środa, 25 października 2017

Akwarium Gdyńskie

Tam gdzie woda, tam i ja dlatego podczas mojej ostatniej wizyty w Gdyni wybrałam się do tamtejszego Akwarium.
Akwarium Gdyńskie czynne jest od godziny 10-tej do 17-tej.
Bilety wstępu to 24 zł za normalny i 16 za bilet ulgowy.
Zwiedzanie zaczynamy od pierwszego piętra, gdzie można wypożyczyć słuchawki wraz z nagraniem. 
Na każdym akwarium jest numerek, włączając nagranie z danym numerkiem lektor opowoada nam o ty, co oglądamy. Bardzo polecam wypożyczenie tego zestawu.
O akwarium nie będę się za bardzo rozpisywać, ponieważ osobiście nie jestem zwolennikiem takich miejsc chyba, że mają zapewnione duże akwaria/wybiegi i dobre warunki. Tutaj odebrałam to różnie.
Niektóre akwaria moim zdaniem były zdecydowanie za małe i aż żal mi było na nie patrzeć, inne były za to odpowiednich rozmiarów, także aż tak źle nie jest, a lepiej zawsze może być i miejmy nadzieję, że w przyszłości tak będzie.
Kilka fotek z tego miejsca zamieszczam poniżej. 































czwartek, 3 sierpnia 2017

Malikia 2017 - Marsa Alam



W tym roku kolejny raz wylądowałam w hotelu Malikia.
Po zeszłorocznym wakacjach w tym hotelu, nie spodziewałam się niczego dobrego wręcz podejrzewałam, że może być jeszcze gorzej.  Na szczęście było inaczej.
Hotel zaskoczył mnie pozytywnie.

Sklepiki.
W Maliki znowu pootwierały się sklepy. Jest również czynna apteka. Niestety ceny są bardzo drogie, a utargować niewiele można. Brak konkurencji robi swoje. Pierwszy raz spotkałam się z czymś takim, że sprzedawcy nie chcieli spuścić z ceny. Natomiast na plus jest to, że sprzedawcy nie są nachalni więc można spokojnie chodzić i oglądać towar.
W hotelu pojawiło się stoisko Vodafone, gdzie można doładować kartę, którą się już ma lub zakupić nową. Zakup nowej karty jest o 5 euro droższe niż na lotnisku. Doładowania są w tej samej cenie. Sam pan, który pracuje w Vodafone bardzo sympatyczny.

Leżaki.
Niestety w tym hotelu ludzie dosyć wcześnie rezerwują leżaki i wracają przeważnie potem spać.
O godzinie 6-tej codziennie snurkowałam. O tej porze leżaki na plaży w pierwszym rzędzie, najbliżej baru, były już wszystkie zarezerwowane. Wolne leżaki były w kolejnych rzędach i dalej od wejścia do zatoki przy ratowniku.
Na basenie było podobno. Czasami jak przychodziłam przed 6-tą to ręczniki już leżały, ale było jeszcze miejsce, więc spokojnie. Szłam do wody na godzinę czasem półtorej i gdy wychodziłam wolnych miejsc przy basenie było coraz mniej, a na plaży były wolne tylko boczne leżaki i tylne rzędy. O ile na basenie jest ograniczona ilość leżaków to na plaży o każdej porze znajdzie się jakieś miejsce, będzie ono po prostu dalej od baru/wejścia do wody. W tym roku na plaży było dużo więcej leżaków i parasoli niż w zeszłym roku. Pojawiły się też hamaki.

Pokoje.
Poprosiłam o pokój na piętrze. Zakwaterowano nas w pokoju 3112, znajomi byli w pokojach w segmencie 1xxx, 2xxx i 3xxx. Pokoje wszystkie podobne do siebie. Po remoncie nie zauważyłam różnicy między segmentem 2xxx, a 3xxx. Nasz pokój był ładnie odmalowany, klimatyzacja i prąd działały bez karty, łazienka była czysta, w szafie był przymocowany sejf, TV płaskie z telewizją Polonia i tylko do drzwi tarasowych mogłam się przyczepić ponieważ z jednej strony niestety zamek był zepsuty. Stwierdziliśmy jednak, że zostajemy i nawet tego nie zgłosiliśmy.

