piątek, 20 grudnia 2013

Zakrzówek / Skałki Twardowskiego



     W Krakowie znajduje się zalany kamieniołom, w którym podczas II wojny światowej pracował Jan Paweł II. Jedni znają to miejsce jako Zakrzówek inni jako Skałki Twardowskiego, a jeszcze inni uważają, że Skałki Twardowskiego i Zakrzówek to, to samo miejsce. Skałki otaczają teren Zakrzówka, czyli zalewu stworzonego ze starego kamieniołomu, w którym wydobywano wapień. Część osób pamięta czasy, gdy mieszkańcy Krakowa zamienili kamieniołom na dzikie kąpielisko, a część osób nawet nie wie o tym, że kiedyś pracował tam "Nasz Papież". Jednak to wszystko było bardzo dawno temu.
     Obecnie teren Zakrzówka jest ogrodzony, a opiekę nad tym miejscem sprawuje Centrum Nurkowe Kraken. Miejsce to stało się jednym z najładniejszych i najczęściej odwiedzanych w Polsce miejsc nurkowych.
     Okolice o których piszę, to nie tylko miejsce nurkowe, chociaż teraz głównie z tym kojarzy się Zakrzówek. Są też Skałki Twardowskiego, które podobno stanowią jedno z lepszych miejsc wspinaczkowych, z dużą liczbą dróg wspinaczkowych ze stałą asekuracją. Podobno, ponieważ tego nie wiem. Słyszałam o tym, aczkolwiek sama nigdy nie widziałam tam żadnych osób wspinających się. Być może, a raczej na pewno ze względu na to, iż ja przeważnie ograniczam swoją obecność w tym miejscu, do samego Zakrzówka.
     Okoliczni mieszkańcy upodobali sobie to miejsce na spacery, a krakowska młodzież co jakiś czas organizuje tam nielegalnie ogniska, grille lub spotyka się towarzysko. W lecie można spotkać "dzikich plażowiczów", którzy skaczą do wody ze skałek prowokując niebezpieczne sytuacje. Miejsce to jest na prawdę przepiękne, ale również i niebezpieczne. Osoby, które nie mają z nim częstego kontaktu, mogą nawet nie zdawać sobie sprawy z tego, jak bardzo zdradliwe potrafią być zbocza skałek. Nie będę opisywać tu wypadków, jakie miały miejsca, bo nie chodzi mi to, żeby odstraszyć tylko o to, żeby uświadomić, że zakaz kąpieli i ogrodzenie nie wzięły się bez powodu.
Mimo wszystko polecam każdemu wybrać się tam na spacer i nacieszyć oczy pięknymi widokami. Proponuję jednak nie przekraczań granic ogrodzenia, w których co jakiś czas, ktoś robi dziury, aby można było wejść poza wyznaczone granice. Okolicę można podziwiać i zza ogrodzenia. Jest tak ładna, że Młode Pary często wybierają to miejsce do sesji zdjęciowej.
    Z ciekawostek dotyczących tego miejsca ...
Jest taka legenda, która głosi, że w północnej części Wzgórza Zrębowego Krzemionek Zakrzowskich (czyli po prostu w tej okolicy), czarnoksiężnik Twardowski miał swoją szkołę magii. W wyniku eksplozji laboratorium mistrza, powstały skałki otaczające akwen.

     A teraz trochę od nurkowej strony.
Wstęp na teren Centrum nurkowego jest płatny. Wejściówka od osoby kosztuje 30 zł/dzień. Jeżeli jesteśmy z dzieckiem nienurkującym poniżej 15-tego roku życia, za dziecko nie płacimy, powyżej 15-tego roku już płacimy. Jeżeli nasze dziecko nurkuje, płacimy za dziecko bez względu na wiek.
Na teren bazy można wjechać samochodem. Można zrobić sobie tam grilla lub w sezonie letnim skorzystać z baru u Ramzesa, gdzie można zakupić kiełbaski, zapiekanki i inne takie, a nawet lody.
Na terenie bazy dostępne są toalety oraz wiaty, pod którymi można się przebrać i zostawić sprzęt. Jest też automat z ciepłymi napojami. Baza ciągle się rozwija i z sezonu na sezon widać widoczne zmiany.
Jeżeli nie posiadamy swojego sprzętu, lub czegoś zapomnieliśmy, można wypożyczyć to na miejscu.
Butle również można nabić na miejscu lub wypożyczyć.
     Atrakcji pod wodą jest wiele. Na pewno zadowoleni będę nurkowie OWD, jak i nurkowie bardziej zaawansowani. Pod wodą możemy oglądać m.in. zatopiony samolot, łódki, autobus, radiowóz, nyskę, inne samochody, szatnię robotników, sławnego Stefana, Tablicę Papieską, smoka, krasnala oraz wiele, wiele innych atrakcji.

