sobota, 7 września 2013

Wyprawa na wrak - Marsa Alam - FOTORELACJA


Sięgając wzrokiem daleko, daleko ...
Z plaży naszego hotelu można było wypatrzeć wrak statku.
Oczywiście nie byłabym sobą, gdybym tam nie poszła :)
Tak więc wyruszamy wzdłuż morza ...


Za pierwszym razem poszłam tylko z mężem. 
Byliśmy tam już pierwszego dnia, zaraz po przylocie czekając, aż przylecą nasi znajomi.
Tak więc nie tracąc czasu ruszyliśmy w drogę.
Obracamy się i widzimy coraz bardziej oddalający się hotel, w którym mieszkamy ...


Idziemy dalej ...
Jak widać, nie jesteśmy tu sami :)


Idziemy dalej ...




Po drodze często mijamy olbrzymie, jakby skamieniałe muszle ...





Dla porównania :)
I co ? Większe, niż nasze Bałtyckie ? :)



Odwracamy się.
Nasz hotel pozostaje daleko z tyłu ...


Ale to nam nie przeszkadza i idziemy dalej oglądając pustynne widoczki :)


Oooo ... Jest nadzieja :)
Wrak staje się coraz większy :)
Jeszcze tylko chwila ... :)


Niestety ...
Okazało się, że doszliśmy do zatoczki i aby dojść do wraku, trzeba było ją obejść.
Jak na tamten dzień, było to jednak za daleko :(
Tym bardziej, że wiedzieliśmy, że tam jeszcze wrócimy ze znajomymi.
Także zniesmaczeni, ale wracamy :) 
Po drodze mijamy coś takiego. Nie wiem, co to miało być :)


Z oddali widać już nasz hotel


Tego nie skomentuje ...


Jak widać, Egipt uśmiecha się do nas na każdym kroku :)


Idziemy dalej ...



Aż w końcu jesteśmy w hotelu ...

Kolejny dzień, kolejna wyprawa na wrak :)
Ruszamy znajomą już drogą wraz ze znajomymi. 
Mijamy rodzinkę zapatrzoną w morze.
Nie widzieliśmy, żeby ktoś tam się kąpał ...


I znowu zostawiamy za sobą nasz hotel i rodzinkę nadal wpatrzoną w morze ...


Tym razem zaczynam opisywać od miejsca, w którym ostatnio zawróciliśmy :)


Niektórzy wolą spacerować, inni wolą jeździć :)
Uwielbiam przejażdżki na wielbłądach, ale tym razem nie skorzystaliśmy :)


Pozostaje nam tylko ominąć zatokę i będziemy u celu :)



I znowu nam się wrak oddala :)


Poszłyśmy z kumpelą na łatwiznę i przepłynęłyśmy zatokę podczas, gdy nasi mężowie musieli obejść ją niosąc nasze rzeczy :)

W niedalekiej odległości od wraku, stoi sobie taki oto budynek.
Co to jest ? Nie mam pojęcia :)


I znowu mamy towarzystwo :)


Próbowałyśmy dopłynąć do wraku, ale tym razem na się nie udało.
Gdy byłyśmy już bardzo, bardzo blisko, wypatrzyłyśmy w wodzie ogromne jeżowce, poustawiane w tak duże grupy, że nie było, jak się przez nie przecisnąć :(
Zawróciłyśmy więc :(


Wracamy wzdłuż zatoki. Na razie wystarczy nam kąpieli :) 



A może by tak zamiast kąpieli grilla zrobić? :)


Ususzona ryba.
Na początku myślałam, że to jakiś plastik, ale gdy za 4 razem poszliśmy na wrak i weszliśmy na niego, okazało się, że na wraku też są takie :/


Wracamy wzdłuż drogi, żeby było szybciej


I za zatoką skręcamy w lewo, oglądając po naszej lewej stronie wrak.


Nauczeni już, że szybciej iść przez środek, nie wracamy wzdłuż brzegu morza :)




Nasza 3 wyprawa na wrak była przypadkowa. 
Po prostu podczas przejażdżki na quadach podjechaliśmy do niego.
Zdjęć więc nie zamieszczam.

Za to przed nami czwarta i ostatnia wyprawa na wrak.
Przyszliśmy większą grupą, ponieważ tym razem w trzy rodzinki :)
Zdjęć z drogi też nie zamieszczam, bo po co kolejny raz pokazywać to samo :)
Zanim wyruszyliśmy, czekaliśmy na odpływ, licząc na to, że podczas odpływu, uda nam się zbliżyć do wraku.


Jak widać wody jest zdecydowanie mniej, co daje nam nadzieję, że tym razem się uda :)


Po drodze mijamy jeżowce.
Tym razem małe, w małych grupkach. 
Spokojnie można je obejść :)


No i dotarliśmy :D 
Na wrak wspięliśmy się po linach.
Chodząc po nim, trzeba było uważać.
W niektórych miejscach był bardzo duży pochył, czego nie widać na zdjęciach.
Były momenty, gdzie musieliśmy sobie pomagać, żeby przejść w inne miejsce.

Kilka zdjęć z wnętrza ...




Ubikacja :)
Ktoś chce skorzystać?


Zdjęcia są jakie są.
Niestety warunki do robienia zdjęć nie były najlepsze :)
Ale w tamtym momencie było to mało ważne :)










Wspomniane wcześniej, suszone rybki :)


I dalszy ciąg zdjęć wraku







Zalety, a raczej wady aparatów, które można zabierać pod wodę ...
Zapomnieliśmy przetrzeć obiektywu :/



Wracamy, ten ostatni raz, znajomą nam już tak dobrze trasą ...



Dalszą drogę znacie.
Zaraz będzie znak, który już widzieliście i za nim skręcimy w lewo.
Przecinając przez środek "pustynie" szybko dojdziemy do hotelu ...

Jeśli kiedyś będziecie w tamtym miejscu, pamiętajcie.
Poczekajcie na odpływ i śmiało ruszajcie na podbicie wraku :)

Jeśli ktoś zna historię tego wraku, to będę wdzięczna za informację.
Bardzo chciałabym ją poznać.

1 komentarz:

  1. Świetnie pokazane miejsce, przyznam że nie chciał bym obudzić się na takim pustkowiu.
    Czuć klimat Egiptu.
    Pozdrawiam
    Rafal

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za komentarz.
Pozdrawiam :)