Sprzątający.
W tym roku jakoś nikt nie szalał z ozdobami z ręczników. Jak już coś zrobiono to jakąś podstawę zajmującą parę sekund. Poza tym sprzątający był ok. Przynajmniej my nie mieliśmy problemu z nim.

Restauracja i bary.
Pamiętacie, jak w zeszłym roku narzekałam na klimatyzację w lobby i restauracji ? Tym razem było lepiej. Nie było idealnie. Często było ciepło, ale często też można było posiedzieć w lobby, a w restauracji można było zjeść normalnie posiłek, nie myśląc o upale. W zeszłym roku nie dało się tam wytrzymać. Bardziej chyba działał nawiew niż klimatyzacja, ale zwłaszcza w restauracji, dawała radę. W lobby bywało różnie, ale na szczęście na tarasie siedziało się przyjemnie. Było więcej stolików niż w zeszłym roku.
     W tym roku rzadko jadałam w głównej restauracji, przeważnie chodziłam tam na śniadania i czasami na kolacje. Obiady jadałam na plaży. Jeśli chodzi ogólnie o jedzenie to wydaje mi się, że kuwet z wyborem jedzenia było mniej niż w zeszłym roku, ale jedzenie było smaczne i nie trzeba było długo stać w kolejkach. Jak zawsze na śniadania chodziłam na naleśniki, które teraz smażone były już osobno, nie razem z jajecznicą, przez co i kolejka była mniejsza zarówno do naleśników, jak i jajek.  Z tego co pamiętam, jajecznice w tym roku robiono na 8 patelniach równocześnie.
Szybko odkryłam pyszny serek biały i zamieniłam naleśniki na bułeczki w serkiem, ogórkiem, pomidorem, paprykami w różnych kolorach. Chyba pierwszy raz w życiu przestałam jeść w Egipcie naleśniki na śniadanie :) Oprócz tego oczywiście były płatki, jogurty, dżemy, wędliny, parówki i słodkie bułeczki. Jedzenia do wyboru było więcej, ale nie zwracałam na nie uwagi ponieważ codziennie szłam prosto w to samo miejsce.
     Obiady jadałam przeważnie na plaży, ponieważ nie chciało mi się iść do głównej restauracji. Na obiadach w głównej zawsze był ryż, ryby,  jakieś mięsko, dwa rodzaje zup, spaghetti i inne ciepłe dania na które zwyczajnie nie zwracałam uwagi. Do tego oczywiście różnych warzyw pod dostatkiem i ciasta. Owoce również były, m.in. winogrona, sporadycznie banany, arbuzy, grapefruity, daktyle i pomarańcze na wymiennie.
    Na plaży królowała, jak rok temu pizza i tym głównie żywiłam się podczas obiadu. Oczywiście były też frytki i jakieś mięsko, do tego spaghetti ciasta i owoce, ale mój główny posiłek to była pizza więc nawet na resztę nie patrzyłam.
     Kolacje. Tutaj wielkie zaskoczenie.
W hotelu są dwie restauracja al'a carte. Chińska i Barbecue.  Można się było na nie zapisać w dniu kolacji w recepcji lub w barze na plaży.
Chińska restauracja znajdowała się na samym dole w miejscu, gdzie rok temu była shisha. Barbecue znajdowała się na plaży w miejscu, gdzie wydawano obiady. Obie kolacje przysługiwały raz na pobyt ale w rzeczywistości mogliśmy chodzić do nich ile chcieliśmy. W ten sposób byliśmy dwa razy na kolacji chińskiej i z 5 razy na barbecue. Szef codziennie pytał nas czy chcemy skorzystać, ale nie zawsze mogliśmy być na 19-tą na kolacji ze względu na nasze inne plany dlatego też czasami chodziliśmy do restauracji głównej na kolację. Muszę przyznać, że jedzenie mnie zaskoczyło bo zarówno w jednej, jak i na drugiej kolacji coś zjadłam i nie musiałam potem dojadać, a to już jest dziwne :)
Kolacja Chińska.
Długo czeka się na posiłki i napoje. Nie wszystkie dania wszystkim smakowały, ale było podawane kilka różnych dań, więc każdy znalazł coś dla siebie, nawet ja. Była jakaś pikantna zupka, były sajgonki, sushi z wasabi, ogórki w miseczce, był jakiś makaronik, ryż z jakimiś dodatkami, było jakieś mięsko ala gulasz i był też kurczak w pysznym sosie. Na deser banany w cieście. Głodny nikt nie wyszedł ale cała kolacja trwała długo, dlatego byliśmy na niej tylko dwa razy.
Kolacja Barbecue. Zdecydowanie nasza ulubiona, bo jak tu nie lubić grilla i to  praktycznie bez kolejek ? Praktycznie, ponieważ jednak trochę osób było na tych kolacjach ale nie tyle co w restauracji głównej, więc nawet jeśli trafiłeś na początkową kolejkę, to szybko ona mijała. Ja uwielbiałam tą kolację ze względu na to, że miałam pod dostatkiem grilowanej piersi z kurczaka i to bez kolejek :) Oczywiście było też inne mięso grilowane. Nie wiem jakie, bo nie jadłam ale zapamiętałam, że oprócz niego była jeszcze grilowana wątróbka. Były też zupy, ziemniaczki pieczone, ryż, różne warzywa. Były ciasta i owoce. Nic więcej do szczęścia nie potrzebowałam.
W kuwetach z ciepłym jedzeniem, nie brakowało niczego. Cały czas było dokładane.

