środa, 31 lipca 2013

Nurkowanie - Marsa Egla

 

 Data: 22.07.2013          
Temperatura powietrza: 33,5 °C
Temperatura wody minimalna: 27,6 °C               
Temperatura wody przy zanurzeniu: 32,4 °C
Max głębokość: 14,1 m

     Po dzisiejszych nurkowaniach spodziewałam się czegoś innego.
Mieliśmy szukać Dugonga. 
Jak tylko dojechaliśmy  na miejsce od razu wiedziałam, że nie mamy szans go spotkać. Ludzi mnóstwo zarówno nurków, jak i snurków. Tyle osób nurkujących w jednym miejscu widziałam ostatnio na Zakrzówku w weekend w pełni sezonu. Ten Dugong musiałby być chyba głupi, żeby przypłynąć tutaj w tych godzinach ….
Gdybyśmy naprawdę mieli szukać Dugonga to przyjechalibyśmy tutaj albo skoro świt, albo późnym popołudniem, gdy nie będzie w ogóle ludzi. Wtedy owszem, jest jakaś szansa, ale na pewno nie w godzinach w jakich byliśmy …
     Podczas pierwszego nurkowania popływaliśmy po łące szukając go niby, ale nawet nie miałam cienia nadziei, że go znajdziemy. Za to było kilka żółwi przy których gromadziła się masa nurków i snurków. Dziwne, że te żółwie tam jeszcze pływają, bo ja na ich miejscu bym sobie stamtąd poszła :)
Gdy już nacieszyliśmy oczy żółwiami, popłynęliśmy na krótką wycieczkę pooglądać rafy, a następnie wróciliśmy i wynurzyliśmy się.
     Widoczność, jak na Egipt była w tym miejscu beznadziejna. Przypominała polskie jeziora, a nie Egipt. Można było się spokojnie zgubić wśród tylu nurków przy tej widoczności. Wprawdzie, gdy wypłynęliśmy dalej i odpłynęliśmy od łąki to się poprawiła, jednak nie zmienia to faktu, że ogólnie widoczność, a raczej jej brak nas zaskoczyła.
     Przy drugim nurku nawet nie płynęliśmy na łąkę. Od razu popłynęliśmy na rafy. Widzieliśmy kilka Błazenków, Skrzydlicę, Murenę, Karanksy i masę Płaszczek. Gdy już wracaliśmy pozwoliłam sobie na odpływanie trochę dalej od mojego przewodnika, gdy tylko wypatrzyłam coś ciekawego do sfotografowania. Mój przewodnik nie miał nic przeciwko temu ponieważ szybciutko do niego wracałam :)
     Ogólnie Marsa Egla, jako miejsce nurkowe było mało ciekawe i gdyby nie to, że podobno tam jest teraz najłatwiej spotkać Dugonga to nie chciałabym tam przyjeżdżać, wolałabym zanurkować w innym miejscu. Jednak pomimo tego, iż miejsce samo w sobie mnie nie urzekło, to miałam szczęście i udało mi się porobić dużo fajnych zdjęć. Fajnych, jak na zdjęcia robione kamerką, ale najważniejsze, że udało się uchwycić to i owo. Tak więc o ile wracałam do hotelu z lekka rozczarowana ostatnim nurkowanie w Egipcie, to gdy oglądnęłam zdjęcia zmieniłam zdecydowanie zdanie. Jak widać nie ważne jest miejsce samo w sobie, ważne jest to, co chcemy zobaczyć i uwiecznić na pamiątkę, a w Marsa Egla jest duża różnorodność wszystkiego.




