wtorek, 6 września 2016

Wyspa Hamata - Qulaan z Marsa Alam - wycieczka fakultatywna


Będąc w tym roku w Marsa Alam postanowiliśmy urozmaicić sobie pobyt. 
Ponieważ znajomi byli w tym samym czasie co my w Marsa, ale w innym hotelu uzgodniliśmy wspólnie, że spotykamy się na rejsie :)
Wybraliśmy rejs Wyspa Hamata - Qulaan.
Właściwie to nasz znajomy wybrał, a my tylko się dołączyliśmy :)
Nie ma to jak iść na łatwiznę ;)
Na naszą wyprawę zabrało nas miejscowe biuro LM Holiday.

Plan i opis wycieczki skopiowany ze strony w/w biura wyglądał tak:
"Czas trwania 8:00-16:00 

program

Zapraszamy we wtorki, czwartki.
W godzinach porannych wyruszacie państwo z hotelu i udajecie się do Hamata Marina (30km na południe od Marsa Alam), przechodząc przez obszar Mangrowego Parku Narodowego udajecie się na łódź i wyruszacie w kierunku Trzech Wysp Dziewiczych. Jest to prawdziwy raj dla amatorów pływania i snorklingu .
The Magnificient Hamata to rejon całkowicie nie naruszony przez turystów , małe bezludne wysepki są rajem dla dzikiej przyrody, zarówno na ladzie jak i na morzu. Okazja aby zobaczyć przepiękne koralowce, unikalne ryby,  przyrodę z pięknymi lagunami .Łódź będzie cumowała przy jednej z tych wysp a wy będziecie mogli podziwiać różne gatunki ptaków i spacerować po czystym białym piasku. Po powrocie na pokład będzie serwowany lunch po którym będzie ostatni przystanek na snorkling przed wypłynięciem z powrotem do portu Hamata.

w cenie

  • transfer
  • sprzęt do snorklingu
  • lunch i napoje
  • przewodnik

dodatkowo płatne

  • napiwki

tabela cen

Dorośli 35$ od osoby
Dzieci do lat 12 50%
Dzieci do lat 6 za darmo"

A w rzeczywistości ... ?
W rzeczywistości było tak :) 
     Dzień przed wyjazdem ok.godziny 20-tej otrzymaliśmy informację, że o godzinie 7:10 zostaniemy odebrani z recepcji.
Ponieważ śniadanie w naszym hotelu zaczynało się o godzinie 7- mej mieliśmy świadomość,
że możemy nie zdążyć zjeść śniadania więc zamówiliśmy dzień wcześniej lunch boxy. 
     W dniu wyjazdu wstaliśmy wcześnie rano, żeby szybko "wbić się" do restauracji
zaraz po otwarciu i zjeść cokolwiek przed wyjazdem.
O 7:10 byliśmy gotowi w recepcji i czekaliśmy na podjazd.
I tak sobie czekaliśmy ... I czekaliśmy ... I czekaliśmy ...
Znając egipską punktualność, postanowiliśmy dać im godzinę
po czym rezygnujemy i idziemy na nury :)
Jakkolwiek by nie było, dzień nie mógł być stracony :)
Samochód podjechał po nas przed 8-mą.
Wsiedliśmy do pełnego już busa i ruszyliśmy dalej.
Hmm... rozglądam się po busie, nie ma znajomych.
Miejsc wolnych brak.
Może będą dwa busy i spotkamy się na miejscu ?
Chwilę później zatrzymujemy się pod hotelem znajomych i z daleka widać ich idących w naszą stronę :)
Miejscowi z obsługi zwolnili miejsca i znajomi usiedli przed nami :)
Ruszyliśmy w drogę :)

 

     Według opisu mieliśmy jechać jakieś 30 km na południe od Marsa Alam.
Jedziemy, jedziemy i jedziemy ...
Hmm trochę długie to 30 km :)
Gdy byliśmy już na miejscu sprawdziłam w nawigacji rzeczywistą odległość
i okazało się, że od portu, z którego ruszyliśmy w rejs
do naszego hotelu było dokładnie 144 km :) 
Ale kto by zwrócił na to uwagę będąc w Polsce ? :)
 

Może to i dobrze, że nie popatrzyliśmy wcześniej na tą odległość,
 bo pewnie byśmy się nie zdecydowali  na rejs,
a rejs był na prawdę fajny i warto było się na niego wybrać.
     Dojechaliśmy na miejsce.
Port jak na Egipt całkiem ok.





 
W okolicy przycumowane statki.



Idąc w stronę naszego statku mijamy budynek, w którym jest komora dekompresyjna.



