poniedziałek, 29 lipca 2013

Marsa Alam - wrażenia po pierwszym pobycie


     Długo zastanawiałam się czy wytrzymam w tej miejscowości. 
Do tej pory zawsze wybierałam hotel w samym centrum ale nad morzem, żeby wieczorami móc chodzić po mieście i poznawać nocne okoliczne życie. Tym razem było inaczej …
     Na wyjazd do Marsa zdecydowałam się ze względów nurkowych.
Nasłuchałam się wiele dobrych rzeczy o tej miejscowości: że są tu piękne rafy, że jest to raj dla nurków, że może i jest to pustkowie, ale życie podwodne rekompensuje wszystko. Tak więc postanowiłam zaryzykować. Byłam jednak przerażona tym pustkowiem. Tym, że nie ma gdzie wyjść wieczorami i nie można  poszwendać się tamtejszymi uliczkami.Ale te piękne rafy, o których słyszałam miały mi wszystko zrekompensować.
     W rzeczywistości okazało się, że nie do końca tak ładnie to wygląda, jak w zasłyszanych opowieściach. Może akurat miałam pecha, ale trafiłam na okres, gdzie cały czas wiały silne wiatry przez co całymi dniami wisiała czerwona flaga. Na początku myśleliśmy, ze tylko u nas ciągle wisi czerwona flaga, ale szybko okazało się, że jednak czerwona flaga jest prawie w każdym hotelu.
W zatokach woda była zmącona do tego stopnia, że nic nie było widać. Animatorzy powiedzieli, że od lipca praktycznie cały czas są duże wiatry, a temperatura powietrza jest dziwnie niska, jak na Marsa, bo przeważnie jest ok.33 stopni. Na naszej plaży przez 2 tygodnie może 5/6 razy mieliśmy żółtą flagę i to też nie było tak, że ta flaga cały dzień była żółta, tylko wywieszano ją krótką chwilę. I każdy mówił, że mamy bardzo duże szczęście z tą żółtą flagą, bo byli ludzie, którzy przyjeżdżali na tydzień i ani raz nie mogli popływać z pomostu. Przy brzegu praktycznie nie dało się snurkować. Owszem były takie dni, że spokojnie można było snurkować z brzegu, ale w większości dni w snurkowaniu albo przeszkadzały fale, albo prądy albo było tak naniesione w wodzie, że widoczność bardzo kiepska. Do tego w porównaniu z przybrzeżną rafą  w Sharm w Marsa nie było praktycznie ryb !!! Było ich naprawdę bardzo mało i mało kolorowe. Jeśli chodzi o morze, to zupełnie mnie rozczarowało. Gdyby nie było tych fal i prądów i gdyby można było cały czas snurkować z pomostu to na pewno odebrałabym to inaczej, ponieważ rafa przy pomoście była przepiękna, w Sharm takiej nie widziałam tylko, że co z tego skoro jest zakaz kąpieli ?
     Jeśli chodzi o miasteczko to niestety też porażka. Hotele oddalone są od siebie o kilometry. Po drodze między hotelami nie ma nic, tylko piach. Nie ma gdzie wyjść, a taxi jest bardzo drogie. Niby w hotelu jest wszystko, od apteki, po bankomat, po sklepy, spa, doktora, bilard i inne takie, ale to nie to samo, co wyjść na miasto i pooglądać sobie lokalne życie. Nasze spacery ograniczały się do spacerów wzdłuż plaży. Ale ile można chodzić tą samą plażą tam i z powrotem ?
Zjeździliśmy Marsa w granicach ok.70 km, ponieważ jeździliśmy na nurkowania w różne rejony i niestety wszędzie to samo. Jedynie Port Ghalib wyglądał zachęcająco z daleka, tylko nie mieliśmy się tam, jak dostać. Stwierdziliśmy, że 20 euro za taxi od osoby to jednak za dużo.
Cennik taxi wyglądał tak:
Port Ghalib - 15 euro w jedną stronę, 20 euro w dwie strony
Lotnisko - 15 euro w jedną stronę
Marsa Alam town - 25 euro w jedną stronę, 40 euro w dwie strony
Alqusier - 25 euro w jedną stronę, 40euro w dwie strony
Abo Dabab - 25 euro w jedną stronę, 35 euro w dwie strony
Hurghada - 60 euro w jedną stronę, 80 euro w dwie strony
Luxor - 95 euro w jedną stronę, 130 euro w dwie strony
Aswan - 120 euro w jedną stronę, 150 euro w dwie strony
Sharm Alole - tylko w dwie strony 60 euro
