wtorek, 30 lipca 2013

Hotel The Three Corners Sea Beach – Triton Sea Beach


The Tree Croners Sea Beach – Triton Sea Beach.

Hotel ten wybrałam ze względu na zjeżdżalnie, no i oczywiście cenę.
Miał być bazą wypadową na nurkowania, a w wolnym czasie mieliśmy sobie snurkować przy pięknej rafie i korzystać ze wspomnianych już wyżej zjeżdżalni.
Rzeczywistość jednak okazała się trochę inna. Ale od początku.
     Hotel położony na pustkowiu. W okolicy nie ma nic. Stojąc na pomoście twarzą zwróconą w stronę morze, patrząc na lewo widać wrak statku. Można tam wybrać się na spacer. My byliśmy 4 razy :)
Najszybciej idzie się przecinając pustynię, a jak chce się dojść do statku to najlepiej zrobić to podczas odpływu.
Patrząc na prawo widzimy hotele, jest  zatoka. I praktycznie to wszystko co jest w okolicach hotelu.
     Internet w hotelu tylko płatny, jednak udało nam się zdobyć klucz do netu w lobby. Jest to 12344321. Pewnie zaraz i tak zostanie zmieniony, ale może ktoś jeszcze skorzysta. Łącze jest strasznie słabe, a wspomniane hasło mają już prawie wszyscy więc łącze jest ciągle zapchane. Jeśli ktoś naprawdę musi skorzystać z netu, to najlepiej podejść samego rana, nawet o 6-tej. Gdy zaczyna się śniadanie, jest już zbyt dużo osób podłączonych.
     Skoro wspomniałam już o śniadaniu to napiszę o jedzeniu i restauracji.
     Restauracja przestronna. Jedna część znajduje się na zewnątrz, druga wewnątrz. My wybieraliśmy zawsze tą wewnętrzną część, bo było tam chłodniej.
Na śniadania nie było napoi gazowanych typu cola,fanta. Przy obiedzie już było wszystkie napoje.
W restauracji część posiłków wydawana była wewnątrz, część na zewnątrz. Na zewnątrz zawsze była na śniadanie jajecznica i naleśniczki, po śniadaniu były robione tam spaghetti i potrawy kuchni "tematycznych".
Czasami zmieniali wystrój restauracji, ale następnego dnia przeważnie jest już wszystko na miejscu :)
     Codziennie jest inna kuchnia i to nazwałam wyżej "kuchnią tematyczną" :) Jest np. azjatycka, włoska itp. W rzeczywistości, nie bardzo się to różni od siebie. Większość potraw jest takich samych, czasami coś tylko dorzucą nowego. Jak dla mnie jest zbyt mały wybór potraw. Osoba wybredna, jak ja musi jeść ciągle to samo. Tak więc na śniadanie zawsze jadłam bułki z ogórkiem, bo nic innego nie było dla mnie jadalne, na obiad zawsze jadłam spaghetti , frytki, arbuza jak był i czasami ciasta, na kolacje zawsze jadłam spaghetti , arbuza jak był i czasami bułki z ogórkiem lub ciasta. I tak przez dwa tygodnie, bo nie znalazłam nic innego, co mogłabym zjeść. Raz czy dwa razy zjadłam ryż z sosem. Także nie ulżyłam sobie, jeśli chodzi o jedzenie, ale ja tak mam zawsze, więc akurat tym się nie sugerujcie :) Mój mąż miał większy wybór. Zajadał się pikantnymi potrawami, zasmakował w zupach, codziennie jadł jakieś mięska z sosem, to przyszedł z hot-dogiem, to z hamburgerem, to z kurczakiem w różnych postaciach, nawet rybki jadł. Także jeśli chodzi o jedzenie to było, tylko nie trafione pode mnie niestety. Ale mi to nie przeszkadza, bo jeśli są frytki, ciasta, spaghetti i arbuz to dam sobie radę :)
     Kolejna uwaga dotycząca jedzenia, to niby nie można go wynosić, a każdy wynosił :) Idąc wieczorem galeryjką można było znaleźć wystawione przed pokój sterty szklanek, kubków, kieliszków i talerzy. Nikt nie zwracał uwagi na talerz, który wynosi się z restauracji.
     Córka znajomych miała urodziny, więc znajomi w recepcji zamówili rezerwację stolika i ciasto na kolacje. Mieliśmy być o 20-tej. Oczywiście okazało się, że rezerwacji stolika nie było, więc musieliśmy dostawiać stoliki, potem czekaliśmy na ciasto i nie mogliśmy się doczekać. W końcu przynieśli i zaśpiewali coś tam po swojemu grając na bębenkach. Dziewczynka była zadowolona, ale my nie do końca, ponieważ przez ich brak organizacji od razu wiedziała, że będzie miała tort. Gdyby wszystko zrobili tak, jak było umówione, to dziewczynka w ogóle by się nie kapnęła, że coś szykujemy.
