środa, 25 lipca 2012

Egipt - dzień po dniu - dzień 5

Dzień 5.
Obudziłam się ok. 4:30. Złapałam za aparat i poleciałam na plażę zrobić zdjęcia. Niestety może było jakby za mgłą, odsłaniając jedynie szczyt wyspy. Wschodu słońca też nie widziałam, nawet nie wiem, o której jest tutaj wschód słońca. Niebo było lekko pomarańczowe i szybko zrobiło się jasno. Obsługa hotelowa, która czuwała chyba w nocy przy wejściu na teren hotelu i przy basenie dziwnie się na mnie patrzyła, jakby nie widzieli nigdy nikogo chodzącego o tej porze z aparatem :) Wróciłam do pokoju i położyłam się spać. Wstałam chyba przed 9-tą.  Sprawdziłam czy jest dostępne wi-fi i zdziwiłam się, ponieważ było już hasło. Czyżby koniec darmowego Internetu ? Zaczęliśmy się zbierać i szykować na śniadanie. Zupełnie nie miałam ochoty na nie iść. Myśl, że znowu będę jadła rano naleśniki albo słodkie bułeczki i popijała słodkim sokiem, jakoś nie wywoływała u mnie euforii. Ale zebrałam się w końcu i poszłam z nadzieją, że może jednak znajdę coś innego do jedzenia dla siebie. Strasznie brakuje mi w tym hotelu owoców na śniadanie, a przede wszystkim arbuza. To był owoc, który zawsze ratował mnie na wczasach. Dzisiaj, nie miałam go nawet na obiad :)
Po śniadaniu zebraliśmy się od razu na plażę. Zajęliśmy sobie fajne miejsce, rozłożyliśmy się z całym naszym sprzętem i poszliśmy do morza. Znowu rano były fale, ale popołudniu się uspokoiły. Mąż zakładając rurkę poczuł ból zęba, ale na szczęście potem ząb mu odpuścił. Popływał tylko chwilę i wyszedł, a ja za nim. Potem poszłam jeszcze popływać sama na głębinę. Pływałam długo, nawet nie wiedziałam, że tyle czasu minęło. Zobaczyłam dzisiaj kilka rybek, których jeszcze nie widziałam. Wyszłam, ponieważ zaczęły napływać strasznie zimne prądy . Momentami woda była dosłownie lodowata !!! Wróciłam na plażę i zauważyłam, że  pojawia się tam coraz więcej osób z Golden Shores. Patrzę na nich i zastanawiam się, jakie oni mają jedzenie i czy mają arbuza :D O Obiedzie nawet nie wspominam, bo mój obiad składał się z samego ciasta. Arbuza znowu nie było. Oj, czuję, że wrócę kilka kg cięższa, jak będę się nadal odżywiać ciastami :)
 Co jakiś czas zastanawiam się czy to, że zmienili nam hotel, wyszło nam na dobre. A potem obracam się, widzę, jak blisko jest do mojego pokoju na morze i jestem pewna, że dobrze wyszło, iż zamienili nam ten hotel :) Bliskość naszego pokoju to bardzo duży plus i wynagradza nam wszystko :)
Popołudniu przenieśliśmy się na basen, gdzie graliśmy naszą ulubioną piłeczką do wody. Ciekawe kiedy ta piłeczka rozleci się na dobre. Jest już pozszywana chyba z każdej strony :)  Od razu przyłączyli się do nas chłopcy z Rosji. Gdy piłeczka nam się znudziła zaczęliśmy szaleć w wodzie z kołem ratunkowym, a potem w sprzęcie do snurkowanie i robiliśmy sobie śmieszne zdjęcia :)
I znowu dzień minął nam leniwie nie robiąc nic konkretnego :) Ale w sumie jesteśmy na wakacjach :)
 Przed kolacją poszliśmy jeszcze na spacer i znaleźliśmy sklep, gdzie można kupić praktycznie wszystko i są stałe ceny. Jutro pójdziemy kupić córce płetwy, bo spodobało jej się pływanie z płetwami. Kosztują tutaj 10 $. Maski z rurką kosztują 50 LE. Więc spokojnie można dokupić, jeśli ktoś nie zrobił zakupu w Polsce. Ceny podaję ze wspomnianego wcześniej sklepu, który dzisiaj znaleźliśmy. Jutro musimy tam wrócić nie tylko po płetwy, ale i po wodę mineralną na wyjazd do Kairu. W sklepie tym, 1,5 L woda mineralna kosztuje 2 LE. Przynajmniej taka cena była wywieszona na witrynie :) Jutro się przekonamy. Wodę kupujemy w ostatniej chwili, ponieważ nasza lodówka praktycznie w ogóle nie chłodzi, a wzięłam plecak termiczny, więc chcemy zakupić zimną, żeby jak najdłużej zimna pozostała.
Muszę też zamówić lunch boxa. Ciekawe czy będą z tym jakieś problemy.
Wieczorem tradycyjnie poszliśmy na kolację. Tym razem nie jadłam ciasta !!! Pierwszy raz, odkąd jestem w tym hotelu nie jadłam ciasta na kolację :) Zjadłam sobie ryż i fasolkę w pomidorach :)
Wreszcie coś innego :)Mąż zjadł serek z grilla. Strasznie mu smakował. Ja takich wynalazków nie tykam :)
Po kolacji szybciutko do pokoju, a potem na animacje. Dzisiaj karaoke, ale jakieś takie nudnawe kawałki puszczali. Większość wolnych i ludzie poza tym, że śpiewali to w ogóle się nie bawili. W Polsce karaoke wygląda zupełnie inaczej :)
Tak piszę i piszę i wygląda na to, że wszystko jest nie tak, ale to nie prawda. Jeśli chodzi o jedzenie, to zawsze mam problemy  więc to, że ja odżywiam się ciastami, frytkami i owocami na wczasach to normalka :)
A jeśli chodzi o animacje, to tylko raz, dwa lata temu trafiłam na zajefajną ekipę animatorów. Teraz ciężko będzie komukolwiek im dorównać :) Poza tym, dziecko już mi się nie chce bawić z animatorami, więc wszystko wygląda inaczej. Niby zawsze zwracamy uwagę na to  czy hotel ma animacje, ale nigdy nie przywiązujemy do nich uwagi. Jedziemy odpoczywać, spacerować, spędzać razem czas, a reszta … ? Reszta jest mało ważna :) Najważniejsze, że jesteśmy razem i chociażby nie wiem, jakie warunki nam się trafiły, to i tak będziemy zadowoleni z wyjazdu :)
Jutro ostatni dzień lenistwa, a potem jedziemy do Kairu. Już nie mogę się doczekać :)
Dzisiaj pan sprzątający zostawił nam na łóżku łabędzia w serduszku :) W sumie to nie ma On u nas za wiele do sprzątania, ale codziennie dostaje dolara, więc musi się jakoś postarać :) Ciekawe czy codziennie będzie coś robił :) Ciekawe też, czy jak nie dostanie dolara to też coś zrobi :) W pierwszym dniu tylko niczego nie zrobił, pomimo tego, iż dostał dolarka. Pewnie uznał, że za mało. Ale jak przychodzi teraz codziennie i zawsze czeka na Niego dolar, to na nas zawsze czeka w zamian coś na łóżku :)

2 komentarze:

  1. Najważniejsza na urlopie jest dobra zabawa;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I pogoda :) Ale tego w Egipcie nie brakuje :)

      Usuń

Dziękuję za komentarz.
Pozdrawiam :)