środa, 22 sierpnia 2012

Hotel Aloha Shores (obecnie - Otium Aloha) - Sharm El Sheikh


  Aloha Shores (w 2015 roku hotel zmienił nazwę na Otium Aloha)
W tym roku zdecydowaliśmy, że jedziemy do Egiptu.
Wybraliśmy hotel Golden Shores (w 2015 roku hotel zmienił nazwę na Otium Golden). Przeglądając zdjęcia w internecie i czytając o nim opinie, zdecydowaliśmy, że to właśnie ten hotel. Wyjazd organizowany tym razem przez Sun&Fun.
Wylatujemy …
Lądujemy …
Podchodzi do nas przedstawiciel Sun&Fun i pierwsze co od Niego słyszymy to „zmiana hotelu” …
Tak więc zamiast do Golden Shores zawieziono nas do Aloha Shores. Hotele można by rzec bliźniacze, ten sam właściciel, tyle samo gwiazdek, to samo jedzenie itd. Różnice ? Golden Shores ma dwa baseny, ale nad morze trzeba się przejść kawałek lub podjechać hotelowym busem.  Aloha ma jeden basen, za to jest przy plaży.
Ponieważ przylecieliśmy w środku nocy zaproszono nas na późną kolację do restauracji. Mieliśmy prywatnego kelnera – Aliego, który zastawiał nam stół przeróżnym jedzeniem i przynosił ciągle zimną colę :) Już tego samego wieczora oświadczył się naszej córce :)
Jedzenia było tak dużo, że nie byliśmy w stanie zjeść. Tej nocy jedzenie i cola smakowały wyśmienicie. Byliśmy dosłownie raju :)
Po zjedzonej kolacji wróciliśmy do recepcji, gdzie dostaliśmy klucze od "tymczasowego pokoju na jedną noc". Pomyślałam sobie, że dobrze się zaczyna :) Zmiana hotelu, zmiana pokoju, co jeszcze ? :) Pokój tymczasowy był duży, czteroosobowy, na parterze. Mieliśmy wyjście na taras, które się nie zatrzaskiwało, bezpłatny sejf, który można było wziąć pod rękę i wyjść z nim, brakowało lodówki i suszarka do włosów była wybrakowana. Brakowało części do suszenia włosów :) Ale najważniejsze, że klima dobrze działała, łóżka były wygodne i było gdzie wziąć prysznic :) Następnego dnia mieli nam wymienić pokój na inny, przynajmniej takie informacje otrzymaliśmy meldując się, więc nie przejmowaliśmy się za bardzo tymi rzeczami :)
Nastał następny dzień …
Poszliśmy na śniadanie, spotkanie z rezydentem a potem tak, jak umawialiśmy się w nocy, do recepcji zobaczyć, co z naszym pokojem. Rezydent zapytał nas, dlaczego chcemy zmienić pokój. Odpowiedzieliśmy zgodnie z prawdą, że to nie my chcemy, ale powiedziano nam, że mamy się zgłosić po zmianę pokoju, więc jesteśmy. W końcu stanęło na tym, że oglądniemy sobie nowy pokój i zdecydujemy, czy zmieniamy czy nie :)
Nowy pokój był o połowę mniejszy, za to znajdował się praktycznie przy samym basenie i basenowym barze, bardzo blisko plaży i animacji. Również był na parterze, również nie zatrzaskiwały się drzwi od tarasu :) Natomiast mieliśmy bezpłatnie sejf, który był już umocowany w szafie, nie można go było zabrać pod pachę i wyjść, jak we wcześniejszym pokoju :) Mieliśmy również lodówkę, która chłodziła tak słabo, że praktycznie nieodczuwalnie, ale sztuka się liczy :) Mieliśmy również sprawną suszarkę do włosów, której u nas nikt nie używa :) Dobrze działającą klimatyzację i prysznic z zasłonką. W poprzednim pokoju prysznic był fajniejszy :) Decyzja zapadła, zamieniamy pokój. Będzie bliżej do plaży a to, że jest o połowę mniejszy nie ma dla nas żadnego znaczenia. W końcu ile się siedzi w pokoju ?