Godziny otwarcia bazy znajdziecie na stronie http://kraken.pl/index.php?dzial=firma

sobota, 2 listopada 2013

Svobodné Heřmanice / Boboluszki


Tym razem był to wyjazd nurkowy. Wpis więc podzielę na dwie części.
Miejsce, gdzie nocowaliśmy czyli Boboluszki oraz miejsce, gdzie nurkowaliśmy czyli kamieniołom Šífr.

Boboluszki. 
     Zwykła wieś. Na pierwszy rzut oka nie robi żadnego wrażenia na człowieku. Wieś, jak każda inna wieś.
Jak się jednak okazało samo miejsce świetnie nadaje się na wyjazdy rodzinne dla osób, które lubią spacerować, zwiedzać okolice, jeździć na rowerach lub po prostu lubią spędzać czas na odludziu, w ciszy i spokoju na łonie natury. Dzieje się tak dlatego, że Boboluszki mogą stać się fajnym miejscem wypadowym. Oddzielone są od Czech dosłownie 1 km. W okolicy Opavy (Czechy - jakieś 5 km) znaleźć można wiele zabytków, niedaleko jest też Zamek Hradec nad Moravici, Zamek Raduń. Jest ogród botaniczny Arboretum Novy Dvur i wiele innych atrakcji. Trzeba je tylko umieć znaleźć lub zapytać po prostu gospodarzy, gdzie warto się udać. Należy jednak pamiętać, że jest to wieś, więc miłośnicy "rozrywek" na pewno nie znajdą tam miejsca dla siebie.
     Zatrzymaliśmy się w Agroturystyce u Lucyny i Jana. Na miejscu zastaliśmy ładne pokoje z pojedynczymi łóżkami. Łazienki z prysznicem powyżej naszych oczekiwań, sympatycznych właścicieli i domowej roboty jedzenie, włączając w to pieczone przez Panią Lucynę bułeczki :)
Jedyne, do czego mogłabym się przyczepić, to skrzypiące łóżka. Pierwszej nocy każdy ruch/obrót wyrywał mnie ze snu. Nie wiem czy w innych pokojach było tak samo, czy tylko u nas. Drugiej nocy już mi to nie przeszkadzało :) Jak to mówią, człowiek przyzwyczaja się do wszystkiego. A może po prostu byłam już zbytnio zmęczona, żeby zwracać na to uwagę ? Nie wiem, ale uważam, że jest to mało istotny szczegół, który na pewno nie zaważy na tym, aby w przyszłości znów tam przenocować :)
     O ile dobrze pamiętam na wynajem było 5 pokoi o różnej ilości łóżek. Niektóre pokoje miały łazienki w środku, inne na zewnątrz. Budynek składał się z parteru, oraz dwóch pięter. Na przedpokoju między pierwszym a drugim piętrem, znajdował się telewizor, ale nie pamiętam czy było tam co oglądać, ponieważ z niego nie korzystaliśmy. Za to zebraliśmy się tam całą grupą, aby oglądnąć zdjęcia i filmiki z nurkowań :)
     Jeżeli chodzi o wyżywienie, to można wykupić pełne wyżywienie za 40 zł/os/dzień lub śniadania za 10 zł/os/dzień. Można też nie brać wyżywienia i zapłacić tylko za nocleg 50 zł.
Właściciele mają duży ogród, gdzie można posiedzieć, zrobić grilla, a nawet ognisko.
Można skorzystać też z aneksu kuchennego.
Wszystkie te rzeczy warto uzgodnić telefonicznie przed przyjazdem.
Wracając jeszcze do wyżywienia warto wspomnieć, że godziny posiłków nie są narzucone z góry, tylko można je uzgodnić według własnych potrzeb.
     Będąc w tym miejscu, ja nie brałam wyżywienia. Miałam wykupione tylko śniadania, natomiast reszta grupy korzystała z pełnej oferty.
Menu z mojego wyjazdu wyglądało tak:
Na śniadanie dostaliśmy wspomniane wcześniej pieczone przez Panią Lucynę bułeczki, było też pieczywo w postaci chleba. Do tego była wędlina, pomidory, ser zółty, twarożek i inne rzeczy. Było z czego wybierać i nikt nie wyszedł głodny.
Obiad zamówiliśmy na 17- tą lub 17:30 ? Nie pamiętam dokładnie. Na obiad w pierwszym dniu była ogórkowa, do tego placuszki "ala" ziemniaczane z dynią, paróweczki zapiekane w cieście, ciasta.
Na drugi dzień był rosół z kaczki, schabowy z ziemniaczkami, surówki, sałatki do tego, oraz ponownie ciasto.
Wieczorem rozpaliliśmy ognisko, a raczej rozpalili je właściciele i pilnowali, żeby za wcześnie nie zgasło :) Na ognisku były pieczone kiełbaski, które również były domowej roboty. Z kiełbasek pieczonych nad ogniskiem prawie nie kapał  tłuszcz. Wszyscy zachwalali ich smak. Ja oczywiście nie jadłam, więc nie potwierdzę, ale nikt nie wyglądał na niezadowolonego :)

