niedziela, 14 lipca 2013

Następny dzień w Marsa


Dzień drugi.

      W nocy dojechali do nas znajomi.
Oprowadziliśmy ich szybko po hotelu, powiedzieliśmy co i jak i umówiliśmy się po śniadaniu na plaży.
     Na śniadanie poszliśmy po 9-tej rano. Pewnie w ogóle byśmy nie wstali, ale obudził nas sprzątający. Byłam ciekawa czy będą naleśniczki. Mój podstawowy składnik śniadania na każdym wyjeździe :) Były :) Zadowolona stanęłam w kolejce i nabrałam sobie dwie porcje wiedząc, że już nic innego jeść nie będę i nie muszę niczego innego szukać. Szybko jednak mi zrzedła mina, gdy tylko je spróbowałam. Niestety nie smakowały najlepiej, jakby były zrobione z wody i mąki tylko, więc musiałam poszukać czegoś innego na śniadanie. Później jeszcze spróbowałam tych naleśniczków. Smakowały ciut lepiej, ale to jednak nie to :(
     Po śniadaniu poszliśmy nad morze. Niestety nadal czerwona flaga. Znajomi już tam na nas czekali. Postanowiliśmy więc iść na zjeżdżalnie. Tam spotkaliśmy kolejnych znajomych. Z kumpelą szybko wpadłyśmy w szał zabaw dziecięcych, a panowie opanowali zjeżdżalnie.Oczy wiście postanowiłyśmy dołączyć i świetnie się bawiłyśmy. Nawet udało mi się zjechać raz na brzuchu, na co od razu obsługa zwróciła uwagę i gdy byliśmy już na górze kolejny raz, zabronili mi tego :( No ale za to można zjeżdżać na karimatach, więc nie jest źle. 
Gdy już się najeździliśmy poszliśmy na obiad a potem posiedzieć nad morze. Obiad, jak wczoraj, więc nie będę się rozpisywać. Zjadłam makaron z sosem pomidorowym, frytki i ciasto :) 
Ale dowiedziałam się za to czegoś nowego.
Podobno na spotkaniu z rezydentem, na które oczywiście nie poszliśmy powiedziano, że możemy bezpłatnie zmienić hotel na 5* tej samej filii, który jest przy zatoce i tam można sobie pływać. Szybko podłapaliśmy temat, lecz rezydent naszych znajomych, którzy lecieli z innego biura powiedział, że taka opcja u nich jest tylko płatna. Poza tym, nie czytaliśmy o tamtym hotelu, więc tak naprawdę nie wiedzieliśmy czego się można tam spodziewać. Temat szybko ucichł, ale dlaczego ? O tym później :)
     Gdy przyszliśmy nad morze, znajomych jeszcze nie było. Mąż postanowił zostać na leżaku, więc poszłam snurkować po płyciźnie sama.  Dzisiaj było nieco głębiej, widocznie przybyło wody. Pojawiły się też nowe rybki i inne zwierzątka. Szybko dołączyli do mnie znajomi i pływaliśmy sobie ciesząc się tym co mamy.  Miałam ze sobą tylko kamerkę GO PRO do testowania, więc mam nadzieję, że udało się złapać coś fajnego :)
     Powoli zaczęłam czuć, że słońce już mocno przypieka mi w plecy. Pora na smarowanie filtrem. Wyszłam z wody i poszłam na leżak, po drodze spotkałam biegnącego w moim kierunku syna znajomych, który zaczął wykrzykiwać, że jest żółta flaga i poleciał dalej po rodziców do wody. Spojrzałam na pomost, rzeczywiście !! Jest żółta flaga. Kurcze, ale te fale nadal wydają się duże …
