Polski.

 Podczas wycieczki byliśmy na obiedzie. Obiad był w cenie ale napoje standardowo trzeba było dokupić samemu, jednak nie było takiego obowiązku.
Byliśmy też na zakupach, gdzie można było zakupić pamiątki, a potem je poświęcić w Betlejem. Dostaliśmy tam bezpłatnie przepyszny świeży i zimny soczek. Pychotka. Dla samego soczku warto iść do tego sklepu :) Co najważniejsze, można było pić go bez ograniczeń :)
Droga powrotna bez żadnych dodatkowych atrakcji. Wszystko było ok.
Co jeszcze mogę napisać ? Niewiele...
Na pewno jest to specyficzna wycieczka i każdy przeżywa ją na swój sposób.
Moim zdaniem warto.

Edite: Ponieważ dochodzą mnie słuchy, że nie podobało mi się na wycieczce, zamieszczam sprostowanie :)
Bardzo mi się podobało :) A to, że mieliśmy drobne przygody ? Co z tego ?
Przynajmniej jest co wspominać :) 

Egipt - dzień po dniu - dzień 12

Dzień 12 
W sumie to dzisiaj nie ma co pisać. Rano mąż zarezerwował leżaki dla nas i dla znajomych na plaży. Potem poszliśmy do sklepu, żeby kupić coś na wieczorny wyjazd do Jerozolimy.
Potem poszliśmy na plażę i spędziliśmy tam czas prawie do 17-tej. Nie chciało nam się wracać dzisiaj do pokoi. Tak dobrze, jak dzisiaj jeszcze nam się chyba nie leżało. To pewnie przez to, że nie musimy się już bać słońca, że znamy już wszytko i pewnie to, że zaraz będziemy wracać do Polski :(
 Dzisiaj dużo pływałam. Rafa była pięknie podświetlona słońcem, rybek było również dużo. Udało mi się nawet „dorwać” te, na które od kilku dni polowałam :)
 To był dobry, udany dzień.
Pozostało tylko spakowanie się i jazda do Jerozolimy :)
Dzisiaj Pan sprzątający zostawił nam na łóżku ludka z ręczników :)
  Oczywiście za dolara :) To pewnie ostatnia ozdoba, jaką widzimy :)
Ciągnie mnie do nurkowania. Muszę podejść na plaży do chłopaków zapytać się, czy jest możliwość nurkowania przy naszej plaży i ile by to kosztowało. Pewnie możliwość jest, ale będzie pewnie drogo patrząc na porównanie cen wycieczek z nurkowaniem. Ale zapytać można.
W powietrzu już czuć, że lada dzień wracamy ... :(

Egipt - dzień po dniu - dzień 11

Dzień 11
  Wstaliśmy rano i zarezerwowaliśmy na plaży leżaki dla nas i dla znajomych. Poszliśmy na śniadanie, na którym znowu zjadłam pomarańcze i naleśniki, a potem na plażę. To był bardzo leniwy dzień. Większość dnia spędziliśmy na plaży. Jak zwykle zrobiliśmy sobie spacerek na plaże Shores Amphoras w poszukiwaniu innych ryb. Jak zwykle widziałam rybkę, na którą poluję już od kilku dni i nie udało mi się zrobić jej ładnego zdjęcia. Mam nadzieję, że jeszcze uda mi się ją dorwać.
Znajomi mieli pecha, ponieważ dzisiaj pierwszy raz udali się na rafy i od razu zalali aparat. Otworzyła im się klapka z baterią i zalało cały aparat. Mam nadzieję, że jak wyschnie to będzie działał prawidłowo. Szkoda by go było. Skoro zalane telefony komórkowe potrafią działać prawidłowo, to może aparat również ? Jestem dobrej myśli :)
Nasze dzieciaczki jakoś dzisiaj były markotne i obie zmyły się do hotelu już popołudniu. Może jutro będzie lepiej :) Znajomi też dużo dłużej nie posiedzieli. My poszliśmy jeszcze do morza i pływaliśmy do póki nie zmarzłam. Potem pozbieraliśmy rzeczy i przenieśliśmy się na basen, gdzie jeszcze trochę popływaliśmy. W końcu musieliśmy się zebrać, ponieważ wybieraliśmy się
odwiedzić Natalię w Old Markecie i porobić jakieś nocne zdjęcia. 
Zabrałam ze sobą statyw, więc było co nosić :) Najpierw poszliśmy na kolację, potem do Il Marcato, dopiero później do Golden Shores po znajomych. Zanim zebraliśmy się, było już przed 22- gą, więc Natalię już byśmy nie zastali, ale i tak stwierdziliśmy, że idziemy. Wyszliśmy przed wejście główne Goldena, a tam bus zawożący do Namma Bay :) Na ten bus trzeba się wcześniej zapisywać, a że było wolne miejsce to wsiedliśmy i zamiast do Old Marketu pojechaliśmy do Namma Bay.
 Miejsce tłoczne, gwarne, ładnie oświetlone, takie typowe dla ludzi, którzy lubią imprezować. Mieliśmy tutaj dwie godziny, żeby wrócić tym samym busem. Wydaje się to mało, ale jeśli ktoś chce tylko zobaczyć i nie wybra się na zakupy, to spokojnie wystarczy czasu. Nie jest to duży teren, ale intensywnie zagospodarowany :) Widziałam to miejsce na zdjęciach i wyglądało pięknie. Teraz w rzeczywistości było jeszcze ładniejsze. Wszędzie czuć było zapach palonej sziszy i wszędzie słychać było muzykę. Aż nogi same zaczynały tańczyć :) Obeszliśmy z grubsza Namma Bay i poszliśmy na miejsce zbiórki. Rozczarowała mnie jedna rzecz. Casino niestety nie było czynne, więc nie świeciło, szkoda :( Miałam nadzieję, że zobaczę je oświetlone :(
A tak zupełnie odbiegając od tematu, to nie wspomniałam jeszcze, że mieliśmy dzisiaj gościa w pokoju :) Odwiedził nas maluteńki gekonik. Chciałam go złapać, żeby wypuścić go na pole, ale uciekł pod łóżko. Mam nadzieję, że jakoś wyszedł z pokoju i nic mu się nie stało.
Pan sprzątający nie dostał dzisiaj dolara, bo wczoraj znowu nic nie zrobił. Wchodzimy popołudniu do pokoju, a tam łabędź z ręczników ozdobiony naszymi piłeczkami. Ale się uśmialiśmy. Sprzątający wyczuł chyba sprawę, że jak nie będzie robił ozdób z ręczników to nie będzie codziennie dolarów i postarał się :) Przyszedł wieczorem niby ręczniki przynieść i dostał wtedy dolara :)