Hotel składa się z budynku głównego, w którym jest m.in. recepcja, restauracja, jakieś tam lobby bary, na piętrze jakieś sklepiki chyba, a może spa ? :) Nie ma tego dużo ( tak mi się wydaje :) ) Nawet nie wiem, co tam jest ponieważ byłam tam tylko jeden jedyny raz, gdy szłam na spotkanie z rezydentem, a rano było wszystko pozamykane, więc nie zwracałam na to uwagi :) A potem jakoś o tym zapomniałam :) Wiem jedynie, że na piętrze głównego budynku znajdują się tablice biur podróży, na których umieszczone są później godziny wylotu.
Pokoje są w bangalowych budynkach, które znajdują się również przy basenie i restauracji. Budyneczki bardzo ładnie się prezentują wśród zieleni i alejek. Nie wszystkie pokoje mają tarasy, także mieliśmy szczęście, że dostaliśmy pokój na parterze i to bez żadnych dolarków w zamian !!! Na drzewach co jakiś czas wiszą pułapki na owady, które doskonale spełniają swoją rolę.
Przy basenie bar, w którym wydawane są napoje bezalkoholowe i alkoholowe. Alkoholowe napoje w opcji all to nalany do kubeczka czysty alkohol np. wódka, do którego samemu nalewa się z automatu napój. Jak chcesz drinka, to dodatkowo trzeba zapłacić. W barze tym wydawane były również podwieczorki w godzinach 17:00 – 18:30. Zawsze było ciasto i smażone na bieżąco naleśniki, do tego mała ilość warzyw i jakieś pieczywko, wyglądało jak suchary, ale nie jadłam, więc może były to zwykłe malutkie kromeczki, które tylko wyglądały na suchary :)
Przy basenie od 7:30 czuwał pracownik, który wydawał i odbierał bezpłatne ręczniki. Przy rejestracji dostawało się specjalne karty, które wymieniało się u niego na ręczniki. I na odwrót. Oddając ręczniki, odzyskiwało się karty :) Jeden ręcznik/karta w razie zgubienia kosztował 10 euro !!! Drogo, ale może to i dobrze, bo inaczej pewnie by nagminnie ginęły, bo były bardzo fajne :)
Idąc dalej w stronę morza, po lewej stronie był amfiteatr, w którym odbywały się wieczorne animacje. Po prawej stronie Amfiteatru schodki, którymi schodziło się na plaże. Gdy już jesteśmy na dole, po lewej stronie możemy zakupić buteleczkę z wielbłądem z kolorowego piasku, lub zamówić sobie własną z własnym napisem :) Jest też jakiś sklepik z podstawowymi wodnymi rzeczami, ale nie wiem dokładnie co i jak, bo nigdy tam nie wchodziłam. Może to była wypożyczalnia sprzętu również ? Nie mam pojęcia :D