Nie wiem ile ma się czasu w danej miejscowości płacąc za tam i z powrotem ponieważ nie mieliśmy okazji skorzystać z usług taxi.
     To co jeszcze rzuciło nam się w oczy do brak mundurowych. W Sharm było ich pełno. Byli oni na każdym kroku, w Marsa ich praktycznie nie było.
Osoby z poza hotelu, jak samochody zabierające turystów na różne fakultety spokojnie wjeżdżały na teren hoteli i odbierały turystów z pod samego wejścia. Niektórzy ochroniarze przy wjeździe zabierali dokumenty i oddawali przy wyjeździe, inni nawet ich nie sprawdzali i wpuszczali bez problemu. W Sharm nikt z poza hotelu nie mógł nawet wejść na teren hotelu i turyści musieli czekać na podjazd w upale, często czekając na spóźniony transport bardzo długo.
Tutaj siedzieliśmy sobie wygodnie w klimatyzowanym lobby i przychodzili po nas do środka. Nie było tak tylko w naszym hotelu, tylko wszędzie. Praktycznie co dwa dni jeździliśmy  po różnych hotelach i zbieraliśmy /odwoziliśmy ludzi. W jednym hotelu to nawet weszliśmy do lobby, gdzie wygodnie usiedliśmy i czekaliśmy, aż przyjdą osoby, na które czekamy. Także niby ten sam kraj, a jednak jest zupełnie inaczej.
W sklepach hotelowych nie ma nagonki. Wchodziliśmy, plątaliśmy się, oglądaliśmy, nikt nas nie zaczepiał, nie nagabywał. To było super.  Ale cen niestety nie było :(  A ceny były dosyć wysokie i za każdym razem ta sama rzecz kosztowała inaczej, ale dało się też zrobić zakupy w dobrych cenach, tylko czasami trzeba było przyjść w innym dniu. Np.arafatki, które kupowaliśmy na quady, kosztowały jednego dnia 3 euro za sztukę. drugiego dnia 6 euro za sztukę, a ostatecznie kupiliśmy za 5$ za dwie sztuki i to bez jakiegoś targowania. Powiedzieliśmy, że tyle mamy i tyle możemy dać i dostaliśmy. W tym samym dniu znajomi usłyszeli już cenę 5 czy 6 euro za jedną i nie udało im się taniej kupić. Chyba ceny zależą od nastroju sprzedawcy :)
Z tego co zauważyłam, to Marsa jest jednak droższe od Sharm. Brak konkurencji robi swoje.
     Ogólnie jest tutaj większy spokój. Ludzie są jakby bardziej wyluzowani, a może po prostu bardziej doceniają turystów i dlatego starają się dać im więcej swobody. Trudno mi to ocenić, ponieważ mam za małe doświadczenie w tej sprawie. Nie byliśmy nigdzie poza miejscami, w które zawozi nas baza nurkowa i okolicami hotelu, więc mogę napisać tylko z mojego skromnego doświadczenia, jakie mam odczucia.
     Podsumowując ? Jest to jednak zbyt mało rozbudowane, jak dla mnie miejsce.
Marsa mnie nie urzekło. Bawiłam się super i nie żałuję, że tam pojechałam,ale wolę jednak centrum. Miejsca, gdzie coś poza hotelem jest, gdzie można wyjść i zwyczajnie się poszwendać wśród innych ludzi. Gdzie nie ma problemu z brakiem tego czy owego … Chociażby głupia sytuacja, gdy poszliśmy do bankomatu i okazało się, że nie działa, a drugiego już nie ma…  No i jest problem. Parę dni później już działał prawidłowo, ale gdyby ktoś potrzebował wypłacić pieniądze na już ?
Marsa polecam tylko, jeśli ktoś nie zamierza wychodzić z hotelu, nie zależy mu na rafie, bo i tak spędza czas przy basenie lub jeśli ktoś tylko nurkuje, a hotel służy mu jako baza noclegowa.
Mimo naprawdę pięknych raf, istnieje zbyt duże ryzyko, że nawet w szczycie sezonu, bo przecież teraz tak było, nie będzie możliwości podziwiać tych pięknych raf. A jechać nad Morze Czerwone i nie móc oglądać rybek i raf to wielka strata. Tak więc mimo wszystko, ja do Marsa powrócę. Bawiłam się świetnie, poznałam bardzo fajnych ludzi, miejscowi byli przesympatyczni, ale ze względu na zbyt duże ryzyko, że znowu nie będę mogła korzystać z uroków Morza Czerwonego postaram się wybierać hotele z zatoką :)




