niedziela, 8 maja 2016

Peltastis - Chorwacja KrK



     Na początku napiszę kilka słów o samym wraku.

     Peltastis był statkiem towarowym.
Miał 60,15 m. długości oraz 9,3 m. szerokości. Wyporność 1600 ton.
Został zwodowany 6.03.1952 roku w stoczni W.Kremer & Sohn, Almshorm, w Niemczech.
Wykupiony przez Grecką firmę C.M Sarlic z Pireusu.
Podczas sztormu w nocy z 7/ 8 stycznia 1968 roku rozbił się na skalistym wybrzeżu i o godz. 3:50 nad ranem, zatonął.  Uratowano tylko czterech z dwunastu członków załogi. Kapitan Theodoros Beleisis „poszedł na dno” razem ze statkiem. Jego ciało znalezione zostało przez nurków na mostku kilka miesięcy po zatonięciu.

     Okoliczni mieszkańcy nazywają wrak „GRK” (theGreek czyli zwyczajnie Grecki) .
Leży on blisko brzegu, w odległości ok.50 m,  północno-wschodniej części wyspy Krk.
Dziób wraku  leży w kierunku brzegu, na głębokości 16-17 m.
Wrak jest w doskonałym stanie, w jednym kawałku. Leży w pozycji, jakby dalej płynął. Maszt, komin, relingi i inne części statku. pozwalają się łatwo zidentyfikować. Wierzchołek masztu znajduje się 7/8m. pod wodą. Najgłębsza część statku – rufa, znajduje się na głębokości ok. 31 m.

      Nurkowanie na tym wraku na pewno zapamiętam do końca swojego życia. Było to bowiem najdroższe nurkowanie jakie kiedykolwiek wykonałam :) Zatopiłam na nim swój aparat z konwerterem, kamerkę GoPro oraz zestaw do oświetlenia video. Pomimo ponownego zejścia w celach poszukiwawczych, nie udało nam się odnaleźć sprzętu. Pogoniło nas deco i kiepska wizura :(
Jeżeli więc planujesz nurkowania na tym wraku, rozglądaj się dokładnie, być może uda Ci się odnaleźć mój zestaw foto/video :)

     Na nurkowanie wyruszyliśmy samochodem z Centrum Nurkowego Squatina (Link do CN) z wyspy Krk/Baśka. O ile się nie mylę dotarliśmy do Šilo (widziałam tą nazwę na drogowskazach) i ruszyliśmy w stronę bazy nurkowej Neptun ( Link do CN ), która miała nas dowieźć łodzią do miejsca zanurzenia. W bazie były bardzo dobre warunki. Był murek, na którym można było sklarować sprzęt i ubrać się spokojnie, była toaleta, były stoliki, przy których można było usiąść między nurkowaniami i był nawet bar, gdzie można było zakupić coś do zjedzenia czy picia.
Ponieważ jedna grupa nurkowała, my musieliśmy poczekać, aż oni wrócą. Gdy widać było wracającą łódź ubraliśmy się w sprzęt i gdy grupa przed nami opuściła pokład, my weszliśmy na niego w pełni gotowi do nurkowania. Pozostały nam do założenia tylko płetwy i maska. Maski niestety nie można było opłukać na łodzi, więc po wskoczeniu do wody pierwsze co robiłam, to przepłukiwałam maskę.

     Do miejsca nurkowego nie płynęło się nawet 10 minut. Nie zwróciłam uwagi na to, ile dokładnie płynęliśmy ale cały czas było widać brzeg, obstawiam z 5/6 minut. Nie wypływaliśmy z miejsca od którego do wraku jest 50 metrów od brzegu, lecz z dalszej części.
     Niestety podczas nurkowania nie trafiliśmy na dobrą wizurę, a poprzednie grupy zmąciły już dno, jednak i tak można było oglądnąć dość dobrze wrak. Zanurzenie i wynurzenie najlepiej zrobić przy linie. Wrak robi fajne wrażenie przez to, że stoi w naturalnej pozycji i ułatwia to rozpoznanie miejsc, w których się nurkuje. Jest doskonale zachowany.
     Nie będę opisywać swojego nurkowania, ponieważ nie było ono standardowe. Jak wspomniałam, zgubiłam aparat i bardziej interesowało mnie szukanie mojego sprzętu, niż oglądanie wraku. Mój partner, na którego zawszę mogę liczyć bardzo chętnie podjął wyzwanie i ruszyliśmy na poszukiwania. Niestety nie udało nam się. Wszystko było na "nie", czas, wizura, brak odpowiednich gazów itp.
Wracając więc do nurkowania na wraku napiszę tylko, jak mniej więcej wyglądają standardowo takie nurkowania.
Dla nurków jest dostępny górny pokład, ładownia i kadłub. Na rufie znajduje się maszynownia, do której można dojść wąskimi schodami okrętowymi.
Bardziej doświadczeni nurkowie mogą przepłynąć prze mostek. Dziób pokładu znajduje się na głębokości  16/17m, przesuwając się w kierunku rufy głębokość opada do ok.31 m.
Łodzie, które dowożą nurków kotwiczą między dwoma masztami. Nurkowania zwykle zaczynają się od opadania wzdłuż liny zamocowanej do górnej części masztu, dalej w dół do mostka, a jeśli jest dobra widoczność do śruby. Miejscowe CN nie zalecają wpływania do wraku, jednak nie ma takiego zakazu. Doświadczeni i wyszkoleni wrakowo nurkowie mogą penetrować wewnętrzne pomieszczenia, jednak ogólnie się tego nie zaleca, a CN wręcz proszą aby tego nie robić.
     Nic więcej o samym wraku ani o nurkowaniu na nim, nie mogę napisać. Nie mam też dla Was zdjęć ani filmiku :( Może jeszcze kiedyś tam wrócę ? Chciałabym spokojnie na nim zanurkować.
Jeśli będziecie w okolicy, warto tam zanurkować.

Poniżej zamieszczam jeszcze szkic, który znalazłam w internecie.


Inne wpisy z tego wyjazdu



Dodano 15.08.2016
Po 3 miesiącach nieobecności powrócił do mnie zatopiony aparat :)
Udało mi się odzyskać zdjęcia  więc niebawem zamieszczę je na blogu :) 

2 komentarze:

  1. Jak pech to na całego, a tak fajnie się zapowiadało. Szkoda, że przepadł sprzęt i zdjęcia.

    OdpowiedzUsuń
  2. ...no cóż, zgubiony sprzęt to nic przyjemnego, ale wrażeń z "pobytu" na wraku nikt Ci nie odbierze :)
    Serdeczności :)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za komentarz.
Pozdrawiam :)