wtorek, 4 sierpnia 2015

Million Hope i Hey Daroma - wraki w Sharm


Million Hope został zbudowany w Japonii w 1972 roku. Pierwotnie nazwany Ryusei Maru. Sześciokrotnie zmieniał właściciela i nazwy. Zakupiony w 1996 roku przez cypryjskiego armatora Aksonas Shipping Co Ltd of Limassol, który nadał mu nazwę Million Hope. 6 tygodni później - rozbił się o rafy.
     Znajduje się na  głębokości ok.22 m. Napisałam ok. ponieważ najgłębsza część wraku znajduje się na 25m. Był dużym  statkiem o wymiarach 175m długości x 24m szerokości. Niewielka część nadbudowy wystaje ponad powierzchnię wody. Wrak stoi pionowo, dzięki czemu dosyć łatwo się po nim poruszać i rozpoznać miejsca, które się zwiedza. Wczesnym rankiem 20-tego czerwca 1996 roku, rozbił się a następnie zatonął. Jego prawa burta spoczywa na rafie.
     Niektóre źródła podają, że w nadbudówce statku wybuchł pożar, który w połączeniu z dużą prędkością i słabą widocznością, był przyczyną uderzenia w rafę. Inne źródła podają, że pożaru w ogóle nie było. Wszystkie źródła natomiast podają, że statek uderzył w rafę przybrzeżną w pobliżu  Nabq płynąc z bardzo dużą prędkością, być może nawet z pełną prędkością. Statek był napędzany dwoma silnikami 6-cylindrowy diesel, umożliwiających uzyskanie 11.600 KM i maksymalną prędkość 17 węzłów.
     Million Hope był transportowcem. W momencie uderzenia przewoził ładunek 15 000 ton potażu i 11 000 fosfatów, łącznie 26 000 ton. Potaż to zanieczyszczona postać węglanu potasu K₂CO₃. Rozpuszczalna w wodzie część popiołu pochodzącego ze spalania węgla drzewnego, zawierająca również zmienne ilości innych związków potasu. Fosfaty to związki chemiczne, pochodne kwasu fosforowego. Nazwa obejmuje zarówno sole, jak i estry kwasu fosforowego. Rozpuszczalność fosforanów w wodzie spada wraz z ich rzędowością. Prawie wszystkie sole pierwszorzędowe są dobrze rozpuszczalne, z drugorzędowych i trzeciorzędowych rozpuszczalne są tylko sole metali alkalicznych (poza litem) i amonu. Ale zostawmy już te mądrości ;) W wyniku zderzenia z rafą istniało bardzo duże ryzyko skażenia rafy w przypadku wycieku. Dodatkowym zagrożeniem dla rafy był wyciek paliwa, którego Million Hope mógł mieć nawet 700 ton. Ropa zaczęła wypływać po zderzeniu, jednak wyciek był dosyć mały i po kilku dniach ustał. Większą część towaru udało się odzyskać.

     Wypłynął w swoją ostatnią podróż w 19 czerwca 1996 roku z portu Akaba kierując się do Tajwanu. Na pokładzie statku znajdowała się 25 osobowa załoga. Po zderzeniu załoga odmówiła opuszczenia pokładu, jednak gdy było już pewne, że statku nie da się uratować zgodzili się opuścić pokład. Nikt z załogi nie zginął a cała akcja ratunkowa trwała ponad 20 godzin. Część załogi oskarżyła Kapitana o niestosowanie się do wyznaczonych tras nawigacyjnych i utrzymanie wysokiej prędkości pomimo słabej widoczności.
     Million Hope osiadł na dnie chowając pod swoim kadłubem wrak innego statku - Hey Daroma, który rozbił się wcześniej w tym samym miejscu. Million Hope prawie całkowicie go zakrywa. Hey Daroma pływał od 1940r. Miał prawie 84m długości i 12.5m szerokości. Mógł uzyskać maksymalną prędkość 14 węzłów. W swoją ostatnią podróż wypłynął z Ejlat. Rozbił się 3 września 1970 roku. Cała załoga statku została uratowana.
     O Million Hope usłyszałam od Natalii. To właśnie z Jej biura jeździłam na wycieczki z Sharm i to Ona organizowała moje nurkowania. Cieszę się, że udało mi się na nim znurkować tym bardziej, że nurkowania miałam z brzegu.Wolę takie nurkowania niż nurkowania z łodzi. Po prostu szybciej wracam wtedy do hotelu i mogę dołączyć do nienurkującej rodziny :) Nurkując z łodzi, zawsze trwa to wszystko dłużej. I tak na prawdę to jest jedyny powód, dla którego wolę nurkowania z brzegu :)   
      Aby zanurkować na Million Hope musiałam dopłynąć do niego "z płetwy" w całym ekwipunku od  pomostu hotelu Royal Albatros Moderna prawie do pomostu hotelu Jaz Mirabel Beach i dopiero tam, przy wraku zanurzyliśmy się. Jak już wspominałam, niewielka część wraku wystaje nad powierzchnię wody, dlatego jest on widoczny z daleka zarówno dla zwykłych wczasowiczów, jak i osób snurkujących i nurkujących, a miejsce "spoczynku" wraku jest ogólnie dostępne w internecie.
      Gdy się wynurzyłam wiedziałam już, że chcę jeszcze na niego wrócić :) Wrak jest duży. Większy niż się spodziewałam. Jedno nurkowanie to zdecydowanie za mało, żeby go sobie spokojnie opłynąć, porobić zdjęcia, spróbować dopasować każdy kawałek wraku do pozostałej części statku. Wypatrzeć pozostałości po Hey Daroma. Jestem pewna, że jak tylko powrócę do Sharm to będę chciała ponownie zanurkować na tym wraku.    