     To tyle jeśli chodzi o nasze miejsce noclegowe.
Naszym głównym celem były Hermanice, a konkretniej kamieniołom Šífr, w którym nurkowaliśmy.
Do naszego docelowego miejsca mieliśmy ok. 14 km.
     W tym miejscu byłam pierwszy raz. Nie wiedziałam czego się spodziewać.
Wjechaliśmy na duży parking, gdzie nurkowie ubierali się przy swoich samochodach.
Nigdzie nie było żadnego punktu gastronomicznego ani nawet toalety.
Aby się załatwić, trzeba było przejść się na spacerek i skorzystać z krzaczków :/
Dobry początek ... :/
     Przebraliśmy się z suchary, założyliśmy sprzęt i teraz trzeba było z tym wszystkich na plecach "doczołgać" się do zbiornika z wodą. Myślą sobie "przerąbane, taki kawał ... " Ale nie było tak źle.
W końcu się zanurzyliśmy i ... ? Byłam zachwycona :)
Ścianki z czarnego łupka bardzo mi się spodobały :) Mijamy malutką platformę i płyniemy dalej wzdłuż poręczówek. Najpierw znależliśmy samochód, przez który przepłynęłiśmy. Był on na ok. 10 metrach.
Potem na ok. 20 metrach leży metalowy kwadrat, z którego cztery łańcuchy wychodzą w górę, i na ok. 12 metrach utrzymują keson. Ja do niego nie zaglądałam, ale podobno, można wejść do komory przez 1,5 metrową rurę o średnicy studzienki kanalizacyjnej, ale żeby cokolwiek zobaczyć trzeba przyświecić sobie latarką. Zaglądając tam, kusi żeby wyciągnąć automat z ust. Nie należy tego robić, tylko nadal oddychać powietrzem, jakie mamy w butli.
Pod wodą jest jeszcze wiele innych atrakcji. Można znaleźć "kompas" tzw. stalową różę wiatrów, jest też kościotrup w klatce, skrzynia ze skarbami, tablice pamiątkowe, wanna, telefon itp ...
Największą atrakcją tego zbiornika jest studnia, która znajduje się na głębokości ok.36 metrów.Podobno można do niej wpłynąć, ale trzeba uważać, żeby się nie zaklinować.
     Nurkowania w tym zbiorniku bardzo mi się spodobały i na pewno tam wrócę.
Nie mam żadnych zdjęć podwodnych, za to mam zdjęcia z okolicy kamieniołomu.
Jak wspomniałam wcześniej, to miejsce nie jest tylko dla nurków, ale też dla miłośników pieszych wędrówek, ceniących sobie spokój i naturalne piękno.
Podczas, gdy my nurkowaliśmy, mój mąż poszedł sobie właśnie na taki spacer. Obszedł cały kamieniołom. Jego trasa to ponad 2 km, a okolicę możecie ocenić sami :)


Na parkingu. 
Na takich kamieniach niższych lub wyższych, nurkowie rozkładali swój sprzęt.


