wtorek, 5 sierpnia 2014

Malikia Hotel - Marsa Alam

Malikia Hotel - Marsa Alam 2014

Na wstępie napiszę, że jakkolwiek źle to wszystko wygląda na początku mojego wpisu, tak warto przeczytać do końca. Ogólnie jestem zadowolona z pobytu w tym hotelu i na pewno wrócę tam jeszcze nie jeden raz :)


     Kolejny wyjazd w Egipcie niestety już się skończył :( Pisałam już, że uwielbiam ten kraj ? :)
Zacznę od opisu hotelu, ponieważ najwięcej pytań dostaję właśnie na ten temat.
Ostrzegam, będzie to bardzo długi wpis :) Zdjęcia zamieszczę w późniejszym terminie, ponieważ obecnie nie ma mnie w domu i nie mam do nich dostępu.
Żeby nie przedłużać, zaczynam relację :)
     Pamiętajcie, jestem zadowolona z tego hotelu i zamierzam tam wrócić. Było dużo minusów, ale pokażcie mi hotel, w którym wszystko jest idealne. Nie ma takiego, a zatoka i obsługa rekompensują niedogodności :)

PIERWSZE WRAŻENIE

     Do hotelu dotarliśmy chyba około 6 rano. Może trochę wcześniej, może trochę później, niewielka różnica. Pierwsze wrażenie mnie rozczarowało, a może nawet przeraziło. Pomyślałam sobie " ten hotel w katalogu wyglądał dużo lepiej ... " i pocieszyłam się, że może przynajmniej plaża będzie fajna...
Pokoju nie dostaliśmy od razu. Ludzie więc porozsiadali się wszędzie, gdzie było wolne miejsce i większość poszła spać układając się na kanapach w dziwnych pozycjach :) Ja postanowiłam pozwiedzać. Przeszłam przez lobby i zauważyłam, że hotel jest dosyć "wysłużony". W kopule, która tak pięknie wygląda oświetlona nocą wybita była szybka, przez którą wlatywały gołębie. 3 gołębie latały nad kanapami i zastanawiałam się kiedy komuś przydarzy się zlatująca niespodzianka z góry :) Muszę jednak zaznaczyć, że gołębie potem zniknęły i chodząc tamtędy codziennie, może raz je tylko widziałam.
     Poszłam zobaczyć plażę. Przechodząc obok basenu zauważyłam bardzo małą ilość leżaków przy nim. Pamiętam, jak pomyślałam sobie "pewnie będzie brakowało miejsc na leżakach" patrząc na zarezerwowane o 6-tej rano leżaki i poszłam na plażę. Na plaży również wydawało mi się, że jakoś mało jest tych leżaków. Wraz ze mną do hotelu przyjechał cały autokar ludzi a wiedziałam, że ludzie dopiero zaczynają zjeżdżać, bo sama czekałam na znajomych, który mieli dojechać koło południa. Myślałam, że na tak dużą ilość osób, która musi być w hotelu, tych leżaków jest zdecydowanie za mało. Jak się okazało podczas całego pobytu, leżaków nie brakowało a my zawsze mieliśmy nasze ulubione miejsce pod palmami )
Wróciłam do lobby ...
Ludzie smacznie sobie spali czekając na swoje pokoje. Ja siedziałam i odganiałam się od much. Pomyślałam wtedy, że to najgorszy hotel, w jakim byłam i taką samą wiadomość wysłałam znajomym, którzy mieli dojechać. W ciągu dnia muchy zniknęły i praktycznie więcej już ich nie odczuwałam.
     Jeżeli w tym momencie chcesz już zrezygnować z wyjazdu do tego hotelu, to poczekaj i doczytaj to, co będzie dalej :) Pewnie jeszcze bardziej zapragniesz zrezygnować z hotelu :) Wytrwali, którzy doczytają jednak do końca moją relację dowiedzą się, że pierwsze moje wrażenie było mylne i do hotelu na pewno kiedyś wrócę :) Ale o kolei ... :)