Zamieszczam zdjęcia, jakie zrobiłam pod wodą. Jest ich bardzo dużo i są różnej jakości. 
Nie umiałam zapanować nad swoim aparatem :)
Starałam się zamieścić je w kolejności, w jakiej zostały zrobione, ale mogło mi się gdzieś coś pomieszać :)

Zdjęcie robiłam zoom'ując z pomostu, z którego wchodziłam do wody


 Wystająca część wraku.


Zanurzamy się. Pierwsze co rzuciło mi się w oczy to: dźwig? Kto z fachowców powie mi co to jest, bo ja się na maszynach nie znam i wygląda mi to na dźwig :) W każdym bądź razie, wygląda nadal na gotowy do pracy. Odwróciliśmy się i popłynęliśmy w stronę wraku. Nurkowanie zaczęliśmy tradycyjnie przy dnie, wypłycając się na coraz to wyższe jego elementy.


Przy dnie było spokojnie, prądy nie były odczuwalne. Im wyżej tym mocniej czułam siłę prądów. Płynąc nad nadbudówką prąd był na tyle mocny, że musiałam zacząć uważać aby przez przypadek nie wpaść na jakąś część wraku tym bardziej, że byłam w krótkiej piance i nie były mi potrzebne otarcia i poparzenia ewentualną rafą, którą można na wraku doświadczyć :) Poza tym jestem zwolennikiem nie dotykania niczego podczas nurkowania, jeśli na prawdę nie muszę tego zrobić. Momentami trzeba było pomyśleć kiedy i gdzie się można przed prądem schować a kiedy pociągnąć mocniej z płetwy. Tym bardziej, że chciałam zrobić zdjęcia a prąd mi w tym przeszkadzał :)

 Wpływamy



























 Mieszkaniec wraku czy może też przyszedł zwiedzać ? :)


W tym miejscu widać, jak opiera się na rafie. Niestety zdjęcia są różnej jakości.





























 Akumlator





















































 Ostatnie spojrzenie na wrak.


W końcu musieliśmy zacząć wracać, bo powietrze w butlach nie pozwoliło nam zostać dłużej. Wracaliśmy pod wodą wzdłuż raf, pod prąd. Towarzyszyły nam rybki :)




  

8 komentarzy:

  1. Niesamowite jak ładnie porastają wrak koralowce, za parę naście lat będzie z tego wraku całkiem rafa koralowa. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadza się. Mam zamiar powracać na ten wrak i obserwować zmiany :)

      Usuń
  2. Muszę przyznać, że masz wspaniałe hobby. Jeśli nie hobby, to pracę. Ale do rzeczy.
    Zastanawiam się nad jednym. Przecież te wraki nie są naturalną formą bytu w wodzie. To co będzie za kilkaset lat z oceanami i morzami?
    Zdjęcie piękne i te ryby...szczególnie podoba mi się ostatnie zdjęcie.
    Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To moje hobby. Na pytanie co będzie za kilkaset lat z oceanami i morzami nikt nie umie odpowiedzieć. Nikt nie umie też odpowiedzieć co będzie wtedy na lądzie. Część wraków jest wyciągana, inne spoczywają na dnie i pozostaną tam na zawsze. Wraki ulegają cały czas niszczeniu zarówno z rąk ludzi, jak i samej natury. Część wraków staje się rafą, inna część się rozkłada i kiedyś pewnie pozostanie po nich nieliczny ślad.

      Usuń
    2. Tyle to sama wiem. Mnie ciekawi dalsza przyszłość. Ktoś może powiedzieć, że nie powinno mnie to obchodzić. Obchodzi. Wszak "nic w naturze nie ginie". Nawet "rozłożone", czymś pozostaną.
      Pozdrawiam:)

      Usuń
    3. To nie jest pytanie do mnie. Każdy śmieć rzucony pod wodą czy nad wodą wpływa na środowisko. Każda ciecz wylana w glebę. Musimy sie troszczyc o środowisko tam gdzie możemy. Pytasz mnie o wraki. A co ze zwyklymi śmieciami, które ludzie wrzucają do wody? Co z chemią, którą wlewają do wód? Nurkowie staraja się dbać o środowisko. Wyławiamy śmieci, które wyrzucają inni. Zobacz sobie moj post o Trzebini. Ile śmieci tam wyciagnęliśmy w niecałą godzinę. Ostatnio oglądałam filmik, jak biedny żólwik wbił sobie słomkę w nozdrza. Tragiczny widok, ale mu pomogli. Na wraki nie mamy wpływu. One po prostu są. Czasami niszczą nasze środowisko, rafy, innym razem stają się domem i schoronieniem dla podwodnego życia. Lubię nurkować na wrakach. Zawsze jest tam dużo ryb. Poza tym wraki mają swoją historię, którą lubię poznawać i ciesze się, że mam to szczęście, że mogę jej "dotknąć". I nie zastanawiam się nad tym co będzie za xx lat z rzeczami, na które nie mam wpływu. Dbam o to, na co mam wpływ teraz. Bo od małych rzeczy bardzo wiele zależy.
      Wiem, że nie o taką odpowiedź Ci chodziło ale ja innej dać nie mogę. To pytanie, jak już napisałam, nie powinno być skierowane do mnie.

      Usuń

Dziękuję za komentarz.
Pozdrawiam :)