sobota, 13 lipca 2013

Egipt - Marsa Alam - dzień pierwszy


     W tym roku postanowiliśmy odwiedzić Marsa Alam.
Nasłuchałam się wiele dobrych rzeczy o Marsa: że są tu piękne rafy, że jest to raj dla nurków, że może i jest to pustkowie, ale życie podwodne rekompensuje wszystko. Tak więc nie musiałam się długo zastanawiać i decyzja zapadła już w grudniu, że tym razem w wakacje lecimy do Marsa.
Byliśmy przerażeni pustkowiem tym, że nie ma centrum, gdzie można wyjść wieczorami i nie można  poszwędać się tamtejszymi uliczkami,  dlatego wybraliśmy hotel ze zjeżdżalniami i podobno piękną rafą. Zjeżdżalnie, żeby była jakaś odskocznia, a rafa … ? Wiadomo :) To dla niej wracam do Egiptu :)
     Początkowo mieliśmy jechać z Krakowa, jednak zmienili nam wylot i musieliśmy lecieć z Katowic.  Godzina wylotu dosyć wczesna, bo wylatywaliśmy 0:05, a pierwotnie mieliśmy wylecieć o 20:20. Także zyskujemy cały dzień co nam się bardzo podoba :)
     Do Katowic wyjechaliśmy dosyć wcześnie, bo ok. 18:30
Samochód zostawiliśmy na parkingu „ U Jana”. Za dwa tygodnie zapłaciliśmy 95 zł. Właściciel zawozi i odbiera z lotniska.
Parking fajny, na uboczu ogrodzony, kamerki,  nie bałam się tam zostawiać samochodu.
     Odprawa na lotnisku zaczęła się po 22- giej. Poszło szybko. Mieliśmy 4 kg nadbagażu w podręcznym i bałam się, że będziemy musieli  coś wyrzucić, ale udało się i zważyli nam tylko bagaż główny, który idealnie wskazywał wagę 39,8 kg J  Z tego wszystkiego, zapomniałam nawet poprosić o miejsce przy oknie, a że byliśmy jednymi z pierwszych do odprawy, to na pewno byśmy dostali. No cóż, trudno ważne, że za nadbagaż nie płaciłam :)
Po odprawie bagażu głównego poszliśmy na bramki.  Pierwszy raz musiałam wyciągać cały sprzęt z plecaka do kuwety. W Krakowie wystarczyło tylko otworzyć plecak, widzieli, że jest to sprzęt fotograficzny i nie robili problemów.  Tutaj musiałam wszystko wyciągnąć. Bałam się trochę, jak zareagują na automat oddechowy, ale nie było z nim żadnych problemów.
 Mąż zapomniał wyciągnąć z plecaka netbooka, więc go cofnęli i musiał od nowa stać w kolejce.
      Czas dosyć szybko mijał i już za chwilę podjechał autobus, który zawiózł nas do samolotu.
Jak już wspominałam, zapomniałam poprosić o miejsca przy oknie, ale jak się okazało, dostaliśmy takie i to na samym początku samolotu, w rzędzie 2. Czyli bardzo fajne miejsca :)
Pierwszy raz lecieliśmy z Travel Servis i muszę przyznać, że samolot był naprawdę ok.  Nic mi nie odpadało, wszystko działało jak należy, a co najważniejsze, mieliśmy dużo miejsca w nogach :)
Lecąc nocą oglądałam światełka na dole :)
Bardzo podobał mi się ten lot.
Gwieździste niebo pięknie się prezentowało, tak wysoko. Przez dosłownie krótką chwile, zauważyłam krople deszczu, które mieniły się jak brylanciki w przy samolocie.  Czasami oświetlone miasta tworzyły przepiękny obraz, jakby wszystkie gwiazdy skupione były wokół siebie, kolorami malując przepiękne wzory.
Drugi raz leciałam w nocy, ale pierwszy raz, aż tak bardzo urzekły mnie te migocące światełka.
Droga jednak była męcząca. Bywały chwile, że długo nie było widać niczego poza czarną przestrzenią. Wtedy ogarniała mnie senność. Z resztą nie tylko mnie, prawie cały samolot spał.
Lot minął spokojnie. Mieliśmy mieć  turbulencje, ale lekko tylko potrzepało samolotem dając odczucie, jakby się jechało samochodem po dziurawej drodze.
     Dotarliśmy na miejsce.
Lotnisko małe, nie ma możliwości zgubienia się.
Kupiliśmy wizę za 25 $ od osoby i udaliśmy się do rezydenta, który czekał na zewnątrz.
Wskazał nam autokar, do którego mamy się udać. Po drodze, już przy samy autokarze, urwała mi się rączka od torby, rozcinając mi mocno palec. Uśmiałam się, bo pierwszy raz kupiłam firmową torbę, która powinna wytrzymać  ciężar do 40 kg, a szlag ją trafił przy 20 na drugim wyjeździe !! W domu powinnam mieć paragon, więc po powrocie zareklamuję, ale pewnie nie uznają mi tej reklamacji.
Tak czy siak, niby wkurzona, ale z uśmiecham na twarzy, nie dałam się ponieść.
Zepsuta torba i rana na dzień dobry, wróży same dobre rzeczy :)
Także jak widać z powyższego ten urlop zaczynał się ciekawie :) Najpierw zmiana lotniska, potem zmiana godzin, potem zepsuta torba i na koniec rozcięty palec …
Napisałam na koniec  ?
O nie, nie, to jeszcze niestety nie wszystko !
     Do hotelu dotarliśmy jakoś po 5-tej, nie pamiętam dokładnie.
Dowiedzieliśmy się od rezydenta, że klucze dostaniemy dopiero ok.11-tej. Nie dali nam też opaski :/
Także byliśmy po nieprzespanej nocy, bez pokoju, bez jedzenia i bez picia … Ciekawe co dalej …
     Poszliśmy więc zwiedzić hotel.
Na pierwszy rzut oka rozczarował mnie. W lobby nie ma włączonej klimy, włączyli ją dopiero ok. 8-mej.  Hotel wyglądał  też trochę inaczej niż na zdjęciach, ale wiadomo , że na zdjęciach zawsze wszystko wygląda ładniej. Poszliśmy na plażę.