Fotorelacja z Naama Bay 

czwartek, 26 lipca 2012

Egipt - dzień po dniu - dzień 10 – Rejs Ras Mohammed - nurkowanie


 Dzień 10 – Rejs Ras Mohammed
To był świetny dzień. Wstaliśmy rano, zjedliśmy śniadanie i o godzinie 8:05 miał pod nas podjechać bus. Tym razem bus spóźnił się 25 minut, ale nie byliśmy tym w ogóle przejęci. Zawieziono nas do portu i przydzielili nas do danego statku. Tym razem moja grupa była wyjątkowa :) Byli to ludzie poznani na forum, którzy razem ze mną czekali na swój wyjazd do Egiptu. Ponieważ jechaliśmy w tym samym terminie, postanowiliśmy się spotkać na rejsie :) Naszym organizatorem była Natalia z Clear Egypt, która razem z nami rozmawiała na forum i razem z nami popłynęła dzisiaj na rejs :)
Reszta ludzi na statku to chyba sami Rosjanie.
Na statku podzielono nas na grupy. Osoby nurkujące i osoby snurkujące.
Ja nurkowałam, moja rodzinka snurkowała. Za 50$ można było zakupić filmik z nurkowania. Do nurkowania Polską grupę przygotowywała Kasia. Powiedziała nam wszystko co i jak. Pokazała również na sprzęcie, po czym znowu nas podzielono i zaczęliśmy schodzić do wody. Schodziliśmy jedna osoba, jeden instruktor. Na statku dostaliśmy sprzęt i zaczęliśmy się przygotowywać. Każdy miał 15 minut w wodzie. Jedna osoba wchodziła, następna się przygotowywała. Zapytano nas czy chcemy robić uprawnienia do pływania do 12 metrów i że potem dostaniemy certyfikat ważny na całym świecie. Doskonale wiemy, że taki certyfikat nie jest nic ważny, ponieważ powinniśmy dłużej ćwiczyć i mieć większą wiedzę, żeby brać to na poważnie, ale stwierdziliśmy, że mimo wszystko robimy. Poza tym drugie zejście miało być już do 12 metrów, więc robiliśmy :)  Po przejściu ćwiczeń pod wodą, za certyfikat zapłaciliśmy 10 $. Co tam, jesteśmy w końcu na wakacjach :) Ćwiczenia, jakie mieliśmy zrobić były bardzo podstawowe, ale uważam, że bardzo przydatne.. Dopłynęliśmy do dna, uklęknęłam i miałam robić to, co pokazuje instruktor.
1.       Wyciągnąć aparat oddychający z ust, wystawić język, włożyć aparat z powrotem i wydmuchać powietrze.
2.       Zrobić szparkę w okularach tak, aby nalała nam się woda i potem pozbyć się wody z maski będąc pod wodą. Robi się to w  prosty sposób, ale trzeba zachować spokój. Przyciskamy lekko maskę u góry i wydmuchujemy powietrze nosem. Będę doskonalić tą technikę snurkując :)
3.       Wyciągnąć aparat oddychający z ust, odrzucić go  i złapać będąc pod wodą i znowu włożyć do ust i odpowietrzyć.
Największy problem dla mnie to oczyszczenie maski z wody pod wodą. Zrobiłam to, ale jakoś dziwnie spanikowałam po tej czynności :) Zaczęłam szybciej oddychać i jakoś nie mogłam się „unormować”. Do tego w końcu zaparowała mi maska, bo gościu, który mi ją przygotowywał do nurkowania, po prostu przelał ją tylko wodą, co na długo nie starczyło. Postanowiłam wypłynąć, zdjęłam maskę, naplułam do niej, założyłam po swojemu i zanurkowałam z powrotem. Teraz było już wszystko w porządku i mogliśmy nurkować :) Podpłynęliśmy do rafy, w której były rybki „Nemo” jak ja to je nazywam :) Na wyciągnięcie ręki, podpływały do niej, jakby były tresowane :) Czas pod wodą szybko minął i trzeba było się wynurzać.
Niektórzy pewnie wiedza, że przed wyjazdem miałam obawy, czy uda mi się „przetykać uszy” ponieważ od miesiąca miałam problem z ciągle zatkanym jednym uchem. Byłam z tym nawet u laryngologa, ale on stwierdził, że wszystko jest ok. Nie ukrywam, że ucieszyła mnie ta wiadomość, ale problem nadal pozostał. Podczas nurkowania okazało się, że nie miałam najmniejszych problemów z przetykaniem uszu :) Gdy przyszło mi pierwszy raz to zrobić pomyślałam sobie „ pewnie się nie uda i będę musiała wypłynąć „ ale udało się i wychodziło mi to całkiem sprawnie :)  Ale powróćmy do samego nurkowania :)
Nie wspomniałam jeszcze, że jak zaczynaliśmy nurkowanie. Zakładaliśmy sprzęt, automat do oddychania i stawaliśmy na brzegu statku, skąd robiliśmy krok w przód wpadając w ten sposób do wody ( super uczucie :) ). Potem wypływaliśmy, oddychaliśmy na powierzchni, potem zanurzaliśmy głowę, jeżeli wszystko było porządku, płynęliśmy chwilę z instruktorem. Jeżeli nadal było wszystko porządku, zanurzaliśmy się :)
Osoby, które nie nurkowały, mogły w tym momencie posnurkować. Osoby, które nurkowały, po swojej kolejce również mogły snurkować, ponieważ był na to czas.  Gdy już wszyscy zakończyli swoje nurkowanie ruszyliśmy w kolejne miejsce. Tutaj było zdecydowanie szybciej. Zapytano nas czy chcemy schodzić po dwie osoby. Wiemy, że tak nie wolno robić i powinno się schodzić jeden na jeden, ale doszliśmy do wniosku, że będzie szybciej schodząc po dwie osoby z jednym instruktorem. Tym razem trafił nam się inny instruktor. Bardzo fajny chłopak, który miał super podejście. Pilnował nas strasznie. Co chwilę sprawdzał czy wszystko jest w porządku, nie odstępował nas na krok. Kazał nam się na początku trzymać za ręce, a potem trzymał nas cały czas za butle. Tym razem schodziliśmy już głębiej, podobno na 12 metrów. Ile było w rzeczywistości nie wiem, ale zeszliśmy zdecydowanie głębiej niż za pierwszym razem. Rafa była ładniejsza niż przy pierwszym nurkowaniu. Żałowałam, że nie wzięłam ze sobą aparatu ponieważ widziałam nawet płaszczkę.  Czas pod wodą minął bardzo szybko i musieliśmy się wynurzyć. Tak bardzo spodobało mi się nurkowanie, że najchętniej zeszłabym jeszcze raz. Gdyby nie to, że nie mamy już czasu na kolejny rejs, to wykupiłabym tym razem Tiran.  A tak …. ? Będę musiała czekać na mój powrót do Egiptu.  Jeszcze nie wyjechałam, a już zaczynam tęsknić za Egiptem. Tak samo miałam z Tunezją, tylko że tutaj ciągnie mnie rafa. To jest coś niesamowitego. Muszę poważnie rozważyć kurs nurkowania :)
Po zakończonym nurkowaniu mieliśmy obiad, nawet dobry :) Humor nam dopisywał i obsłudze kuchni również :) Zaczęły się różne śmieszne gierki, a na koniec obfite oklaski, które jak się okazało, było słychać piętro wyżej na statku. Było wesoło :)
Czas nas niestety naglił i mieliśmy powoli wracać do portu. W planie było jeszcze jedno snurkowanie. Myślałam, że popływam sobie z maską, ale tak fajnie nam się wszystkim rozmawiało, że zostaliśmy na statku. Bardzo się cieszę, że udało nam się odbyć ten rejs razem :)
Po powrocie do hotelu, od razu wskoczyliśmy do basenu, potem prysznic i na kolację :) Ale dzisiaj mi smakowało. Miałam pierś z kurczaka z pysznym sosem i ryż. Do tego ciasta :) Gdy już się najedliśmy do granic możliwości poszliśmy do Goldena, do kolejnych znajomych poznanych z tego samego forum, a potem poszliśmy razem do Il Marcato. Tym razem udało mi się znaleźć miejsce, gdzie miałam dostęp do netu ale, że łącze było bardzo wolne, a nie byliśmy sami, sprawdziłam tylko pocztę i poszliśmy dalej. Do pokoju wróciliśmy przed 24 – tą. Ja się nigdy nie wyśpię w tym Egipcie, a rano znowu trzeba było wcześnie wstać :)
Napisałam tutaj, że spotykałam się dzisiaj z osobami, z którymi pisałam na forum. Nigdy wcześniej nie umawiałam się z nikim, z kim rozmawiałam przez internet, jednak tym razem, spędziłam na forum bardzo dużo czasu pisząc z tymi osobami. Z niektórymi pisałam nawet pół roku. I wiecie co Wam powiem ? Bardzo się cieszę, że się poznaliśmy osobiście. Okazało się, że w rzeczywistości są to tak samo fajni ludzie, jak wydawało się przez internet :) Pewnie niektórzy to przeczytają ha ha :) Ciekawe czy mają takie samo zdanie ? :P
Ekipo z Egiptowa - fajnie, że byliście :) Fajnie, że udało nam się spędzić  ten czas razem :) Bawiłam się świetnie, za co Wam dziękuję :)
Natalko, dla Ciebie również podziękowania za to, że znalazłaś dla nas czas i udało Ci się z nami popłynąć na ten rejs :)
Pozdrawiam całe Egiptowo :)