Ale koniec końców  ważne, że w ogóle się udało i nie zapomnieli o cieście :)
     To co mnie najbardziej denerwowało, to masa much, również w restauracji, które bardzo często chodziły po jedzeniu. Czasami nie było ich w ogóle, innym razem było ich mnóstwo … :/
     Jeśli chodzi o napoje, to z napojami z automatów bywało różnie. Raz smakowały lepiej, raz gorzej, w zależności jaka mieszanka była przygotowana. Ogólnie najlepsze napoje były w lobby, potem przy basenie, a na końcu na plaży. Na plaży i przy basenie ludzie nalewali napoje do butelek i też nikt nie zwracał na to uwagi. Kawa i różnego rodzaju herbata dostępna pod dostatkiem, nawet z dietetycznym cukrem.
     Jeśli chodzi o alkohol, to zarówno w lobby, jak i przy plaży można było dostać czysty alkohol w kubku, do którego dolewało się samemu napój, lub można było poprosić o drinka w ramach All inclusive.  W lobby drinki, piwo i napoje dostawało się w szklaneczkach, w barze przy basenach i na plaży w małych plastikowych kubeczkach.
W ramach All inclusive codziennie o 16-tej przy basenie wydawane były lody na patyku. Były to albo lody śmietankowe w czekoladzie, albo owocowe. Nie ograniczali się ilościowo. Każdy dostawał ile chciał. Nie ważne czy dziecko czy dorosły i czy bierze jednego czy sześć :)
Do tego przy basenach między głównymi posiłkami można było zjeść bułeczkę z wędliną lub serem oraz słodkie bułeczki/ciasteczka ala francuskie..
     Teraz pora na pokoje.
Pokoje dosyć przestronne, jak na dwuosobowy. W 3 osoby jest się w tym samym pokoju i jest już nieco ciaśniej wtedy. Chyba każdy pokój ma balkon lub taras. Nie przypominam sobie, żebym widziała gdzieś bez pokój bez tego. W każdym pokoju jest TV z TV Polonia, Kultura i 4 Fun TV.  Są też inne programy, ale u nas leciało cały czas 4 Fun TV :) 
Nasz pokój to 2127 na pierwszym piętrze w budynkach z prawej strony. Tam chcieliśmy :) Widok z balkonu mieliśmy na baseny i morze z prawej strony. Potem trochę żałowałam, że nie wzięłam pokoju jednak na parterze, ale chcieliśmy na piętrze ze względu na balkon, na którym suszyliśmy rzeczy, w tym sprzęt nurkowy.
Lodówka bardzo dobrze chłodziła. Pierwszy raz miałam tak dobrą lodówkę.
Klimatyzacja również bez zastrzeżeń.
Oczywiście był też sejf.
Płyny do kąpieli i szampony polecam mieć swoje, ponieważ buteleczki, które znalazłam w łazience były już mocno zużyte i popaprane tak, że nie miałam ochoty tego dotykać, a co dopiero używać zawartości tego. Widać, że sprzątający dolewają cały czas do tych samych, wysłużonych już buteleczek i jak rozleją, to się tym zbytnio nie przejmują :)
Gniazdka w pokoju europejskiego standardu. Brak lampy sufitowej, czego mi chyba najbardziej brakowało. Zamiast tego są w pokoju 3 lapmki ”nocne” w tym jedna stojąca, ale dają słabe światło.
W łazience wanna z prysznicem, brak korka do zatykania wanny.
Z tego co słyszałam w pokojach rodzinnych, czyli w dwupokojowych, w każdej części była osobno sterowana klimatyzacja.
Jeśli chodzi o panów sprzątających to nie da się ich „wrzucić do jednego worka”.
Np. nasz pan przyszedł w dniu naszego przyjazdu, przedstawił się, powiedział, że będzie sprzątał nasz pokój i żeby tylko Jemu płacić :) Codziennie przynosił nam wodę butelkową, codziennie robił nam coś z ręczników zamian za $ :) W prawdzie cały czas się powtarzał ale coś robił. Jeśli chodzi o sprzątanie, to ograniczało się chyba tylko do podłogi (zamiecenia/umycie), wymiany ręczników i opróżnienie kosza. Nic innego nie było robione.     
