środa, 30 kwietnia 2014

Nurkowanie w Marsa Morena

 

Zbieramy się na pierwsze nurkowanie.
Jesteśmy w bazie. Pada pytanie: "gdzie jedziemy ?" Słyszę odpowiedź: " Marsa Morena"
Oooo nieee !!! Tylko nie tam :( Moja radość natychmiast legła w gruzach :( Miałam nadzieję, na jakieś nowe miejsca, super nurkowania, a tu powtórka z rozrywki :( Jeszcze jakoś nie szczególnie dobrze pamiętam Marsa Morena z zeszłego roku. Pamiętam, że gdy wchodziliśmy do wody do była słaba widoczność spowodowana silnymi falami. Pamiętam, że nie zachwyciło mnie to miejsce.
     W zeszłym roku było to moje pierwsze nurkowanie w Egipcie i spodziewałam się samych "oh'ów" i "ah'ów" po tym, jak znajomi opowiadali, jakie to piękne rafy są w Marsa Alam. Ale ja jakoś tych "oh'ów" i "ah'ów" nie pamiętam :)  Jak opisywałam w zeszłym roku to miejsce ? Możecie przeczytać tutaj Marsa Morena 2013 - Kliknij tutaj . Gdy przeczytałam to teraz, sama zdziwiłam się, że jednak nie do końca dokładnie pamiętam, jak było. Ale tak właśnie działa pamięć :) Dlatego warto zapisywać sobie to i owo i wracać potem wspomnieniami, które można zweryfikować z tym, co napisaliśmy wcześniej z tym, jak to wcześniej odbieraliśmy :) W zeszłorocznym wpisie można oglądnąć też  filmik z nurkowania.
W tym roku kamerki nie miałam, ale wzięłam za to aparat i robiłam zdjęcia, które będziecie mogli zobaczyć, na końcu tego wpisu.
     Jak w tym roku wyglądała Marsa Morena ? O dziwo pozytywnie lepiej :) Może to dlatego, że pamiętam ją niezupełnie zgodnie z tym, jak było ? A może to dlatego, że w tym roku nie było w ogóle fal ? Woda była spokojna, przejrzysta od samego wejścia. Mogłam od razu zacząć oglądać podwodną przyrodę i z zainteresowaniem poszukiwać "czegoś więcej" :)
Muszę przyznać, że po nurkowaniu wyszłam zadowolona, ale mimo wszystko uważam, że nie jest to miejsce, do którego chce się wracać. Osobiście mam nadzieję, że następnym razem, jak będę w Egipcie, uda mi się uniknąć tego miejsca :)

Zdjęcia zrobione podczas tego nurkowania.



















Przyjrzyjcie się dokładnie, tam się coś ukrywa :)









