piątek, 26 lipca 2013

Egipt - Marsa Alam - Pozostałe dni w skrócie


    
Tym razem nie będę opisywała szczegółowo każdego dnia, ponieważ za bardzo nie mam co pisać.
Postanowiłam więc w jednym wpisie opisać najciekawsze rzeczy z wybranych dni.

Dzień 3


Dzisiaj mieliśmy pierwszy dzień z nurkowaniem.
Wstaliśmy o 6:45. Szybkie, mycie, ogarnianie i na śniadanie. Śniadanie również szybciutkie, bo o 8:20 mamy wyjazd już na nurki.
Przyjechali po nad pod recepcję. Przywitał nas Egipcjanin mówiący w języku polskim.
Spakowaliśmy rzeczy do auta i ruszyliśmy w drogę. Zgarnęliśmy jeszcze 3 inne osoby z innych hotelu i udaliśmy się do bazy.
    Po nurkowaniach wróciliśmy do hotelu. W ostatniej chwili zdążyliśmy na obiad :)
Po obiedzie poszliśmy do pokoju zostawić / zabrać rzeczy i na plażę. O dziwo zobaczyliśmy żółtą flagę więc nie czekając długo rzuciliśmy się w stronę pomostu i chwilę później byliśmy już w morzu oglądając piękne rafy. Muszę przyznać, że hotelowe rafy były ładniejsze od raf w Marsa Morena, ale za to tam widzieliśmy 4 razy żółwia :)
    Gdy już zmarliśmy wyszliśmy z wody. Było już ok.18-tej, więc czas dzisiaj bardzo szybko nam minął.
Poszliśmy na basen, gdzie przy barze usiedliśmy całą ekipą i gadaliśmy :)
     Potem nastała pora kolacji, potem znowu całą ekipą siedzieliśmy w lobby, a na koniec rozeszliśmy się zmęczeni do pokoi.
  
Dzień 5.

Trochę nam się pomieszało i nie wygląda to już tak ładnie, jak miało wyglądać.
Ale już przywykłam, że jest to wyjątkowy wyjazd, na którym ciągle coś nas spotyka :)
Planowo mieliśmy tego dnia nurkować z łodzi. Miał być to wrak, za który trzeba było zapłacić extra 40 euro od osoby. Niestety pech chciał, że akurat w nocy przed wyjazdem dopadła mnie „zemsta Faraona” a kumpla bolało ucho.Całą noc z czwartego na piąty dzień naszego pobytu się męczyłam i byłam nieprzytomna, więc rano odwołaliśmy nurkowanie, ponieważ dwie osoby były chore. Coś tam przez telefon, mówili nam łamaną polszczyzną, że nie można odwołać nurkowania i że musimy zapłacić itd. No ale przecież nie pojadę na nurkowanie z łóżkiem ?! Nie było opcji, żebym się zebrała, skoro nawet nie byłam w stanie odkręcić butelki z wodą, a co dopiero nurkować na wraku. Więc nie pojechaliśmy …
      Jeszcze tego samego dnia dostałam sms’a, że następnego dnia rano nurkujemy i przyjadą po nas do hotelu o 8:20.
Antinal i Nifuroksazyd 200-tka + Pyralgina, oczywiście wszystko w podwójnej dawce, do tego leżenie cały dzień (na plaży w cieniu, gdzie sobie drzemałam :) ) i dietka pomarańczowo – lodowa ( jakoś mój organizm przyswajał tylko pomarańcze z samego rana, potem zjadłam dwie bułeczki same, popołudniu 4 lodziki wodne i wieczorem zjadłam już w miarę normalną kolację ). Wiem, wiem … Jak na zatrucie to strasznie dziwną dietę zastosowałam, ale mój organizm tylko to przyjmował :) I wodę mineralną. Nawet Coli nie chciał !!! Dziwna jakaś jestem :)
     Wieczorem padłam do spania po 21-szej. Byłam mega zmęczona i na szczęście przespałam całą noc.

 Dzień 6

Rano znowu przedawkowałam Nifuroksazyt, tak na wszelki wypadek
Poszliśmy na śniadanie, gdzie zjadłam tylko dwie bułeczki suche i pojechaliśmy na nurkowanie.
Wróciliśmy na obiad.
     Po obiedzie poszliśmy na wrak statku, który widać z naszej plaży. 
Wrak bardzo ładny. Próbowaliśmy do niego dopłynąć, ale duże fale i olbrzymie jeżowce w wodzie powstrzymały nas,  jak już byliśmy bardzo, bardzo blisko celu. Postanowiliśmy, że wrócimy tam, jak będzie odpływ.
     Idąc na statek rozdzieliliśmy się. Mężowie poszli naokoło drogą, niosąc suche rzeczy, a my na skróty przepłynęliśmy przez zatokę. Założyliśmy maski, rurki i płetwy i plum do wody. Pierwsze wrażenie to, że woda strasznie zimna, a powinna być przecież cieplutka w takiej zatoce.
Drugie wrażenie, to widoczność tragiczna. Nic nie było widać, może sięgała 1 metra. Jak płynęłam przy kimś, to ledwo widziałam tą osobę. Przypomniały mi się nurkowania w polskich jeziorach :)