Na wprost schodków mamy boisko do siatkówki i inne takie. Po prawej stronie mamy prysznic a za nim bar, w którym wydawane były frytki, pizze i inne takie w ramach opcji all. Ja poza frytkami i czasami pizzą nie zjadłam nic więcej. Były tam dania typu makaron z tuńczykiem, ryż z warzywami, parówki, jakieś sałatki, ale jakoś nie wyglądały dla mnie zachęcająco, więc nigdy nawet nie spróbowałam.
Przy barze mamy też stoliki, gdzie można było spokojnie zjeść, jak również miejsce, gdzie odbywały się popołudniowe animacje. 
Idziemy dalej, kolejny bar. Tym razem z napojami. Automat do nalewania zimnych napoi w ramach all i płatny alkohol. Co do napoi to muszę się jeszcze wypowiedzieć na ten temat, bo różnie z tym bywało. Zdarzało się, że zamiast czegokolwiek do picia, przez dłuższy czas leciała tylko woda. Zanim obsługa wymieniła butle, mijało czasami trochę czasu. Wtedy trzeba było iść nalać sobie coś do picia przy basenie, gdzie często  również nie było co nalać. Ale przeważnie jak w jednym  automacie było kiepskie picie, to w drugim picie było dobre. I tak na zmianę:)  Automaty często były ustawione tak, że napoje leciały rozcieńczone, albo za słodkie i trzeba było dolewać sobie do nich wtedy wody. Po prostu ustawiali je byle jak, było coś leciało. Ale dla nas to nie był żaden problem. 
Przy barze z napojami był jeszcze budyneczek przystosowany do grilla. Jednak podczas dwutygodniowego pobytu, tylko dwa razy robiono tam hot dogi. Raz, były to prawdziwe hot dogi, za drugim razem były to bułki  wyglądające jak hot dogi, a zamiast parówek był tuńczyk. Ale na ciepło i zawsze to jakaś odmiana. Nie jadłam ani jednego ani drugiego :)
Skoro jesteśmy już przy jedzeniu to wspomnę o restauracji czyli śniadania, obiady, kolacje :)
Jedzenie ogólnie było różne. Jak to mówią dla każdego coś dobrego. Niektóre potrawy smakowały wyśmienicie, inne były praktycznie niezjadliwe. Wybór ogólnie był duży, ale człowiek i tak jadł cały czas to samo. Mogłabym tutaj napisać, że jedzenie monotonne, jak to robią ludzie w opiniach tylko, że tą monotonię do jedzenia wprowadzamy sami. Jedynie na co mogę ponarzekać, to bardzo mały wybór owoców. Banany były zawsze zielone, brzoskwinie były niezjadliwe, arbuz był co parę dni, były też pomarańcze na śniadanie, krojone w plasterki. Niby były też inne owoce, ale nie jadłam ich. Raz widziałam winogrona. Były wydzielane przez pracownika hotelu. Zresztą arbuz też był zawsze wydzielany. To jest coś, co najbardziej mnie denerwowało w tym hotelu. Część rzeczy nakładało się samemu, a część rzeczy była wydzielana. Nigdy wcześniej się z tym nie spotkałam. Porcje dawali malutkie, także trzeba było potem stać jeszcze raz w kolejce, jeśli chciało się dostać dokładkę. Niby można było poprosić o więcej, ale to więcej to nie wiele więcej było. Kolejek do jedzenia nie było. Zdarzały się jedynie przy wydzielanych posiłkach, ale były dosyć małe.
Ciasta mieli przepyszne i bardzo duży wybór. Ja i tak jadłam tylko te tortowe :)