poniedziałek, 28 kwietnia 2014

Nurkowanie nocne w Sharm El Shuni



Nurkowanie nocne należy do moich ulubionych nurkowań.
Pamiętam, jak pierwszy raz się na nie wybierałam. Miałam lekką obawę: "a co jak zanurzę głowę pod wodę, zobaczę ciemność i spanikuję" ? Moje obawy były bezpodstawne :) Pamiętam, jak weszłam do wody, zanurzyłam głowę i poczułam spokój i radość :) Światło latarki oświetlało część "czarnej wody", a cała reszta pozostawała wielką niewiadomą, która może się skrywać w otaczającej mnie czerni. To było coś pięknego. Ani przez chwilę nie poczułam lęku czy jakiejkolwiek obawy. Zupełnie wyłączyłam się na wszystko, co pozostało na brzegu. Poddałam się wodzie ...
     Nie mogłam więc przepuścić okazji zanurkowania w egipskich ciemnościach :)
Niestety nurkowania nocnego nie ma w podstawowym pakiecie, ale warto je wykupić. Podwodny świat jest wtedy zupełnie inny.
     Na nocne nurkowanie zdecydowało się tylko kilka osób. Było to nurkowanie w Sharm El Shuni.
Zawieziono nas do bazy, gdzie sklarowaliśmy sprzęt, który następnie został przewieziony w miejsce nurkowe. Pianki ubraliśmy również w bazie, po czym na nogach przeszliśmy w miejsce nurkowe. Nie było to daleko, więc nawet nie odczuliśmy tego. Gdy podjechał samochód zakładaliśmy nasz sprzęt prosto z paki, co ułatwiło nam zadanie.
    Gdy wszyscy byli już gotowi udaliśmy się wgłąb morza. Wejście bardzo przypominało mi wejście w Abu Sayl, gdzie również trzeba było przejść kawałek, a następnie zanurzyć się do dziury.
O samym nurkowaniu dużo nie napiszę. Niestety miałam nadzieję, zobaczyć więcej nocnych żyjątek niż zobaczyłam. Może następnym razem ?
Zdjęcia też mi nie wyszły. Bez lampy ciężko zrobić jakiekolwiek zdjęcie w nocy. Starałam się wyłapywać ostrość światłem latarki, ale różnie to wychodziło. Pochwalić się nie mam czym, chociaż oczywiście kilka zdjęć pokażę:)
     Co widziałam ?
Widziałam murenę, śpiącego żółwia pod rafą, skrzydlicę, ślimaka, płaszczkę, krewetki ... Jak pisałam wcześniej, nie miałam szczęścia zobaczyć czegoś wyjątkowego poza krewetkami, które strasznie mi się spodobały :)
     Chciałabym wrócić tam w ciągu dnia.
Rafa wydaje się dosyć ciekawa i na pewno warto byłoby przyjrzeć się jej, gdy przejrzystość wody pozwala oglądać otaczający nas podwodny świat i nie ogranicza się do światła latarek. Może uda się nam tam wrócić w lipcu?
     Nurkowanie przebiegło planowo beż żadnych niespodzianek.
Wynurzyliśmy się i złożyliśmy sprzęt na pace samochodu.
Do bazy doszliśmy pieszo. Przebraliśmy się i wróciliśmy do hotelu.


Na trzech pierwszych zdjęciach próbowałam zrobić zdjęcie krewetkom.
Niestety nie udało mi się ładnie zrobić :(
Może następnym razem 



Na zdjęciu poniżej może je wypatrzycie, ale też niewyraźne


 Ślimaczek


 Tak mniej więcej to wygląda.
Tam, gdzie jest światło latarki, tam coś widać pod wodą :)


 Reszta, to czarna otchłań :)