Przy wejściu do wody


A tutaj już spacerek na około kamieniołomu




Niezwykle rzadko już spotykany widok, pasącego się bydła.








Stacja kolejowa




Polne dróżki ...


Kamieniołom widoczny z drugiego brzegu.
Tam daleko, daleko nurkowie wchodzą do wody ...


Droga powrotna prowadzi już wzdłuż kamieniołomu







Rzut okiem na okolicę ...


I ostatnie spojrzenie na nurkowisko ...


poniedziałek, 7 października 2013

Awaria

Z powodu awarii część zdjęć nie jest obecnie wyświetlana.
W ciągu kilku najbliższych dni postaram się przywrócić wszystko do normy.
Za utrudnienia przepraszam :(

środa, 2 października 2013

Boboluszki (okolice Hermanic) - nocleg

Agroturystyka u Lucyny i Jana. 
Na miejscu zastaliśmy ładne pokoje z pojedynczymi łóżkami. Łazienki z prysznicem powyżej naszych oczekiwań, sympatycznych właścicieli i domowej roboty jedzenie, włączając w to pieczone przez Panią Lucynę bułeczki :)
Jedyne, do czego mogłabym się przyczepić, to skrzypiące łóżka. 
Pierwszej nocy każdy ruch/obrót wyrywał mnie ze snu. Nie wiem czy w innych pokojach było tak samo, czy tylko u nas. Drugiej nocy już mi to nie przeszkadzało :) Jak to mówią, człowiek przyzwyczaja się do wszystkiego. A może po prostu byłam już zbytnio zmęczona, żeby zwracać na to uwagę ? Nie wiem, ale uważam, że jest to mało istotny szczegół, który na pewno nie zaważy na tym, aby w przyszłości znów tam przenocować :)
     O ile dobrze pamiętam na wynajem było 5 pokoi o różnej ilości łóżek. Niektóre pokoje miały łazienki w środku, inne na zewnątrz. Budynek składał się z parteru, oraz dwóch pięter. Na przedpokoju między pierwszym a drugim piętrem, znajdował się telewizor, ale nie pamiętam czy było tam co oglądać, ponieważ z niego nie korzystaliśmy. Za to zebraliśmy się tam całą grupą, aby oglądnąć zdjęcia i filmiki z nurkowań :)
     Jeżeli chodzi o wyżywienie, to można wykupić pełne wyżywienie za 40 zł/os/dzień lub śniadania za 10 zł/os/dzień. Można też nie brać wyżywienia i zapłacić tylko za nocleg 50 zł.
Właściciele mają duży ogród, gdzie można posiedzieć, zrobić grilla, a nawet ognisko.
Można skorzystać też z aneksu kuchennego.
Wszystkie te rzeczy warto uzgodnić telefonicznie przed przyjazdem.
Wracając jeszcze do wyżywienia warto wspomnieć, że godziny posiłków nie są narzucone z góry, tylko można je uzgodnić według własnych potrzeb.
     Będąc w tym miejscu, ja nie brałam wyżywienia. Miałam wykupione tylko śniadania, natomiast reszta grupy korzystała z pełnej oferty.
Menu z mojego wyjazdu wyglądało tak:
Na śniadanie dostaliśmy wspomniane wcześniej pieczone przez Panią Lucynę bułeczki, było też pieczywo w postaci chleba. Do tego była wędlina, pomidory, ser zółty, twarożek i inne rzeczy. Było z czego wybierać i nikt nie wyszedł głodny.
Obiad zamówiliśmy na 17- tą lub 17:30 ? Nie pamiętam dokładnie. Na obiad w pierwszym dniu była ogórkowa, do tego placuszki "ala" ziemniaczane z dynią, paróweczki zapiekane w cieście, ciasta.
Na drugi dzień był rosół z kaczki, schabowy z ziemniaczkami, surówki, sałatki do tego, oraz ponownie ciasto.
Wieczorem rozpaliliśmy ognisko, a raczej rozpalili je właściciele i pilnowali, żeby za wcześnie nie zgasło :) Na ognisku były pieczone kiełbaski, które również były domowej roboty. Z kiełbasek pieczonych nad ogniskiem prawie nie kapał  tłuszcz. Wszyscy zachwalali ich smak. Ja oczywiście nie jadłam, więc nie potwierdzę, ale nikt nie wyglądał na niezadowolonego :)
Zdjęć niestety nie posiadam :(