Edite: 3.08.2012
Sprawdziłam co to mam za certyfikat.
 Jest to:
DSD Discover Scuba Diving
Jest przeznaczony dla osób które chciałyby poznać płetwonurkowanie jako sport bezpieczny, komfortowy i przy którym można się zrelaksować i dobrze bawić. Zajęcia odbywają się na basenie lub wodach basenopodobnych do max głębokości 6 m. Zajęcia na wodach otwartych max do 12m. Uczymy się podstwowych zasad bezpieczeństwa, ubierania sprzętu i pływania pod wodą pod ścisłą kontrolą instruktorów.

Cytat z : http://www.diveservice.pl/szkolenia-nurkowe/szkolenia-podstawowe/dsd-discover-scuba-diving-odkryj-nurkowanie/

Egipt - dzień po dniu - dzień 9

Dzień 9
Dzisiaj odsypialiśmy Kair, tzn wstaliśmy o 9:30 i nie poszliśmy na śniadanie :)
Poszliśmy nad morze. Nasze miejsca o dziwo były wolne, super :)
Znowu rano był odpływ a popołudniu morze się uspokajało i był przypływ.
Poszliśmy na spacer wodą w poszukiwaniu nowych rybek i miejsc :)
Dzisiaj widziałam kilka nowych ryb. Niektóre udało się sfotografować, inne nie. Znalazłam też wczorajszego wężyka tylko takiego 4 razy większego :) Nie wiem czy wyszło zdjęcie czy nie, mam nadzieję że tak. Muszę się potem przyjrzeć tym wszystkim zdjęciom, co jest do poprawy, a które rybki są już zaliczone :) Zauważyłam, że Egipt wpływa na mnie inaczej, niż wszystkie dotychczasowe miejsca. Do tej pory, jak gdzieś jechaliśmy to ciągnęło mnie na miasto, do zwiedzania, do odkrywania nowych miejsc, jeżdżenia komunikacją miejską i ogólnie zobaczenia jak najwięcej. Tutaj jest inaczej. Jedyne gdzie mnie ciągnie, to do morza. Całe miasto i inne rzeczy mogłyby nie istnieć :) Miałam zobaczyć tyle rzeczy w Egipcie … Miałam wielką listę miejsc, do których mam pojechać, a najprawdopodobniej tego nie zrobię. Po prostu przestało to być dla mnie takie ważne, jak było przed wyjazdem :) Teraz liczy się dla mnie, żeby poznać i zobaczyć świat podwodny, ile się tylko da :) Każda nowa rybka, to dla mnie wielka radość, a jak uda się jeszcze zrobić jej ładne zdjęcie to już jestem happy :) Dzisiaj nie zdążyliśmy nawet na obiad :) Śmiałam się, że nie byliśmy na śniadaniu, nie byliśmy na obiedzie, to na kolację pewnie też nie zdążymy :) Ale zdążyliśmy. Jak zwykle zjadłam makaron z sosem pomidorowym :) Tym razem bez ciast :) Musieliśmy zdążyć, bo o 21-szej byliśmy umówieni pod Golden Shores.
Wychodząc z pokoju czekała na nas Modliszka !!! Tak, tak dobrze czytacie – Modliszka !!! Poleciałam szybko po aparat i napstrykałam jej zdjęć, a że było ciemno, to musiałam robić z lampą błyskową. Trudno, liczy się to, co jest :)  Dzisiaj w ogóle był dziwny dzień. Będąc w Goldenie latała nam nami sowa :) Nie miałam aparatu, więc nie zrobiłam jej zdjęcia. Byłam też na drugim spotkaniu z rezydentem, tym razem z Alfa Star, ponieważ znajomi, którzy dzisiaj przyjechali mieli akurat spotkanie i 20:30. W morzu znalazłam kilka nowych rybek, których jeszcze wcześniej nie widziałam :) Znalazłam też pomarańczową  skorupkę po krabie, która wyglądała jak żywy krab :) Na plaży przez pół dnia grali dzisiaj polską muzykę hip-hop i reage, a przy basenie na White Party grali Disco Polo !!! Ha ha ha  :) To był zdecydowanie dobry dzień :)
Byliśmy tez dzisiaj w sklepie. Za 15 LE kupiłam sobie „Przewodnik po rafach koralowych", w których są zdjęcia rybek i ich nazwy. Niestety nie ma wszystkich ryb, które widziałam, albo zdjęcia różnią się od siebie do tego stopnia, że nie rozpoznaję ich. Nadal nie wiem, co to za wielkoluda widziałam.
Zmieniając temat dzisiaj nie zostawiliśmy dolara sprzątającemu. Po prostu wyleciało nam to rano z głowy. Pokój był pięknie posprzątany, ale na łóżku nic na nas nie czekało. Ciekawe czy jak jutro będzie dolarek to zastaniemy znowu jakieś arcydzieło z ręczników :)
Jutro rejs Ras Mohammed. Już się nie mogę doczekać :)
Aaaa i jeszcze jedno !!! Dzisiaj jest pierwszy dzień, gdzie nie zrobiłam sobie krzywdy :) Żadnej nowej ranki nie ma na moim ciele :) Za to te, które są goją się w zaskakującym tempie. Czyżby to woda miała na to wpływ ?
Jest godzina 1:45. O godzinie 6:30 pobudka. Nie wiem, kiedy ja odeśpię te wszystkie wschody słońca, wycieczki itd. :) Jakoś tego teraz nie potrzebuję :) Ale tak działa mój organizm na wakacjach :) Po urlopie pewnie nie będę w stanie się pozbierać z łóżka :)