 Murena wyruszyła na łowy






 Tam pod rafą można zauważyć śpiącego żółwia


 Skrzydlica


sobota, 19 kwietnia 2014

Elphistone Hotel - Marsa Alam


Wybór hotelu nie należał do mnie, był przypadkowy. Jechałam na wyjazd organizowany i nie miałam wpływu na to, gdzie będziemy mieszkać. Wydawało mi się jednak, że organizator dobrze wybrał. Sama kiedyś przyglądałam się temu hotelowi. Miał dobre opinie w internecie, zdjęcia hotelu też były ładne. Także byłam nawet zadowolona z wyboru. I dobrze, że tak się stało, bo gdybym wybrała kiedyś ten hotel na wakacje rodzinne to mogłabym się załamać z powodu braku rafy :(
Ale po kolei.
Pora na zweryfikowanie przeczytanych w internecie opinii z rzeczywistością.
     Do hotelu dotarliśmy ok północy. Nie pamiętam dokładnie czy było to parę minut po 23-ciej czy dużo później. Nauczona już pobytem w innych hotelach, że gdy przyjeżdżam po kolacji, to dostaję coś do zjedzenia, liczyłam na późny posiłek. Niestety przeliczyłam się. Nie dano nam do jedzenia niczego. Ba, nie dali nam nawet niczego do picia. Tak więc do pokoju udaliśmy się głodni i spragnieni. Musieliśmy przetrwać do śniadania.
     Zameldowaliśmy się dosyć sprawnie. Pracownicy w recepcji byli mili i uśmiechnięci. Zabrali nasze paszporty, które odebraliśmy dopiero, gdy jechaliśmy do Safagi i wydali nam karty na ręczniki oraz klucze do pokoi. Dali nam pokoje obok siebie na jednym piętrze w pawilonie G. Pokoje były ładne, czyste, duże. Każdy miał balkon, tv, sprawną klimatyzację i sejf. Nasz miał łoże małżeńskie, bardzo dobrze chłodzącą lodówkę ( nawet udało mi się zamrozić całkowicie wodę :) ) i wannę z prysznicem. Byłam pod wrażeniem, bo spodziewałam się gorszego pokoju.
Na minus - nie działała suszarka do włosów (której i tak nie używam, ale dla niektórych to ważna rzecz :) ) O tym, że nie działa dowiedziałam się przypadkiem, jak chciałam wyszyć buty :) Ale to inna historia, nie na teraz :)
Drugi minus to bagażowy. Po przyniesieniu bagażu do pokoju, jak zwykle daliśmy bakszysz. I w tym momencie, jakie było nasze zdziwienie, jak gościu powiedział, że chce więcej  :) Daliśmy dla świętego spokoju, ale niesmak pozostał.
     Tych minusów jeszcze parę będzie podczas tego wpisu ale dla równowagi napiszę teraz o plusie.
Teren hotelu bardzo ładny, zadbany, zielony, posprzątany. Naliczyłam 4 baseny. Nie wiem ile podają BP. Jeden, to brodzik dla dzieci. Zapomniałam sprawdzić czy był podgrzewany :( 3 pozostałe na pewno nie były podgrzewane. Dwa baseny znajdowały się w okolicach baseniku dla dzieci. Ostatni basen znajdował się w zupełnie innej części hotelu i zauważyliśmy go dopiero ostatniego dnia. Przy tym ostatnim basenie do picia był tylko sok nalewany z dystrybutora. Nie było automatu z napojami gazowanymi ani pracownika baru. Przy 3 pozostałych basenach, które były w pobliżu siebie był bar z napojami oraz alkoholami, były też stoliki i wydawane przekąski między głównymi posiłkami. Był jeszcze bar na plaży z napojami.
Plaża ładna, wręcz można powiedzieć piaszczysta. Leżaki zarówno na plaży, jak i przy basenach dostępne o każdej porze dnia. Pewnie wpływ na to miał fakt, że byliśmy poza sezonem i hotel był praktycznie pusty. Podejrzewam, że miało to też wpływ na pozamykane niektóre bary na terenie hotelu oraz niedziałającą fontannę, a taka ładna by była gdyby działała.
     Jeżeli chodzi o jedzenie to dla mnie najgorsze, jakie miałam do tej pory w hotelach oraz najmniejszy wybór. Podejrzewam, że na ilość potraw miała wpływ wspomniana już sytuacja, że byliśmy poza sezonem i było mało osób w hotelu. Ale nie powinno to mieć wpływu na jakość jedzenia. W sumie skończyło się na tym, że na śniadanie i kolację jadłam zawsze pieczywo z ogórkiem, bo nic innego dla mnie nie było do jedzenia. Na obiad były tylko dwa razy frytki. Makaron z sosem pomidorowym (ala spaghetti) mi w ogóle nie smakował. A zawsze był to mój podstawowy posiłek na wyjazdach :(
Ciasta jakieś tam były ale tortów już nie było. Owoce to głównie pomarańcze i banany. Pomarańcze przeważnie słodkie, soczyste i pyszne. Banany też lepsze w smaku niż jadłam w innych hotelach. Były też inne owoce, ale nie zwracałam nawet na nie uwagi.
Na plus - lody były na obiad i na kolację. Można było sobie nakładać samemu gałki. Do wyboru zawsze dwa smaki. Bardzo dobre :)
Z normalnego jedzenia można było jeszcze znaleźć jakieś wędliny, sery i inne gorące potrawy, ale dla mnie w ogóle niezjadliwe. Mój mąż, który jada prawie wszystko miał nawet problemy z posiłkami. Przez chwilę zastanawialiśmy się, czy to może my staliśmy się tacy wybredni, ale nasze opinie szybko potwierdzili pozostali z grupy. Jednak nadal tłumaczę to, że może to dlatego, że byliśmy poza sezonem ?
