środa, 19 czerwca 2013

Jezioro w Radłowie - wyjazd klubowy


   O istnieniu tego miejsca dowiedziałam się przez przypadek.
Znajomi wybierali się tam na nurkowy wyjazd.
Pogoda przepiękna, do tego ostatni dzień mojego urlopu ...
Nic tylko jechać :)
   Radłów jest miejscowością położoną ok. 67 km - 80 km od Krakowa, Nowej Huty.
Ilość km zależy od tego, jaką drogę wybierzemy. My jechaliśmy A4.
Droga przepiękna i jeszcze bezpłatna :) Cały czas prowadziła nas prosta, prawie pusta droga. 
Nie pamiętam już dokładnie ile jechaliśmy, ale dojazd zajął nam coś ok. godziny.
Zalew, nad który jechaliśmy znajduje się przy ulicy Kolejowej. Bardzo łatwo jest przejechać zjazd, ale człowiek parę metrów dalej orientuje się, że to zrobił. Po prostu nawigacja pokazuje koniec trasy, a jedyne miejsce gdzie można było skręcić właśnie minęliśmy :) Trzeba więc zawrócić i już potem jest ok :)
Jechaliśmy w kilka samochodów, a ponieważ dojechałam jako pierwsza to postanowiłam przy zjeździe poczekać na resztę. Miałam przyjemność obserwowania, jak każdy przejeżdżał zjazd i w tym samym momencie co ja orientował się, że to jednak to był tamten skręt w lewo, który przejechał :)
Ogólnie droga bardzo prosta i przyjemna :)
    Jeżeli chodzi o samo jezioro to za wjazd samochodem płaci się 10 zł. W przypadku, gdy ktoś przychodzi pieszo, wejście za osobę to 2 zł. 
Woda w jeziorze czysta. 
Co jakiś czas postawione są toalety tzw. Toi Toi'e. O dziwo w dniu, w którym tam byłam, było czysto :) Ale papier trzeba już mieć swój :)
Co jakiś czas można znaleźć jakiś punkt gastronomiczny, gdzie można zakupić lody lub coś do zjedzenia.  Picie pewnie też, ale szczerze mówiąc co dokładnie można kupić i za ile zł to nie wiem, ponieważ my robiliśmy grilla :)
Tak, tak jest też możliwość zrobienia grilla, więc warto zabrać ze sobą przenośnego grilla i jakieś mięso, kiełbaski czy co tam lubimy :)
Jak na takie jezioro, miejsca na rozłożenie się było dosyć sporo. 
Czy jest to typowe kąpielisko ? Nie wiem. Nie widziałam tam ratownika, ale ludzie się kąpali. 
Są też atrakcje wodne, typu rowerki, kajaki, skutery, katamaran.
Mnie i osobom, z którymi przyjechałam, udało się nawet zanurkować. Oczywiście nie ma tam żadnej bazy nurkowej.
Cały sprzęt przywieźliśmy ze sobą. Podzieliliśmy się na grupy, w zależności kto co chce zobaczyć i na jaką głębokość zejść i poszliśmy pod wodę. Pogoda była super :) Było słonecznie i upalnie :)
Wciskając się w ocieplacz, a potem suchara, przeklinałam w myślach, że nie mam pianki :) Po co mi ten suchar? Myślałam, ale gdy tylko weszłam do wody od razu zrobiło się chłodniej i wcześniejsze myśli mnie opuściły :) Posiedzieliśmy trochę w wodzie bez sprzętu, i gdy zobaczyliśmy, że reszta już jest gotowa, wyszliśmy, ubraliśmy resztę sprzętu i weszliśmy do wody już w konkretnym celu.
Tego dnia nauczyłam się czegoś ważnego. Nie tylko w piance warto wejść do wody, żeby się schłodzić. W sucharze też to działa, przynajmniej na mnie. Po założeniu go, warto wejść na chwile i posiedzieć w wodzie ( tylko ostrożnie, bo bez płetw, może być śmiesznie, mając za dużo powietrza w sucharze :) Po takiej kąpieli, człowiekowi od razu lepiej ubiera się pozostałą część sprzętu :)
Ale wracając do nurkowania ...
