środa, 25 lipca 2012

Egipt - dzień po dniu - Kair - dzień 7

Dzień 7 – Kair

 Kair i moje piramidki :)

Do Kairu mieliśmy wyjechać o 2 w nocy spod hotelu. 
Już od samego początku zapowiadało się na wyjazd z atrakcjami :)
 Autokar przyjechał po nas dopiero o 2:37. Prawie 40 minut spóźnienia. Już zaczynałam się zastanawiać czy o nas nie zapomniano :) W końcu jednak przyjechał po nas :) Wsiedliśmy do autokaru, a tam strasznie ciasno. Prawie wszystkie miejsca już zajęte. Nie mogliśmy usiąść tam, gdzie chcemy, bo miejsca zarezerwowane. Trudno …Klima bardzo dobrze działała, autokar też fajny, tylko dlaczego tak mało miejsca na nogi ? Kolana cały czas opierały mi się o przednie siedzenie. Może jakoś przeżyjemy. Rozglądamy się po autokarze, chyba jesteśmy jedynymi Polakami... Przecież miał być Polski przewodnik ? Dla naszej trójki na pewno go nie będzie :/ Za chwilę podszedł do nas przewodnik i zaczął mówić łamaną Polszczyzną tak, że ledwo dało się go zrozumieć. Pomyślałam sobie, że jeśli to jest ten Polski przewodnik, to wpakowałam nas w niezłe bagno :) Dosyć, że ciasno, nie ma Polaków, to jeszcze nasz przewodnik ledwo zna parę słówek w naszym języku :) Widzę wzrok mojego męża i myślę sobie „ładnie nas wpakowałam”, będzie mi to wypominał przy każdej nadarzającej się okazji, jak będę chciała go namówić na wycieczkę :( Sprawdzono nam czy mamy wizy i pojechaliśmy dalej. Zatrzymaliśmy się przy Old Markecie, gdzie wsiadły jeszcze dwie parki Polaków. Uff … ulżyło mi, nie jesteśmy sami :)
  Nasi dotychczasowi przewodnicy wysiedli i wsiadł jakiś anglojęzyczny. Autokar ruszył. No to fajnie, teraz to już w ogóle nikt nie mówił w naszym języku … Pytamy się Polaków, którzy wsiedli, czy mieli mieć polskiego przewodnika. Powiedzieli, że tak i zobaczyliśmy w ich oczach to samo przerażenie, które wcześniej sami czuliśmy. Zapytałam, gdzie wykupili wycieczki. Każdy wykupił w innym biurze, ale informacje każdy miał takie same. No to ruszyliśmy w drogę w przyciasnym autokarze bez Polskiego przewodnika…  A miało być tak pięknie … :) Ale, że wszyscy już wiedzą, że jestem pechowa, to w sumie nie zdziwiło nas to wcale :)
 Powróćmy do wycieczki …
Przed nami jechał konwój, za którym jechało chyba z 8 autokarów. Tak sobie myślę, że przecież jeden samochodzik z obstawą na tyle autokarów to zdecydowanie za mało.  Poza tym, każdy sobie jechał, jak chciał i docelowo zgubiliśmy nasz samochód z konwojentami :) Dopiero później okazało się, że w obydwie drogi jechała z nami w autokarze Policja w strojach prywatnych.
Tak więc obaliłam wczoraj dwa argumenty, jakich używa rezydent, w celu zakupu u niego droższych wycieczek.
1. Autokary nie są chronione. Był samochód z konwojentami oraz w autokarze jechało z nami 2 Policjantów. 
2. Lunch boxy (lunch pakiety) można zamówić samemu w recepcji i przysługują nam nawet, jeśli nie jedziemy na wycieczkę z biura, z którym przyjechaliśmy.