Po drodze minęliśmy basen, przy którym na większości leżaków już leżały ręczniki. Widzieliśmy też ręczniki hotelowe, basenowe. Takie sobie szczerze mówiąc. Niby dziurawe nie były, ale widać na nich ząb czasu. W zeszłym roku mieliśmy zdecydowanie ładniejsze ręczniki, materace na leżaki i chyba  nawet sam hotel.  Starając się ukryć zniesmaczenie pędziłam na plażę zobaczyć morze, bo przecież to dla niego tu przyjechałam :) No nie, znowu coś nie tak ?
Na pomoście powiewa sobie czerwona flaga. Patrzę na wodę, fale dosyć spore, rzeczywiście wejść się nie da. Patrzę na płyciznę, za płytko, nie ma ryb, nie ma nawet jak snurkować no  i znowu rozczarowanie … Pocieszałam się myślą, że rano w Sharm też bywały fale a potem przechodziły, ale chwilę później już ktoś sprowadza mnie na ziemię mówiąc, że od tygodnia wisi czerwona flaga i najprawdopodobniej jeszcze z tydzień powisi … :/
Chyba ktoś sobie ze mnie żarty robi, jakiś pech mnie dopadł :/
Staram się znaleźć jakiekolwiek plusy. Więc idziemy sobie plażą, wpatrując się w piach i pozostałości korali i muszli wyrzuconych na brzeg i nagle zauważamy, że niektóre muszelki się ruszają :)
Znaleźliśmy krabiki  czy jakieś inne stwory tego typu :), pochowane w muszelkach spacerujące po plaży i już mi się mordka zaczęła cieszyć :) Wyciągnęłam aparat i zaczęłam pstrykać im zdjęcia :)
Gdy już miałam lepszy humor poszliśmy poszukać zjeżdżalni. Znaleźliśmy.  
Zjeżdżalnie wyglądały na nadające się do użytku, więc pomyślałam, że może nawet nie będzie tak źle, chociaż tak naprawdę, to te zjeżdżalnie nie miały dla mnie żadnego znaczenia. Myśląc o zjeżdżalniach, myślałam o mężu, bo to on je chciał. Dla mnie najważniejsze było morze i rybki :)
     Patrzę na zegarek, dopiero 6-ta rano. Myślę sobie nie wytrzymam.
Zauważyłam, że ktoś tam dał recepcjoniście paszporty, więc poszliśmy i również zagadaliśmy z Recepcjonistą. Powiedzieliśmy, który pokój nas interesuje i  kazał nam przyjść o 9-tej. To już brzmi lepiej niż 11-ta :) O 9-tej byliśmy w recepcji i dostaliśmy pokój na piętrze z widokiem na basem i morze po prawej stronie tak, jak chcieliśmy.
Po opaski kazał nam przyjść po 11-tej. 
     Bagażowy zajął się naszymi bagażami, a my poszliśmy się ogarnąć.
O 11-tej odebraliśmy opaski i poszliśmy do baru po colę, a potem na obiad.
Ponieważ fale nie ustępowały poszliśmy na basen. O tej porze na basenie krucho z miejscami. Połowa miejsc zarezerwowana była już rano, jak szliśmy na plażę, a teraz jest południe i czerwona flaga na morzu, więc w sumie nie ma się czemu dziwić.
      Co jakiś czas chodziliśmy na spacer na plażę, gdzie okazało się, że ludzie zaczęli snurkować przy brzegu. Poleciałam szybko po maskę, rurkę, płetwy i plum do wody. Miejsca mało, trzeba strasznie uważać, żeby się nie kopać w wodzie lub nie poharatać o kamienie i zniszczone przybrzeżne rafy, ale coś tam jest. Porównując do Sharm wygląda to nieciekawie niestety. Ryb jest bardzo mało, ale za to udało mi się znaleźć takie, których jeszcze nie widziałam.  Także dobrze to wróżyło na przyszłość, tylko ta flaga czerwona …
    Z plaży po lewej stronie widać wrak statku.
Poszliśmy tam zobaczyć, ale nie doszliśmy do niego, ponieważ jak się okazało, był jednak dosyć daleko w wodzie, chociaż płytkiej. Ponieważ i tak będziemy tam jeszcze szli ze znajomymi stwierdziliśmy, że się wstrzymamy i poczekamy na nich.
Przy plaży było dużo muszli. Idąc na statek znajdowaliśmy potężne muszle naznaczone czasem. Dużo korali powyrzucanych na brzeg no i niestety bardzo dużo śmieci. Aż chciałoby się zabrać niektóre korale i skamieniałe już muszle wielkości dłoni, ale po zrobieniu zdjęcia odkładamy i idziemy dalej.
     Wróciliśmy na kolacje.  I nawiązując teraz do niej napiszę coś o jedzeniu z pierwszego dnia.
Rewelacji nie było. Coś tam zjadłam ale kiepsko. Na obiad i kolacje zjadłam makaron z sosem, do tego zjadłam ciasto, frytki  i owoce. Także standardowo, jak co roku moje menu było niezmienne, czasami z domieszką czegoś innego :)
Za to mój mąż był zadowolony, jadł różne rzeczy i wszystko mu smakowało :) W  prawdzie na kolacji już nie miał tak dużego wyboru, ale w końcu znalazł coś dla siebie. Prawda jest taka. Jeśli chodzi o posiłki, to możemy porównywać ilość dań z innymi hotelami, w których kiedyś mieszkaliśmy, ale nie możemy napisać, że jedzenie jest monotonne, bo jednak jest wystawionych tych kilka/kilkanaście kuwet, mis, waz i innych takich. Jest z czego wybierać, a to, że jemy monotonnie, to już nasz wybór i ja jestem tego świadoma.
     Ogólnie podsumowując pierwszy dzień,  był  on dla mnie rozczarowaniem.
Miałam inną wizję hotelu i raf. Byłam nastawiona na rybki i piękne widoki podwodne, a miałam czerwoną flagę i brak możliwości snurkowania.  Oczywiście mogłam męczyć się i kaleczyć na płyciźnie ryzykując bliskie spotkanie z olbrzymimi jeżowcami :)
     Dzień pierwszy za mną. Czy następne coś zmienią ? 