Przylecieli znajomi złapaliśmy za sprzęt i szybko na pomost, bo może się jeszcze rozmyślą i wystawią z powrotem czerwoną ? Takich, jak my było mnóstwo. Pomost szybko wypełnił się ludźmi i zrobiła się kolejka przy drabince, którą schodziło się do wody. Ktoś tam krzyczał ze szczęścia, że wreszcie po 8 dniach ściągnęli czerwoną flagę i można wejść do wody. Wejście trochę hardcor’owe, ponieważ wąziutkie, ludzie się przeciskali, a fala rzucała ludźmi tam i powrotem, ale dało się wejść :)
 Przyszła moja kolej. Zarzuciło mnie na schodkach, ale nie uderzyłam nigdzie, więc było ok. Ubrałam szybko płetwy i szybko do wody, zanim przyjdzie następna fala. Ubrałam sprzęt do końca, pobujałam się na falach i dopiero potem zanurzyłam głowę, żeby zobaczyć co jest pod wodą.
Zdębiałam, że się tak wyrażę. Takiej rafy jeszcze nie widziałam. Pod woda było przepięknie ! Pomyślałam sobie, że dla tej jednej chwili warto było tutaj przylecieć.  Snurkowaliśmy tak długo, aż znajomym zrobiło się zimno i wyszliśmy wtedy. Rafa i ryby zapierały dech w piersiach. Takie widoki można oglądać godzinami … Fale rzucały nami na prawo i lewo, ale nie przejmowałam się tym. Najważniejsze było, żeby nie zakrztusić się wodą wlewającą się do rurki i że mogę tu być.
Od chwili, gdy weszłam do morza z pomostu wiedziałam już, że to był udany dzień :)
     Gdy wyszliśmy z wody poszliśmy na basen i resztę dnia spędziliśmy gadając i pluskając nogami w wodzie. Wreszcie trzeba było zanieść rzeczy do pokoju, wykąpać się i ogólnie ogarnąć. Podchodzimy do pokoju a tam w drzwiach koperta. Pierwsza myśl, zbankrutowało biuro i dostaliśmy informację, że wracamy do domu :/ Naczytałam się o tym w zeszłym roku dosyć dużo. Wzięliśmy kopertę i nie otwierając weszliśmy do pokoju. Otwarliśmy przerażeni, a tam informacja od rezydenta. No tak, teraz to już na pewno koniec naszego urlopu :/ Zaczynamy czytać i co się okazuje ? Ponieważ nie było nas na spotkaniu z rezydentem, rezydent przyniósł nam informację o ubezpieczeniu :) Uff … Jednak zostajemy :) Odetchnęliśmy z ulgą i wróciliśmy do wczasowania się.
     Resztę dnia spędziliśmy w towarzystwie znajomych i drugich znajomych … Trochę przy barze, trochę na animacjach … A ponieważ dostaliśmy sms’a z informacją, że rano jedziemy na nurkowanie o 23-ciej byliśmy już w pokojach pakując sprzęt i szykując się na kolejny dzień.
     Taka kolejna informacja, o której zapomniałam jeszcze wspomnieć dotyczące hotelu.
Napoje podawane są przy basenie do 24-tej. Jeśli chodzi o alkohol, to oprócz zwykłej wódki czy innego alkoholu, który jest nalewany do kubeczka i robi się potem samemu co chce, można poprosić o kolorowego drinka.
Jedzenie i picie można spokojnie wynieść z restauracji. Z tego co widziałam ludzie robili to nagminnie i nikt nic nie mówi.
Bardzo dużo Polaków, praktycznie z poza Polski to rzadko się kogoś spotykało. Animatorzy to też w większości Polscy, a obsługa przy hotelowa ( czyli np. Ci, co sprzedają wycieczki ), bardzo dużo mówili po polsku, chociaż nie każdy.
W pokojach sejf, lodówka, TV w Polonia TV, Kultura, i 4Fun TV. Reszty nie sprawdzałam.
Klima działa, jak należy.
No to na razie tyle :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dziękuję za komentarz.
Pozdrawiam :)