piątek, 13 lipca 2012

Egipt - dzień po dniu - dzień 2

Dzień 2.
(dodano: w 2015 roku hotele zmieniły nazwę z Aloha Shores na Otium Aloha i z Golden Shores na Otium Golden)
Drugiego dnia wszystko wyglądało nieco lepiej :)
A najważniejsze, że mieliśmy już prześcieradła do przykrywania się :)
Jeszcze przed śniadaniem poszliśmy zobaczyć na basen, nad morze i do Golden Shoresa, w którym mieliśmy pierwotnie mieszkać. O ile nasz basen wydał nam się malutki, to morze nas od razu zauroczyło. Woda ciepła, brak fal, a rybki już z pomostu były bardzo ładnie widoczne.  Wręcz mówiły do nas „wejdź do wody, zobacz jakie jesteśmy ładne” :) My postanowiliśmy jednak zostawić to na później i zobaczyć co straciliśmy nie mieszkając w Golden Shoresie. Gdy oglądaliśmy teren tego hotelu mieliśmy mieszane uczucia. Wizualnie Golden  podobał nam się ciut bardziej. Może to  przez to, że miał dwa baseny, a Aloha tylko jeden. Baseny te jednak również wydały się małe w porównaniu z tym, jak je sobie wyobrażałam oglądając zdjęcia.  Idąc przez teren Goldena, co chwile widoczne były jakieś bary. Nie wiem czy wszystkie były czynne czy nie, ponieważ byliśmy tam ok.8-mej rano, ale ogólnie wyglądało to lepiej niż w Aloha. Tam też zobaczyliśmy pierwszego gekonika :D To akurat też jest na plus hotelu, ponieważ uwielbiam jaszczurki :D
      Wróciliśmy do naszego hotelu i poszliśmy na śniadanie. Nie było owoców, ale i tak było co jeść. Automaty z colą pozasłaniane wewnątrz restauracji, za to dostępne soki. My jednak znaleźliśmy automat z colą, który znajdował się po wyjściu z restauracji, także byliśmy happy :)
Po śniadaniu spotkanie z rezydentem. W sumie nic nowego się nie dowiedzieliśmy. Rezydent łamaną Polszczyzną powiedział kilka cennych rzeczy, które już wiedziałam, ale mogły się przydać innym, po czym zaczął namawiać na wycieczki odradzając miejscowe biura podróży. Oczywiście argumentował, jak każdy rezydent z każdego innego biura mówiąc, że niby nie ma ubezpieczenia, że nie ma konwoju, że nie ma lunch boxów itd. Gdybyśmy byli pierwszy raz, pewnie byśmy się wystraszyli i wykupili u rezydenta, ale że już znaliśmy te historie z poprzednich wyjazdów, nie przejęliśmy się zbytnio i wykupiliśmy wycieczki w Clear Egypt u Natalii. Natalię wybrałam będąc jeszcze w Polce. Nawiązałyśmy dobry kontakt ze sobą, więc uznałam, że to będzie dobry wybór. Poza tym, negatywnych opinii o Jej biurze nigdzie nie widziałam.
W tym dniu również zdecydowaliśmy się zamienić nasz dotychczasowy olbrzymi pokój, na pokój o połowę mniejszy, ale za to z widokiem na morze, w pobliżu basenu i amfiteatru, gdzie odbywają się animacje. Co oznacza, że mieliśmy blisko po zimną cole ha ha :)
Z naszego balkonu mieliśmy piękny widok na wschód słońca :) Tak mi się przynajmniej wydawało, jak pierwszej nocy zerknęłam przez okno przewracając się z boku na bok :D Głównie to właśnie bliskość morza i basenu zaważyła na zamianę pokoju, ponieważ reszta za bardzo się nie zmieniła. Drzwi od tarasu również się tutaj nie zatrzaskiwały, więc w każdej chwili można było wejść do naszego pokoju. Ale mieliśmy za to „uziemiony” sejf. Wszystkie cenne rzeczy włożyliśmy do sejfu, a resztę szpargałów zamknęłam w mojej walizce z zamkiem. Wiem, że to żadne zabezpieczenie, ale postanowiłam się tym nie przejmować :)  Klucza praktycznie nie używaliśmy, bo drzwi wejściowe zrobiliśmy sobie w drzwi od tarasu :)  Łazienkę mieliśmy ciut gorszą niż w pierwszym pokoju, ale kto by się tym przejmował ? Kibelek jest ? Jest. Ciepła woda jest ? Jest. Umywalka jest ? Jest. Lustro jest ? Jest. I nawet suszarka była, której nikt z nas nie używał :) Czyli z podstawowych rzeczy można korzystać, więc jest ok. :)