     Na minus było jeszcze to, że główne posiłki były wydawane później i zakańczane wcześniej niż planowo powinny. Zdarzyło się nam przez to nie zdążyć na obiad.  Za pierwszym razem, gdy tak się stało dowiedzieliśmy się, że jak wiemy, że się spóźnimy, to możemy zgłosić to i wtedy poczekają na naszą grupę z obiadem. Gdy chcieliśmy to zrobić, dowiedzieliśmy się, że możemy to zrobić tylko przed 21-szą dnia poprzedzającego, więc następnego dnia znowu zostaliśmy bez obiadu, bo zgłosiliśmy po 21-szej :)
Jeśli chodzi o przekąski przy basenie, to przestałam na nie chodzić. Byłam dwa, trzy razy. Z tego co wiem, to zawsze była pizza, która mi niezbyt smakowała, ale głodny zje i nie będzie narzekał. Raz miałam naleśniki, które mi smakowały i raz były oponki (coś ala pączki, takie gnioty totalne na słodko :) )
     Dla równowagi na plus było to, że jak zamówiliśmy sobie lunch boxy to dostaliśmy je bez problemu. Dostaliśmy je też w dniu wyjazdu, ale w tym dniu wydający je z pomieszczenia bocznego pracownik, chciał już pieniążki :) Pierwszy raz spotkałam się z tym, żeby pracownicy hotelu domagali się kasy. I nie piszę tego jako sknerus, bo zawsze biorę $ dla obsługi i chętnie się nimi dzielę. Mam to wliczone zawsze w koszty wyjazdu :)
     Bar przy basenie zamykany był o 24-tej. Ale jak się ładnie uśmiechnęło do obsługi to nawet i dużo później można było sobie nalewać napoje.
     Animacje. Największa porażka, jaką widziałam :) Do amfiteatru, gdzie się odbywały nikt nie chodził. Animatorzy musieli przenieść się pod bar, żeby ktokolwiek ich oglądał, ale szczerze mówiąc nie było nawet czego. Raz był Derwisz i taniec brzucha, który na chwile skupił uwagę wczasowiczów, ale potem znowu nikt nie zwracał uwagi na animatorów. Możliwe, że na to też miało wpływ to, że byliśmy poza sezonem. Plusem przy animacjach było to, że bardzo późnym wieczorem, animatorzy przynosili do stolika jakąś przekąskę. Były to np.coś ala oponki lub popcorn w kubeczku, który smakował, jak styropian :) Ale liczy się sam fakt, że coś dawali na ząb :)
     Kolejny minus - rafa, a raczej jej brak. Jeżeli ktoś jedzie do Egiptu po to, żeby posnurkować, to odradzam ten hotel. Rafy tam nie ma ! Zrobiłam dwa podejścia. Raz poszłam do morza po lewej stronie plaży. I tak sobie szłam i szłam i szłam w głąb morza i nigdzie nie doszłam. Wracając znalazłam za to na płyciźnie małą białą murenkę :)
Kolejne podejście zrobiłam z prawej strony plaży. Tym razem woda była głębsza, nawet ubrałam płetwy i zaczęłam snurkować, ale rafy jednak nadal nie było. Postanowiliśmy zaryzykować i wypłynąć daleko w głąb morza, aż za fale aby poszukać raf. Być może tam coś będzie. Płynęliśmy długo, aż nagle zamiast raf pojawiły się meduzy. Było ich coraz więcej, aż w końcu musieliśmy zawrócić, ponieważ było ich za dużo. Popływaliśmy sobie jeszcze na płytszej wodzie, gdzie znaleźliśmy płaszczkę i wróciliśmy na brzeg.
     Z pozostałych atrakcji jakie widziałam to na plaży były konie i kajaki. Nie wiem w jakich cenach, bo nie miałam okazji się zapytać.
Przed hotelem i na terenie hotelu można było zrobić drobne zakupy pamiątkowe. Było kilka sklepików. My zrobiliśmy nasze zakupy w jednym. Ceny drogie, jak na Egipt, ale brak konkurencji i turystów robi swoje. Przepłaciliśmy świadomie ale i tak wyszliśmy zadowoleni. Sprzedawca dał mi gratis "suwenir" (każdy dostawał, i był wliczony w cenę, ale gest się liczy, że niby gratis) :)
Zaprosił nas też na herbatkę miętową. Siedzieliśmy więc w sklepiku i rozmawialiśmy, co jakiś czas wracając do targowania, popijając pyszną, słodziutką herbatkę.
     W hotelu nie ma bezpłatnego dostępu do internetu, nawet w lobby jest płatny.
Poza sezonem do Zatoki w Abu Dabbab bus wozi tylko dwa razy w tygodniu. W pozostały dzień kosztuje 10 euro za osobę. Przy większej grupie 5 euro za osobę.
Chyba to już wszystko, co można napisać o hotelu. Jeżeli ktoś ma jakieś pytania to piszcie, odpowiem do póki coś pamiętam lub jeśli będę wiedzieć. Zbytnio się hotelem nie interesowałam szczerze mówiąc.
     Podsumowując cały pobyt w hotelu tak na szybko.
Jest to ładny, czysty i zadbany hotel. Polecam go osobom, które chcą odpocząć przy basenie. Jeśli ktoś jedzie do Egiptu dla rybek i rafy - odradzam wybór tego hotelu.
Jeśli chodzi o jedzenie to ani nie polecam ani nie odradzam. Pierwszy raz byłam poza sezonem na wyjeździe, więc nie mam porównania z innymi hotelami.
Ogólnie, gdyby nie te rafy, to hotel na pewno oceniłabym pozytywnie. Minusy są w każdym hotelu i należy o tym pamiętać.