     Pokoje dostaliśmy przed 10- tą. Każdy miał dużo wcześniej przypisany konkretny pokój, bo już w autokarze mieliśmy numery naszych pokoi. Wszyscy Polacy, jakich poznałam byli w skrzydle zaczynającym się na 3000. Są to pokoje po prawej stronie hotelu patrząc w stronę morza. 30XX są na parterze, a 31XX na pierwszym piętrze. My dostaliśmy pokój 3030 na parterze. Wchodzimy do pokoju, włączamy klimatyzację i zaczynamy się zastanawiać, jak w takim hałasie będziemy spać ? Klimatyzacja chodziła tak głośno, że nie dało się wytrzymać. Albo tykała jak traktor, albo stukała, albo wydawała jeszcze inne odgłosy, ale ogólnie chłodziła :) Wszędzie w pokoju chodziły mrówki. Te duże i te malutkie. Biorąc papier toaletowy musiałam najpierw strącić mróweczki :) Ale to nie wszystko jeszcze :) Sejf leżał sobie luzem w szafie, można go było zabrać pod pachę i wyjść z nim :) Szafa w ogóle się nie zamykała, drzwi były wyrwane z zawiasów. A włączając światło w łazience można było obudzić wiatrakiem połowę skrzydła :) Pokój wyglądał, jakby bardzo długo nikt z niego nie korzystał. To był kolejny moment, gdy pomyślałam sobie "przecież ludzie mówili, że to dobry hotel" i "jak ja tutaj wytrzymam 2 tygodnie ?", "mogłam wziąć jednak Hiltona" ...
Pierwsze co przyszło mi do głowy to: "musimy zmienić pokój". Ale skoro mamy już zmieniać pokój, to poczekamy na znajomych zobaczymy, który pokój oni dostaną i poprosimy o pokój blisko nich. Postanowiłam więc wyjść na plażę. Zanim to zrobiłam sprawdziłam jeszcze szybko czy mamy jakiś kanał muzyczny w TV. Telewizor oczywiście stary, ale co tam ważne, żeby działał. Włączam TV a tam zonk. Nic nie ma :( Jakieś szumy, kanały ledwo przebijają, zupełnie nie da się oglądać. Może ktoś rozregulował i trzeba wyszukać od nowa kanały ? Włączam wyszukiwanie i niestety kolejne rozczarowanie :(
Hmm ... Ciekawie nie jest ...
     W tym momencie pewnie kolejny raz chcesz zrezygnować z tego hotelu, ale pomęcz się jeszcze trochę i poczytaj dalej :)
     Znajomi przyjechali, a że dostali pokój niedaleko nas, to doszliśmy do wniosku, że może się jakoś przemęczymy z tym wszystkim. Zamówiliśmy serwis, który naprawił drzwi od szafy, wiatrak z łazienki się rozkręcił i nawet już tak nie hałasował, jak pochodził włączony kilka godzin :) Pozbyliśmy się większości mrówek i dowiedzieliśmy się, że sejfu nie da się przykręcić :) Klimatyzacja "no problem" przyjdzie inżynier :) Przyszedł inżynier, wyczyścił filtry i położył kamień na klimatyzacji :) Na chwilę ustało, ale zanim wyszedł klimatyzacja od razu zaczęła grać swój koncert. Inżynier rozłożył ręce i powiedział, że przyjdzie starszy inżynier :) Przyszedł starszy inżynier (było ich już dwóch :) ) i przyniósł drabinę. Popatrzył, poruszał kamieniem i zadzwonił po kolejnego speca :) Przyszedł mechanik :) Popatrzył i nic nie robiąc zadzwonił po kolejnego, tym razem szefa :) To był już 4 spec od klimatyzacji :) Przyszedł szef, kazał wyrzucić kamień, ochrzanił wszystkich i kazał coś wyregulować. Regulowali chyba z półgodziny, aż ucichło :) Wychodząc z pokoju jeden z inżynierów rozbił halogen drabiną w przedpokoju :) Przyszedł więc piąty "pan złota rączka" i wymienił halogen :) Cała pięcioosobowa ekipa opuściła pokój :) I gdy już wydawało się, że wszystko jest w porządku ... okazało się, że nie jest :) Gdy wróciliśmy z wieczornych animacji i chcieliśmy położyć się spać, klimatyzacja od nowa zaczęła grać swój koncert i grała tak do godziny 3-ciej w nocy, bo dłużej nie wytrzymałam i zadzwoniłam do recepcji informując, że niestety