środa, 25 lipca 2012

Egipt - dzień po dniu - dzień 6


Dzień 6.

To był ogólnie dobry dzień.
Chciałam iść na wschód słońca, ale nie nastawiłam budzika. Stwierdziłam, że jak się obudzę to pójdę, a jak nie, to mam jeszcze na to czas :) W nocy obudziłam się 3 razy. 2 razy gdy spojrzałam przez okno było zupełnie ciemno, a za trzecim razem było już jasno, a niebo było mniej pomarańczowe niż ostatnio, więc wróciłam do łóżka. Wstałam jakoś po 8-mej. Sprawdziłam czy nie ma netu – nie było :( To się nazywa uzależnienie :) Gdy mąż wstał, ogarnęliśmy się i poszliśmy na śniadanie, chociaż tak naprawdę nie chciało nam się jeść. Bardzie poszliśmy, żeby zamówić „lunch boxa” na dzisiejszy wyjazd do Kairu, niż żeby zjeść śniadanie., ale w końcu dotarliśmy też do restauracji. Tradycyjnie zjadłam naleśniki, które też jadam codziennie na podwieczorek  Ale dzisiaj na śniadaniu odkryłam też coś nowego :) Były pomarańcze :) W prawdzie nie był to cały owoc, tylko pomarańcza pokrojona już na plasterki, ale i tak zjadłam ze smakiem. Do tego na śniadanie do picia nalazłam sobie zwykłej wody. Doszłam do wniosku, że tego słodkiego soku ananasowego mam już dość, a ten drugi, chyba pomarańczowy nie smakował mi za bardzo.
Po śniadaniu tradycyjnie kierunek morze. Jak zwykle z samego rana w morzu niespokojna woda. Do tego bardzo widoczny odpływ. Na płyciźnie prawie nie dało się pływać, ale nam to nie przeszkadzało. Dzisiaj postanowiliśmy zrobić kilka filmików. Pływaliśmy długo, wyszliśmy z wody dopiero na obiad :)
Na obiedzie znowu sobie ulżyłam :)  Był ten sam sosik, który jadłam pierwszego dnia z ryżem. Zjadłam dwie porcje, jakbym chciała najeść się na zapas :) Był też arbuzie :D Czułam się happy :) Do stołu z ciastami nawet nie podeszłam dzisiaj ha ha :)
Po obiedzie znowu kierunek morze, ale po drodze schłodziliśmy się z basenie :) Mamy bardzo fajną drogę z naszego pokoju nad morze :) Wychodzimy z pokoju przez taras. Parę kroków dalej mamy bar, gdzie nalewamy sobie coś do picia :) Potem plum do basenu :) Po kąpieli w basenie idziemy na plażę, gdzie mijamy kolejny bar i nalewamy sobie kolejny raz coś do picia, a potem parę kroków i jesteśmy już na naszych leżaczkach :)
Gdy dotarliśmy po obiedzie nad morze był już przypływ. Woda strasznie się podniosła :)  Na płyciźnie pojawiło się mnóstwo ryb, które szukały jedzenia. Dzisiaj znowu zobaczyłam rybki, których wcześniej nie widziałam. Fajnie tak codziennie zobaczyć coś nowego, chociaż są też ryby, które cały czas mogłabym oglądać :) Podczas dzisiejszego pływania przeżyłam jeden zawał i jeden zachwyt :) To najpierw o zawale :D Pływałam sobie grzecznie oglądając rybki, a tu nagle z za moich pleców z błyskawiczną prędkością, jakieś 10 cm ode mnie przepływa olbrzymia ryba. Tak wielkiej ryby jeszcze nie widziałam !!! Miała z jakieś 70 cm do metra, a wysoka była ja na jakieś 40-60 cm. Prawie się o mnie otarła i popłynęła błyskawicznie dalej. Najpierw się wystraszyłam, jak tak nagle przeszarżowała przy mnie, ale gdy zobaczyłam, że popłynęła dalej