czwartek, 26 lipca 2012

Egipt - dzień po dniu - dzień 8


Dzień 8
Z Kairu wróciliśmy do hotelu ok. 4:40. Doszłam do wniosku, że nie ma sensu iść spać. Poszłam na wschód słońca :)
Tym razem już wiedziałam, że wschód słońca jest ok. 5:15 rano :) Wcześniej, gdy wychodziłam na wschód to myślałam, że jest już po, ale gdy jechaliśmy do Kairu specjalnie zwróciłam uwagę na godzinę, o której wstawało słoneczko :)  Tak więc wzięłam sobie ręczniki plażowe, których nie zdążyliśmy oddać przed Kairem i poszłam na plażę. Rozłożyłam sobie leżaki i miałam sobie na nich poleżeć, ale poszłam się przejść. Fale znowu bardzo duże. Rozbijały się o klify, chlapiąc wysoko wodą. Patrząc na morze, przypominał mi się nasz Bałtyk. A to wszystko przez te fale. Podeszłam do pomostu, zobaczyć czy są jakieś rybki, ale zamiast rybek była masa krabów przy pomoście i na dechach pomostu również. Zanim się zorientowałam zza góry zaczęło wychodzić już słoneczko. Niebo miało mocne, intensywne kolory. Zdjęcia, które robiłam wyglądały, jakbym im dodała kontrastu, wręcz nienaturalnie piękne kolory. Bardzo spodobał mi się wchód. Słońce jednak wstało tak szybko, że zrobiłam zdjęcia tylko z okolicy pomostu. Muszę iść jeszcze raz na wschód, żeby tym razem porobić też zdjęcia z innego miejsca :)
Po wschodzie wróciłam do pokoju. Została mi godzinka do śniadania, więc pomyślałam sobie, że nie idę spać i poczekam. Ale gdy tak czekałam, to zmogło mnie spanie i usnęłam :) Nie wiem, jak długo spałam, chyba z dwie godzinki tylko i po czym wstałam, umyłam się i poszłam coś zjeść. Rano udało mi się znowu załapać na pyszne pomarańcze i tradycyjnie do tego naleśniki :) Potem plaża :) Znowu był odpływ. Poszliśmy popływać na płyciznę ale, że mężowi ząb nie pozwolił dzisiaj trzymać rurki, to wyszedł z wody, a ja jeszcze popływałam. Potem posiedzieliśmy na leżakach, poszliśmy na obiad itd… Taki kolejny dzień lenistwa na zregenerowanie sił po Kairze i dwóch nockach nieprzespanych ( z małymi wyjątkami :) )
Po obiedzie ( znowu jadłam ryż z sosikiem :) ) wyciągnęłam męża na spacer na plażę Amphoras. Córka spędziła cały dzień z komórką na leżaku ubrana w cieniu … Nie skomentuję tego … Taką mamy dzisiaj młodzież …
Ale wracając do tematu. Woda znowu głęboka, przyszedł przypływ. Ja pływałam, mąż szedł i tak oto szliśmy w stronę plaży Amphoras ... Muszę przyznać się do tego, że bacznie wyglądałam, czy nie nadpływa olbrzym, którego spotkałam parę dni wcześniej. Woda była głębsza niż wtedy, dlatego mogła być taka możliwość. Wydaje mi się jednak, że on pojawił się tam przypadkiem, jednorazowo, ale lęk zdążył wzbudzić :) Po drodze szukałam jeszcze mezuzy. Widziałam tylko jedną, jak byliśmy wcześniej na tej plaży, ale nie zrobiłam wtedy zdjęcia. Teraz chciałam to zrobić.Niestety nie znalazłam żadnej :(
Na plaży Amphoras, woda głębsza niż u nas, ale mniej kamieni i raf. Jedynie przy pomoście rafa jest równie ciekawa, jak u nas :) Na płyciźnie rybek też jakby mniej, ale za to mają rybki, których jeszcze nie widziałam u nas. Jedna, to taki wężyk pływający na powierzchni. Próbowałam mu zrobić zdjęcie, ale strasznie ciężko …  A druga rybka, to jakaś taka niebieska. Pojawiła się na chwilę i zniknęła szybko w cieniu :/ Nie wiem, czy zdjęcie które zrobiłam było wyraźne, bo jeszcze nie zdążyłam oglądnąć. Nie wiem też jak się nazywają te wszystkie rybki, ale zamierzam ich poszukać i napisać nazwy w fotorelacji, jak już będę w domku :)
Gdy wróciliśmy, była już pora kolacyjna. Posiedzieliśmy jeszcze na leżaczkach przez chwilę i wróciliśmy do pokoju się ogarnąć.
Na kolacji dzisiaj ktoś obchodził urodziny. Pracownicy wynieśli tort. Byli zarówno pracownicy restauracji, jak i animatorzy. Zaśpiewali 100 lat, były oklaski, bardzo fajnie to wyglądało :) Nie wiem czy to zbieg okoliczność, ale dzisiaj nie było żadnych tortowych ciast, które są codziennie. Były jakieś ciasteczka namaczane, takie jakich w Turcji było pełno. Pomyślałam sobie, że może to z okazji tych urodzin. W końcu tort, nie byłby niczym wyjątkowym, gdy na stole były inne torty dla wczasowiczów, a tak na całej kolacji, tylko solenizant miał tort :) Podobało mi się to :)
Mieliśmy po kolacji iść na miasto, ale była dzisiaj noc Egipska więc zmieniliśmy plany. Wyjątkowo animacje były przy restauracji, a nie w amfiteatrze. Noc Egipska to tańce, a na koniec pokaz Derwisza. Muszę przyznać, że właśnie czekałam na tego Derwisza :) Znalazłam fajną miejscówkę do robienia zdjęć, więc udało mi się zrobić coś na pamiątkę :)

2 komentarze:

  1. Ja z Sun& Fun byłam w Tunezji i w sumie zastrzeżeń większych nie mam.
    W tym roku też lece z tego biura do Maroka .
    Wczesniej latałam z Triadą ale jak wiadomo splajtowała razem z kilkoma innymi biurami:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja różnie latam. Byłam już z GTI teraz lecę z Alfa Star, wcześniej latałam z Sun&Fun. Chyba do tej pory najbardziej zadowolona byłam z GTI. Sun&Fun mi 2 razy hotel zmieniło, ale ogólnie też są ok i polecę pewnie z nimi jeszcze nie jeden raz :)

      Usuń

Dziękuję za komentarz.
Pozdrawiam :)