Egipt - dzień po dniu - dzień 8


Dzień 8
Z Kairu wróciliśmy do hotelu ok. 4:40. Doszłam do wniosku, że nie ma sensu iść spać. Poszłam na wschód słońca :)
Tym razem już wiedziałam, że wschód słońca jest ok. 5:15 rano :) Wcześniej, gdy wychodziłam na wschód to myślałam, że jest już po, ale gdy jechaliśmy do Kairu specjalnie zwróciłam uwagę na godzinę, o której wstawało słoneczko :)  Tak więc wzięłam sobie ręczniki plażowe, których nie zdążyliśmy oddać przed Kairem i poszłam na plażę. Rozłożyłam sobie leżaki i miałam sobie na nich poleżeć, ale poszłam się przejść. Fale znowu bardzo duże. Rozbijały się o klify, chlapiąc wysoko wodą. Patrząc na morze, przypominał mi się nasz Bałtyk. A to wszystko przez te fale. Podeszłam do pomostu, zobaczyć czy są jakieś rybki, ale zamiast rybek była masa krabów przy pomoście i na dechach pomostu również. Zanim się zorientowałam zza góry zaczęło wychodzić już słoneczko. Niebo miało mocne, intensywne kolory. Zdjęcia, które robiłam wyglądały, jakbym im dodała kontrastu, wręcz nienaturalnie piękne kolory. Bardzo spodobał mi się wchód. Słońce jednak wstało tak szybko, że zrobiłam zdjęcia tylko z okolicy pomostu. Muszę iść jeszcze raz na wschód, żeby tym razem porobić też zdjęcia z innego miejsca :)
Po wschodzie wróciłam do pokoju. Została mi godzinka do śniadania, więc pomyślałam sobie, że nie idę spać i poczekam. Ale gdy tak czekałam, to zmogło mnie spanie i usnęłam :) Nie wiem, jak długo spałam, chyba z dwie godzinki tylko i po czym wstałam, umyłam się i poszłam coś zjeść. Rano udało mi się znowu załapać na pyszne pomarańcze i tradycyjnie do tego naleśniki :) Potem plaża :) Znowu był odpływ. Poszliśmy popływać na płyciznę ale, że mężowi ząb nie pozwolił dzisiaj trzymać rurki, to wyszedł z wody, a ja jeszcze popływałam. Potem posiedzieliśmy na leżakach, poszliśmy na obiad itd… Taki kolejny dzień lenistwa na zregenerowanie sił po Kairze i dwóch nockach nieprzespanych ( z małymi wyjątkami :) )
Po obiedzie ( znowu jadłam ryż z sosikiem :) ) wyciągnęłam męża na spacer na plażę Amphoras. Córka spędziła cały dzień z komórką na leżaku ubrana w cieniu … Nie skomentuję tego … Taką mamy dzisiaj młodzież …
Ale wracając do tematu. Woda znowu głęboka, przyszedł przypływ. Ja pływałam, mąż szedł i tak oto szliśmy w stronę plaży Amphoras ... Muszę przyznać się do tego, że bacznie wyglądałam, czy nie nadpływa olbrzym, którego spotkałam parę dni wcześniej. Woda była głębsza niż wtedy, dlatego mogła być taka możliwość. Wydaje mi się jednak, że on pojawił się tam przypadkiem, jednorazowo, ale lęk zdążył wzbudzić :) Po drodze szukałam jeszcze mezuzy. Widziałam tylko jedną, jak byliśmy wcześniej na tej plaży, ale nie zrobiłam wtedy zdjęcia. Teraz chciałam to zrobić.Niestety nie znalazłam żadnej :(
Na plaży Amphoras, woda głębsza niż u nas, ale mniej kamieni i raf. Jedynie przy pomoście rafa jest równie ciekawa, jak u nas :) Na płyciźnie rybek też jakby mniej, ale za to mają rybki, których jeszcze nie widziałam u nas. Jedna, to taki wężyk pływający na powierzchni. Próbowałam mu zrobić zdjęcie, ale strasznie ciężko …  A druga rybka, to jakaś taka niebieska. Pojawiła się na chwilę i zniknęła szybko w cieniu :/ Nie wiem, czy zdjęcie które zrobiłam było wyraźne, bo jeszcze nie zdążyłam oglądnąć. Nie wiem też jak się nazywają te wszystkie rybki, ale zamierzam ich poszukać i napisać nazwy w fotorelacji, jak już będę w domku :)
Gdy wróciliśmy, była już pora kolacyjna. Posiedzieliśmy jeszcze na leżaczkach przez chwilę i wróciliśmy do pokoju się ogarnąć.
Na kolacji dzisiaj ktoś obchodził urodziny. Pracownicy wynieśli tort. Byli zarówno pracownicy restauracji, jak i animatorzy. Zaśpiewali 100 lat, były oklaski, bardzo fajnie to wyglądało :) Nie wiem czy to zbieg okoliczność, ale dzisiaj nie było żadnych tortowych ciast, które są codziennie. Były jakieś ciasteczka namaczane, takie jakich w Turcji było pełno. Pomyślałam sobie, że może to z okazji tych urodzin. W końcu tort, nie byłby niczym wyjątkowym, gdy na stole były inne torty dla wczasowiczów, a tak na całej kolacji, tylko solenizant miał tort :) Podobało mi się to :)
Mieliśmy po kolacji iść na miasto, ale była dzisiaj noc Egipska więc zmieniliśmy plany. Wyjątkowo animacje były przy restauracji, a nie w amfiteatrze. Noc Egipska to tańce, a na koniec pokaz Derwisza. Muszę przyznać, że właśnie czekałam na tego Derwisza :) Znalazłam fajną miejscówkę do robienia zdjęć, więc udało mi się zrobić coś na pamiątkę :)

środa, 25 lipca 2012

Egipt - dzień po dniu - Kair - dzień 7

Dzień 7 – Kair

 Kair i moje piramidki :)