Bary.   
Lobby. Tutaj w sumie nic się nie zmieniło. Napoje nadal najlepsze są tutaj.
Bar przy basenie. Podawano napoje bezalkoholowe i alkoholowe w ramach all inclusive.
Tutaj też codziennie popołudniu wydawano lody. Do tego można tu było zakupić napoje butelkowane np. 2l cola kosztowała 2 do 3 dolarów.
Bar na plaży. Głównie korzystałam z niego. Jak były w hotelu pomarańcze to za 1$ można było kupić sok ze świeżo wyciskanych pomarańczy. Robiono go na Twoich oczach więc o żadnym oszustwie nie ma mowy. Do tego oczywiście wszystkie napoje w ramach all inclusive.
Przy barze na plaży w godzinach popołudniowych można było zjeść jakieś słodkie bułeczki, czasem podawano też popcorn.

Animacje.
Nie mam wiele do powiedzenia na ten temat bo zwyczajnie nie chodziłam na nie ale widziałam, że animatorzy działali. Był aqua aerobik, jakieś inne wygibasy poza basenowe, byli polscy animatorzy dla dzieci. Codziennie wieczorem w amfiteatrze było mini disco a potem animacje dla dorosłych. Nie byłam na nich ani raz z braku czasu :/

Przedłużenie doby.
Wylot mieliśmy o 21:40. Z hotelu odebrano nas o 18:55. Żeby nie włóczyć się bez sensu przedłużyliśmy dobę do 18-tej. Kosztowało nas to 20$ za pokój. Ale nie mieliśmy kolacji, bo opaski zdjęto nam o 18-tej, a kolacja zaczynała się o 18:30. Proponowano nam przedłużenie z kolacją ale nie chcieliśmy. Za przedłużenie z kolacją chcieli opłatę 35$ za pokój. Nie wiem do końca, jak to jest, bo innym Polakom za przedłużenie pokoju policzyli 20$ + 10$ za obiad. Możliwe więc, że nie ma stałej ceny tylko trzeba się targować. My się nie targowaliśmy bo 20$ za pokój z obiadem wydawało nam się ceną normalną.