nie zwracając na mnie uwagi, próbowałam ją jeszcze wypatrzeć. Niestety bezskutecznie. Chciałam zrobić jej zdjęcie lub nagrać filmik, bo takiego giganta to już pewnie nie zobaczę, z resztą nie wiem czy bym chciała :) Jak pomyślę sobie, że to coś może pływać w moim otoczeniu, to jakoś dziwnie czuję lęk :) Gdy byłam już w pokoju i zaczęłam przeglądać filmiki okazało się, że w momencie, gdy ten  „wielkoryb „( bo nie nazwę jej przecież wielkoludem :D ) przepływał koło mnie, miałam włączony filmik !!! Nie wiem, jak to się stało, pewnie przez przypadek wcisnęłam guzik nagrywania :) Nie nagrała się cała, ale widać ją :D Gdy to zobaczyłam, cieszyłam się jak dziecko :)  Nie wiem co to za ryba, ale jak tylko dorwę internet to postaram się ją odszukać i podać nazwę. Na razie próbowałam odnaleźć ją w sklepie w książkach i na plakatach z opisami ryb. Jedyna ryba, która była do niej podobna to Bigeye jackfish. Jak to powiedział sprzedawca „dangerose”. Chyba więc miałam szczęście :)  Jedno jest pewne. Następnym razem, zanim pojadę oglądać gdzieś rybki, wezmę książkę i zobaczę co mogę zobaczyć i czego należy unikać :) To tak, na wszelki wypadek, gdybym miała znowu spotkać takiego giganta :) Muszę wiedzieć czy mam przed nim uciekać czy lecieć za nim, żeby zrobić mu zdjęcie :) Chociaż dzisiaj, gdyby mnie zaatakowała, nie mogłabym nic zrobić. Nadpłynęła z tyłu, nawet jej nie zauważyłam. Nie miałabym żadnych szans na reakcję.
Przejdźmy teraz do rzeczy bardziej przyjemnych, czyli rzeczy która mnie zachwyciła podczas dzisiejszego pływanie :) A więc pływam sobie spokojnie obserwując rybki, a tu nagle jakiś „stworek” wystawia łebek z rurki z ziemi. Myślę sobie” ale fajny” Pstryk, robię szybko zdjęcie, żeby mi nie uciekł. Ale, na zdjęciu może być słabo widoczny. Już wiem !!! Zrobię filmik :) Wtedy na pewno będzie go widać :) Przełączam na film i włączam nagrywanie. Woda rzuca mną strasznie, ale dzielnie staram się utrzymać w okolicy „stworka”. Stworek patrzy na mnie i zastanawia się czy wyjść :) Pewnie próbował wybadać czy jak wyjdzie to czy go zjem ha ha :D Tak więc obserwował mnie bacznie, a ja jego. Tak bardzo mnie zafascynował, że nawet nie zauważyłam, że wyłączył mi się aparat :) Ha ha ha. Padła mi bateria i nawet nie wiem co się nagrało. Rozżalona wyszłam z wody pożalić się, że nie nagrałam „stworka, jak wychodzi ze swojej rurki” :( Ale zapamiętałam mniej więcej, gdzie ta jego „rurka” jest i będę polować na niego pojutrze. Muszę go dorwać !!! Nie będę sobą, jak tego nie zrobię :)
Tego dnia już nie wchodziłam do morza. Z plaży zebrałam się wcześniej niż zazwyczaj i miałam iść jeszcze popływać w basenie, ale coś mnie zatrzymało :) Zaniosłam sprzęt do snurkowania do pokoju i gdy już miałam wychodzić na basen nagle zobaczyłam dwie jaszczurki goniące po murku. Biegiem wpadłam do pokoju, szybko złapałam aparat, zmieniłam obiektyw na zooma i jazda powrotem pod murek. Jedna jaszczurka dała już dyla. A za drugą goniłam z aparatem jak głupia.  Pracownicy hotelu znowu się na mnie dziwnie patrzyli, a ja w stroju kąpielowym latałam tam i powrotem :) Ale jaszczurkę dorwałam :) Mam już dwa gatunki :) Swoją drogą, wyjątkowo szybkie i płochliwe są te egipskie jaszczury :)
