poniedziałek, 3 marca 2014

Spływ płetwonurków Wisłą

1 marca 2014 roku w Krakowie odbył się Spływ Płetwonurków Wisłą.
Na zdjęciach specjalnie rozmazałam twarze, musicie wybaczyć.


Akcja została zorganizowana przez Akademicki Klub Podwodny Krab AGH
z okazji  Jubileuszu 50-Lecia Klubu

Na górze ochotnicy przebierają się w skafandry i pianki.


O godzinie 11-tej planowano wejście do wody i rozpoczęcie spływu 
z Przystani Wioślarskiej AZS AWF Kraków


Koniec spływu planowano w okolicach Kładki Ojca Bernatki około 11:40.


Dystans do pokonania to ok 2,2 km.


Godzina startu coraz bliżej.
Pojawia się też coraz więcej ludzi.


Obowiązkowe wyposażenie osób biorących udział w spływie to:
Pianka do nurkowania w wodzie zimnej lub suchy skafander, buty, rękawice, ABC


Zdjęcie grupowe.


Dobieranie się w pary.


O ile dobrze pamiętam w spływie wzięło 45 osób.


Powolne wejście do wody :)







Ostatnie poprawki ...


Osoby biorące udział w spływie, 
płynęły po powierzchni w zwartej kolumnie we wzajemnej asekuracji. 
Każdy uczestnik musiał mieć partnera


Liczna grupka osób czekająca na tych, co jeszcze na brzegu.


Akcję asekurowali również kajakarze



Policja oraz karetka pogotowia.


Organizacja była na najwyższym poziomie.


Grupowe zdjęcie z płetwami do góry :)


Ponieważ start był w innym miejscu niż meta,
Organizator zapewnił transport ubrań i pozostawionych na brzegu rzeczy na metę.


Przepłynięcie koło Wawelu ...




Cały dystans nurkowie płynęli za pontonem prowadzącym
wyznaczającym trasę spływy. 
Kolumnę zamykał drugi ponton.



Nurkowie znaleźli wysepkę


i postanowili chwilę odpocząć ustawiając się do kolejnego zdjęcia :)


I płyniemy dalej ... 
Meta coraz bliżej ...


Latający Łabędź :)


Widoki napotkane idąc wzdłuż brzegu ...



Powoli robi się coraz zimniej ...


I dopada zmęczenie ...


Inni walczą dalej ...



Coraz więcej osób decyduje się zakończyć spływ i wychodzi na brzeg ...


Ale są też tacy, którzy mimo zmęczenia płyną do samego końca ...


Myśląc o tym Spływie wcześniej, nie zdawałam sobie sprawy z tego,
że będzie on taki męczący ...


Wydawało się, że przepłynięcie takiego dystansu z prądem, to żaden problem.
Ale okazało się, że to jednak duże wyzwanie.


Przewidywany czas spływu minął.
Trzeba było podjąć decyzje kto wychodzi, a kto płynie do końca i narzuca szybsze tempo.


Zmęczenie udziela się wszystkim płynącym ...





Zmęczenie i zimno jednak nie wygrało.
Chęć dotarcia do mety była silniejsza.



Ups ... Ktoś zapomniał o rękawicach ... :/








Ten oto człowiek do mety dopłynął jako pierwszy.


Tuż za nim szybko zaczęli pojawiać się pozostali.


Do samej Kładki Bernatki nie udało się dopłynąć, ze względu na brak czasu.
Ale Spływ zakończył się niewiele wcześniej przy moście przed Kładką.



Po wyjściu z wody czekała gorąca herbata.


Na koniec napiszę, że uczestnikom tego spływu należy się Wielki Szacun :)
Woda zimna, słońce zaszło, a czasowo też wyszło dłużej niż planowano,
ale jestem pewna, że Ci, którzy dopłynęli do mety, poczuli wielką satysfakcje :)
Takie akcje są bardzo fajne i mam nadzieję, 
że jeszcze kiedyś sama wezmę udział w podobnej przygodzie :)


Wracając rzucamy ostatnie spojrzenie w stronę Wisły.