nadal mamy problem z klimatyzacją. Tak głośnego "traktora" jeszcze nie słyszałam, aż nagrałam sobie na komórce i puściłam potem znajomym, ale było śmiechu z tej naszej klimatyzacji :) Ubaw mieliśmy straszny, ale te wszystkie rzeczy, które nam się przytrafiły na początku nie wpływały pozytywnie na opinie o hotelu. Koniec tego wszystkiego był taki, że zaproponowano nam zmianę pokoju. Zapytano nas czy chcemy mieć pokój w konkretnym skrzydle, doszliśmy do wniosku, ze jest nam wszystko jedno, gdzie mamy pokój, byle by się dało spać :) Dostaliśmy pokój w skrzydle 2XXX, a dokładnie 2132 na pierwszym piętrze. Pokój pasował mi idealnie. Piętro, czyli mogę spokojnie suszyć swój sprzęt nurkowy, czyli nie będzie mrówek w pokoju, piękny widok ma morze, klimatyzacja cichutka, po prostu bajka :) Do czasu ha ha ha  :) Wchodzę pod prysznic, odkręcam wodę, a tam chłodna, a raczej lekko zimnawa. Pomyślałam sobie" "może są bojlery i ktoś wykorzystał całą ciepłą wodę i później będzie ok ?" Nie było :( Woda pod prysznicem cały czas przyprawiała mnie o ciarki po całym dniu spędzonym na słońcu. Dziwne, bo w kranie była gorąca. Moja rodzinka, też mówiła, że nie jest chłodna tylko ciepła, więc może to ze mną jest coś nie tak ? :) Druga sprawa to, wiecznie zatkana umywalka. Woda schodziła bardzo, bardzo długo, a czasami nie wiem, jakim cudem zaczynała kapać woda, jakby z syfonu pod umywalką. Sytuację ratowały dwa podstawione kosze na śmieci pod umywalkę :) Stwierdziliśmy, że nie będziemy już niczego zgłaszać, bo nie przeszkadza nam to aż tak bardzo, żeby znowu tracić czas w pokoju, gdy przyjdzie znowu pięciu specjalistów do przetkania umywalki :) Niech następni lokatorzy po nas też mają jakieś atrakcje :) Jeśli chodzi o pozostałą część pokoju to niewiele różnił się od pierwszego. Wydawał się jednak bardziej przyjazny, może przez to, że meble wydawały się mniej zużyte, może przez to, że ściany były bielsze ? Nie wiem przez co. W każdym bądź razie niewiele się różnił, a jednak jakoś tak milej nam w nim było. W pokoju była lodówka z mini barkiem. Z tego co pamiętam piwo 3 euro, a cola i inne puszki po 2 euro. Sejf był zamocowany w szafie, nowy z elektronicznym wyświetlaczem, a w TV można było posłuchać muzyki :) Na obraz raczej bym nie liczyła :)
     W tym momencie nadal uważałam jeszcze , że jest na najgorszy hotel w jakim do tej pory byłam i przez chwilę nawet żałowałam, że nie wybrałam jednak sąsiedniego hotelu Hilton. Do tej pory chodziłam jeszcze niewyspana. Dwie czy trzy "zarwane" noce (już nawet nie pamiętam ile, ale na pewno jedna nie przespana całkowicie) i te wszystkie przygody zrobiły swoje. Ale postanowiłam nie przejmować się tym wszystkim i cieszyć się z urlopu.
     Żebyście nie myśleli, że wszystkie pokoje są złe to zaznaczę,że znajomi z którymi przyjechaliśmy, nie mieli żadnych problemów z pokojem :) Ale ja to ja, u mnie zawsze coś musi być zepsute, nie działać prawidłowo i takie tam :) Takie już mam szczęście :)
     Zanim napiszę dalszą, długą relację, żeby nie trzymać nikogo w niepewności, jak to w końcu jest z tym hotelem, to napiszę od razu, że całkowicie zmieniłam zdanie, na temat tego hotelu i na pewno kiedyś do niego wrócę :) Także, jeśli jest ktoś nim zainteresowany, to teraz spokojnie może już przeczytać dalszą część relacji :) Atrakcje pokojowe zakończyłam już opisywać :)