Droga do Kairu minęła szybko i bez żadnych niespodzianek. Jakoś ułożyłam się w miarę wygodnie, chociaż zdecydowanie dało się odczuć, że w nogach jest za mało miejsca. Jadąc co jakiś czas natykaliśmy się na punkty kontrolne, gdzie spacerowali uzbrojeni panowie w mundurach, inni sobie spali na ziemi pod gołym niebem, czyżby zmiana … ?
Gdy wjechaliśmy do Kairu poczułam się jak w innym świecie. Samochodami jeżdżą jak wariaci. Na trzech pasach ruchu nagle robi się 5 albo i więcej :) Motocykle jeżdżą pod prąd, a piesi ładują się na ulicę mając wszystko gdzieś, ludzi przewozi się na pakach samochodów i nikt się temu nie dziwi. Bez klaksonu nie ma tutaj jazdy samochodem :) Kair pokazywany w telewizji to zupełnie inny Kair niż ten prawdziwy.
W pierwszej kolejności podjechaliśmy do Muzeum Egipskiego. Tutaj wszystko się wyjaśniło.
Było więcej osób i ogólnie nie jechał tylko jeden autokar w naszej wycieczce. Każdy autokar zbierał ludzi z hotelu z danej okolicy i dlatego było tak mało Polaków w naszym autokarze, ponieważ jechali innym autokarem. Przy muzeum podzielono już grupy między narodowości i każdy dostał swojego, języcznego przewodnika :) Dostaliśmy bardzo sympatycznego Egipcjanina. Dosyć płynnie mówił po Polsku, chociaż zdarzało się, że trzeba było się lepiej wsłuchać w to co mówił. Bardzo fajny, konkretny człowiek, z którym dało się porozmawiać nie tylko o wycieczce. Opowiadał nam również o wyborach, o sytuacji jaka teraz panuje w kraju, o sytuacji jaka panowała wcześniej...  Jak chodziliśmy zwiedzać to doradzał nam co robić, a czego unikać, chociaż jak to my, nie zawsze słuchaliśmy ha ha :) Jego informacje były jednak cenne. Ale powróćmy do Muzeum. Każdy z nas dostał urządzenie ze słuchawkami i właśnie z tym poruszaliśmy się po Muzeum. Fajne rozwiązanie. Przewodnik nie musi krzyczeć, a i tak każdy słyszy :) W samym Muzeum było parno i gorąco. Skończyło się na tym, że każdy zamiast słuchać, to patrzył tylko gdzie tu się schłodzić lub miał nadzieję, że to już koniec zwiedzania. Klimatyzowane pomieszczenia były tam tylko dwa, do których wchodziliśmy bez przewodnika. Podobno nie chcą zrobić klimatyzacji w całym Muzeum ponieważ będą je przenosić w inne miejsce, ale nie pamiętam ile ma to potrwać.
W Muzeum nie można robić zdjęć. Aparaty zostawia się bezpłatnie w depozycie. Można robić za to zdjęcia na zewnątrz. O tym miejscu nie będę się rozpisywać, ponieważ po prostu nie ma co pisać. Jeśli kogoś interesuje samo Muzeum, niech wyszuka informacji w internecie, ponieważ ja i muzea to dwa różne kierunki :)
Nasz następny cel to rejs po Nilu i obiad. Rejs miał kosztować 7$, ale przewodnik zgarnął od każdego po 9$. Każdy z Polaków miał informacje, że ma kosztować 7$, gdy Mu to powiedzieliśmy to zaparł się i powiedział, że inni płacą jeszcze więcej i że mamy dać 9$. Tak więc cała grupa Polska zapłaciła po 9$. Rejs nie jest obowiązkowy. Kto nie chce wziąć w nim udziału jedzie pod restaurację autokarem. W naszej grupie nie było takich osób. Popłynęli wszyscy. Rejs jak rejs, jak zawsze fajnie jest się przepłynąć, porobić zdjęcia i pooglądać widoczki.