Znajomi mieli innego sprzątającego, który ograniczał się do tego samego, co nasz sprzątający, jednak Jemu nie chciało się bawić w ręcznikowe rzeźby i mimo $ ani raz nie zrobił niczego w ręczników.
Na początku panowie pukali już o nas o 7-mej, ale szybko udało ich się nauczyć, że do nas przychodzi się później, jednak mimo ciągłego powtarzania, że po 11-tej i tak przychodzili przed :)
Morze i plaża  
Plaża żwirkowo kamienista, a raczej rafowo-muszlowo-kamienista :) Obowiązkowo trzeba mieć buty do wody. Na plaży można znaleźć piękne muszle i resztki martwej rafy. Aż człowieka momentami ściskało, że nie można zabrać tego do Polski. Jak się przyjrzymy z bliska niektórym muszelkom, znajdziemy w środku żyjątka, których na plaży jest mnóstwo :) Także trzeba uważać gdzie chodzimy i co bierzemy do rąk :)
     Jeżeli chodzi o snurkowanie, nie zawsze jest to możliwe lub przyjemne na płyciźnie. Zdarzają się bowiem duże odpływy, gdzie wody do snurkowania zostaje niewiele. Często są mocne prądy lub fale, które mogą nas rzucić na kamienie lub po prostu mącą wodę do tego stopnia, że obserwowanie staje się uciążliwe.
Ale są i spokojne momenty, gdzie pięknie widać wtedy rybki i można spotkać nawet młode mureny i wężyki.
     Na pomoście prawie cały czas była wywieszona czerwona flaga. Żółtą flagę można było zobaczyć co parę dni i na krótko. Jednak gdy już się wejdzie do tego morza z pomostu to widoki rekompensują wszystko, ponieważ rafa jest przepiękna. Raz nawet przypłynął żółw. Na to mamy dowód, bo kumpela akurat była pod wodą wtedy i go nagrała :) Podobno były też dwa delfiny, ale tego nie potwierdzę, ponieważ animatorzy nam powiedzieli, że ludzie je niby widzieli z pomostu. 
Wejście z pomostu może być trudne. Jest ono wąskie i wysokie. Przeważnie schodzi się i wchodzi już w płetwach, żeby jak najszybciej uciec z okolicy drabinki. Trzeba obserwować fale wchodząc i wychodząc, bo potrafią mocna zarzucić przy drabinkach. Ci, co nie zwracali na to uwagi często wychodzili z krwawiącym otarciem. Ale da się też wejść spokojnie i wchodziły nawet dzieci. Po prostu trzeba być bardziej uważnym i wziąć pod uwagę fale.
     Ponieważ nie zamierzaliśmy siedzieć cały czas na leżaku patrząc się w morze, kiedy będziemy mogli wejść, znaleźliśmy inne rozwiązanie, a raczej podsunął nam je nasz animator :) Jednak w sumie tylko raz skorzystaliśmy z tego rozwiązania, bo ciągle byliśmy zajęci :)
Niedaleko naszego hotelu, idąc plażą w prawą stronę jest hotel nad zatoką. Animator powiedział nam, że mają tam białe opaski, więc obróciliśmy nasze niebieskie opaski na drugą stronę i mając już białe opaski poszliśmy na spacer zobaczyć, czy uda nam się tam wejść.
     Doszliśmy do terenu hotelu. Przy murze siedział ochroniarz, Ale nie zareagował na nas w ogóle. Weszliśmy na pewniaka. Pierwsze wrażenie to „współczuję im plaży” Daleko od morza, chyba z 4 parasole tylko były w nieciekawym miejscu na plaży. Ale potem okazało się, że jednak można im pozazdrościć plaży, ponieważ była ona od strony zatoki i była rewelacyjna, ale o tym za chwilę.
Idąc w stronę zatoki, między wspomnianym hotelem a morzem była „plaża miłości”. To znaczy, ja ją tak nazwałam, ponieważ wszędzie były zrobione przez ludzi serduszka na napisem „ktoś tam + ktoś tam 2013”. Niektóre serca były olbrzymie. Podziwiam tych, którym chciało się to robić. Wyglądało to imponująco, ponieważ tych serc było bardzo dużo, kilkadziesiąt, a może i nawet przekroczyły setkę. Trzeba było chodzić slalomem, żeby je mijać :)
     Wreszcie doszliśmy na typowy już teren hotelu, leżaczki, parasole, hamaki, leżaki z baldachimem, dużo zieleni … Przepiękny teren.  Widok na zatokę jeszcze ładniejszy. Idziemy dalej na pewniaka, ciekawe czy ktoś nas zaczepi. Kilkakrotnie minęliśmy obsługę hotelu, ale na szczęście nikt się nami nie przejmował. Doszliśmy do samego końca zatoki. Zamoczyłam się. Woda wręcz można by rzec gorąca :) Ale widoczność zerowa. Z tego co zauważyłam na mapce, to rafa znajduje się na środku zatoki. Jest ogrodzona bojkami i to właśnie tam ludzie snurkowali. Ja już tam nie popłynęłam. Wyszłam z wody i postanowiliśmy wrócić tutaj ze znajomymi w inny dzień. Nie wróciliśmy już w to miejsce w ogóle, bo tak jakoś wyszło :)
     Druga rzecz, którą dzisiaj odkryliśmy to bankomat – kantor.