JEDZENIE

     Skoro zaczęłam już pisać od negatywów to kolejnym będą posiłki, ale tak nie do końca :)
Minus - bardzo mały wybór potraw. Na prawdę bardzo mały, śmialiśmy się mówiąc "że w sezonie pewnie jest większy wybór", a przecież byliśmy w środku sezonu :) Potrawy praktycznie codziennie te same. Ciasta ? Brak ciast tortowych, co mnie bardzo zdziwiło. Nawet, jak ktoś miał urodziny to nie dostał tortu tylko jakieś ciasto typu naszej "babki piaskowej" tylko w okrągłym kształcie. Pracownicy ślicznie zaśpiewali, nałożyli kawałki solenizantom i osobom przy stoliku i zabrali resztę ciasta :D Kolejny szok :)
Ale za to ... Dużo owoców, a na wielki plus zasługuje to, że potrawy, były smaczne. Na początku pobytu smakowało mi średnio ale potem albo się przyzwyczaiłam, albo coś zmienili, bo na prawdę zajadałam się ze smakiem. Nie tylko ja miałam takie odczucia. Nagle wszystkim zaczęło nam smakować jedzenie i zostało tak już do samego końca :)
     Niedawno opisywałam hotel Elphiston, gdzie pisałam, że jest mały wybór jedzenia, więc tutaj było jeszcze gorzej.  A przypominam, że tam byłam po sezonie. Do hotelu Elphistone jeszcze wrócę w poprzednim wpisie, bo muszę dopisać tam nową notatkę dotyczącą jedzenia, ale tutaj nie jest na to miejsce, więc wracamy do hotelu Malikia :)
    Na śniadanie tradycyjnie można było zjeść jajecznicę, jajka sadzone, gotowane i w innych wydaniach. Można było zjeść naleśniczki, bułeczki słodkie, coś ala mufinki, płatki śniadaniowe, jakieś warzywka i coś tam jeszcze było. Nawet nie patrzyłam co, ponieważ moje śniadanie zawsze składało się z naleśników a śniadanie męża z omleta jajecznego :)
     Obiad ? Na obiad dotarłam dwa razy. Raz, jak wracałam z nurkowania to przechodziłam przez stołówkę więc, jak już byłam to postanowiłam coś zjeść. Moim zdanie wybór był mniejszy niż na kolacji, więc doszłam do wniosku, że nie ma po co chodzić na obiady, bo wystarcza mi to, co na plaży, a nie ma niczego specjalnego, co byłoby warte przyjścia do restauracji. I tak zostało :) Drugi raz na obiad dotarłam już przed samym wylotem. Tak więc nie wiele mam do powiedzenia na ten temat :)
     Kolacja. Zdecydowanie najbardziej urozmaicone posiłki, co nie oznacza, że zmieniłam zdanie i wycofuję to, co napisałam wcześniej, wybór bardzo malutki i praktycznie codziennie to samo, ale było co jeść. Zawsze były makarony, zawsze był ryż, zawsze były dwie zupy, prawie codziennie był kurczak. Było pieczywo, wędlina, sery, pomidory, ogórki itp. Były owoce i były ciasta. To nie jest tak, że nie było co jeść. Każdy coś tam dla siebie mógł znaleźć do jedzenia, a jak już napisałam wcześniej, jedzenie z każdym dzień smakowało mi coraz bardziej :)
     Zostały nam posiłki przy barze plażowym. Przekąski praktycznie były cały czas. Słodkie bułeczki czy inne ciasta (chyba pozostałości z kolacji/śniadania) prawie cały czas leżały na ladzie i można było brać do woli. W wyznaczonych godzinach pojawiały się też potrawy na ciepło. Najczęściej były to smażone parówki lub mięsko mielone, coś ala jak do hamburgerów, chipsy ziemniaczane lub frytki. Niestety chipsy ziemniaczane i frytki często były za mało wypieczone, ale przy takich kolejkach się nie dziwię. Oprócz tego był też makaron, przeważnie z sosem pomidorowym. Były różne sałatki w tym grecka, pizza oraz owoce. Ja przeważnie zajadałam się chipsami ziemniaczanymi/frytkami i do tego arbuz i pomarańcze :) To mi wystarczało. Do tego codziennie przy plażowym barze były lody. Przeważnie 4 smaki: wanilia, czekolada, truskawka i jakiś pomarańczowy jeszcze. Ja zawsze jadłam wanilia i czekolada i mi smakowały.
     Napoje - warto zabrać ze sobą kubeczek termiczny. Bardzo dużo osób korzystało z takich i nalewało sobie do nich napoje zamiast do maleńkich plastikowych kubeczków. Obsługa nic nie mówiła. Wody butelkowej nie ma. Można zakupić w lobby barze 2L wodę za 2 dolary lub 2x2L za trzy dolary. Druga wersja jest bardziej opłacalna, chociaż większość nalewała sobie wodę z dystrybutorów do butelek. Oczywiście wszędzie były informacje, żeby tego nie robić, ale jakoś wszyscy to robili i za bardzo nikt uwagi na to nie zwracał.
Mnie napoje gazowane na plaży szybko przestały smakować, więc jak jeszcze nigdy wcześniej, przestałam pić colę i przerzuciłam się na Nestea Lemon. Przeważnie była zimna i mało słodka, idealna na upały. Natomiast na kolacji piłam dużo coli, bo tam była na prawdę dobra cola :) W lobby znowu piłam Nestea, bo cola tam była dla mnie za słodka :) Ale to już kwestia gustu. W każdym bądź razie napoi było pod dostatkiem i niczego nie brakowało :)
Hmm ... O czym tu teraz napisać ? O już wiem :)

PLAŻA.