Kilka zdjęć z tego miejsca























Nurkowanie - Abu Sail / Abu Sily

Data: 21.07.2013          
Temperatura powietrza: 34,9 °C
Temperatura wody minimalna: 25,6 °C                
Temperatura wody przy zanurzeniu: 34,4 °C
Max głębokość: 23,1 m 

     Kolejne nurkowanie z brzegu, tym razem jednak nieco inne. 
Otóż, aby zanurkować musieliśmy przejść  z całym sprzętem po nadbrzeżnych rafach, które odsłonił odpływ uważając na liczne dziury, w które mogliśmy spaść. Gdy już dotarliśmy do krawędzi rafy, gdzie zaczynało się nurkowanie, ubieraliśmy płetwy na nierównym terenie i wskakiwaliśmy do wody w jedną z wcześniej wspomnianych dziur.
Nie ma co ukrywać, że wejście do wody było trudne i trzeba było bardzo uważać, aby nie stracić równowagi, nie wywrócić się i żeby nie uszkodzić się wskakując do dziury. Znajoma wywróciła się podchodząc do zejścia, ja sama niejednokrotnie się zachwiałam. Na szczęście poza kilkoma zadrapaniami u koleżanki i guzem na jej głowie nie było innych obrażeń.
     Samo wyjście z wody było równie ciężkie, jak zejście ponieważ teraz z tej dziury trzeba było wyjść całym ekwipunkiem !!! Najpierw trzeba było ściągnąć płetwy w wodzie, więc nie było możliwości wybicia się. Trzeba było po prostu się wdrapać na górę, do czego była potrzebna siła.
Na szczęście panowie przyszli z pomocą  i pomagali nam zarówno przed wejściem, jak i przy wyjściu :)Mam tutaj na myśli panów z Dive Top i mojego nienurkującego męża, ponieważ panowie nurkujący, potrzebowali takiej samej pomocy jak my, żeby nie było potem, że my to ta słabsza płeć :)
     Skoro omówiliśmy już wejście i wyjście to pora napisać coś o nurkowaniu.
Nurkowanie zaczynamy i kończymy z dziury, w której się zanurzamy i płynąc tunelem wypływamy w morze. Od postawienie nogi przy tej plaży, z każdym metrem zarówno na lądzie, jak i w wodzie, były coraz piękniejsze widoki. Było to chyba najładniejszy nurkowanie, jakie do tej pory miałam, chociaż Dolphin House w jaskini był prawie tak samo fajny. Dzisiejsze widoki, kolorowe ławice ryb, płaszczki, skrzydlice, karanksy, żółwie i wielkie ściany raf sprawiły, że nawet nie zauważyłam kiedy spędziliśmy tyle czasu pod wodą. Byłam pod tak wielkim wrażeniem tego miejsca, że z zachwytu chyba zapominałam oddychać, bo wychodziłam z butlą powyżej 80 barów, podczas gdy inni mieli zdecydowanie mniej :)
Z tym, że zapomniałam oddychać to oczywiście żart, ale mój oddech musiał być bardzo spokojny skoro zużyłam tak mało powietrza. Ciekawe ile będę zużywać na Zakrzówku po powrocie :)
     Nie mam za bardzo co pisać o tym nurkowaniu, bo nie da się obrać w słowa to, co zobaczyłam, ale na pewno jest to miejsce, do którego chciałabym jeszcze wrócić.


Kilka zdjęć z tego miejsca






















 

wtorek, 30 lipca 2013

Nurkowanie - Dolphin House

Data: 19.07.2013          
Temperatura powietrza: 30 °C 
Temperatura wody minimalna: 27,2 °C                
Temperatura wody przy zanurzeniu: 30,4 °C
Max głębokość: 20,4 m