Do Kairu mieliśmy wyjechać o 2 w nocy spod hotelu. 
Już od samego początku zapowiadało się na wyjazd z atrakcjami :)
 Autokar przyjechał po nas dopiero o 2:37. Prawie 40 minut spóźnienia. Już zaczynałam się zastanawiać czy o nas nie zapomniano :) W końcu jednak przyjechał po nas :) Wsiedliśmy do autokaru, a tam strasznie ciasno. Prawie wszystkie miejsca już zajęte. Nie mogliśmy usiąść tam, gdzie chcemy, bo miejsca zarezerwowane. Trudno …Klima bardzo dobrze działała, autokar też fajny, tylko dlaczego tak mało miejsca na nogi ? Kolana cały czas opierały mi się o przednie siedzenie. Może jakoś przeżyjemy. Rozglądamy się po autokarze, chyba jesteśmy jedynymi Polakami... Przecież miał być Polski przewodnik ? Dla naszej trójki na pewno go nie będzie :/ Za chwilę podszedł do nas przewodnik i zaczął mówić łamaną Polszczyzną tak, że ledwo dało się go zrozumieć. Pomyślałam sobie, że jeśli to jest ten Polski przewodnik, to wpakowałam nas w niezłe bagno :) Dosyć, że ciasno, nie ma Polaków, to jeszcze nasz przewodnik ledwo zna parę słówek w naszym języku :) Widzę wzrok mojego męża i myślę sobie „ładnie nas wpakowałam”, będzie mi to wypominał przy każdej nadarzającej się okazji, jak będę chciała go namówić na wycieczkę :( Sprawdzono nam czy mamy wizy i pojechaliśmy dalej. Zatrzymaliśmy się przy Old Markecie, gdzie wsiadły jeszcze dwie parki Polaków. Uff … ulżyło mi, nie jesteśmy sami :)
  Nasi dotychczasowi przewodnicy wysiedli i wsiadł jakiś anglojęzyczny. Autokar ruszył. No to fajnie, teraz to już w ogóle nikt nie mówił w naszym języku … Pytamy się Polaków, którzy wsiedli, czy mieli mieć polskiego przewodnika. Powiedzieli, że tak i zobaczyliśmy w ich oczach to samo przerażenie, które wcześniej sami czuliśmy. Zapytałam, gdzie wykupili wycieczki. Każdy wykupił w innym biurze, ale informacje każdy miał takie same. No to ruszyliśmy w drogę w przyciasnym autokarze bez Polskiego przewodnika…  A miało być tak pięknie … :) Ale, że wszyscy już wiedzą, że jestem pechowa, to w sumie nie zdziwiło nas to wcale :)
 Powróćmy do wycieczki …
Przed nami jechał konwój, za którym jechało chyba z 8 autokarów. Tak sobie myślę, że przecież jeden samochodzik z obstawą na tyle autokarów to zdecydowanie za mało.  Poza tym, każdy sobie jechał, jak chciał i docelowo zgubiliśmy nasz samochód z konwojentami :) Dopiero później okazało się, że w obydwie drogi jechała z nami w autokarze Policja w strojach prywatnych.
Tak więc obaliłam wczoraj dwa argumenty, jakich używa rezydent, w celu zakupu u niego droższych wycieczek.
1. Autokary nie są chronione. Był samochód z konwojentami oraz w autokarze jechało z nami 2 Policjantów. 
2. Lunch boxy (lunch pakiety) można zamówić samemu w recepcji i przysługują nam nawet, jeśli nie jedziemy na wycieczkę z biura, z którym przyjechaliśmy.
Droga do Kairu minęła szybko i bez żadnych niespodzianek. Jakoś ułożyłam się w miarę wygodnie, chociaż zdecydowanie dało się odczuć, że w nogach jest za mało miejsca. Jadąc co jakiś czas natykaliśmy się na punkty kontrolne, gdzie spacerowali uzbrojeni panowie w mundurach, inni sobie spali na ziemi pod gołym niebem, czyżby zmiana … ?
Gdy wjechaliśmy do Kairu poczułam się jak w innym świecie. Samochodami jeżdżą jak wariaci. Na trzech pasach ruchu nagle robi się 5 albo i więcej :) Motocykle jeżdżą pod prąd, a piesi ładują się na ulicę mając wszystko gdzieś, ludzi przewozi się na pakach samochodów i nikt się temu nie dziwi. Bez klaksonu nie ma tutaj jazdy samochodem :) Kair pokazywany w telewizji to zupełnie inny Kair niż ten prawdziwy.
W pierwszej kolejności podjechaliśmy do Muzeum Egipskiego. Tutaj wszystko się wyjaśniło.
Było więcej osób i ogólnie nie jechał tylko jeden autokar w naszej wycieczce. Każdy autokar zbierał ludzi z hotelu z danej okolicy i dlatego było tak mało Polaków w naszym autokarze, ponieważ jechali innym autokarem. Przy muzeum podzielono już grupy między narodowości i każdy dostał swojego, języcznego przewodnika :) Dostaliśmy bardzo sympatycznego Egipcjanina. Dosyć płynnie mówił po Polsku, chociaż zdarzało się, że trzeba było się lepiej wsłuchać w to co mówił. Bardzo fajny, konkretny człowiek, z którym dało się porozmawiać nie tylko o wycieczce. Opowiadał nam również o wyborach, o sytuacji jaka teraz panuje w kraju, o sytuacji jaka panowała wcześniej...  Jak chodziliśmy zwiedzać to doradzał nam co robić, a czego unikać, chociaż jak to my, nie zawsze słuchaliśmy ha ha :) Jego informacje były jednak cenne. Ale powróćmy do Muzeum. Każdy z nas dostał urządzenie ze słuchawkami i właśnie z tym poruszaliśmy się po Muzeum. Fajne rozwiązanie. Przewodnik nie musi krzyczeć, a i tak każdy słyszy :) W samym Muzeum było parno i gorąco. Skończyło się na tym, że każdy zamiast słuchać, to patrzył tylko gdzie tu się schłodzić lub miał nadzieję, że to już koniec zwiedzania. Klimatyzowane pomieszczenia były tam tylko dwa, do których wchodziliśmy bez przewodnika. Podobno nie chcą zrobić klimatyzacji w całym Muzeum ponieważ będą je przenosić w inne miejsce, ale nie pamiętam ile ma to potrwać.
W Muzeum nie można robić zdjęć. Aparaty zostawia się bezpłatnie w depozycie. Można robić za to zdjęcia na zewnątrz. O tym miejscu nie będę się rozpisywać, ponieważ po prostu nie ma co pisać. Jeśli kogoś interesuje samo Muzeum, niech wyszuka informacji w internecie, ponieważ ja i muzea to dwa różne kierunki :)
Nasz następny cel to rejs po Nilu i obiad. Rejs miał kosztować 7$, ale przewodnik zgarnął od każdego po 9$. Każdy z Polaków miał informacje, że ma kosztować 7$, gdy Mu to powiedzieliśmy to zaparł się i powiedział, że inni płacą jeszcze więcej i że mamy dać 9$. Tak więc cała grupa Polska zapłaciła po 9$. Rejs nie jest obowiązkowy. Kto nie chce wziąć w nim udziału jedzie pod restaurację autokarem. W naszej grupie nie było takich osób. Popłynęli wszyscy. Rejs jak rejs, jak zawsze fajnie jest się przepłynąć, porobić zdjęcia i pooglądać widoczki.
Przybiliśmy do restauracji. Myślałam, że znając mnie niczego nie zjem. Jak bardzo się myliłam :)  Wybór potraw był mały, ale za to jedzenie było bardzo smaczne :) Ja tradycyjnie zjadłam ryż z sosem ha ha i ciasteczka :)
Po obiedzie pojechaliśmy do fabryki papirusa, gdzie oczywiście można było go zakupić. W skrócie wytłumaczono nam, jak powstaje papirus, po czym mieliśmy czas wolny, a następnie pojechaliśmy pod piramidy. Tam mieliśmy również czas wolny. Jak dla mnie, jak zawsze za mało było tego czasu :) Przewodnik wytłumaczył nam czego musimy unikać, na co uważać i takie tam :) Między innymi mieliśmy nie dawać nikomu aparatu, żeby ktoś nam zrobił zdjęcia, ponieważ moglibyśmy go stracić. Powiedzmy, że nie bardzo posłuchaliśmy, ale liczyliśmy się też z ryzykiem :) Na początku chodziliśmy i zastanawialiśmy się gdzie iść, żeby zrobić ładne zdjęcia.Tam byli ludzie, tam byli nagabywacze, tam było za daleko itd. W końcu zostało nam bardzo mało czasu, więc poszliśmy pod najmniejszą piramidę, do której można było wejść. Oczywiście zabrakło nam na to czasu :) Zaczepił nas jakiś człowiek i nie słuchając naszego przewodnika daliśmy się wyprowadzić w miejsce, gdzie nikogo nie było i daliśmy aparat, żeby jakiś tam człowiek zrobił nam zdjęcia. Tylko patrzyłam kiedy czmychnie z naszym aparatem :) Zrobił nam zajefajne zdjęcia pod piramidami, naprawdę super !!! A potem usłyszeliśmy, chodźcie jeszcze tam i chciał nas zaciągnąć w jeszcze bardziej odludne miejsce. Powiedziałam szybciutko, że nie mamy czasu i musimy już wracać, z resztą taka też była prawda. Zaciągnął nas jeszcze parę kroków dalej, po czym zażądał pieniędzy albo usunie zdjęcia.  Chciał 20 $ !!! Dostał 6 $ i okulary słoneczne przywiezione z Polski za 15zł. Wiem, że zapłaciliśmy dużo, ale zdjęcia, które nam zrobił bardzo nam się spodobały. Prawda jest taka, że gdyby nie On to pewnie w ogóle nie mielibyśmy ładnych zdjęć, bo w tamte okolice byśmy w ogóle nie zaszli, a zostało nam naprawdę parę minut więc pewnie zaraz byśmy zawrócili. A tak, w ciągu 5 minut cała rodzinka miała super zdjęcia, tak więc naszym zdaniem, to były bardzo dobrze wydane pieniądze :)
Następny cel Sfinks :) Zawsze chciałam go  zobaczyć. Gorąco strasznie. Ludzi tłum. Każdy chce sobie zrobić zdjęcie lub coś sprzedać. Szybko polecieliśmy przywitać się ze Sfinksem, zrobiliśmy zdjęcia i wróciliśmy do autokaru. W autokarze znajomi, których poznaliśmy na wycieczce pokazali nam zdjęcia ze Sfinksem. Świetne mieli te zdjęcia :) Dorwała ich jakaś dziewczynka przy Sfinksie i porobiła im takie zdjęcia, jak nam tamten Egipcjanin przy piramidach :)
Upał przy piramidach i Sfinksie wykończył każdego. Zostało nam jeszcze jedno miejsce – Perfumeria,  czy jakoś tak. Zaletą tych shoppingów była bezpłatna toaleta i rozprostowanie nóg :) Niestety, ale żaden z prezentowanych zapachów nie przypadł mi do gustu. A może i dobrze :)
Ruszyliśmy w drogę powrotną. Nasz przewodnik pożegnał się z nami i został w Kairze, ponieważ tam mieszkał. Wszyscy zmęczeni porozkładali fotele i poszli spać. Niestety brak miejsca dawał  o sobie znać. O ile nie było to tak odczuwalne w tamtą stronę, w drodze powrotnej, po całym dniu chodzenia w upale i nieprzespanej nocy dało się to odczuć.
W drodze powrotnej również jechała z nami Policja. Swoją drogą jeden z tych Policjantów zaczął się do mnie przystawiać ukradkiem, bardzo się kontrolował, żeby ktoś nie zauważył tego. Nawet wcisnął mi swój numer telefonu, żebym do niego zadzwoniła. Naiwniak. Pewnie jakaś inna laska może i by to zrobiła, ale ja nie zamierzałam. Nie chciał się ode mnie odczepić, ale w końcu dałam sobie z nim radę :) Swoją drogą trzeba mieć tupet, żeby na wycieczce, na której jestem z mężem i córką próbować jakiegoś podrywu … Koniec na ten temat. 
Wracamy do drogi powrotnej. Jedziemy, jedziemy i nagle okazuje się, że nie mamy paliwa. Dojechaliśmy na stację, ale nie możemy zatankować. Robi się ostro. Nasz policjant i kierowca próbują załatwić paliwo. Już niby się udaje, gdy nagle rozzłoszczeni Egipcjanie blokują nam przejazd. Zaczynają się potyczki słowne, krzyki gestykulacje. Nie pozwalają nam wysiadać z autokaru. Sytuacja staje się napięta i robi się coraz bardziej nieciekawie. W pewnym momencie jest już na prawdę ostro, do tego stopnia, że nasza grupa przez chwilę poczuła lęk. Nie wiadomo co się teraz może wydarzyć. Grupa z około 30 Egipcjan szturcha się, wręcz już się biją, przekrzykują, wygląda to jak na zamieszkach. Drugi Policjant szybko zareagował i zadzwonił po wsparcie. Policja przyjechała błyskawicznie. Na ich widok część Egipcjan od razu się rozeszło, reszta się uspokoiła, wyglądało na to, że się dogadali, bo zaczęli sobie nawet ręce ściskać. Ale gdy tylko Policja odjechała, zaczęło się od nowa. Nie pozwolili nam zatankować i tyle. Podobno od półtorej tygodnia mają jakiś kryzys paliwowy, a na stacji głównie stały samochody dostawcze. Nie byliśmy wstanie niczego wskórać. Dopiero, gdy po raz drugi podjechała Policja udało się załagodzić całą sytuację, a my po półtorej godziny czekania dostaliśmy paliwo i mogliśmy ruszyć dalej.
Jedziemy, jedziemy, jedziemy … Nic się nie dzieje. Wszyscy śpią, oprócz mnie. Do mnie nadal przystawia się Policjant, który siedzi siedzenie obok mnie i jedno miejsce do przodu :/ W końcu zaczęłam udawać, że też śpię, żeby dał mi spokój, aż w końcu na prawdę usnęłam :) Obudziłam się, gdy staliśmy. Nie było kilku osób w autokarze. Wyszłam do nich zapytać co się znowu stało i dlaczego stoimy. Okazało się, że nie możemy dalej jechać sami ze względu na bezpieczeństwo i czekamy na pozostałe autokary. Nawet nie wiem ile czekaliśmy, ale bardzo długo. Do hotelu dojechaliśmy ok. 4:40 nad razem.
Wycieczka była bardzo wyczerpująca, ale mimo wszystko warto było. Kiedyś tam jeszcze wrócę, ale to bardzo odległe czasy. Mam jeszcze tyle miejsc do zobaczenia :)
 Ale wrócę tam :)