Przybiliśmy do restauracji. Myślałam, że znając mnie niczego nie zjem. Jak bardzo się myliłam :)  Wybór potraw był mały, ale za to jedzenie było bardzo smaczne :) Ja tradycyjnie zjadłam ryż z sosem ha ha i ciasteczka :)
Po obiedzie pojechaliśmy do fabryki papirusa, gdzie oczywiście można było go zakupić. W skrócie wytłumaczono nam, jak powstaje papirus, po czym mieliśmy czas wolny, a następnie pojechaliśmy pod piramidy. Tam mieliśmy również czas wolny. Jak dla mnie, jak zawsze za mało było tego czasu :) Przewodnik wytłumaczył nam czego musimy unikać, na co uważać i takie tam :) Między innymi mieliśmy nie dawać nikomu aparatu, żeby ktoś nam zrobił zdjęcia, ponieważ moglibyśmy go stracić. Powiedzmy, że nie bardzo posłuchaliśmy, ale liczyliśmy się też z ryzykiem :) Na początku chodziliśmy i zastanawialiśmy się gdzie iść, żeby zrobić ładne zdjęcia.Tam byli ludzie, tam byli nagabywacze, tam było za daleko itd. W końcu zostało nam bardzo mało czasu, więc poszliśmy pod najmniejszą piramidę, do której można było wejść. Oczywiście zabrakło nam na to czasu :) Zaczepił nas jakiś człowiek i nie słuchając naszego przewodnika daliśmy się wyprowadzić w miejsce, gdzie nikogo nie było i daliśmy aparat, żeby jakiś tam człowiek zrobił nam zdjęcia. Tylko patrzyłam kiedy czmychnie z naszym aparatem :) Zrobił nam zajefajne zdjęcia pod piramidami, naprawdę super !!! A potem usłyszeliśmy, chodźcie jeszcze tam i chciał nas zaciągnąć w jeszcze bardziej odludne miejsce. Powiedziałam szybciutko, że nie mamy czasu i musimy już wracać, z resztą taka też była prawda. Zaciągnął nas jeszcze parę kroków dalej, po czym zażądał pieniędzy albo usunie zdjęcia.  Chciał 20 $ !!! Dostał 6 $ i okulary słoneczne przywiezione z Polski za 15zł. Wiem, że zapłaciliśmy dużo, ale zdjęcia, które nam zrobił bardzo nam się spodobały. Prawda jest taka, że gdyby nie On to pewnie w ogóle nie mielibyśmy ładnych zdjęć, bo w tamte okolice byśmy w ogóle nie zaszli, a zostało nam naprawdę parę minut więc pewnie zaraz byśmy zawrócili. A tak, w ciągu 5 minut cała rodzinka miała super zdjęcia, tak więc naszym zdaniem, to były bardzo dobrze wydane pieniądze :)
Następny cel Sfinks :) Zawsze chciałam go  zobaczyć. Gorąco strasznie. Ludzi tłum. Każdy chce sobie zrobić zdjęcie lub coś sprzedać. Szybko polecieliśmy przywitać się ze Sfinksem, zrobiliśmy zdjęcia i wróciliśmy do autokaru. W autokarze znajomi, których poznaliśmy na wycieczce pokazali nam zdjęcia ze Sfinksem. Świetne mieli te zdjęcia :) Dorwała ich jakaś dziewczynka przy Sfinksie i porobiła im takie zdjęcia, jak nam tamten Egipcjanin przy piramidach :)
Upał przy piramidach i Sfinksie wykończył każdego. Zostało nam jeszcze jedno miejsce – Perfumeria,  czy jakoś tak. Zaletą tych shoppingów była bezpłatna toaleta i rozprostowanie nóg :) Niestety, ale żaden z prezentowanych zapachów nie przypadł mi do gustu. A może i dobrze :)