Po zmianie pokoju udaliśmy się nad morze. Ja jako jedyna założyłam maskę, rurkę i próbowałam się nie utopić :) W pierwszej kolejności nie poszło mi za dobrze, bo napiłam się wody, a maska mi przeciekała, ale potem było już lepiej i nawet założyłam płetwy, w których pływało się rewelacyjnie :) Po obiedzie moja rodzinka poszła za mną na basen, zabrali maski i rurki i uczyli się pływać w bardziej stabilnej wodzie.  Wyszło im super :)  Zadowoli poszliśmy nad morze, gdzie jeszcze raz próbowali snurkować i wszyscy byli szczęśliwi. Jest to zajefajna sprawa, a widok rybek poprawia tak humor, że nie chce się wychodzić z wody :)
        Wieczorem postanowiliśmy poszukać wi-fi. Wiedziałam, że niedaleko nas jest Centrum Il Mercato gdzie jest udostępnione bezpłatnie wi-fi, a że Centrum to jest jakieś 10 – 15 minut spacerkiem od naszego hotelu, poszliśmy więc na spacerek. Mijając Golden Shores usłyszeliśmy muzykę z animacji. Weszliśmy do środka zobaczyć jak się bawią. Strażnik hotelowy przy bramie, zanim nas wpuścił zadał nam kilka pytań. Z jakiego jesteśmy hotelu i po co idziemy. Powiedzieliśmy, że z Aloha i że mieliśmy mieszkać w Goldenie, ale nam zmienili hotel i rozdzielili nas ze znajomymi, do których teraz idziemy. Strażnik od razu wiedział o co chodzi i bez problemu wpuścił nas na teren hotelu. Trafiliśmy akurat na animacje dla dzieci. Znajoma muzyka z animacji sprawiła, że kolejny raz pomyślałam, szkoda, że zmienili nam ten hotel. Pomimo późnej godziny w basenie pływali jeszcze ludzie. Zdziwiłam się, bo w hotelach, w których bywałam wcześniej baseny na noc zamykali i chlorowali wodę. Tak sobie pomyślałam, że szkoda, że w naszym nie wolno pływać wieczorami … Jak się później okazało, w naszym hotelu również wolno pływać nocą :) Ciekawe czy kiedyś to zrobię ha ha , ale liczy się fakt, że wolno :) Posiedzieliśmy trochę i poszliśmy dalej do wspomnianego już centrum. Po drodze minęliśmy kilka sklepów. Sprzedawcy nienachlani, ale dali odczuć swoją obecność. Poszliśmy dalej, aż w końcu dotarliśmy do celu. Wyciągnęliśmy nasze telefony z nadzieją, że zaraz będzie Internet, a tu nagle zonk. Wielkie rozczarowanie i tutaj wyszło właśnie uzależnienie od internetu. Szukaliśmy na 3 różnych telefonach miejsca, gdzie można by było skorzystać z netu. Telefony wyszukiwały bezpłatne wi-fi, łączyły się z nimi, ale nie można było otworzyć żadnej strony. Nie udało nam się tego dnia skorzystać z wi-fi. Poszliśmy dalej i dotarliśmy pod  Alf Leila Wa Leila. Kolejka do wstępu strasznie długa. My poszliśmy dalej. Mijaliśmy sklepiki, knajpy i wielbłądy. Co chwile zaczepiali nas sprzedawcy namawiając, żebyśmy weszli do ich sklepu. Znane nam już sposoby, nie działały na nas. 
Gdy zobaczyliśmy już okolicę wróciliśmy do hotelu. Poszliśmy jeszcze zobaczyć na plażę, bo akurat dzisiejszej nocy było Party na plaży, a potem wróciliśmy do pokoju.

6 komentarzy:

  1. Fajnie, że już wróciłaś i bakcyl zadziałał !
    Szkoda, że moje wiadomości o wi-fi się nie
    sprawdziły...
    Od jutra robię sobie wolne by właściwie
    przygotować się na "moje Egiptowo"

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja tam z powrotu za bardzo się nie cieszę:( Czas szybko minął, za chwilę do roboty trzeba iść .. Do wi-fi tylko raz udało mi się podłączyć z komórki, przy sklepie Vodafone, ale gdy poszłam tam innym razem, to już się nie udało podłączyć :(
    Teraz kolej na Ciebie :) Pozdrów ode mnie rybki :)

    OdpowiedzUsuń
  3. oj zgadzam się, że jak człowiek sobie z rybkami popływa to jakiś weselszy jest...:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chyba, że go rybki poskubią, to wtedy nie koniecznie :)

      Usuń
  4. Z Twojego opisu wynika , że niedaleko powinien byc hotel w którym ja mieszkałam : Desert Rose:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Powiem szczerze, że nie zwracałam za bardzo uwagi na to jakie hotele są koło naszego. Za bardzo byłam pochłonięta tym, co się działo na około mnie :/

      Usuń

Dziękuję za komentarz.
Pozdrawiam :)