Fotorelacja - Kliknij tutaj :)

Edite: Ponieważ dochodzą mnie słuchy, że nie podobało mi się na wycieczce, zamieszczam sprostowanie :)
Bardzo mi się podobało :) A to, że mieliśmy drobne przygody ? Co z tego ?
Przynajmniej jest co wspominać :) 

Na wszystkie fakultety pojechaliśmy z miejscowego biura w SSH.
Na początku chcę zaznaczyć, że poniższa relacja nie dotyczy oceny BP, ale jest to ogólna relacja.  Samo biuro spisało się ok. Polka, która zajmowała się naszymi wyjazdami, przyjechała do mojego hotelu, żebym ja nie musiała fatygować się do biura. Dostałam od niej potwierdzenie wpłaty za wycieczki, oraz informacje kiedy, o której godzinie i co ze sobą zabrać na piśmie. Super !!! Dodatkowo w dniu wyjazdu, dostałam przypomnienie smsem, o której godzinie jest wyjazd na wycieczkę. Też super !!! Z moją głową mogłabym zapomnieć :) Z Jej strony było też zainteresowanie czy wszystko jest w porządki podczas samej wycieczki. Przez cały czas miałam z Nią bardzo dobry kontakt  i odpisywała na wszystkie moje, nawet te głupie pytania bardzo szybko. Osobiście z samego podejścia jestem bardzo zadowolona i serdecznie pozdrawiam :)
Niestety, jak to z wycieczkami bywa, jest różnie. Mogą wydarzyć się nieprzewidziane rzeczy i nie jest za to odpowiedzialne biuro, u którego wykupiliśmy wycieczki. Po prostu nie da się przewidzieć wszystkiego. Takie rzeczy mogą się przytrafić każdemu bez względu na to, gdzie byśmy nie wykupili fakultetów. Dowodem na to jest chociażby to, że nasza grupa kupowała wycieczki w różnych miejscach. Chyba nie było dwóch rodzin, które miałyby wycieczki z tego samego biura. Oczywiście są rzeczy, na które ma wpływ biuro, u którego wykupiliśmy wycieczkę i jeśli chodzi o takie rzeczy, to wszystko było ok.  Ale są też rzeczy, które po prostu się dzieją i trzeba przyjąć je na luzie, bo szkoda sobie psuć urlop :) A jeśli uważa ktoś inaczej, niech kupuje wycieczki u rezydenta :)

Egipt - dzień po dniu - dzień 6


Dzień 6.