     Jeśli chodzi o plażę, to moim zdaniem Malikia ma zdecydowanie lepszą i ładniejszą plażę. Na plażę idziemy sobie z pokoju spacerkiem.  Plaża jest strzeżona tzn.siedzi sobie ratownik, jest piaszczysta. Buty do wody ani raz nie ubrałam na nogi. No chyba, że do płetw, bo miałam paskowe :)
Leżaków na plaży nie brakuje. My zawsze braliśmy leżaki za Ratownikiem pod palmami :) Nie były one w pierwszej linii brzegowej, ale nam najbardziej pasowały, bo palmy dawały dodatkowy cień, mieliśmy blisko do prysznica, baru, do wody i do wc :)  Są dwa rodzaje leżaków: z plastikową i aluminiową konstrukcją (a może to inny metal ? Nie wiem :) ). Jak dla mnie jedne i drugie leżaki są ok.
     W pierwszym dniu, gdy pojawiliśmy się na plaży od razu otoczyli nas "naganiacze" jak to ja ich nazywam, ale potem mieliśmy już prawie cały czas spokój.
     Do wody wchodziliśmy przy rafie Malikia i albo płynęliśmy wzdłuż niej na prawą stronę, gdzie najczęściej można było spotkać krokodylorybę i gdzie mieszkał sobie błazenek, albo płynęliśmy na środek zatoki, gdzie pływaliśmy z żółwiami a następnie odbijaliśmy na lewo w stronę rafy Hiltona. Odległość wydaje się spora, ale jakoś tego nie odczuwaliśmy. Jeśli ktoś nie czuje się pewnie, może kupić na plaży kapok za 15 euro. Można też wypożyczyć, ale nie opłaca się, ponieważ wypożyczenie kosztuje 5 euro za dzień. My zakupiliśmy jeden taki kapok i pływaliśmy sobie spokojnie po całej zatoce tam i z powrotem aż do momentu, aż nas zimno wyganiało z wody :) A muszę zaznaczyć, że przeważnie pływaliśmy jeszcze w piankach, żeby przebywać w wodzie jak najdłużej :) Ale wracając do tematu ...
     Rafa po stronie Hiltona jest zdecydowanie ładniejsza niż rafa po stronie Maliki, ale warto popływać na obydwu o różnej porze. Po stronie rafy Maliki, późnym popołudniem można zobaczyć żółwie na rafach. Po stronie Hiltona widzieliśmy za to mantę !!! Byłyśmy pod takim wrażeniem, że prąd mnie zniósł na korale, nawet nie zauważyłam kiedy i poparzyłam sobie delikatnie nogę. Także, jak wystawiacie głowę nad taflę wody, żeby wymienić się wrażeniami, to uważajcie, gdzie Was niesie wtedy prąd, bo wystarczy chwila nieuwagi.
    Płynąc do rafy Hiltona po drodze spotykamy "martwą" rafę, gdzie warto się zatrzymać na chwilę i pokręcić w tamtym rejonie. My tam spotkaliśmy ośmiornicę, rekinka gitarowego, barakudę, młodego karanksa i wiele innych ciekawych rybek. Trzeba się tylko dobrze wpatrzeć i mieć szczęście. Ośmiorniczkę widziałam tam zawsze w tym samy miejscu, więc może to był jej "domek" :)
Jak już wspomniałam, warto pływać po obydwu stronach o różnych porach, jak i po środku zatoki.