niedziela, 15 września 2013

The Three Corners Triton Sea Beach - Marsa Alam - FOTORELACJA

Wylot z Katowic.
Planowana godzina wylotu 00:05 :)
Wystartowaliśmy punktualnie.
Lecieliśmy z Alfa Star.
Bardzo spodobał mi się samolot. 
Wygodny, dużo miejsca na nogi ... Super :)
 Na zdjęciu inny samolot, który akurat stał obok , gdy wsiadaliśmy na pokład :)


Lecieliśmy nocą. 
Jak tylko wsiedliśmy do samolotu poinformowano nas, 
że będziemy lecieć przez turbulencje, 
ale lot był spokojny, chyba najspokojniejszy jaki do tej pory miałam.


Siedziałam przy oknie, więc miałam możliwość podziwiać oświetlone miasta ...






Wylądowaliśmy wcześnie rano.
Odprawa poszła szybciutko.

Lotniska w Marsa Alam



Autobus, który zawiózł nas do hotelu


Jeszcze nie mieliśmy kluczy do pokoju, a już byliśmy na plaży :)


Niecodzienny widok pustej plaży :)



Hotelowy pomost


Widok z pomostu na plażę


I fale, jak nad Bałtykiem ...


Czerwona flaga towarzyszłyła nam codziennie.
Ale były momenty, gdy na chwilę wywieszano żółtą.
Wtedy wszyscy wskakiwali do wody, jakby zaraz miało jej zabraknąć


Podobno przed naszym przylotem, przez 8 dni była cały czas wywieszona czerwona flaga i ludzie, którzy przyjechali na tydzień, nie mieli możliwości snurkowania z pomostu ...


W tym roku wiatry nas nie oszczędzały.
Sama też nie użyłam sobie w morzu ...


Plaża przy hotelu ...


I tamtejsi mieszkańcy :)


Momentami, jak się przyjrzało, zdawało się, że cała plaża chodzi :)



W oddali widać wrak statku
Byliśmy tam cztery razy, ale tylko raz udało nam się dotrzeć pod sam statek,
a nawet na sam statek :)


Hotelowa plaża






Idziemy w stronę zjeżdżalni






Zjeżdżalnie miały jeden minus.
Nie pozwalali nam zjeżdżać na brzuchu :(
Ale i tak raz zjechałam :D
Potem już nas pilnował :(


Bar przy zjeżdżalniach


Wracamy w stronę morza




Hotelowy teren



Drugi basen.
Ten bez zjeżdżalni.
Tutaj odbywał się aqua aerobik.




Idziemy w stronę restauracji




Widok z balkonu mojego pokoju




Przed zachodem słońca ...




Tam za zakrętem jest zatoka


Hotelowa plaża


Ponownie widok z mojego balkonu :)



 To samo miejsce odrobinę później :)







Ręcznikowe cuda.
Nasz sprzątający był trochę monotonny. 
Ciągle robił to samo z przewagą serduszek, ale nie mamy co narzekać, bo u znajomych nic nie robili :)


Przy hotelu można było wykupić przejażdżkę na wielbłądach ...


To właśnie tutaj w ciągu dnia były wspomniane już wielbłądy, ale nie tylko.
Czasami były konie, był też osiołek.
Jednak codziennie były quady, na których przejażdżkę, polecam :)


I znowu teren hotelu




Cennik Taxi.


Przed hotelem


Recepcja


Plażowi goście.
Widzieliśmy ich tylko raz.





Wieczorny spacer po hotelu


On też spacerował nową po chodniku, na którym w dzień tańczyli animatorzy :)



Wrak statku, o którym już wcześniej wspominałam


Jeśli ktoś miał urodziny, można było zgłosić to w recepcji i wtedy, przy kolacji, wychodzili pracownicy restauracji z kuchni, nieśli ze sobą tort i śpiewali, tańczyli i śpiewali ... :)
To właśnie jeden z nich :)


Wieczorne Karaoke.
Akurat ten kawałek śpiewał znajomy :)


I ponownie zachód słońca ...