Opcja all inclusive  wyglądała tak:
Śniadanie 7:15 -10:00
Obiad 12:30 - 14:30
Kolacja 19:30 - 21:30

Przekąski:
Kącik śniadaniowy 10:00 - 11.00 w Lobby Bar (nigdy nie byłam :) )
Snack Time 11:00 - 17:00 Beach Bar (czyli jedzonko na plaży)
Tea Time 17:00 - 18:30 Pool Bar (czyli wspomniane już wyżej podwieczorki przy basenowym barze)

All inclusive obejmuje wodę, soki i napoje bezalkoholowe z dystrybutorów.
All inclusive hard obejmuje jeszcze napoje lokalne
- lokalne wina i piwa serwowane są w szklankach podczas obiadu i kolacji tylko w restauracji głównej
- lokalne napoje alkoholowe i piwo są serwowane przy basenie od godziny 11:00 do 24:00
- lokalne napoje alkoholowe są serwowane przy Lobby Bar przy plaży od godziny 19:00 do 22:00 ( jakoś tego nie zauważyłam, ale o tej porze na plaży nie przebywałam :) )

Teraz kąpieliska. W basenie można było pływać do późna, nawet w nocy. Tylko raz widziałam zastawiony basen leżakami, żeby nie wchodzić. Pewnie chlorowali wtedy wodę. Woda w basenie im później, tym cieplejsza. Ale fajnie było tak wejść wieczorkiem do wody ciepłej, jak w wannie :) Leżaki trzeba było rezerwować dosyć wcześnie, bo co poniektórzy ręczniki już na noc zostawiali. Miałam ochotę wyrzucić im te ręczniki na palmę, ale nie zrobiłam tego :) W sumie, ja na basenie nie siedziałam, tylko nad morzem, a tam zawsze znalazło się wolne miejsce. Bliżej lub dalej, ale było. My rezerwowaliśmy leżaki na plaży idąc na śniadanie i szliśmy na plażę zaraz po śniadaniu. Plaża klifowa. Potrzebne są buty do wody, chociaż byli i tacy co dawali radę w klapkach. Bez maski i rurki nawet nie przychodź nad morze. Rafa jest tak piękna, a rybek tak dużo, ze można godzinami siedzieć w wodzie. Przy zejściu do morza na płyciźnie czają się kraby i takie fajne stworki :) Dalej jest morze i część, gdzie można chodzić. Potem są boje i część, gdzie już chodzić nie można. Tam są rafy. Zejście na rafy jest też z pomostu tylko, że tam już nie ma dna, za to rafa jest przepiękna. Po lewej stronie, mniej więcej 6-ta boja licząc od końca lewej strony, w cieniu rafy, patrząc w dół można spotkać dorosłą Murenę. Zobaczyłam ją dopiero w ostatnim dniu :( Szkoda, ale czytałam, że w ubiegłym roku również tam była.
Idąc płycizną w stronę Amphoras, na klipie możemy znaleźć skamieniałe pozostałości po rafie. Jest tego bardzo dużo.

Z hotelu 2 razy dziennie, wieczorem można bezpłatnie dojechać do Namma Bay.
Trzeba zarezerwować wcześniej w recepcji miejsce, ponieważ autobus jest tylko na 26 osób.
Powrót również bezpłatnie jakieś 2 godziny później.
Wyjazd 18:00 oraz 21:15
Powrót 20:00 oraz 23:15
Usługa dostępna codziennie z wyjątkiem sobót i niedziel.

Lunch boxy, dostępne niby tylko jadąc na wycieczkę z rezydentem i tylko on podobno może zamawiać. My zamówiliśmy sobie sami i otrzymaliśmy bez problemu. Potem usłyszeliśmy, jak rezydent w Golden Shores mówił, że jak się zamówi samemu to kosztują 10 $. Czekaliśmy czy w Aloha policzą nam za nie przy wymeldowaniu, ale nikt nie chciał od nas pieniędzy za lunch boxy. Sama ich zawartość skromna. W środku znajdziemy półlitrową wodę,mały soczek w kartoniku, jabłko, brzoskwinię, trochę pieczywa, jakiś serek i wędlinę, która oczywiście nadaje się do kosza, bo zaraz się zaparzy. Ale warto wziąć chociażby dla picia.

Sprzątający, jak dostaje codziennie dolara, to robi na łóżku z ręczników jakieś arcydzieła, ale jak dolara braknie, to na łóżku też nic nie ma. Często ma problem z dolaniem mydła, którego nie mieliśmy przez 3 dni, ale mieliśmy swoje, więc dla nas to nie problem :) Czasami zapominał też zostawić papier toaletowy.
Na samym początku zaczynał dobijać się do nas około 8-mej rano i nie reagował na kartę na drzwiach mówiącą, żeby nie przeszkadzać, ale potem go nauczyliśmy i przychodził do nas sprzątać popołudniu i na karteczkę też zaczął reagować. Pomimo, iż zostawiasz codziennie dolara na łóżku, jak zostawisz na wierzchu jakąś kasę, możesz być pewien, że Ci zniknie, nawet drobiazgi :) Sprzątający traktuje to, jako kasa pozostawiona dla niego. Przynajmniej z naszym tak było.  Mężowi w zaskakującym tempie znikała woda kolońska :)

Doba hotelowa jest do godz. 12 -tej. My wymeldowaliśmy się po śniadaniu, ok. godziny 10-tej.
Nie zabrano nam opasek.

Dostawka dla dziecka w moim przypadku okazała się normalnym łóżkiem :)

 Wi-fi płatne, ale nie wiem ile. Dwa razy do godziny 11-tej mieliśmy odblokowane wi-fi, ale potem już cały czas było za hasłowane.