To był ogólnie dobry dzień.
Chciałam iść na wschód słońca, ale nie nastawiłam budzika. Stwierdziłam, że jak się obudzę to pójdę, a jak nie, to mam jeszcze na to czas :) W nocy obudziłam się 3 razy. 2 razy gdy spojrzałam przez okno było zupełnie ciemno, a za trzecim razem było już jasno, a niebo było mniej pomarańczowe niż ostatnio, więc wróciłam do łóżka. Wstałam jakoś po 8-mej. Sprawdziłam czy nie ma netu – nie było :( To się nazywa uzależnienie :) Gdy mąż wstał, ogarnęliśmy się i poszliśmy na śniadanie, chociaż tak naprawdę nie chciało nam się jeść. Bardzie poszliśmy, żeby zamówić „lunch boxa” na dzisiejszy wyjazd do Kairu, niż żeby zjeść śniadanie., ale w końcu dotarliśmy też do restauracji. Tradycyjnie zjadłam naleśniki, które też jadam codziennie na podwieczorek  Ale dzisiaj na śniadaniu odkryłam też coś nowego :) Były pomarańcze :) W prawdzie nie był to cały owoc, tylko pomarańcza pokrojona już na plasterki, ale i tak zjadłam ze smakiem. Do tego na śniadanie do picia nalazłam sobie zwykłej wody. Doszłam do wniosku, że tego słodkiego soku ananasowego mam już dość, a ten drugi, chyba pomarańczowy nie smakował mi za bardzo.
Po śniadaniu tradycyjnie kierunek morze. Jak zwykle z samego rana w morzu niespokojna woda. Do tego bardzo widoczny odpływ. Na płyciźnie prawie nie dało się pływać, ale nam to nie przeszkadzało. Dzisiaj postanowiliśmy zrobić kilka filmików. Pływaliśmy długo, wyszliśmy z wody dopiero na obiad :)
Na obiedzie znowu sobie ulżyłam :)  Był ten sam sosik, który jadłam pierwszego dnia z ryżem. Zjadłam dwie porcje, jakbym chciała najeść się na zapas :) Był też arbuzie :D Czułam się happy :) Do stołu z ciastami nawet nie podeszłam dzisiaj ha ha :)
Po obiedzie znowu kierunek morze, ale po drodze schłodziliśmy się z basenie :) Mamy bardzo fajną drogę z naszego pokoju nad morze :) Wychodzimy z pokoju przez taras. Parę kroków dalej mamy bar, gdzie nalewamy sobie coś do picia :) Potem plum do basenu :) Po kąpieli w basenie idziemy na plażę, gdzie mijamy kolejny bar i nalewamy sobie kolejny raz coś do picia, a potem parę kroków i jesteśmy już na naszych leżaczkach :)
Gdy dotarliśmy po obiedzie nad morze był już przypływ. Woda strasznie się podniosła :)  Na płyciźnie pojawiło się mnóstwo ryb, które szukały jedzenia. Dzisiaj znowu zobaczyłam rybki, których wcześniej nie widziałam. Fajnie tak codziennie zobaczyć coś nowego, chociaż są też ryby, które cały czas mogłabym oglądać :) Podczas dzisiejszego pływania przeżyłam jeden zawał i jeden zachwyt :) To najpierw o zawale :D Pływałam sobie grzecznie oglądając rybki, a tu nagle z za moich pleców z błyskawiczną prędkością, jakieś 10 cm ode mnie przepływa olbrzymia ryba. Tak wielkiej ryby jeszcze nie widziałam !!! Miała z jakieś 70 cm do metra, a wysoka była ja na jakieś 40-60 cm. Prawie się o mnie otarła i popłynęła błyskawicznie dalej. Najpierw się wystraszyłam, jak tak nagle przeszarżowała przy mnie, ale gdy zobaczyłam, że popłynęła dalej nie zwracając na mnie uwagi, próbowałam ją jeszcze wypatrzeć. Niestety bezskutecznie. Chciałam zrobić jej zdjęcie lub nagrać filmik, bo takiego giganta to już pewnie nie zobaczę, z resztą nie wiem czy bym chciała :) Jak pomyślę sobie, że to coś może pływać w moim otoczeniu, to jakoś dziwnie czuję lęk :) Gdy byłam już w pokoju i zaczęłam przeglądać filmiki okazało się, że w momencie, gdy ten  „wielkoryb „( bo nie nazwę jej przecież wielkoludem :D ) przepływał koło mnie, miałam włączony filmik !!! Nie wiem, jak to się stało, pewnie przez przypadek wcisnęłam guzik nagrywania :) Nie nagrała się cała, ale widać ją :D Gdy to zobaczyłam, cieszyłam się jak dziecko :)  Nie wiem co to za ryba, ale jak tylko dorwę internet to postaram się ją odszukać i podać nazwę. Na razie próbowałam odnaleźć ją w sklepie w książkach i na plakatach z opisami ryb. Jedyna ryba, która była do niej podobna to Bigeye jackfish. Jak to powiedział sprzedawca „dangerose”. Chyba więc miałam szczęście :)  Jedno jest pewne. Następnym razem, zanim pojadę oglądać gdzieś rybki, wezmę książkę i zobaczę co mogę zobaczyć i czego należy unikać :) To tak, na wszelki wypadek, gdybym miała znowu spotkać takiego giganta :) Muszę wiedzieć czy mam przed nim uciekać czy lecieć za nim, żeby zrobić mu zdjęcie :) Chociaż dzisiaj, gdyby mnie zaatakowała, nie mogłabym nic zrobić. Nadpłynęła z tyłu, nawet jej nie zauważyłam. Nie miałabym żadnych szans na reakcję.
Przejdźmy teraz do rzeczy bardziej przyjemnych, czyli rzeczy która mnie zachwyciła podczas dzisiejszego pływanie :) A więc pływam sobie spokojnie obserwując rybki, a tu nagle jakiś „stworek” wystawia łebek z rurki z ziemi. Myślę sobie” ale fajny” Pstryk, robię szybko zdjęcie, żeby mi nie uciekł. Ale, na zdjęciu może być słabo widoczny. Już wiem !!! Zrobię filmik :) Wtedy na pewno będzie go widać :) Przełączam na film i włączam nagrywanie. Woda rzuca mną strasznie, ale dzielnie staram się utrzymać w okolicy „stworka”. Stworek patrzy na mnie i zastanawia się czy wyjść :) Pewnie próbował wybadać czy jak wyjdzie to czy go zjem ha ha :D Tak więc obserwował mnie bacznie, a ja jego. Tak bardzo mnie zafascynował, że nawet nie zauważyłam, że wyłączył mi się aparat :) Ha ha ha. Padła mi bateria i nawet nie wiem co się nagrało. Rozżalona wyszłam z wody pożalić się, że nie nagrałam „stworka, jak wychodzi ze swojej rurki” :( Ale zapamiętałam mniej więcej, gdzie ta jego „rurka” jest i będę polować na niego pojutrze. Muszę go dorwać !!! Nie będę sobą, jak tego nie zrobię :)
Tego dnia już nie wchodziłam do morza. Z plaży zebrałam się wcześniej niż zazwyczaj i miałam iść jeszcze popływać w basenie, ale coś mnie zatrzymało :) Zaniosłam sprzęt do snurkowania do pokoju i gdy już miałam wychodzić na basen nagle zobaczyłam dwie jaszczurki goniące po murku. Biegiem wpadłam do pokoju, szybko złapałam aparat, zmieniłam obiektyw na zooma i jazda powrotem pod murek. Jedna jaszczurka dała już dyla. A za drugą goniłam z aparatem jak głupia.  Pracownicy hotelu znowu się na mnie dziwnie patrzyli, a ja w stroju kąpielowym latałam tam i powrotem :) Ale jaszczurkę dorwałam :) Mam już dwa gatunki :) Swoją drogą, wyjątkowo szybkie i płochliwe są te egipskie jaszczury :)
Dzisiaj na kolację zjadłam …  :) Ha ha ha, jakby mogło być inaczej :) Zjadłam makaron z sosem pomidorowym i ciasto :) Potem poszliśmy do sklepu, który znaleźliśmy wczoraj. Córka zrezygnowała z zakupu płetw, pewnie wystraszyła się rybki :) Zakupiliśmy wodę mineralną na wycieczkę do Kairu. Dzisiaj kosztowała drożej. Sprzedawca powiedział wprost, dzisiaj drożej, ponieważ są wycieczki do Kairu. Za dwie butelki zapłaciliśmy 5 LE, czyli 1 LE więcej niż wczoraj. Kpiliśmy też colę 2,5 litra i litrową fantę z hibiskusa – pyszna, ale strasznie słodka. Łącznie za wszystkie napoje razem z dwoma butelkami  wody mineralnej zapłaciliśmy 20 LE. Bardzo polubiliśmy ten sklep. Sprzedawcy nie są natrętni. Jeżeli zagadują to zupełnie na luzie, na różne tematy, niekoniecznie związane z zakupami. Są pomocni, weseli. Jak nie lubię jak mnie zaczepiają w sklepie, tak tutaj sama wtrącałam się do rozmowy :) Atmosfera bardzo sympatyczna. Na pewno wrócimy do tego sklepu jeszcze nie raz :)
Zapomniałam jeszcze napisać, że dzisiaj pan sprzątający zostawił nam na łóżku króliczka z ręczników :) I jeszcze jedno.  Wcześniej, gdy pytałam na forum o jednodolarówki, każdy mi pisał,  że nie można brać starych jednodolarówek, bo nikt ich nie chce. Muszę obalić to stwierdzenie. Mamy nowe i stare jednodolarówki. Postanowiliśmy zobaczyć czy wezmą od nas te stare, a jak nie będą chcieli to damy wtedy nową i przeprosimy, powiemy, że przez pomyłkę wyciągnęliśmy  tamtą. Jeszcze ani raz nie zdarzyło nam się, żeby ktoś pogardził jednodolarówką czy się krzywił na widok starej.  Każdy bierze, nie wybrzydza i okazuje swoją wdzięczność. Z większymi nominałami pewnie jest problem, więc nie polecam brać starych, ani nie zamierzam sprawdzać czy przyjmą stare, ale te jedynki przyjmują nam wszędzie, nawet w sklepach, beż żadnych oznak, że coś jest nie tak.

