niedziela, 26 czerwca 2016

Jeziora Plitwickie


Będąc na wyspie Krk nie mogłam sobie podarować wycieczki na Jeziora Plitwickie. Wpisałam w nawigację trasę Krk, Baśka - Jeziora Plitwickie i pokazało mi jakieś 155 km. Spoko, tyle można przejechać, aby zobaczyć te piękne widoki :)

Most Krk
 

Z samego rana obudziło nas słoneczko. 
Szybko się zebraliśmy i ok. godziny 9-tej wyjechaliśmy na Jeziora Plitwickie. Droga mijała bez problemu. Co jakiś czas pojawiały się ograniczenia prędkości ze względu na roboty drogowe, ale nie były to żadne większe prace, więc nie opóźniło to naszego przyjazdu. 
Im dalej od Baśki, a bliżej naszego celu, tym większe pojawiały się chmury, a temperatura spadała z przerażającą szybkością. W pewnym momencie była już tylko mgła i deszcz. 
Trochę zdezorientowani jedziemy dalej i śmiejemy się, że najwyżej zrobimy sobie zdjęcie i wracamy :) 
Jedziemy sobie w najlepsze dalej i nagle nawigacja wskazuje miejsce, w którym rzekomo miały być wodospady - "jesteś u celu"...  W rzeczywistości była to miejscowość Jeziora Plitwickie i nigdzie nie widziałam niczego, co mogłoby przypominać wejście do Parku. Zonk ? 
Szybko sprawdziłam w innych nawigacjach ale wszystkie pokazywały tak samo ... :/ 
No cóż, pomyślałam, skoro już tyle przejechałam to przejadę się jeszcze dalej, może coś znajdę, a jak nie to trudno, wrócę do Baśki. Jadę do 100 km dalej i zawracam. Przejechaliśmy więc miejscowość i poruszaliśmy się cały czas w okolicy Narodowego Parku Plitwickiego, jak pokazywała nawigacja. 
W końcu znaleźliśmy drogowskaz i już wiedziałam, że jesteśmy w dobrym miejscu :) Teraz trzeba tylko znaleźć "to" miejsce i ten parking, z którego możemy zacząć zwiedzanie.
W końcu jest, udało się :)
 Czujemy wielką ulgę :) 
Ze 155 km, zrobiło nam się ok. 220 km w jedną stronę :)


    Parkujemy. 
Pogoda paskudna, mokro zimno, nieprzyjemnie. 
Idziemy do kasy. Za wstęp płacimy kartą 110 HRK za osobę. 
Korzystamy z toalety, która od razu skojarzyła mi się z krajami arabskimi ze względu na brak muszli,  po czym ruszamy w trasę. 


Doszliśmy do stacji nr.2 skąd można pojechać busami do kolejnej stacji nr.3 lub można przejść na pomost skąd zostaniemy przewiezieni stateczkiem/promem pasażerskim na drugi brzeg.
Skorzystaliśmy z busu.




 Gdy wysiedliśmy ruszyliśmy z naszą trasę. 
Jak bardzo się cieszyłam, że miałam z sobą rękawiczki i czapkę :) 
Nie pamiętam, kiedy tak zmarzłam :)
Wchodzimy na trasę, a tam mgła... 
Jedna wielka mgła zasłaniająca wodospady. 
Poruszamy się kładką i myślę sobie, że znowu to "moje szczęście" ...  


Na zdjęciach ta mgła nie jest tak widoczna, jak była w rzeczywistości.
Aparat wyłapuje dużo więcej szczegółów niż ludzkie oko.




Ale jak widać, wodospadów nie ma, bo są gdzieś w oddali zasłonięte przez mgłę.
 







 Chcę zrobić zdjęcie wodospadów ale mgła zasłania prawie wszystko. 
Myślę sobie "no cóż, trudno, przynajmniej tu byłam" i idziemy dalej. 





 Gdzieniegdzie ścieżka była podmokła, podłożono więc kładki, aby można było iść dalej.



Ta strona mnie zbytnio nie zachwyciła i zaczęłam się zastanawiać, co takiego ludzie widzą w tym miejscu i dlaczego się tak nim zachwycają ? 













 Idziemy dalej i nagle widzimy tabliczkę z zakazem wstępu 
i skierowanie inną trasą w stronę stacji nr.2.
 Ehhh ... znowu coś nie tak :( 
Myślę sobie, że pewnie najfajniejsza trasa została zamknięta. Owszem było ładnie, ale tak szczerze mówiąc to nic specjalnego. Sama sobie wmawiam, że to na pewno przez tą pogodę tak wszystko wygląda.










 Na samym końcu tej trasy widzimy duży wodospad. Przynajmniej wtedy był to największy wodospad, jaki widzieliśmy w tym miejscu :)
Nie jest za mgłą, jest blisko, cieszę się jak dziecko, że będę miała chociaż jedno pamiątkowe zdjęcie przy wodospadzie :) 






Idziemy na stację, skąd zaczynaliśmy zwiedzanie. 
Patrzymy na zegarek, mamy jeszcze dużo czasu więc szybka decyzja, że idziemy na drugą stronę.


Kierujemy się w stronę promów pasażerskich / stateczków. 
Stamtąd przewieziono nas na drugą stronę.






Jeszcze nie wysiadłam dobrze, a moim oczom już pokazały się wodospady.









Nie ma mgły, wszystko dobrze widać. 
Idziemy ścieżką i cały czas widzimy różne wodospady.



 Mniejsze lub większe, wpadające do jeziorek, w których woda jest tak przejrzysta, ze widać dno. 
Od razu człowiek chce tam zanurkować :)




Idziemy dalej przed siebie i jesteśmy coraz bardziej zachwycenie. To jest to ! 
Wreszcie wiem, dlaczego ludzie się tak bardzo zachwycają tym miejscem :)





Cieszę się, że wybraliśmy tą trasę jako drugą, bo inaczej byłabym zawiedziona. 
A tak, po nieciekawej trasie przepiękne widoki, które rekompensują wszystko. 
Te dodatkowe km, te mgły, deszcz, zimno :)







Zwiedzamy zachwyceni. 




















 Zbliżamy się do końca naszej wycieczki ...





Czas leci bardzo szybko, nawet nie zauważyliśmy kiedy przeszliśmy całą trasę. 
Moglibyśmy chodzić tak dużo dłużej. W ogóle nie czułam tych km.


Czekamy na pomoście, aż po nas przypłyną i rozważamy co zrobimy, jeśli tego nie zrobią :D
Poza nami, nie ma nikogo :)
 

A jednak nas wypatrzyli i przypłynęłi po nas :)



Wracamy na parking. 
Opłacamy postój 7 HRK za godzinę. Parking nie jest wliczony w cenę biletu.
Idziemy jeszcze po pamiątkowy magnesik i wsiadamy do samochodu ruszając w stronę Baśki.