TV z dwoma polskimi programami. TVN Polonia i Kultura.

Animacje ... są. I tyle mam do powiedzenia na ten temat. Najbardziej podobała mi się Egipska Noc z Derwiszem :) Na tą animację warto się przejść. A reszta ... ? Reszta to kwestia gustu. Jednym się podobają, innym nie, dlatego nie mnie to oceniać :)

W hotelu bardzo dużo Polaków, wręcz można by powiedzieć, że 85 % to Polacy.

Podsumowując to wszystko mimo, iż hotel nie budzi żadnych zastrzeżeń, był to jednak najniższej klasy hotel, w którym do tej pory byłam. Porównuję z Tunezją i Turcją ponieważ w Egipcie byłam pierwszy raz, więc nie mam jeszcze porównania do innych hoteli. Mimo wszystko ma swoje zalety jak bliskość do morza i piękna rafa, tak więc pomimo minusów, chętnie do niego wrócę :)
Nie było niczego, co by mnie zraziło do tego hotelu, a to ważne :)
Jednak polecam go osobom mało wymagającym.
Jeśli ktoś jest wymagający, niech poszuka czegoś innego.



20 komentarzy:

  1. Witaj
    Bardzo ciekawy Twój blog jest co poczytać a to lubię jak i popodziwiać piękne fotografie.Będę zaglądać jeśli można , pozdrawiam Ilona

    OdpowiedzUsuń
  2. Lubię zaglądać na twojego bloga. Piszesz bardzo ciekawie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też bardzo lubię do Ciebie zaglądać. Niestety z czasem ostatnio kiepsko stoję, więc mam zaległości :(

      Usuń
  3. Wyróżniłam twój fantastyczny blog nagrodą BLOG AWARD.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuje ślicznie. Jest mi bardzo miło :)

      Usuń
  4. Niezłe mają te hotele, fajny opis, pozdrawiam:-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z naszymi hotelami raczej nie ma co porównywać :)

      Usuń
  5. Byłem w shores aloha było zaj........... bede tam za rok w czerwcu

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pozdrów ode mnie murenę mieszkającą na tamtej rafie :) Ja tym razem jadę do Marsa. Mam tam jednego stwora morskiego do odnalezienia :)

      Usuń
  6. Miło się czytało :) Jestem ciekawa jaka wyszła Wam cena pobytu w hotelu za jedną osobę?
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na to pytanie odpowiem na priv.
      Ale wyszło taniej niż wczasy nad naszym morzem.

      Usuń
  7. Odpowiedzi
    1. Tak,tak. W ten weekend najpóźniej,zamieszczę zdjęcia z hotelu :)
      Pozdrawiam

      Usuń
  8. "Klima" to ważna rzecz. Wiem co mówię;):D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadza się :) Klima to bardzo ważna rzecz :)

      Usuń
  9. Fajny blog,śliczne zdjęcia. A sentencję z Twojego profilu mam w ramce na widocznym miejscu i czytam przynajmniej raz dziennie, bo to również moje motto jest:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję ślicznie za odwiedziny. Ciesze się, że podobają się zdjęcia :)

      Usuń
  10. Bardzo fajnie czyta sie relacje z podrózy i wrażenia innej osoby , z tych miejsc , w których samej się było. Mam tu na myśli Egipt a nie hotel.
    Ja byłam w Egipcie w 2008 roku , dwa tygodnie : siedem dni zwiedzałam ten kraj płynąc statkiem po Nilu a siedem przebywałam w Hurghadzie w hotelu Desert Rose , który polecam bo naprawdę nie ma się czego przyczepić.A jedzonko to już prawdziwa poezja była;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rej po Nilu dopiero przede mną. Ale kiedy ... ? Nie mam pojęcia, ale na pewno na ten rejs się wybiorę :) Mam tyle planów, że chyba przestanę planować i zacznę jeździć lastami zamiast firstami :)

      Usuń

Dziękuję za komentarz.
Pozdrawiam :)