 Idziemy w kierunku naszego statku po czym po długiej,
cienkiej kładeczce wchodzimy na jego pokład. 
Strasznie nie lubię tych ich kładek, po których trzeba wejść na pokład.
Z moim lękiem wysokości, nawet z tak małej wysokości
czuję się niekomfortowo.
Mogliby je robić odrobinę szersze :)
     Jesteśmy na pokładzie.
Ściągamy obuwie i idziemy na górny taras.
O dziwo jest nas bardzo mało.
Dowiedzieliśmy się później, że na tym rejsie zawsze są przydzielane takie grupy.
Super. Nie wiem ile w tym prawdy,
a na ile chwyt marketingowy w celu zrobienia dobrej reklamy
 ale nam pasuje idealnie :) Jest na prawdę komfortowo. 
Łódź, którą płynęliśmy mile mnie zaskoczyła.
Była to dobra łódź, w dobrym stanie, panował tam porządek, po prostu super.
Nie mam się do czego przyczepić :)
Napoje butelkowane dostępne od razu i to przez cały rejs,
a nie tylko podczas posiłku.
 Oprócz coli, która była cały czas pod dostatkiem, były też ciasteczka.
Takie zwykłe wafelki, ale były.
Pierwszy raz się z tym spotkałam.
Jak to mówią "mała rzecz, a cieszy" i robi dobre wrażenie :)
     Nie było z nami polskiego przewodnika, ale był za to czeski z BP Exim,
więc dogadanie się z nim nie stanowiło większego problemu. 
     Po zebraniu kserokopii paszportów ruszyliśmy w rejs.


 

Pierwszy przystanek na snurkowanie był przy wyspie,
na którą można było wyjść i pochodzić sobie po piaszczystej plaży,
pooglądać miejscowe ptaki wysiadujące jaja,
poobserwować przepiękne kraby ...
Oczywiście ja z tego nie skorzystałam :D
 No bo po co ?
Poszłam snurkować,
a gdy wyszłam na łódź dowiedziałam się, że jeszcze można zejść na ląd.
Doszłam do wniosku, że już mi się nie chce wracać i zejdę przy następnej wyspie.
Oooo jak się zdziwiłam, gdy okazało się,
że przy następnych wyspach nie można już było schodzić na ląd :)
No cóż, taka to już moja natura i moje szczęście, że zawsze muszę coś zawalić :D
Na szczęście znajomi byli, więc oglądnęłam wszystko na zdjęciach :)
podaję link do forum, gdzie znajomy zmieścił kilka zdjęć z tej  wycieczki.
Oldi, dziękuję :)
Kliknij tutaj, aby oglądnąć zdjęcia
Te widoki w realu na te wysepki ...
Rewelacja!
Na długo zostaną w mojej pamięci.
 
 



  Kolejne miejsce snurkowe było już w innym miejscu.
Ostatnie w jeszcze innym miejscu.
Napiszę szczerze, że jeśli chodzi o snurkowanie,
to rafy wcale mnie nie zachwyciły.
Wszyscy wspólnie stwierdziliśmy,
że w naszej hotelowej zatoce rafy są ładniejsze.















 W kolejnym miejscu widzieliśmy zatopiony wrak, 
który był dla mnie największą atrakcją 
i do tej pory zastanawiam się skąd on się tam wziął i co to był za wrak :) 
Wrak był zaraz przy wyspie, na którą nie można było wychodzić. 
Nie wiem dlaczego, ponieważ było tam bardzo łagodne piaszczyste wejście. 
Może kiedyś gdzieś to doczytam.















  Między snurkami mieliśmy przerwę na luch. 
I tutaj znowu pozytywne zaskoczenie. 
Jedzenie było urozmaicone i było bardzo smaczne. 
I znowu nie mam się do czego przyczepić :)
    Jednak ... Nie byłabym sobą, gdyby na mnie nie trafiło :)
Otóż na jednym ze snurkowań ukradziono mi koszulkę.
Wchodząc do wody jeszcze była, wychodząc już jej nie było.
Trudno mi powiedzieć kto ją zabrał, czy ktoś z obsługi czy któryś turysta,
 ale ktoś to niestety to zrobił.
Szkoda, bo bardzo ją lubiłam
i niestety nie można jej nigdzie zakupić,
ponieważ był to prezent z zaprzyjaźnionego sklepu nurkowego :(
     Mimo to cały rejs i cały dzień uważam za bardzo udany
i bardzo polecam wszystkim. 
 Cieszę się, że nie sprawdziliśmy tej odległości między hotelami,
bo na pewno byśmy się wtedy nie zdecydowali na ten fakultet.
Bardzo wszystkim polecam samo biuru LM Holiday.
Mają na prawdę rewelacyjne ceny i obsługę.
Na tą chwilę na pewno będę ich polecać
i na pewno jeszcze się z nimi wybiorę na jakąś wycieczkę

Jak to bywa i ta wycieczka dobiegła końca.
Wracamy w stronę busa i jedziemy do hotelu...














3 komentarze:

  1. Uwielbiamy takie rejsy i szczerze wszystkim polecamy :) Klimat jest niesamowity i jedzonko też pychotka, a na jakieś niedociągnięcia zawsze trzeba brać poprawkę. Pozdrawiamy! :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Świetny post, super blog!
    Zazdroszczę tych wszystkich przygód :)
    Zapraszam również do mnie w odwiedziny, a tam post o muzeach w Polsce.

    OdpowiedzUsuń
  3. Wspomnienia odżyły, wielkie dzięki Shibi za miłe towarzystwo!
    Lazurki jak na Seszelach czy innych Malediwach zrobiły
    na nas olbrzymie wrażenie. Dzikie ptactwo i możliwość
    oglądania go w rajskim otoczeniu, niezapomniane!
    Warto było przejechać te parę ;) kilometrów.

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za komentarz.
Pozdrawiam :)