wtorek, 30 lipca 2013

Nurkowanie - Shuna Bay / Shuni Bay

Data: 18.07.2013          
Temperatura powietrza: 31,2 °C
Temperatura wody minimalna: 27,6 °C                
Temperatura wody przy zanurzeniu: 31,6 °C
Max głębokość: 20,4 m

Dzień 5.
     Kolejny dzień nurkowy.
     Trochę nam się pomieszało i nie wygląda to już tak ładnie, jak miało wyglądać. 
Ale już przywykłam, że jest to wyjątkowy wyjazd, na którym ciągle coś nas spotyka :)
Planowo mieliśmy nurkować wczoraj, czyli w piątym dniu naszego pobytu. Nurkowanie miało być z Łodzi i mieliśmy płynąć na Wrak. Takie nurkowanie kosztuje extra 40 euro. Niestety pech chciał, że akurat w nocy przed wyjazdem dopadła mnie „zemsta Faraona” a kumpla bolało ucho. Całą noc z czwartego na piąty dzień naszego pobytu się męczyłam i byłam nieprzytomna, więc rano odwołaliśmy nurkowanie, ponieważ dwie osoby były chore. Coś tam przez telefon, mówili nam łamaną polszczyzną, że nie można odwołać nurkowania i że musimy zapłacić itd. No ale przecież nie pojadę na nurkowanie z łóżkiem ?! Nie było opcji, żebym się zebrała, skoro nawet nie byłam w stanie odkręcić butelki z wodą, a co dopiero nurkować na wraku. Więc nie pojechaliśmy …
      Jeszcze tego samego dnia dostajemy sms’a, że następnego dnia rano nurkujemy i przyjadą po nas do hotelu o 8:20.
Antinal i Nifuroksazyd 200-tka + Pyralgina, oczywiście wszystko w podwójnej dawce, do tego leżenie cały dzień (na plaży w cieniu, gdzie sobie drzemałam :) ) i dietka pomarańczowo – lodowa ( jakoś mój organizm przyswajał tylko zimne pomarańcze z samego rana, potem zjadłam dwie bułeczki same, popołudniu 4 lodziki wodne i wieczorem zjadłam już w miarę normalną kolację ). Wiem, wiem … Jak na zatrucie to strasznie dziwną dietę zastosowałam, ale mój organizm tylko to przyjmował :) I wodę mineralną. Nawet Coli nie chciał !!! Dziwna jakaś jestem :)
     Wieczorem padłam do spania po 21-szej. Byłam mega zmęczona i na szczęście przespałam całą noc.
Dzień 6.
     Rano znowu przedawkowałam Nifuroksazyt, tak na wszelki wypadek Poszliśmy na śniadanie, gdzie zjadłam tylko dwie bułeczki suche i pojechaliśmy na nurkowanie. Tym razem bez kumpla, który nadal odczuwał ból ucha.
     Mało brakowało, a zrezygnowalibyśmy tego dnia z reszty pakietu nurkowań.
Samochód pod hotel przyjechał po nas nawet przed czasem. Pojechaliśmy do bazy, gdzie od razu po minach ekipy wywnioskowałam, że czeka nas niemiła rozmowa. Wszyscy zachowali się kulturalnie, jednak chcieli, żebyśmy zapłacili za zrezygnowane nurkowanie. My oczywiście nie chcieliśmy płacić za coś, z czego nie korzystaliśmy. Przecież to nie nasza wina, że zachorowaliśmy, a 200 euro za nic to kupa pieniędzy !!! W końcu znaleźliśmy kompromis tak, żeby każdy był stratny. My płacimy te 200 euro, a Oni dają nam za to dzień nurkowy extra z brzegu tak, żebyśmy mieli te 5 dni nurkowych, jak miało być. Więc przynajmniej nie przepadł nam dzień nurkowy. Zawsze to coś. Z drugiej strony szkoda, że kosztował nas 200 euro, ale w sumie rozumiem. Gdyby to było nurkowanie z brzegu, to nie byłoby problemu, ale łódź kosztuje i trzeba ją opłacić. Siła wyższa.
     Ruszyliśmy nurkować na pobliską plażę Shuna Bay. Wkurzeni jeszcze o to 200 euro, oburzyłyśmy się, że nasz sprzęt, który zostawiliśmy w bazie jest pomieszany. Każdy miał swoją kuwetę, w której trzymał swój sprzęt, nie było opcji go pomieszać, a jednak im się to udało. Mój automat oddechowy znalazł się u kogoś innego. Mało tego, montuję sprzęt, a tu część pierwszego stopnia ta, którą się wkręca zostaje mi w ręce !!! Bez jaj. Dokręciliśmy ręcznie i kumpela miała sprawdzać jak będziemy pod wodą czy coś nie bąbelkuje. Wszystko było ok. , ale po przyjeździe muszę oddać mój automat oddechowy do przeglądu.
     Pierwsze nurkowanie mnie nie zachwyciło. Popłynęliśmy w lewo. Zejście łagodne, bez fal.
Niby coś tam widziałam, ale tylko kawałek rafy mi się podobał. Żadna rewelacja. Może byłam jeszcze pod wpływem nerwów, związanych z tym nieszczęsnym odwołanym nurkowaniem, bo tak na prawdę to atmosfera oczyściła się dopiero pod koniec tego dnia. 
Wracając z nurkowania nad nami przepłynął statek ciągnący zodiaka. Od razu było słychać pod wodą, ze nadciąga łódź, ale dużo czasu żeby zareagować nie było.
Przepłynęła prawie nade mną, na szczęście byliśmy na tyle głęboko, że pod wodą nie odczuliśmy tego.
     Na lądzie zrobiliśmy ponad godzinną przerwę. Mój mąż korzystając z okazji, że jesteśmy w zatoce i nie ma fal, wreszcie sobie posnurkował i nawet widział płaszczkę :)
     Drugie nurkowanie było zdecydowanie ładniejsze. Tym razem prawa strona.
Widzieliśmy kokodylorybę czy jak tam ona się nazywa :), bardzo dużo płaszczek, piękne rafy i błazenki. Także to nurkowanie zmyło niedosyt z pierwszego nurkowania. Miejsce moim zdaniem ciekawsze niż Marsa Morena.
     Po nurkowaniu ściągnęliśmy sprzęt, a ponieważ było blisko to do bazy poszliśmy na nogach.
W między czasie podjechał samochód. Opłukaliśmy sprzęt i wróciliśmy do hotelu.


Kilka zdjęć z tego miejsca









Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dziękuję za komentarz.
Pozdrawiam :)