środa, 2 października 2013

Boboluszki (okolice Hermanic) - nocleg

Agroturystyka u Lucyny i Jana. 
Na miejscu zastaliśmy ładne pokoje z pojedynczymi łóżkami. Łazienki z prysznicem powyżej naszych oczekiwań, sympatycznych właścicieli i domowej roboty jedzenie, włączając w to pieczone przez Panią Lucynę bułeczki :)
Jedyne, do czego mogłabym się przyczepić, to skrzypiące łóżka. 
Pierwszej nocy każdy ruch/obrót wyrywał mnie ze snu. Nie wiem czy w innych pokojach było tak samo, czy tylko u nas. Drugiej nocy już mi to nie przeszkadzało :) Jak to mówią, człowiek przyzwyczaja się do wszystkiego. A może po prostu byłam już zbytnio zmęczona, żeby zwracać na to uwagę ? Nie wiem, ale uważam, że jest to mało istotny szczegół, który na pewno nie zaważy na tym, aby w przyszłości znów tam przenocować :)
     O ile dobrze pamiętam na wynajem było 5 pokoi o różnej ilości łóżek. Niektóre pokoje miały łazienki w środku, inne na zewnątrz. Budynek składał się z parteru, oraz dwóch pięter. Na przedpokoju między pierwszym a drugim piętrem, znajdował się telewizor, ale nie pamiętam czy było tam co oglądać, ponieważ z niego nie korzystaliśmy. Za to zebraliśmy się tam całą grupą, aby oglądnąć zdjęcia i filmiki z nurkowań :)
     Jeżeli chodzi o wyżywienie, to można wykupić pełne wyżywienie za 40 zł/os/dzień lub śniadania za 10 zł/os/dzień. Można też nie brać wyżywienia i zapłacić tylko za nocleg 50 zł.
Właściciele mają duży ogród, gdzie można posiedzieć, zrobić grilla, a nawet ognisko.
Można skorzystać też z aneksu kuchennego.
Wszystkie te rzeczy warto uzgodnić telefonicznie przed przyjazdem.
Wracając jeszcze do wyżywienia warto wspomnieć, że godziny posiłków nie są narzucone z góry, tylko można je uzgodnić według własnych potrzeb.
     Będąc w tym miejscu, ja nie brałam wyżywienia. Miałam wykupione tylko śniadania, natomiast reszta grupy korzystała z pełnej oferty.
Menu z mojego wyjazdu wyglądało tak:
Na śniadanie dostaliśmy wspomniane wcześniej pieczone przez Panią Lucynę bułeczki, było też pieczywo w postaci chleba. Do tego była wędlina, pomidory, ser zółty, twarożek i inne rzeczy. Było z czego wybierać i nikt nie wyszedł głodny.
Obiad zamówiliśmy na 17- tą lub 17:30 ? Nie pamiętam dokładnie. Na obiad w pierwszym dniu była ogórkowa, do tego placuszki "ala" ziemniaczane z dynią, paróweczki zapiekane w cieście, ciasta.
Na drugi dzień był rosół z kaczki, schabowy z ziemniaczkami, surówki, sałatki do tego, oraz ponownie ciasto.
Wieczorem rozpaliliśmy ognisko, a raczej rozpalili je właściciele i pilnowali, żeby za wcześnie nie zgasło :) Na ognisku były pieczone kiełbaski, które również były domowej roboty. Z kiełbasek pieczonych nad ogniskiem prawie nie kapał  tłuszcz. Wszyscy zachwalali ich smak. Ja oczywiście nie jadłam, więc nie potwierdzę, ale nikt nie wyglądał na niezadowolonego :)
Zdjęć niestety nie posiadam :(

2 komentarze:

  1. a szkoda bardzo, ze nei masz zdjęć, miło byłoby popatrzec do poczytania :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zdjęcia mam tylko prywatne, jakoś nie pomyślałam, żeby zrobić na bloga :(

      Usuń

Dziękuję za komentarz.
Pozdrawiam :)