     Podczas naszego pobytu kilkakrotnie była czerwona flaga, ale nawet nie zwracaliśmy na nią uwagi. Czerwona flaga wręcz czasami brzmiała dla nas zachęcająco :) Oznaczała ona fale :) Owszem, woda jest wtedy zmącona i żeby snurkować trzeba odpłynąć dalej od brzegu ale za to można poskakać po falach, jak nad naszym morzem. Jak dla mnie fajna odskocznia :)
Wydaje mi się, że zatoka Abu Dabbab jest jedyna w swoim rodzaju w Marsa Alam i nie ważne czy jest wiatr czy go nie ma, zawsze można wejść do wody. Ludzie snurkują tam, nurkują, pływają na materacach i innych dmuchanych zabawkach. Nikt nie śmieje się z dorosłego w kapoku. Pełny relaks i zabawa :)
     Na plaży są dwa prysznice. Jeden idąc w stronę sklepików, drugi za barem na plaży. Te dwa prysznice spokojnie wystarczają. W każdym mogą się płukać równocześnie 4 osoby, a woda jest przyjemnie cieplutka zwłaszcza, jak się wychodzi przemarzniętym z morza :)
     Ważna informacja dotycząca ręczników. Jeśli chcecie wymienić ręczniki rano, to możecie mieć problem. Ręczniki najlepiej oddawać wieczorem, a rano brać nowe lub oddawać rano na basenie, a brać sobie na plaży. Widzieliśmy sytuację, gdzie nie wymieniono kobiecie rano ręczników.
     W okolicy zatoki są 3 centra nurkowe. Znajomi skorzystali z jednego i wykupili tam 2 nurkowania. Wszystko było ok. Ja nurkowałam tylko z Dive Top i będąc w Marsa lub Safadze nadal mam taki zamiar, więc nawet nie interesują mnie za bardzo inne  centra nurkowe, ale są.
     Na plaży przez cały dzień są 3 wielbłądy, na których można się przejechać lub zrobić sobie zdjęcie. Można też zamówić konika. A jeśli ktoś woli kółka, to na plaży można wykupić wycieczkę 3-godzinną na zachód słońca i do wioski Beduinów quadami.
     Na koniec jeszcze napiszę parę słów typu Malikia czy Hilton. W punktu widzenia plaży, jak dla mnie zdecydowania Malikia. Położenie hotelu jest lepsze i ma ładniejszą plażę, chociaż jak wspomniałam, rafy ładniejsze są po stronie Hiltona. Hilton jednak ma daleko do plaży/kąpieliska. Gdy poszłam tam na spacer i zobaczyłam odległości to bardzo cieszyłam się, że pomimo iż Malikia ma zdecydowanie niższe standardy niż Hilton, to wybrałam Malikię. Nie wyobrażam sobie wracać się tam do pokoju po coś, jak to w naszym przypadku ma często miejsce, czy nosić cały ten nasz ciężki sprzęt, jak idziemy do wody. A dowożenie do plaży mnie nie interesuje. Dla mnie liczy się odległość hotelu od plaży, a tu Malikia zdecydowanie wygrywa. Jeśli natomiast plaża dla kogoś nie ma większego znaczenia, bo woli spędzać czas przy basenie, to Hilton zapewnia na pewno wyższe standardy.
Decyzję więc Hilton czy Malikia należy podejmować według własnych upodobań i tego, czego oczekujemy od hotelu. W Maliki na luksusy nie ma co liczyć.
Może kiedyś z jakiegoś powodu czy ze zwykłej ciekawości będę mieszkała w Hiltonie i być może kiedyś zmienię zdanie, ale na tą chwilę ponad luksusy hotelu wolę plażę.