Dodane 5 sierpnia 2014r.

     Wróciłam niedawno z Marsa. Poznałam tam ludzi, którzy mieszkali w tym hotelu w sezonie. Zapytałam ich, jak wygląda teraz sytuacja z jedzeniem. Wszyscy bardzo zachwalali jedzenie. Mówili, że jest pyszne, że jest bardzo duży wybór, ich lunch boxy były bardziej rozbudowane niż moje. Ogólnie jedzenie to było coś, co zachwalali najbardziej. Trafili jednak do pokoi w głównym budynku i tam już im się mniej podobało. Może te w bungalowach, w których ja byłam  są lepsze ? Nie wiem, ale jak macie możliwość to sprawdźcie to, jakbyście byli niezadowoleni z pokoju, który Wam przydzielono w głównym budynku :)

Dodane 20.03.2016

Podobno hotel posiada już piękny, długi pomost :)

 Idziemy do naszego pokoju


Wnętrze pokoju





 łazienka



 Skoro wiemy już, jak wygląda pokój, 
to przespacerujmy się teraz po terenie hotelu

Jeden z basenów widoczny wyraźnie.
Drugi jest tuż nad nim. Widać kawałek niebieskiej wody.


To ciągle ten sam basen.
Po prawej stronie widać kawałek basenu dla dzieci.
Na wprost budynki, w których mieszkaliśmy.


Basenik dla dzieci

 Idziemy dalej ...




Z lewej strony restauracja

Na tym zdjęciu widać ciut więcej, 
z lewej restauracja, a prawej baseny

 Spacerujemy dalej


Z lewej widoczny bar przy basenie.
To w nim były przekąski między posiłkami.
Na środku widoczny sklepik

Idziemy dalej


Kolejny sklepik widoczny po lewej stronie
Nie robiłam tam zakupów.
Na zakupy poszłam do sklepików, które były przed wejściem do hotelu.
Fajna obsługa, pyszna herbatka miętowa :)
Polecam :)

I ponownie sklepik widziany już wcześniej. 
Po prawej wspominany już bar przy basenie.

Zwiedzamy dalej :)


Idąc tam dalej, znajdziemy kolejny basen.
Nie mam jego zdjęcia. 
Tzn. mam, ale nie mogę wstawić, ponieważ są tam leżakujący znajomi :)


Fontanna niestety nieczynna.
Pewnie włączają ją w sezonie.


 Jak już pisałam w opisie, rafa przy tym hotelu to jakaś pomyłka.
Brak tam rafy, natomiast można spotkać bardzo dużo meduz :)
Przynajmniej o tej porze roku, kiedy ja byłam.


Hotelowi goście :)




Widok z mojego balkonu na hotel




 I na koniec panoramka :)