piątek, 13 lipca 2012

Egipt - dzień po dniu - dzień 3 :/ :( :)

Dzień 3.
Dzisiaj obudził nas Pan sprzątający. Zaczął dobijać się nam do drzwi ok.8:30.
Powiedzieliśmy, żeby przyszedł później, ale mimo wszystko zaczęliśmy się zbierać.
Umyliśmy się, ubraliśmy się i poszliśmy na śniadanie. Na śniadaniu najbardziej wkurza mnie to, że nie ma owoców. Przyzwyczaiłam się, że zawsze jak byliśmy na wczasach, były owoce. Przeważnie jadałam arbuza. Tutaj arbuza jeszcze nie widziałam na oczy :( Zjadłam więc słodkie rogaliki, popiłam słodkim sokiem ananasowym i miałam dosyć. Było mi za słodko :) Niestety wszystkie automaty z zimnymi napojami były jeszcze wyłączone., nawet ten na zewnątrz :(  Do picia był sok pomarańczowy, sok ananasowy – pyszny, ale strasznie słodki, herbata i pewnie kawa. Czy coś jeszcze, nie wiem, nie interesowało mnie to zbytnio, ponieważ ciepłych napoi nie pijam.
Po śniadaniu poszliśmy do pokoju, przebraliśmy się w stroje kąpielowe i odkryliśmy, że mamy niezablokowane wi-fi :) Każdy szybko zrobił to,chciał zrobić w necie, po czym przed godziną 11-tą wi-fi zostało ponownie za hasłowane, a my zabraliśmy sprzęt do snurkowania i poszliśmy od razu nad morze. W dzisiejszym dniu darowaliśmy sobie basen zupełnie. Rozłożyliśmy się na leżakach przy klifie. Dzisiaj przywitały nas fale. Na początku pomyśleliśmy, że szkoda, nie ponurkujemy, może wracamy na ten basen ? Ale zanim podjęliśmy tą decyzje, ubraliśmy buty do wody i poszliśmy sobie pochodzić po płyciźnie. Wzięłam aparat, ponieważ na klifie znalazłam jakieś dziwne żyjątka. W pierwszym momencie chciałam uratować to zwierzątko, ponieważ pomyślałam sobie, że fala wyrzuciła je na brzeg i że pewnie zaraz umrze. Wyglądało na typowo wodne, małe zwierzątko. Miało opływowy kształt i płetwy. Już je chciałam uratować, gdy zobaczyłam kolejne takie zwierzątko … I kolejne … I kolejne !!! Zorientowałam się, że wcale fala nie wyrzuciła je na klif, one tam sobie po prostu były :) Złapałam za aparat, żeby zrobić im zdjęcie. Dobrze, że wzięłam aparat do wody, bo zanim udało mi się zrobić im zdjęcie, byłam już cała przemoczona od fal rozbijających się o klify :) Oczy szczypały mnie od soli, ale nie poddawałam się :) Szybko zorientowałam się, że nie tylko one tam są. Znalazłam również kraba !!! Potem drugiego … I trzeciego … Jak się dobrze przyjrzałam, to było ich tam pełno :) No to kolejny obiekt do fotografowania :) Morze nadal rozbijało się o mnie i odbijało od klifów, uderzając falami w moją twarz. Nie mogłam już patrzeć, tak szczypały mnie oczy od słonej wody. Rodzinka już na mnie krzyczała, żebym wyszła, bo będę miała całe czerwone oczy , tak więc wyszłam … Niepocieszona, bo nadal nie udało mi się zrobić zdjęcia, jakie bym chciała :( Ale co tam :D Wpadłam na inny genialny pomysł i poleciałam do pokoju po mój aparat :) Jak to dobrze mieć blisko pokój :) Zamiana tego pokoju była jedną z lepszych decyzji :) Założyłam zooma i wróciłam nad morze. Gdy tylko zaczęłam robić zdjęcia, od razu przychodzili gapie patrząc, co fotografuję i płosząc mi kraby i te małe, dziwne żyjątka. W końcu zakończyłam sesję fotograficzną i zapadła decyzja, że idziemy się kąpać. Córka przejęła mój aparat (stwierdziła, że dzisiaj się nie kąpie), a my postanowiliśmy posnurkować na płyciźnie. To była kolejna bardzo dobra decyzja, ponieważ jak się okazało, było tam dzisiaj bardzo dużo rybek :) Popstrykaliśmy zdjęcia, a że baterii nie naładowaliśmy, aparat szybko odmówił posłuszeństwa :( W końcu wyszliśmy z wody i poszliśmy na leżaki. Idąc kolejny raz po colę, zanieśliśmy aparat do pokoju, żeby naładować baterię. Wróciliśmy na leżaki i gdy już nam się znudziło siedzenie postanowiliśmy posnurkować tym razem na głębokościach. Było fajnie, bo mało ludzi. Minus był natomiast taki, że dzisiaj było też zdecydowanie mniej ryb. Za to zobaczyliśmy jakąś potężną rybę !!!