Egipt - dzień po dniu - dzień 5

Dzień 5.
Obudziłam się ok. 4:30. Złapałam za aparat i poleciałam na plażę zrobić zdjęcia. Niestety może było jakby za mgłą, odsłaniając jedynie szczyt wyspy. Wschodu słońca też nie widziałam, nawet nie wiem, o której jest tutaj wschód słońca. Niebo było lekko pomarańczowe i szybko zrobiło się jasno. Obsługa hotelowa, która czuwała chyba w nocy przy wejściu na teren hotelu i przy basenie dziwnie się na mnie patrzyła, jakby nie widzieli nigdy nikogo chodzącego o tej porze z aparatem :) Wróciłam do pokoju i położyłam się spać. Wstałam chyba przed 9-tą.  Sprawdziłam czy jest dostępne wi-fi i zdziwiłam się, ponieważ było już hasło. Czyżby koniec darmowego Internetu ? Zaczęliśmy się zbierać i szykować na śniadanie. Zupełnie nie miałam ochoty na nie iść. Myśl, że znowu będę jadła rano naleśniki albo słodkie bułeczki i popijała słodkim sokiem, jakoś nie wywoływała u mnie euforii. Ale zebrałam się w końcu i poszłam z nadzieją, że może jednak znajdę coś innego do jedzenia dla siebie. Strasznie brakuje mi w tym hotelu owoców na śniadanie, a przede wszystkim arbuza. To był owoc, który zawsze ratował mnie na wczasach. Dzisiaj, nie miałam go nawet na obiad :)
Po śniadaniu zebraliśmy się od razu na plażę. Zajęliśmy sobie fajne miejsce, rozłożyliśmy się z całym naszym sprzętem i poszliśmy do morza. Znowu rano były fale, ale popołudniu się uspokoiły. Mąż zakładając rurkę poczuł ból zęba, ale na szczęście potem ząb mu odpuścił. Popływał tylko chwilę i wyszedł, a ja za nim. Potem poszłam jeszcze popływać sama na głębinę. Pływałam długo, nawet nie wiedziałam, że tyle czasu minęło. Zobaczyłam dzisiaj kilka rybek, których jeszcze nie widziałam. Wyszłam, ponieważ zaczęły napływać strasznie zimne prądy . Momentami woda była dosłownie lodowata !!! Wróciłam na plażę i zauważyłam, że  pojawia się tam coraz więcej osób z Golden Shores. Patrzę na nich i zastanawiam się, jakie oni mają jedzenie i czy mają arbuza :D O Obiedzie nawet nie wspominam, bo mój obiad składał się z samego ciasta. Arbuza znowu nie było. Oj, czuję, że wrócę kilka kg cięższa, jak będę się nadal odżywiać ciastami :)
 Co jakiś czas zastanawiam się czy to, że zmienili nam hotel, wyszło nam na dobre. A potem obracam się, widzę, jak blisko jest do mojego pokoju na morze i jestem pewna, że dobrze wyszło, iż zamienili nam ten hotel :) Bliskość naszego pokoju to bardzo duży plus i wynagradza nam wszystko :)
Popołudniu przenieśliśmy się na basen, gdzie graliśmy naszą ulubioną piłeczką do wody. Ciekawe kiedy ta piłeczka rozleci się na dobre. Jest już pozszywana chyba z każdej strony :)  Od razu przyłączyli się do nas chłopcy z Rosji. Gdy piłeczka nam się znudziła zaczęliśmy szaleć w wodzie z kołem ratunkowym, a potem w sprzęcie do snurkowanie i robiliśmy sobie śmieszne zdjęcia :)
I znowu dzień minął nam leniwie nie robiąc nic konkretnego :) Ale w sumie jesteśmy na wakacjach :)
 Przed kolacją poszliśmy jeszcze na spacer i znaleźliśmy sklep, gdzie można kupić praktycznie wszystko i są stałe ceny. Jutro pójdziemy kupić córce płetwy, bo spodobało jej się pływanie z płetwami. Kosztują tutaj 10 $. Maski z rurką kosztują 50 LE. Więc spokojnie można dokupić, jeśli ktoś nie zrobił zakupu w Polsce. Ceny podaję ze wspomnianego wcześniej sklepu, który dzisiaj znaleźliśmy. Jutro musimy tam wrócić nie tylko po płetwy, ale i po wodę mineralną na wyjazd do Kairu. W sklepie tym, 1,5 L woda mineralna kosztuje 2 LE. Przynajmniej taka cena była wywieszona na witrynie :) Jutro się przekonamy. Wodę kupujemy w ostatniej chwili, ponieważ nasza lodówka praktycznie w ogóle nie chłodzi, a wzięłam plecak termiczny, więc chcemy zakupić zimną, żeby jak najdłużej zimna pozostała.
Muszę też zamówić lunch boxa. Ciekawe czy będą z tym jakieś problemy.
Wieczorem tradycyjnie poszliśmy na kolację. Tym razem nie jadłam ciasta !!! Pierwszy raz, odkąd jestem w tym hotelu nie jadłam ciasta na kolację :) Zjadłam sobie ryż i fasolkę w pomidorach :)
Wreszcie coś innego :)Mąż zjadł serek z grilla. Strasznie mu smakował. Ja takich wynalazków nie tykam :)
Po kolacji szybciutko do pokoju, a potem na animacje. Dzisiaj karaoke, ale jakieś takie nudnawe kawałki puszczali. Większość wolnych i ludzie poza tym, że śpiewali to w ogóle się nie bawili. W Polsce karaoke wygląda zupełnie inaczej :)
Tak piszę i piszę i wygląda na to, że wszystko jest nie tak, ale to nie prawda. Jeśli chodzi o jedzenie, to zawsze mam problemy  więc to, że ja odżywiam się ciastami, frytkami i owocami na wczasach to normalka :)
A jeśli chodzi o animacje, to tylko raz, dwa lata temu trafiłam na zajefajną ekipę animatorów. Teraz ciężko będzie komukolwiek im dorównać :) Poza tym, dziecko już mi się nie chce bawić z animatorami, więc wszystko wygląda inaczej. Niby zawsze zwracamy uwagę na to  czy hotel ma animacje, ale nigdy nie przywiązujemy do nich uwagi. Jedziemy odpoczywać, spacerować, spędzać razem czas, a reszta … ? Reszta jest mało ważna :) Najważniejsze, że jesteśmy razem i chociażby nie wiem, jakie warunki nam się trafiły, to i tak będziemy zadowoleni z wyjazdu :)
Jutro ostatni dzień lenistwa, a potem jedziemy do Kairu. Już nie mogę się doczekać :)
Dzisiaj pan sprzątający zostawił nam na łóżku łabędzia w serduszku :) W sumie to nie ma On u nas za wiele do sprzątania, ale codziennie dostaje dolara, więc musi się jakoś postarać :) Ciekawe czy codziennie będzie coś robił :) Ciekawe też, czy jak nie dostanie dolara to też coś zrobi :) W pierwszym dniu tylko niczego nie zrobił, pomimo tego, iż dostał dolarka. Pewnie uznał, że za mało. Ale jak przychodzi teraz codziennie i zawsze czeka na Niego dolar, to na nas zawsze czeka w zamian coś na łóżku :)