Dobre rady:
Przy meldunku nie ma co dawać do paszportu, ponieważ w tym hotelu nic to nie zmieni. Weźcie pokój jaki Wam dadzą, a jak Wam się nie podoba to dopiero idźcie po zmianę i wtedy już możecie (jeśli chcecie) dawać coś za "fatygę". Jeśli zmieniacie pokój bo coś nie działa, nie musicie dawać, bo zmiana Wam się należy, ale jeśli zmieniacie pokój, bo macie takie "widzi mi się" to obowiązkowo musicie coś dać w recepcji. Po prostu wypada.

Ponieważ kubki na napoje są malutkie warto zabrać z Polski swój kubek. Ja zawsze zabieram kubek termiczny i napoje nalewam do niego.

W hotelu nie ma wody butelkowanej. Są dystrybutory do nalewania wody. Warto więc zabrać butelkę na wodę. Ja mam zawsze taką plastikową 750 ml, do której nabieram wodę na noc i jak idę na nury.
Można też zwyczajnie zakupić wodę w lobby. My kupowaliśmy Colę w barze przy basenie. W pierwszym tygodniu sprzedawał nam 2L za 2$/Euro, potem kosztowała już 3$/Euro. Jak widać handel się rozwinął do perfekcji :)

Warto dać bakszysz w barze/barach z których korzystamy, bo to się potem zwraca i po prostu jest przyjemniej :)

Jeżeli w pokoju prąd jest na kartę (klucz), to wystarczy włożyć tam dowolną inną kartę lub nawet papierek (tylko tak, żeby można go było potem wyjąć) i prąd będzie działał nawet, jak nie będzie nas w pokoju.

Telefonować można bezpłatnie do innych hotelowych pokoi. Wystarczy wpisać numer pokoju, jako numer telefoniczny. Numer na recepcję to "0".

Bez maski, rurki i płetw nie warto jechać do tego hotelu, bo za dużo ładnych widoków tracimy. Jak nie snurkujesz, wybierz tańszy hotel o podobnym standardzie lub nawet lepszym. Jak ktoś nie umie pływać lub słabo pływa, niech dokupi i weźmie ze sobą kapok. Tam kapoki to coś normalnego i nawet dorosły, duży facet w kapoku na nikim nie robi wrażenia.

Podsumowując hotel zrobił na mnie pozytywne wrażenie. Nie spodziewałam się, ale ogólnie wszystko było dobrze i nie miałam na co narzekać. To były fajne wakacje. Cieszę się, że Malikia nie podupadła na standardzie w stosunku do zeszłego roku, a wręcz widać, że coś się ruszyło ku lepszemu. Uwielbiam Abu Dabbab i dlatego cieszę się, że mam jeszcze gdzie wracać :)





Na blogu znajdziecie dużo wpisów i zdjęć z tego hotelu.
Wystarczy wpisać Malikia w wyszukiwarce blogowej z lewej strony.
Najważniejsze opisy hotelu zamieszczam poniżej.
Można przeczytać aczkolwiek mą już trochę nieaktualne.

poniedziałek, 10 lipca 2017

Dugong

Już nie pamiętam, jak długo "polowałam" na Dugonga.
W tym roku kolejny raz pojechałam do Egiptu z nadzieją, że go zobaczę.
Przypłynął do mnie już w 3 dniu i nigdy więcej się nie pojawił.
Pływałam z nim ponad 40 minut.
Coś niesamowitego.
Mam nadzieję, że jeszcze kiedyś się spotkamy 






 