Wychodząc z hotelu, po prawej stronie jest bankomat. Podobno można tam wymienić walutę na inną. Nie wymieniałam. Mając ichniejszą walutę, wpłaca się ją i wymienia np. na euro. W Marsa preferują mimo wszystko euro. Wszystkie ceny jakie nam są podawane, są w euro. Jak zapytaliśmy ile za quady w dolarach, to powiedzieli nam, że dolary są nieważne i tylko w euro :) Ale od znajomych wcześniej przyjęli dolary więc nie jest tak źle :) Ma zapłaciliśmy ichniejszą walutą i też było dobrze :) Bankomat nie obsługuje kart VISA !!! Bardzo ważne, bo można się zdziwić przy bankomacie.
W sklepikach hotelowych, też wszystkie ceny podają w euro, taxi tak samo. 
Sprzątający jednak nie narzekał na dolary, które od nas dostawał :) Barmani również chętnie przyjmują, także na bakszysz nadal warto zabierać drobne.
Baseny
Są dwa główne baseny i jakieś tam chyba dwa dla dzieci małe i okrągłe.
Przy jednym basenie znajdują się zjeżdżalnie. Bardzo fajne, można poszaleć, pozjeżdżać, pośmiać się.
Nie pozwalają zjeżdżać na brzuchu ale pozwalają za to zjeżdżać na karimatach :)
Zjeżdżalnie typowo dla małych dzieci są wydzielone w osobnej części.
Z tych większych mogą korzystać zarówno dzieci, jak i dorośli.
Przy basenie znajduje się bar z napojami. 
Drugi basen, większy jest w innej części. Tam odbywają się animacje, piłka wodna i inne takie. Basen jest na tyle duży, że nawet jak trwa aqua aerobik i grają w piłkę wodną, to i tak jest miejsce dla pozostałych, którzy chcą spędzić ten czas w basenie inaczej. 
Woda w basenie jest słonawa !! Codziennie wieczorem widać panów sprzątających w basenie jakimś "wodnym odkurzaczem" :)
 Animacje
 Tutaj nie mam za wiele do napisania ponieważ, ja w animacjach raczej nie biorę udziału ale powiem tak.
Większość animatorów to Polacy. Codziennie organizowali coś przy basenie. Była możliwość porzucania piłką do kosza postawionego na stałe przy basenie głównym, była możliwość nauczenia się Salsy, były gry z piłką wodną i wodne aerobiki. Były też inne rzeczy ale przy basenie mało siedziałam, więc po prostu nie wiem co :)
     W ciągu dnia dzieci chodziły do Trixi Club ( chyba tak to się nazywało ), gdzie zajmowały się nimi animatorzy, a rodzice mogli odpoczywać inaczej :) Z tego co wiem, były puszczane bajki, była konsola z  kinectem, były prace z masy solnej, było malowanie twarzy, były rysunki i konkursy, a na koniec i dyplomy.
Córka znajomych wróciła właśnie z takim dyplomem do Polski :)
     Wieczorem zawsze było Mini Disco. Czasami chodziliśmy sobie popatrzeć, bo te tańczące dzieciaczki czasami dawały wiele radości :)
     Potem była część dla starszych. Były tańce orientalne, był Derwisz, były kabarety, karaoke i inne atrakcje.
Ja najmilej wspominam wybory Mistera w ostatni wieczór przed naszym wyjazdem.
Panowie dali mocno czadu i tak jak wtedy, wcześniej się nie uśmiałam :)

     No i chyba to już wszystko co mogłam napisać o hotelu.
Ogólnie sam hotel mi się podobał. Bardzo ładnie prezentował się nocą, gdy włączano lampki :) Uwielbiam takie klimaty. Niestety nie miałam ze sobą statywu, ponieważ miałam nadbagaż, ale coś tam starałam się zrobić.

Filmik z hotelowej rafy



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dziękuję za komentarz.
Pozdrawiam :)