7 komentarzy:

  1. Marsa Alam to prawdziwa dziura, a ceny są wysokie bo do niedawna odwiedzali to miejsce głównie Niemcy. Byłam w tym miejscu ok. 10 razy ponieważ wsiadałam tam na statek na safari nurkowe. Jeżeli chcesz zobaczyć piękne rafy (a nie namiastki przy brzegu ), kolorowe ryby, delfiny i rekiny to polecam safari. Trwa 6-7 dni i dziennie można schodzić pod wodę 4-5 razy!,Po nim, jeśli lubisz kurorty można zostać na drugi tydzień w hotelu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiem, ale byłam na wczasach rodzinnych, a tylko ja nurkuję z rodzinki.
      Nurkowania wzięłam z Dive Top więc byłam też ciut dalej niż przy brzegu, ale w wolnym czasie miło by było posnurkować przy brzegu czy z pomostu i pooglądać rybki :)

      Usuń
  2. ja podczas snurkow widzialem fajniejsze ryby niz na nurowaniu, ale to trzeba miec dobry hotel z dobra rafa i w zatoce

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na snurkach często widzi się fajniejsze ryby. Na nurkowanie schodzi się nie tylko po to, żeby pooglądać rybki, ale to już jest indywidualne podejście osoby nurkującej, po co i gdzie schodzi pod wodę. To, że następny hotel wezmę w zatoce to już wiem, więc jak masz jakiś fajny hotel przy zatoce, gdzie można pooglądać podwodne życie i pozachwycać się snurkując to czekam na nazwę, bo być może skorzystam następnym razem :) Na razie rozważam 4 hotele, no głównie dwa :)

      Usuń
    2. Byłem w tym roku w marsa ale jak zwykle jeżdżę tylko nurkować.Więc było 6 dni nurkowych. Miła odmianą było to że nurkowania kończyły się przed obiadem i reszta dnia wolna, choc tak jak Tobie brakowało mi miasta i możliwości pójścia na zakupy. Wolę Hurghadę. Tam jestem w domu.

      Usuń
    3. Ja uwielbiam Sharm. Jest tam wszystko. Jest gdzie wyjść wieczorem, są ładne rafy, zaprzyjaźnione BP, dobre ceny i fajni ludzie :) Ale Marsa mnie jakoś dziwnie przyciąga. Co roku mówię sobie "teraz już Sharm" i wracam do Marsa :)

      Usuń
  3. W Marsa Alam najlepiej jest ponurkowac, po prostu cudownie. Korzystałam z biura www.lmegypt.pl polecam

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za komentarz.
Pozdrawiam :)