Dzisiaj na kolację zjadłam …  :) Ha ha ha, jakby mogło być inaczej :) Zjadłam makaron z sosem pomidorowym i ciasto :) Potem poszliśmy do sklepu, który znaleźliśmy wczoraj. Córka zrezygnowała z zakupu płetw, pewnie wystraszyła się rybki :) Zakupiliśmy wodę mineralną na wycieczkę do Kairu. Dzisiaj kosztowała drożej. Sprzedawca powiedział wprost, dzisiaj drożej, ponieważ są wycieczki do Kairu. Za dwie butelki zapłaciliśmy 5 LE, czyli 1 LE więcej niż wczoraj. Kpiliśmy też colę 2,5 litra i litrową fantę z hibiskusa – pyszna, ale strasznie słodka. Łącznie za wszystkie napoje razem z dwoma butelkami  wody mineralnej zapłaciliśmy 20 LE. Bardzo polubiliśmy ten sklep. Sprzedawcy nie są natrętni. Jeżeli zagadują to zupełnie na luzie, na różne tematy, niekoniecznie związane z zakupami. Są pomocni, weseli. Jak nie lubię jak mnie zaczepiają w sklepie, tak tutaj sama wtrącałam się do rozmowy :) Atmosfera bardzo sympatyczna. Na pewno wrócimy do tego sklepu jeszcze nie raz :)
Zapomniałam jeszcze napisać, że dzisiaj pan sprzątający zostawił nam na łóżku króliczka z ręczników :) I jeszcze jedno.  Wcześniej, gdy pytałam na forum o jednodolarówki, każdy mi pisał,  że nie można brać starych jednodolarówek, bo nikt ich nie chce. Muszę obalić to stwierdzenie. Mamy nowe i stare jednodolarówki. Postanowiliśmy zobaczyć czy wezmą od nas te stare, a jak nie będą chcieli to damy wtedy nową i przeprosimy, powiemy, że przez pomyłkę wyciągnęliśmy  tamtą. Jeszcze ani raz nie zdarzyło nam się, żeby ktoś pogardził jednodolarówką czy się krzywił na widok starej.  Każdy bierze, nie wybrzydza i okazuje swoją wdzięczność. Z większymi nominałami pewnie jest problem, więc nie polecam brać starych, ani nie zamierzam sprawdzać czy przyjmą stare, ale te jedynki przyjmują nam wszędzie, nawet w sklepach, beż żadnych oznak, że coś jest nie tak.

5 komentarzy:

  1. Trafił Ci się karanks olbrzymi (Giant Trevally).
    Faktycznie robi wrażenie i ma szybkość przy swojej masie.
    W 2011 roku widziałem go na mojej rafie, wszystko przed nim odpływało na bok tworząc mu jakby autostradę.
    Przy swojej wysokości około 0,5 metra płynąc nad "dachem" rafy płetwą czasem wystawał nad lustro wody.
    Niebywałe wrażenie !

    OdpowiedzUsuń
  2. Przed tym moim też wszystko odpływało, a właściwie to tylko jedna rybka się schowała, którą oglądałam sobie :) Gdybym go wcześniej zobaczyła też bym się schowała :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Piękne zdjęcie dużej ryby.

    OdpowiedzUsuń
  4. Teraz Karanksy i inne duże ryby, nie robią na mnie najmniejszego wrażenia :) Wręcz je wyczekuję, a im większy tym lepiej :) Jak czytam dzisiaj ten wpis, to śmiać mi się chce. Po tym widać, jak bardzo się zmieniamy.
    Pozdrawiam
    wszystkich :)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za komentarz.
Pozdrawiam :)