    Pobudka wcześnie rano, bo o 7:15 mamy już jechać na nurkowanie.
Wszystko ok tylko mój żołądek jakoś dziwnie nadal daje mi znać, że jeszcze do końca to mi nie przeszło. Na szczęście nie boli mnie brzuch, więc jest w miarę ok., jednak coś mi tam jeszcze marsza gra i to nieźle … :/
Szybka dawka 200-tki Nifuroksazyd i lecimy na śniadanie. 
Na śniadaniu delikatnie tym razem soczek jabłkowy ( tak, wiem nie najlepszy na problemy żołądkowe, ale co tam :) ) i do soczku 2 bułeczki z masłem.
Nie bardzo poczułam ulgę, więc łyknęłam jeszcze Antinal, spakowałam 4 suche bułki na wszelki wypadek, jakbym na łodzi nie miała co jeść. W duchu pomodliłam się jeszcze, żeby te moje objawy żołądkowe mi przeszły i ruszyliśmy w drogę. Zanim dojechaliśmy do portu przestałam odczuwać jakiekolwiek dolegliwości żołądkowe. Uff … :)
    Do portu jechaliśmy od naszego hotelu jakieś 50 km, zabierając po drodze z Hotelu Hilton jeszcze 2 osoby. Nie startowaliśmy z Portu Ghalib tylko z jakiegoś innego. Właściwie to trudno to nazwać portem, ponieważ nie było tam zupełnie nic, nawet drogi nie mogliśmy do niego znaleźć :) Wszystko w budowie dopiero. Brak pomostów, brak wszystkiego, brak portu :) Właściwie to wyglądało na zwykłą zatokę, w której kilka statków w niedalekiej odległości od brzegu zarzuciło kotwicę.
     Na statek zawieźli nas Zodiakiem (pontonem). Nasz sprzęt już tam na nas czekał. Tym razem wszystko było, jak należy i nikt niczego nie pomieszał. Dostaliśmy po tabletce na mdłości i ruszyliśmy w drogę. Podobno jak staliśmy w porcie to chłopaki widzieli Dugonga, jak wypłynął po powietrze. Ja widziałam tylko zarys czegoś chowającego się pod wodą, więc nie wiem czy widzieli w rzeczywistości tego Dugonga czy nie.
     Statek malutki. Zdecydowanie mniejszy od tego, które przeważnie pływają na nurkowania, mniejszy też od tego, którym w zeszłym roku byliśmy na rejsie w Sharm. Taki można by rzec kameralny, ale i nasze nurkowanie było kameralne, ponieważ było tylko 6 osób nurkujących i jedna nienurkująca. Omówiliśmy plan dnia. Najpierw jedno nurkowanie, potem drugie nurkowanie, potem snurkowanie z delfinami.
     Pierwsze nurkowanie mnie urzekło. Przepiękne rafy, dużo ryb, przejrzystość wręcz wymarzona. Nie wpłynęliśmy do jaskiń ponieważ był zbyt duży prąd, ale i tak było warto.
     Drugie nurkowanie było jeszcze piękniejsze. Udało nam się wpłynąć w jaskinie. Byłam zachwycona tym, co zobaczyłam. Mogłabym tak cały dzień pływać tymi tunelami :) Niestety jaskinia się skończyła, a my wypłynęliśmy i zaczęliśmy powoli wracać w drogę powrotną. Po wypłynięciu z jaskini rafy wydawały się jeszcze piękniejsze, a ryby były dosłownie wszędzie. Te małe i te większe.
Ogólnie podczas obydwu nurkowań ryb nie brakowało. Widzieliśmy błazenki, a nawet murenę. O innych nawet nie wspominam, bo było tego po prostu mnóstwo :)
     Po drugim nurkowaniu dostaliśmy na łodzi obiad. Jedzenie ok. Nawet ja znalazłam coś dla siebie :) Tradycyjnie makaron z sosem i do tego cola :)
Nie snurkowaliśmy już niestety. Nawet nie wiedzieliśmy, że zrezygnowano ze snurkowania, bo byśmy się na to pewnie nie zgodzili, ale ekipa była podczas naszego nurkowania zobaczyć czy są Delfiny, a ponieważ ich nie było, a do tego były potężne fale to stwierdzili, że nie snurkujemy tylko wracamy :( 
Nie tak to miało być :( Mąż mówił, że był z nimi szukać tych Delfinów. Podobno widzieli przez chwilę dwa, które szybko się schowały i więcej już się nie pojawiły. Szukali ich podobno z 20 minut i nic :(
     Zaczęliśmy ponad godzinną drogę powrotną do portu. Ekipa postarała się zapewnić nam atrakcje w postaci bujania łodzią, którą płynęliśmy. Fale były potężne, a my momentami musieliśmy się bardzo mocno trzymać :) Było super :) Czułam się jak w wesołym miasteczku :)
Mogłabym tak pływać i pływać :)
     Pełni wrażeń powróciliśmy do hotelu.



Kilka zdjęć z tego miejsca