Dugong w Abu Dabbab

Po długich poszukiwaniach w końcu przypłynął :) 
Wynagrodził mi te wszystkie godzinny pod wodą, które spędziłam na wypatrywaniu go.
Pływałam z nim ponad 40 minut.
Spokojny, dostojny w ogóle nie zwracał na mnie uwagi i zajadał ze smakiem trawę.
I chociaż miałam ochotę go uściskać i wytarmosić po tych wszystkich moich oczekiwaniach na niego, nawet go nie dotknęłam, chociaż był dosłownie na wyciągnięcie dłoni.
Pamiętajcie, niczego pod wodą nie dotykamy !!!
Mam nadzieję, że jeszcze kiedyś do mnie przypłynie.
Data spotkanie" 26 czerwiec 2017 - Abu Dabbab.

niedziela, 5 lutego 2017

Art Apart Premium III Centrum - Wrocław

W tym roku postanowiłam wybrać się do Afrykarium.
Ponieważ chciałam być tam z samego rana postanowiłam przyjechać dzień wcześniej.
Na booking.com wpisałam więc Wrocław i byłam ciekawa co mi się pokaże. Pierwszy raz zamawiałam przez Booking, więc była to dla to totalna nowość. Okazało się, że jest to łatwe i działa dosyć sprawnie.
    Ponieważ interesował mnie nocleg blisko ZOO wybrałam Art Apart Premium III Centrum.
Jak dla mnie idealna odległość do Centrum i do Afrykarium. Ponieważ nie lubię w mieście, którego nie znam pchać się samochodem do centrum i szukać tam potem parkingu od razu wymyśliłam sobie, że po wymeldowaniu samochód zostawię w hotelu do wieczora, a do ZOO pójdziemy pieszo.
Przez aplikację Booking zapytałam czy jest taka możliwość i dostałam potwierdzenie, że możemy tak zrobić :) Super. Pozostało już tylko czekać na ustalony wcześniej termin wyjazdu.
     Za sam apartament 4osobowy zapłaciłam 175 zł +15 zł za dobę za parking (w sumie 30 zł). Zostawiając samochód pod ZOO na płatnym parkingu, wyszłoby mnie to dużo drożej.
     Nadszedł dzień wyjazdu. Oczywiście znając moje szczęście akurat wtedy musiała zepsuć się pogoda. Było wietrznie, zimno, padał śnieg, a na drogach była ślizgawica.Udało nam się jednak dojechać bez większych problemów.
     Gdy dojechaliśmy już pod Art Apart zatrzymała nas rampa, odgradzająca wjazd. Akurat ktoś ją otworzył więc wjechałam.  Wysłałam męża, żeby nas zameldował i zapytał się gdzie mogę zaparkować. Mąż szybciutko wrócił z mapą i pokazuje mi, że kazano nam jechać gdzieś poza hotel gdzie parking kosztuje 5 zł. Zaraz, zaraz coś  jest nie tak. Przecież rezerwowałam miejsce na parkingu hotelowym. Nie widzi mi się taszczenie rzeczy w taką pogodę nie wiadomo skąd, nawet jeśli to niedaleko. Wysłałam męża ponownie do recepcji,żeby powiedział, że mieliśmy rezerwację tu, a nie gdzieś poza hotelem.  Wrócił szybko z informacją, że żadnej rezerwacji nie mieliśmy i mamy jechać na inny parking. O nie ! Wkurzyłam się. Wyciągnęłam telefon, włączyłam aplikację Booking i pokazałam mu wiadomość, w której wyraźnie jest napisane, że mam parking na 2 dni, pomimo wymeldowania, za 15 zł za dobę. Poszedł tam jeszcze raz z moim telefonem i od razu wrócił z pilotem do garażu podziemnego. Od razu mówię, że goniłam męża do recepcji ponieważ stałam w miejscu, w którym nie powinnam stać i musiałam być w samochodzie, żeby w razie czego odjechać.
     Ruszyliśmy w kierunku parkingu podziemnego. Szybko znaleźliśmy miejsce. Zastanawialiśmy się dlaczego na siłę chcą nas wysłać na inny parking, skoro ich parking jest pusty ... Mniejsza z tym. Poszliśmy w kierunku klatki i okazało się, że klatka jest zamknięta, a pani w recepcji nie podała nam kodu. Klucze, które mieliśmy nie pasowały do żadnej z klatki. Kombinowaliśmy chwile, jak mamy otworzyć drzwi i już mieliśmy wyjść drogą, którą przyjechaliśmy, ale na szczęście spotkaliśmy kobietę z budynku sąsiedniego, która nas wpuściła i podała nam kod. Jeśli chodzi więc o ocenę pracowników recepcji, to nie mogę wystawić im pozytywnej opinii. Albo są niedoinformowani, albo zwyczajnie im się nie chce.
     Szybko odnaleźliśmy nasze mieszkanko, które było na parterze. Weszliśmy do środka i byliśmy bardzo zadowoleni. Nowocześnie urządzone, ładne, przestronne, piękny taras. Szkoda tylko,że w zimie z niego nie ma sensu korzystać, ale w lecie jak najbardziej.
Pierwsze co zauważyliśmy to straszne zimno. Poszłam do kaloryferów, niby odkręcone. Poszłam więc do sterownika klimatyzacji mając nadzieję, że ogrzewanie jest z nią połączone. Tak też było :) Szybko ustawiłam na 30 stopni,żeby szybko zagrzać mieszkanie, ale okazało się, że to 30 stopni musieliśmy zostawić na stałe ponieważ od okien strasznie ciągnęło zimno i mimo, iż uszczelnialiśmy okna dokładnie zasłaniając je zasłonami, mocno ciągnęło z zewnątrz. Temperatura ustawiona na 30 stopni sprawiała, że wewnątrz było ciepło, nie gorąco.
Ogarnęliśmy się i poszliśmy poszukać krasnali i przy okazji do sklepu :)