Ruszyliśmy w drogę powrotną. Nasz przewodnik pożegnał się z nami i został w Kairze, ponieważ tam mieszkał. Wszyscy zmęczeni porozkładali fotele i poszli spać. Niestety brak miejsca dawał  o sobie znać. O ile nie było to tak odczuwalne w tamtą stronę, w drodze powrotnej, po całym dniu chodzenia w upale i nieprzespanej nocy dało się to odczuć.
W drodze powrotnej również jechała z nami Policja. Swoją drogą jeden z tych Policjantów zaczął się do mnie przystawiać ukradkiem, bardzo się kontrolował, żeby ktoś nie zauważył tego. Nawet wcisnął mi swój numer telefonu, żebym do niego zadzwoniła. Naiwniak. Pewnie jakaś inna laska może i by to zrobiła, ale ja nie zamierzałam. Nie chciał się ode mnie odczepić, ale w końcu dałam sobie z nim radę :) Swoją drogą trzeba mieć tupet, żeby na wycieczce, na której jestem z mężem i córką próbować jakiegoś podrywu … Koniec na ten temat. 
Wracamy do drogi powrotnej. Jedziemy, jedziemy i nagle okazuje się, że nie mamy paliwa. Dojechaliśmy na stację, ale nie możemy zatankować. Robi się ostro. Nasz policjant i kierowca próbują załatwić paliwo. Już niby się udaje, gdy nagle rozzłoszczeni Egipcjanie blokują nam przejazd. Zaczynają się potyczki słowne, krzyki gestykulacje. Nie pozwalają nam wysiadać z autokaru. Sytuacja staje się napięta i robi się coraz bardziej nieciekawie. W pewnym momencie jest już na prawdę ostro, do tego stopnia, że nasza grupa przez chwilę poczuła lęk. Nie wiadomo co się teraz może wydarzyć. Grupa z około 30 Egipcjan szturcha się, wręcz już się biją, przekrzykują, wygląda to jak na zamieszkach. Drugi Policjant szybko zareagował i zadzwonił po wsparcie. Policja przyjechała błyskawicznie. Na ich widok część Egipcjan od razu się rozeszło, reszta się uspokoiła, wyglądało na to, że się dogadali, bo zaczęli sobie nawet ręce ściskać. Ale gdy tylko Policja odjechała, zaczęło się od nowa. Nie pozwolili nam zatankować i tyle. Podobno od półtorej tygodnia mają jakiś kryzys paliwowy, a na stacji głównie stały samochody dostawcze. Nie byliśmy wstanie niczego wskórać. Dopiero, gdy po raz drugi podjechała Policja udało się załagodzić całą sytuację, a my po półtorej godziny czekania dostaliśmy paliwo i mogliśmy ruszyć dalej.
Jedziemy, jedziemy, jedziemy … Nic się nie dzieje. Wszyscy śpią, oprócz mnie. Do mnie nadal przystawia się Policjant, który siedzi siedzenie obok mnie i jedno miejsce do przodu :/ W końcu zaczęłam udawać, że też śpię, żeby dał mi spokój, aż w końcu na prawdę usnęłam :) Obudziłam się, gdy staliśmy. Nie było kilku osób w autokarze. Wyszłam do nich zapytać co się znowu stało i dlaczego stoimy. Okazało się, że nie możemy dalej jechać sami ze względu na bezpieczeństwo i czekamy na pozostałe autokary. Nawet nie wiem ile czekaliśmy, ale bardzo długo. Do hotelu dojechaliśmy ok. 4:40 nad razem.
Wycieczka była bardzo wyczerpująca, ale mimo wszystko warto było. Kiedyś tam jeszcze wrócę, ale to bardzo odległe czasy. Mam jeszcze tyle miejsc do zobaczenia :)
 Ale wrócę tam :)