Dzień 7  

Po nurkowaniach poszliśmy sprawdzić informacje, jakie dostaliśmy od hotelowego Animatora :)
Niedaleko naszego hotelu, idąc plażą w prawą stronę jest hotel nad zatoką. Animator powiedział nam, że mają tam białe opaski, więc obróciliśmy nasze niebieskie opaski na drugą stronę i mając już białe opaski poszliśmy na spacer zobaczyć, czy uda nam się tam wejść.
     Doszliśmy do terenu hotelu. Przy murze siedział ochroniarz, ale nie zareagował na nas w ogóle. Weszliśmy na pewniaka. Pierwsze wrażenie to „współczuję im plaży” Daleko od morza, chyba z 4 parasole tylko były w nieciekawym miejscu. Ale potem okazało się, że jednak można im pozazdrościć plaży, ponieważ była ona od strony zatoki i była rewelacyjna, ale o tym za chwilę.
Idąc w stronę zatoki, między wspomnianym hotelem a morzem była „plaża miłości”. To znaczy, ja ją tak nazwałam, ponieważ wszędzie były zrobione przez ludzi serduszka na napisem „ktoś tam + ktoś tam 2013”. Niektóre serca były olbrzymie. Wyglądało to imponująca, ponieważ tych serc było bardzo dużo, kilkadziesiąt, a może i nawet przekroczyły setkę. Trzeba było chodzić slalomem, żeby je mijać.
     Wreszcie doszliśmy na typowy już teren hotelu, leżaczki, parasole, hamaki, leżaki z baldachimem, dużo zieleni … Przepiękny teren.  Widok na zatokę jeszcze ładniejszy. Idziemy dalej na pewniaka, ciekawe czy ktoś nas zaczepi. Kilkakrotnie minęliśmy obsługę hotelu, ale na szczęście nikt się nami nie przejmował. Doszliśmy do samego końca zatoki. Zamoczyłam się. Woda wręcz można by rzec gorąca :) Ale widoczność zerowa. Z tego co zauważyłam na mapce, to rafa znajduje się na środku zatoki. Jest ogrodzona bojkami i to właśnie tam ludzie snurkowali. Ja już tam nie popłynęłam. Wyszłam z wody i postanowiliśmy wrócić tutaj ze znajomymi w inny dzień. Nie wróciliśmy, bo brakło nam na to czasu :)
     Druga rzecz, którą dzisiaj odkryliśmy to bankomat – kantor.
Wychodząc z hotelu, po prawej stronie jest bankomat. Podobno można tam wymienić walutę na inną. Mając ichniejszą walutę, wpłaca się ją i wymienia np. na euro. W Marsa preferują euro, ale ichniejszą walutą ewentualnie dolarami też da się zapłacić :) Uwaga ! Bankomat nie przyjmuje kart VISA !
 
Dzień 11

Dzisiejszy dzień był wyczekiwaniem na jazdę quadami.
Rano wstaliśmy, poszliśmy na śniadanie, potem na plażę. Była żółta fala więc co poniektórzy z naszej paczki skorzystali ze snurkowania z pomostu, jednak szybko zamienione flagę na czerwoną i wyprosili wszystkich z morza.
Przenieśliśmy się więc na basen, gdzie część osób brała udział w aqua aerobiku, a część leżała na leżaczkach popijając różne napoje.
Nastała godzina obiadu, więc zebraliśmy się wszyscy i poszliśmy na wyczekiwany obiad, po którym mieliśmy jechać na quady.
     Dwa dni temu już je sobie zarezerwowaliśmy u hotelowych chłopaków. 3 podwójne i 1 pojedynczy.
Za podwójnego quada na 3 godzinki policzyli nam 45 euro, można też było zapłacić w ichniejszej walucie, wtedy było to 400 LE.
Ubrani w długie spodnie, pełne buty i z arafatką w ręce ruszyliśmy w stronę umówionego miejsca.
Szybko zamontowałam na quadzie kamerkę Go Pro. Bałam się trochę, że odpadnie lub, że ustawiłam źle kąt nagrywania, ale wszystko wyszło idealnie. Kamerkę zamiast w stronę jazdy ustawiłam w naszą stronę także mamy bardzo fajne nagrania :)
      Jeździliśmy po pustyni z 3 godziny. Byliśmy w wiosce Beduińskiej na herbatce, byliśmy w „ala” kanionie, gdzie wydobywają czerwony pigment, jeździliśmy górkami, dolinkami, raz szybciej, raz wolniej, praktycznie przewodnik pozwolił nam jeździć jak chcemy. Do tego jeszcze porobił nam super pomysłowe zdjęcia :)
     Wracaliśmy o zachodzie słońca calutcy brudni od stup do głów, a wyjątkowo białe zęby widoczne na naszych brudnych twarzach szczerzyliśmy w uśmiechu wszyscy :)
Było super :)
     Potem oczywiście poszliśmy cali umorusani do baru, bo trzeba było się napić po takiej jeździe, a następnie rozeszliśmy się każdy do swojego pokoju, żeby doprowadzić się do porządku.
Musiałam od razu uprać wszystkie rzeczy w umywalce :) Jeszcze nigdy tak długo nie prałam ręcznie :)
     Wieczorkiem oczywiście kolacja, animacje i takie tam.
 
     Reszta opisów to nurkowanie, które niekoniecznie mogą Was interesować, dlatego trafiają do osobnych wpisów :)

3 komentarze:

  1. Podczas mojego pobytu w Egipcie na całe szczęście "zemsta Faraona" mnie nie dopadła. Nurkowanie jest bardzo kuszące , zwłaszcza w takich wodach jak egipskie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie pierwszy raz w życiu dopadła, ale wybrała sobie najmniej odpowiedni moment :)
      Na szczęście wykurowałam się szybciutko :)

      Usuń
  2. Cudne miejsce może kiedyś się tam wybiorę a fotki dodają dobrego smaku
    pozdrawiam:-))

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za komentarz.
Pozdrawiam :)