6 komentarzy:

  1. nie załamuj się, myśl pozytywnie :) ja wróciłam w tym tygodniu z Egiptu, jestem zachwycona :) pierwszego dnia byłam bardzo zmęczona,później się rozkręciło i nie chciałam wracać :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ogolnie bylo fajnie. Mam niedosyt morza przez czerwona flage ale wczasy uznaje za udane pomimo roznych rzeczy,ktore nas spotkaly :)

      Usuń
  2. Jakże miło się czyta Twoje barwne opisy dotyczące podróży i miejsca relaksu.
    Grunt, że mimo wiatru potrafiłaś znaleźć swoje słońce i odkrywać te głębie,
    które Cię zafascynowały.
    Wrócę z Sharmu to doczytam pewnie więcej i rzucę okiem na Twoje fotki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Najważniejsze to dobrze się bawić mimo wszystko i tak zamierzam robić zawsze na wczasach :)

      Usuń
  3. Mam nadzieję, że następne dni przyniosą pozytywy z tego wyjazdu!!!
    Norbi007

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z dnia na dzień było coraz fajniej i czas coraz szybciej leciał :)
      To nie jest tak, że wszystko było "źle" i "nie tak" ale jednak nastawiałam się na coś innego stąd też może takie odczucia potem.

      Usuń

Dziękuję za komentarz.
Pozdrawiam :)