Poniżej kilka zdjęć z naszego apartamentu.

Wyjście


Szafa w przedpokoju


Łazienka
Bardzo fajna. Czysta, wielkość wystarczająca.
Kaloryfer i pralka . Super.




Aneks kuchenny,a w nim duża zabudowana lodówka.
Czajnik, ekspres do kawy, okap, kuchenka z piekarnikiem, zmywarka.
Dostępne naczynia, garnki, sztućce, wszystko co potrzeba.


Jeśli chodzi o okap, to mam drobną uwagę.
Przez cały wieczór dochodziły do nas zapachy placków ziemniaczanych, które ktoś smażył.
Ewidentnie były to zapachy wydobywające się z okapu :)
Dobrze, że nie były to flaki, bo wtedy byłoby gorzej :)


Nasz pokój. 
Łóżko małżeńskie. 
Wyjście na taras.
Za drzwiami pomieszczenie gospodarcze.


Pomieszczenie za drzwiami, a w nim dodatkowa pościel, szfki itp.


Salon połączony z aneksem kuchennym.
TV z kablówką, wyjście na taras. 
Z lewej strony ława i rozkładana, podwójna kanapa.
Jak wspomniałam apartament 4osobowy. Ale wygląda na to, że przeznaczony dla par, ponieważ były dwa podwójne "spania".
Obcy mogliby mieć problem, więc trzeba przy rezerwacji, zwracać na to uwagę.



Nasz taras. 
Na prawdę zrobił na mnie wrażenie. 
W okresie letnim musi być tam całkiem przyjemnie :)





Oczywiście zapomniałam zrobić zdjęcia całości, więc zamieszczam takie, jakie mam.
Twarze rozmazane, żeby mnie rodzinka nie zabiła :)
Prezentuje się fajnie, prawda ? :)


I tak też jest.
Podsumowując Art Apart Premium III Centrum to bardzo fajne miejsce, na zatrzymanie się czy to na jedną noc czy też na dłużej..
Jak dla mnie idealne położenie w odległości ZOO / Centrum. 
Szukałam właśnie czegoś takiego. 
Spokojnie mogę tam wrócić, nawet na dłużej.