Fotorelacja - Kliknij tutaj :)

Edite: Ponieważ dochodzą mnie słuchy, że nie podobało mi się na wycieczce, zamieszczam sprostowanie :)
Bardzo mi się podobało :) A to, że mieliśmy drobne przygody ? Co z tego ?
Przynajmniej jest co wspominać :) 

Na wszystkie fakultety pojechaliśmy z miejscowego biura w SSH.
Na początku chcę zaznaczyć, że poniższa relacja nie dotyczy oceny BP, ale jest to ogólna relacja.  Samo biuro spisało się ok. Polka, która zajmowała się naszymi wyjazdami, przyjechała do mojego hotelu, żebym ja nie musiała fatygować się do biura. Dostałam od niej potwierdzenie wpłaty za wycieczki, oraz informacje kiedy, o której godzinie i co ze sobą zabrać na piśmie. Super !!! Dodatkowo w dniu wyjazdu, dostałam przypomnienie smsem, o której godzinie jest wyjazd na wycieczkę. Też super !!! Z moją głową mogłabym zapomnieć :) Z Jej strony było też zainteresowanie czy wszystko jest w porządki podczas samej wycieczki. Przez cały czas miałam z Nią bardzo dobry kontakt  i odpisywała na wszystkie moje, nawet te głupie pytania bardzo szybko. Osobiście z samego podejścia jestem bardzo zadowolona i serdecznie pozdrawiam :)
Niestety, jak to z wycieczkami bywa, jest różnie. Mogą wydarzyć się nieprzewidziane rzeczy i nie jest za to odpowiedzialne biuro, u którego wykupiliśmy wycieczki. Po prostu nie da się przewidzieć wszystkiego. Takie rzeczy mogą się przytrafić każdemu bez względu na to, gdzie byśmy nie wykupili fakultetów. Dowodem na to jest chociażby to, że nasza grupa kupowała wycieczki w różnych miejscach. Chyba nie było dwóch rodzin, które miałyby wycieczki z tego samego biura. Oczywiście są rzeczy, na które ma wpływ biuro, u którego wykupiliśmy wycieczkę i jeśli chodzi o takie rzeczy, to wszystko było ok.  Ale są też rzeczy, które po prostu się dzieją i trzeba przyjąć je na luzie, bo szkoda sobie psuć urlop :) A jeśli uważa ktoś inaczej, niech kupuje wycieczki u rezydenta :)

8 komentarzy:

  1. bardzo ciekawie Pani pisze :)
    ja byłam w Egipcie 2 razy , w tym roku również planuję gdzieś pojechać, tylko nie jestem pewna gdzie ? jaki kraj zrobił na Pani największe wrażenie ? a może jakieś miejsce w Polsce ? :)
    pozdrawiam i czekam na kolejne wpisy :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Jak do tej pory najbardziej jako kraj podoba mi się Tunezja i obowiązkowo wtedy dwudniowa wycieczka na Saharę.

    Jeśli ktoś chce odpoczywać to Egipt z piękną rafą. Całe dni spędza się wtedy w morzu, nie nudzi się to :)

    Jeśli Polska to Łeba i obowiązkowo wycieczka na Ruchome Wydmy.

    Jest wiele pięknych miejsc, zależy co kto lubi.
    Mnie najbardziej jak na tą chwilę urzekły te 3 miejsca :)
    Pozdrawiam i proszę mi mówić na "Ty" :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Nocny "sklep" z mango w drodze powrotnej odwiedziliście ?
    Może choć światełka widziałaś ?
    Też chcę tam wrócić...
    Taki swój "Cairo Time" przeżyć.

    OdpowiedzUsuń
  4. Jak jechaliśmy, to widziałam go, ale nie zatrzymywaliśmy się w nim. W powrotnej drodze go nie widziałam, ale możliwe, że to przez tego Policjanta. Jakoś nie zawsze mogłam skupić się na tym, co za oknem :)

    OdpowiedzUsuń
  5. To okazuje się ,że znowu jedzie się w konwoju.Ja byłam dwa lata temu i jeszcze jechaliśmy oddzielnie. Nasza wycieczka była busami i było dość wygodnie.Plan wycieczki identyczny jak ten na której byłam. Nawet jeśli chodzi o rejs po Nilu to tak samo nam powiedzieli że będzie kosztować 7 dol ,a na miejscu okazało się,że 9. Ja bym się przestraszyła w czasie tego powrotu jaki ty miałaś.Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  6. Tak, teraz się jeździ z konwojem. Ogólnie natomiast powiem Ci,że w samym Egipcie czułam się bardzo bezpiecznie.

    OdpowiedzUsuń
  7. O tak , wycieczka do Kairu potrafi dostarczyć mocnych wrażeń;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Potrafi, ale jak miło się ją później wspomina :)

      Usuń

Dziękuję za komentarz.
Pozdrawiam :)