Popływaliśmy sobie i postanowiliśmy pójść na obiad. Ha ha czas przy snurkowaniu tak szybko zleciał, że gdy doszliśmy do restauracji okazało się, że już po obiedzie :D Wróciliśmy więc na plaże na pizzę i frytki :) Dzisiejszego dnia poszliśmy jeszcze raz pooglądać rybki. Oczywiście najpierw wróciliśmy do pokoju po aparat do wody :) Tym razem poszliśmy znowu na płyciznę. W między czasie woda się uspokoiła i fale zniknęły, ale nasza decyzja była jak najbardziej prawidłowa. Na płyciźnie zobaczyliśmy tak dużo różnych rybek, że nie przypuszczałam nawet, że zobaczę tutaj tyle gatunków. Znowu trafiliśmy na jakiegoś olbrzyma, który gonił wszystkie ryby w okolicy, a robił to tak szybko, że wzrok za nim nie nadążał :) Nie ukrywam, że trochę się go wystraszyłam, jak nagle znalazł się przy mnie i zwiałam :D Ha ha jestem super :D Boję się rybki :D Pływało mi się tak dobrze, że wyszłam z wody dopiero, gdy zrobiło mi się zimno. Śmialiśmy się potem, bo trzęsłam się jak galareta. Było mi zimno w lipcu w Egipcie !!! Nie każdy tak ma :D
    Dzisiaj cały dzień pływałam w koszulce. Jak się okazało, to i tak nie ochroniło mnie przed słońcem. Może unosiło koszulkę, która odrywała się od ciała i odsłaniała plecy. Efekt tego taki, że plecy mam czerwone. Na szczęście nie pieką. Mam też czerwone łydki. Podejrzewam, że też opaliłam je w nadmiarze przy snurkowaniu, jak woda unosiła je bezwładnie na powierzchni wody :) Tak więc dzisiaj się nauczyłam czegoś nowego. Nawet jak zamierzamy pływać w koszulce, należy posmarować się wcześniej filtrem ochronnym. Na szczęście dla mnie, lekcję tę otrzymałam bezboleśnie :)
    Gdy już zakończyliśmy pływanie, a ja zamarzałam w egipskich temperaturach, poszliśmy do pokoju. Wykąpaliśmy się, przebraliśmy się i poszliśmy na kolację. Było już grubo po 20-tej. Śmialiśmy się, że znowu nie zdążymy na kolację :) Dzisiejszy dzień bardzo szybko nam zleciał :)
    Na kolację zdążyliśmy. Jak zwykle i dzisiaj wzięłam sobie makaron z sosem, ciasto i colę. Dodatkowo zaszalałam, zjadłam dwie gałki lodów i wzięłam sobie owoce. Uwielbiam owoce. Tak bardzo mi ich tutaj brakuje. Nie wytrzymałam i chociaż nie wyglądały apetycznie, to wzięłam banana, pół pomarańczy i 2 małe brzoskwinie. Owoce jak wyglądały, tak też smakowały. Były niedobre !!! Więcej już ich chyba nie wezmę.
     Kolacja zepsuła nasze dalsze plany. Mężowi wypadła plomba z zęba podczas jedzenia. Nie wygląda to fajnie, bo boli go ząb ale uparł się, że do dentysty tutaj nie pójdzie :( Mam nadzieję, że do jutra to przejdzie i przestanie go boleć. Mamy proszki przeciwbólowe, ale przecież nie o to chodzi, żeby brać je przez cały urlop. Ze znurkowania też chyba będzie musiał zrezygnować, ponieważ jest to akurat w miejscu, w którym trzyma się rurkę zębami.
Albo przestanie go boleć, albo mamy duży problem. Gdyby poszedł do tego dentysty, to pewnie byłoby po problemie, ale On się uparł, że pójdzie dopiero w Polsce, więc czekam z nadzieją, co przyniesie dzień jutrzejszy. Po dwóch tabletkach Ibupromu ból trochę ustał. Na tyle, żeby wybrać się na wieczorne animacje. Dzisiaj były mini gierki. Nie specjalnego. Np. jedna osoba musi w ciągu 2 minut nadmuchać 3 balony tak, żeby strzeliły, lub trzeba zjeść ciasto z talerza, który trzyma animator, nie korzystając z rąk w ciągu dwóch minut, czy z zasłoniętymi oczami, wyłowić używając tylko buzi 4 jabłka z miski z wodą itp.  Nie były to konkurencje typu, kto lepszy, tylko po prostu wychodziła jedna osoba i robiła to, co animator kazał. Łącznie było może z 7/8 konkurencji, a na koniec zrobili losowanie wśród osób obecnych, a wygrany dostał wódkę :)

4 komentarze:

  1. Książki na bok, Shibuya w transie! Jak poczytam jeszcze
    z 10 dni to chyba już nie pojadę do Sharmu...
    Żartuję, nie zrobię tego sobie i Egiptowi!
    Dzięki za relację!

    OdpowiedzUsuń
  2. Relacja zastała przerwana, bo wyłączyli mi wi - fi :( A miało być tak pięknie :) Nadrabiam zaległości i wrzucam kolejne dni :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Masz bardzo ładne i udane zdjęcia;)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za komentarz.
Pozdrawiam :)