wtorek, 24 lipca 2012

Egipt - dzień po dniu - dzień 4

Dzień 4.
Dzisiejszy dzień minął leniwie :)  Na szczęście okazało się, że bolący ząb męża ustąpił  i można było cieszyć się dalej urlopem. Nawet snurkowanie nie stanowiło problemu :) Ulżyło mi, bo dzień wcześniej nie wyglądało to za dobrze.
Wstaliśmy wcześnie rano, sprawdziliśmy czy jest dostępne wi-fi – było, więc każdy na chwilę wszedł i zrobił co miał zrobić w necie, po czym wyłączyliśmy sprzęty i wyszliśmy na śniadanie. Muszę zaznaczyć tutaj, że z reguły śniadań nie jadamy, więc to, że chodzimy tutaj na śniadania, to dla nas duży postęp :) Śniadanie było dokładnie takie, jak w poprzednie dni, więc nie ma co się rozpisywać. Owoców nadal na śniadaniu brak i pewnie już tak zostanie, szkoda :)
Po śniadaniu poszliśmy nad morze. Znowu od rana były duże fale, ale popołudniu morze się uspokoiło. Dzisiaj do snurkowania dołączyła do nas moja córka. Muszę przyznać, że i ją wciągnęło :) Pływaliśmy sobie na płyciźnie poruszając się w stronę plaży Shores Amphoras.
Przy tamtejszej plaży znaleźliśmy „stworki”  i jedną meduzę :) Ponieważ nie wiem, czym jest „stworek” to tak go nazwałam :) Były tylko w jednym miejscu i koniecznie chciałam zrobić mu zdjęcie. Małe, z zaokrągloną główką, długie, zwężające się w stronę płetwy ogonowej :) Wyglądają uroczo :) Może ktoś będzie mi umiał powiedzieć, co to jest Sporo się namęczyłam robiąc to zdjęcie, ale udało się i to jest najważniejsze :) Z tej wyprawy wróciłam z porysowaną dłonią od strony wewnętrznej, ale bogatsza o zdjęcie „stworka”, które wynagrodziło mi ból, jaki teraz czuję dotykając czegokolwiek :)
            Po sesji fotograficznej „stworka” poszliśmy na obiad. Tym razem nie miałam co jeść, ale był za to arbuz :) Zjadłam, jak co dzień makaron z sosem pomidorowym i dopchałam się ciastem i arbuzem :)  Potem znowu wróciliśmy nad morze, gdzie tym razem pływaliśmy już na głębokiej wodzie, ponieważ fal już nie było. Nawet nie wiem kiedy zrobiło się późno. Postanowiliśmy przejść nad basen. Woda w basenie cieplutka jak w wannie :) Bardzo mi się to podoba :)  Wreszcie nie mam problemu z wchodzeniem do wody :) Na basenie spędziliśmy czas, aż do kolacji. Nie zdążyliśmy nawet oddać ręczników, bo basenowy już sobie poszedł :) Odda się jutro :) Podoba mi się to, że w basenie można siedzieć ile się chce. Z drugiej jednak strony, skoro nie chlorują wody, to musi tam być straszny syf. Chyba, że mają teraz jakieś inne sposoby na oczyszczanie wody.
        Gdy już basen nam się znudził poszliśmy pod prysznic i na kolację. Zastanawiałam się czy będę miała co jeść. Nie miałam :) Znowu zjadłam makaron z sosem pomidorowym i ciasto :) To mój podstawowy posiłek na tych wczasach :)  Tylko nie pomyślcie sobie, że nie ma co jeść  bo jest, tylko ja należę do bardzo wybrednych osób jeśli chodzi o jedzenie. Zawsze ratowały mnie owoce. Tym razem ratuje mnie makaron z sosem pomidorowym i ciasto :) Nie jest źle :) Mąż sobie też dzisiaj nie ulżył na kolacji, ponieważ jest mięsożerny, a dzisiaj z mięsa podano kraby :D Ha ha ha ale się śmiałam :) Już myślałam, że spróbuje ale na szczęście nie zabrał się do tego :)
Ciekawa jestem czym zaskoczy nas jutrzejszy dzień :)
 Potem poszliśmy na animacje. Był wieczór kabaretowy. Widziałam już kilka takich wieczorów, więc spodziewałam się czegoś innego. Tutaj były to scenki grane do utworów muzycznych. Raz lepsze, raz gorsze, ogólnie nic specjalnego. Na dzisiejsze animacje przyszli nawet ludzie z Golden Shores. Pewnie też myśleli, że będzie coś fajnego :)

2 komentarze:

  1. Te pływajace , kolorowe rybki oraz różne stworzonka są cudne:) Aż wychodzic z wody sie nie chce.Nic dziwnego , że tak szybko upływał Wam czas:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj nie chce się wychodzić. Momentami tak długo siedziałam w wodzie, że aż mi się zimno robiło :) A przypominam, że to był lipiec w Egipcie :) W tym roku zabieram piankę ze sobą :D

      Usuń

Dziękuję za komentarz.
Pozdrawiam :)