niedziela, 29 lipca 2012

Egipt - dzień po dniu - dzień 11

Dzień 11
  Wstaliśmy rano i zarezerwowaliśmy na plaży leżaki dla nas i dla znajomych. Poszliśmy na śniadanie, na którym znowu zjadłam pomarańcze i naleśniki, a potem na plażę. To był bardzo leniwy dzień. Większość dnia spędziliśmy na plaży. Jak zwykle zrobiliśmy sobie spacerek na plaże Shores Amphoras w poszukiwaniu innych ryb. Jak zwykle widziałam rybkę, na którą poluję już od kilku dni i nie udało mi się zrobić jej ładnego zdjęcia. Mam nadzieję, że jeszcze uda mi się ją dorwać.
Znajomi mieli pecha, ponieważ dzisiaj pierwszy raz udali się na rafy i od razu zalali aparat. Otworzyła im się klapka z baterią i zalało cały aparat. Mam nadzieję, że jak wyschnie to będzie działał prawidłowo. Szkoda by go było. Skoro zalane telefony komórkowe potrafią działać prawidłowo, to może aparat również ? Jestem dobrej myśli :)
Nasze dzieciaczki jakoś dzisiaj były markotne i obie zmyły się do hotelu już popołudniu. Może jutro będzie lepiej :) Znajomi też dużo dłużej nie posiedzieli. My poszliśmy jeszcze do morza i pływaliśmy do póki nie zmarzłam. Potem pozbieraliśmy rzeczy i przenieśliśmy się na basen, gdzie jeszcze trochę popływaliśmy. W końcu musieliśmy się zebrać, ponieważ wybieraliśmy się
odwiedzić Natalię w Old Markecie i porobić jakieś nocne zdjęcia. 
Zabrałam ze sobą statyw, więc było co nosić :) Najpierw poszliśmy na kolację, potem do Il Marcato, dopiero później do Golden Shores po znajomych. Zanim zebraliśmy się, było już przed 22- gą, więc Natalię już byśmy nie zastali, ale i tak stwierdziliśmy, że idziemy. Wyszliśmy przed wejście główne Goldena, a tam bus zawożący do Namma Bay :) Na ten bus trzeba się wcześniej zapisywać, a że było wolne miejsce to wsiedliśmy i zamiast do Old Marketu pojechaliśmy do Namma Bay.
 Miejsce tłoczne, gwarne, ładnie oświetlone, takie typowe dla ludzi, którzy lubią imprezować. Mieliśmy tutaj dwie godziny, żeby wrócić tym samym busem. Wydaje się to mało, ale jeśli ktoś chce tylko zobaczyć i nie wybra się na zakupy, to spokojnie wystarczy czasu. Nie jest to duży teren, ale intensywnie zagospodarowany :) Widziałam to miejsce na zdjęciach i wyglądało pięknie. Teraz w rzeczywistości było jeszcze ładniejsze. Wszędzie czuć było zapach palonej sziszy i wszędzie słychać było muzykę. Aż nogi same zaczynały tańczyć :) Obeszliśmy z grubsza Namma Bay i poszliśmy na miejsce zbiórki. Rozczarowała mnie jedna rzecz. Casino niestety nie było czynne, więc nie świeciło, szkoda :( Miałam nadzieję, że zobaczę je oświetlone :(
A tak zupełnie odbiegając od tematu, to nie wspomniałam jeszcze, że mieliśmy dzisiaj gościa w pokoju :) Odwiedził nas maluteńki gekonik. Chciałam go złapać, żeby wypuścić go na pole, ale uciekł pod łóżko. Mam nadzieję, że jakoś wyszedł z pokoju i nic mu się nie stało.
Pan sprzątający nie dostał dzisiaj dolara, bo wczoraj znowu nic nie zrobił. Wchodzimy popołudniu do pokoju, a tam łabędź z ręczników ozdobiony naszymi piłeczkami. Ale się uśmialiśmy. Sprzątający wyczuł chyba sprawę, że jak nie będzie robił ozdób z ręczników to nie będzie codziennie dolarów i postarał się :) Przyszedł wieczorem niby ręczniki przynieść i dostał wtedy dolara :)

Fotorelacja z Naama Bay 

2 komentarze:

  1. Dzięki za pamięć o moim kasynie !
    Widzę, że zniknęło na dobre i nie chce
    nawet się pojawić jak "duszek" na kamiennej
    ławce u Ciebie. Ciekawy choć pewnie nie zamierzony
    efekt wyszedł.
    Nocne spacerki po Sharm El Sheikh mają swój urok,
    dobrze że już niedługo znów będę deptał, znane
    sobie i Tobie już też, ścieżki.

    OdpowiedzUsuń
  2. Kasyna szkoda. W tamtym miejscu oświetlone prezentowałoby się wspaniale. Zazdroszczę tym, którzy widzieli je jeszcze, jak było czynne :)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za komentarz.
Pozdrawiam :)