BASEN

Tutaj nie mam co za bardzo pisać, bo na basenie byłam tylko raz :) Basen jest duży, bardzo ładny. Jest podzielony na płytsze i głębsze części. Są bramki do piłki wodnej i są kosze do koszykówki wodnej.
Jest część dla dzieci, gdzie jest 1 zjeżdżalnia. Leżaków przy basenie nie ma dużo, ale byliśmy w sezonie i były wolne praktycznie o każdej porze.
W basenie jest bar, ale nieczynny. Można sobie przy nim posiedzieć na krzesełkach, ale nie zamówi się niczego do picia. Jest też bar przy basenie, ale moim zdaniem zaniedbany. Może dlatego, że nie było ludzi spędzających czas przy basenie ? W barze są jakieś napoje, ale przekąsek przy basenie nie dostaniesz.

OBSŁUGA

Moim zdaniem obsługa jest bardzo miła i sympatyczna.
     Sprzątający robią cuda z ręczników i im więcej dolarów dostają, tym bardziej się starają. Jednego dnia mieliśmy na 3 łóżkach, 3 różne rzeczy zrobione z ręczników. Nasz sprzątający, na imię miał Kamal, potrafił na prawdę zrobić fajne rzeczy i rozbawić nas niesamowicie :)
     W lobby chłopaki zrobią wszystko, co sobie zażyczysz do picia, ale dolarki też mile widziane. My jak zwykle kombinowaliśmy z kolorkami więc było wesoło :) Chłopaki potrafią odwdzięczyć się za dolarki i np. nalać napoje poza kolejką, przynieś do stolika, nalać w ramach all inclusive nawet, jak już jest trochę po czasie i powinny być płatne :) Oczywiście nie wolno tego nadużywać i żądać aby tak zrobili. Ale osobiście przekonaliśmy się, że tak się da, nie prosząc nawet o to :)
     Wszyscy pracownicy hotelu zawsze nas traktowali dobrze. Zawsze byli mili, przeważnie uśmiechnięci, często się z nimi coś zażartowało. Oczywiście, jak dostali dolara to było jeszcze milej, ale nie ma co się dziwić, pieniądze są dla nich ważne. Jednak spotykaliśmy się też z życzliwością z ich strony nawet, jak nic nie dostali np. kucharz z baru przy plaży :) Zawsze nakładając jedzenie uczył nas liczyć po ichniemu. My mu mówiliśmy ile np. chcemy parówek, a on nam mówił, jak się to wymawia i do póki nie wypowiedzieliśmy dobrze, nie dostawaliśmy jedzenia :)
     Pamiętajcie, że to są ludzie i nie traktujcie obsługi z góry. Uśmiech i serdeczne zachowanie często wystarczy by zrobiło się bardzo wesoło lub żebyście dostali coś extra. To są zwykli ludzie, którzy zarabiają na utrzymanie swojej rodziny, nie szufladkujcie ich i nie traktujcie ich z góry, a zostanie to docenione.

ANIMACJE

Brak animacji w soboty. Wtedy jedni wyjeżdżają, inni przyjeżdżają więc animatorzy nie występują wieczorem.
     Dla dzieci jest Koala klub przy plaży, w którym można zostawić swoje pociechy i relaksować się w wolnym czasie. Animatorzy tam mówią w języku polskim, więc nie mamy się czym przejmować. Wieczorem są też zabawy w teatrze dla dzieci, na które często chodziliśmy popatrzeć, bo było wesoło :)
     Po animacjach dla dzieci są animacje dla dorosłych. Przeważnie występują animatorzy, nie angażując w to wczasowiczów. Co wieczór jest inny program. Na dwa tygodnie tylko dwa razy się nam coś powtórzyło:  FireShow i Egipska Noc, ale to akurat były jedne z fajniejszych występów, więc warto było popatrzeć ponownie. No może w małym wyjątkiem, tańcem brzucha :)
     W dzień animatorzy zabawiają wczasowiczów przeważnie na plaży, chociaż są też sporty basenowe.
Można załapać się na filmik, który kręcą animatorzy w ciągu dnia i oglądnąć go potem wieczorem, jak jest już zmontowany. Filmiki są bardzo zabawne :)
W ciągu dnia można zagrać w rzutki, bocce, siatkówkę, piłkę nożną, wziąć udział w aerobiku, nauce tańca salsy i innych atrakcjach. Kto chce nie będzie się nudził. Ekipa animatorów jest bardzo fajna, jak już się ich trochę pozna i "wbije" w ich klimaty :) Przez pierwsze dni ich jakoś nie zauważaliśmy, ale potem już zawsze byli widoczni i było wesoło.

INNE INFORMACJE

-     Na terenie hotelu jest kilka sklepików, gdzie można zakupić prawie wszystko. Są pamiątki, karty telefoniczne (polecam jednak zakup na lotnisku. Doładowania nie chcieli mi sprzedać, a za nową kartę chcieli 25, potem 20 euro za 1 GB. Na lotnisku znajomi kupili za 25 euro 3 GB). Można zakupić jakąś tam odzież, kosmetyki, walizki itp.
-     Jest też apteka. Jakie są tam ceny nie wiem, nie miałam okazji korzystać i tego samego życzę innym.
-     Jest shisha bar, ale jakoś pusto tam było. Sami również nie odwiedziliśmy tego miejsca.
-     Jest siłownia i można zagrać w bilarda. Ale tam również nie dotarliśmy :)
-     Spacerując brzegiem morza w stronę hotelu Hilton jest bar, gdzie organizowane są imprezy. Wejście kosztuje 20 euro. W cenie są napoje. Szczegółów nie znam, bo nie chodziłam, ale dla zainteresowanych podaję informację, że coś takiego jest. Jak często organizują imprezy? Nie wiem :)
-     W samym hotelu Malikia można zamówić sobie romantyczną kolację. Koszt 30 euro. Ustawiane są wtedy stoliki na plaży i zapalane na około świece w butelkach wbitych w piasek.
-     Lunch box'y można zamówić bez problemu na pokój. Nie płaciliśmy nic za nie. Piszę to, ponieważ w niektórych hotelach informują, że niby jak jedziesz gdzieś poza BP, z którego wykupiłeś wycieczkę, to lunch boby są płatne. Tutaj nic takiego nie miało miejsca. Oczywiście nie ma się czego po nich spodziewać.Dostaliśmy w nich wodę, soczek w kartonie, pomarańczę, jabłko i dwie bułeczki :)
-     Na stołówce polecam zaglądać na lewą stronę restauracji tam, gdzie wydają makarony. Po obydwu stronach są te same dania w kuwetach, ale nie wiem dlaczego z prawej strony zawsze są kolejki, a lewej kolejka szybko znika i podchodzi się potem bez niej po jedzenie podczas, gdy z prawej strony nadal stoją ludzie w kolejce :)
-     WiFi w lobby kosztuje 5 euro za dzień.