Moją grupę prowadziła DM-ka.  Na początku było nas 5 osób, ale zaraz po wejściu do wody okazało się, że jedna osoba musiała zrezygnować, ponieważ zapomniała rękawic, a jednak termoklina dawała o sobie dosyć szybko znać. Zostaliśmy więc w 4 osoby. 
Zanurzamy się ... Przepływamy pod pomostem i płyniemy dalej za DM. Hmm ... Dlaczego jesteśmy tylko 2 ? Z 4 osób pod wodą zostały dwie, ja i DM-ka :) W/g wcześniej uzgodnionego planu wynurzamy się i czekamy na resztę ... Wynurzyłyśmy się, ale kolegów nie widać ... Gdzieś tam w oddali widać wydostające się na powierzchni bąbelki ... :) Co oni tam robią ? Jak widać, pod wodą bardzo łatwo zgubić kierunek.
Ja zostałam na powierzchni czekając, a DM-ka popłynęła ściągnąć nasze zguby :) W takim momencie doceniam mojego suchara, gdzie mogę spokojnie sobie siedzieć w wodzie i nie martwić się, że zaraz zmarznę :) 
Szybko połączyliśmy się znowu w grupę i zanurzyliśmy się. Reszta nurkowania już było ok.
Momentami było ciężko, ponieważ widoczność nie rozpieszczała, a mącąc osad denny szybko można było stracić z oczu partnera, ale dawaliśmy radę. Czasami musieliśmy przycisnąć i popłynąć szybciej, żeby dogonić osobę przed nami, innym razem musieliśmy na kogoś poczekać, ale nie było większych problemów.
Pod wodą nie było żadnych atrakcji dla nurków, o czym wiedzieliśmy już wcześniej, ale udało nam się znaleźć płetwę wbitą w dno, męskie kąpielówki, z pod których wypłynęła rybka ... Ja znalazłam kubeczek jednorazowy, mój partner znalazł butelkę po piwie, tak więc wznieśliśmy podwodny toast za nurkowanie czekając aż dołączy do nas kolega, który lekko został chyba w tyle. Nasza DM kazała nam wtedy czekać, a sama ruszyła po Niego. Nasz kolega dołączył do nas z bagietką, którą znalazł :) Oczywiście była to zabawka piszcząca dla psa :) Tak więc śmieci można było trochę znaleźć. To niestety świadczy o nas, o osobach, które korzystają z akwenów wodnych i nie potrafią zabrać ze sobą śmieci, tylko wrzucają je do wody. Wstyd mi za to, że ludzie są tak lekkomyślni ...
Wracając jednak do tematu.
Nurkowanie dobiegło końca. Nasza DM-ka spisała się super :) Oprowadziła nas pod wodą i wróciliśmy w to samo miejsce :) Potem ściągnęliśmy sprzęt i przenieśliśmy się w okolicę grilla, gdzie przy stolikach można było zjeść, napić się coli i pogadać. Atmosfera bardzo fajna i dzień udany :)
   Wracając jeszcze do samego jeziora, zalewu, żwirowni ? Sama nie wiem, co to dokładnie jest, ale mnie się tam bardzo podobało. Sam fakt, że na tak dużym terenie można spokojnie znaleźć miejsce w niedzielny, upalny dzień zachęca do spędzenia tam dnia z rodziną. 
Ja na pewno pojadę tam jeszcze nie jeden raz ponieważ w Krakowie, na pewno nie znajdę takiego miejsca.
Owszem mamy Kryspinów, ale ludzi tam, jak mrówek, a wejście rodziną kosztuje tyle samo albo i więcej, co dojazd do Radłowa. Oczywiście wszystko zależy też na jakim paliwie jeździmy i jakim samochodem.
Ale komfort, jaki tam zastałam, zdecydowanie wart jest tej jazdy.
Zastanawiam się, czy jak pojadę tam następnym razem, to czy moje odczucia się zmienią ?
Może jestem pod jednorazowym wrażeniem tego miejsca :)
Zobaczymy za jakiś czas :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dziękuję za komentarz.
Pozdrawiam :)