WYMELDOWANIE

     Z pokoju trzeba wymeldować się do godziny 12-tej.
My hotel opuszczaliśmy o godzinie 15-tej. Ok. 11:30 przyszedł do pokoju bagażowy i zabrał nasze walizki, które zostały umieszczone w przechowalni. Zapomnieli je jednak wystawić potem przed hotel, więc sami je odebraliśmy. Pomieszczenie jest przy recepcji, więc to żaden problem.
     Przy wymeldowaniu zwróciliśmy klucz oraz karty ręcznikowe. Sprawdzano czy nie mamy gdzieś zaległości finansowych, ponieważ w barach można "brać na pokój" i wymeldowano nas. Nie zabrano nam opasek. Mogliśmy korzystać z hotelu i opcji all inclusive do samego wyjazdu.

     Na tą chwilę to chyba wszystko. Jak sobie coś jeszcze przypomnę to dodam. Zdjęcia będę zamieszczać już w osobnych postach, żebyście nie musieli tutaj wracać i sprawdzać czy już się pojawiły czy jeszcze nie :)
Jeżeli coś jeszcze Was interesuje, pytajcie :)

Podsumowując. Ja do hotelu wrócę na pewno :)

11 komentarzy:

  1. Jak zawsze rzeczowo i na temat. Świetny wpis, choć początkowy opis mnie zmroził, bo Hotel faktycznie wygląda na ładny, czysty i w miarę nowy:) Ale im dalej tym lepiej, dlatego warto przeczytać do końca, bo przekonałaś mnie że warto odwiedzić Marsa i Mailike:):)
    Z niecierpliwością czekam na zdjecia, bo opis tego co widziałaś pod wodą już mnie wkręcił :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiem, że początek może być straszny dlatego pisałam kilka razy, żeby czytać dalej i nie zniechęcać sięjeszcze do hotelu :)

      Usuń
  2. Fantastyczny post, taki zestaw informacji z pewnością pomaga w podjęciu decyzji co do kierunku wycieczki:) Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wiem czy mój opis nie robi zbyt negatywnego wrażenia :) A nie o to mi chodziło :)

      Usuń
  3. Shibi, ja podejrzewam, że nie mantę widziałaś, ale to co ja - stingraya. Szare, w ciapeczki i dłuuuuugi, cienki ogon? Istotna różnica w rozmiarze. Raz się pojawił tylko, tzn. raz na niego wpadłam, ale obfociłam i jest chyba w moim profilu na Fb
    To pisałam ja, ed :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To była Eagle Ray, byłyśmy w takim szoku, że aż na rafie wylądowałam przez przypadek. Stingraya też widziałam, ale tylko raz. Mam nawet zdjęcia :)

      Usuń
  4. Hotel ma wiele pozytywów, ale też są i negatywy, nie wiem czy chciałabym tam spędzić wakacje.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Każdy hotel ma plusy i minusy. Egipskie są specyficzne i trzeba przymykać oczy na niektóre rzeczy lub wybierać drogie hotele kosztem czegoś innego. Ten hotel ogólnie jest dobry i ja tam kiedyś wrócę :)

      Usuń
  5. Hey there, You have done an incredible job. I'll certainly digg it and personally suggest to my friends.
    I am confident they'll be benefited from this site.


    Feel free to surf to my webpage diy home improvement ideas

    OdpowiedzUsuń
  6. Hello there, You have done an incredible job. I will certainly digg it and personally recommend to my friends.
    I am confident they will be benefited from this site.


    My homepage computer forensics daytona beach florida

    OdpowiedzUsuń
  7. Bardzo interesujący blog!

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za komentarz.
Pozdrawiam :)