czwartek, 3 sierpnia 2017

Malikia 2017 - Marsa Alam



W tym roku kolejny raz wylądowałam w hotelu Malikia.
Po zeszłorocznym wakacjach w tym hotelu, nie spodziewałam się niczego dobrego wręcz podejrzewałam, że może być jeszcze gorzej.  Na szczęście było inaczej.
Hotel zaskoczył mnie pozytywnie.

Sklepiki.
W Maliki znowu pootwierały się sklepy. Jest również czynna apteka. Niestety ceny są bardzo drogie, a utargować niewiele można. Brak konkurencji robi swoje. Pierwszy raz spotkałam się z czymś takim, że sprzedawcy nie chcieli spuścić z ceny. Natomiast na plus jest to, że sprzedawcy nie są nachalni więc można spokojnie chodzić i oglądać towar.
W hotelu pojawiło się stoisko Vodafone, gdzie można doładować kartę, którą się już ma lub zakupić nową. Zakup nowej karty jest o 5 euro droższe niż na lotnisku. Doładowania są w tej samej cenie. Sam pan, który pracuje w Vodafone bardzo sympatyczny.

Leżaki.
Niestety w tym hotelu ludzie dosyć wcześnie rezerwują leżaki i wracają przeważnie potem spać.
O godzinie 6-tej codziennie snurkowałam. O tej porze leżaki na plaży w pierwszym rzędzie, najbliżej baru, były już wszystkie zarezerwowane. Wolne leżaki były w kolejnych rzędach i dalej od wejścia do zatoki przy ratowniku.
Na basenie było podobno. Czasami jak przychodziłam przed 6-tą to ręczniki już leżały, ale było jeszcze miejsce, więc spokojnie. Szłam do wody na godzinę czasem półtorej i gdy wychodziłam wolnych miejsc przy basenie było coraz mniej, a na plaży były wolne tylko boczne leżaki i tylne rzędy. O ile na basenie jest ograniczona ilość leżaków to na plaży o każdej porze znajdzie się jakieś miejsce, będzie ono po prostu dalej od baru/wejścia do wody. W tym roku na plaży było dużo więcej leżaków i parasoli niż w zeszłym roku. Pojawiły się też hamaki.

Pokoje.
Poprosiłam o pokój na piętrze. Zakwaterowano nas w pokoju 3112, znajomi byli w pokojach w segmencie 1xxx, 2xxx i 3xxx. Pokoje wszystkie podobne do siebie. Po remoncie nie zauważyłam różnicy między segmentem 2xxx, a 3xxx. Nasz pokój był ładnie odmalowany, klimatyzacja i prąd działały bez karty, łazienka była czysta, w szafie był przymocowany sejf, TV płaskie z telewizją Polonia i tylko do drzwi tarasowych mogłam się przyczepić ponieważ z jednej strony niestety zamek był zepsuty. Stwierdziliśmy jednak, że zostajemy i nawet tego nie zgłosiliśmy.

Sprzątający.
W tym roku jakoś nikt nie szalał z ozdobami z ręczników. Jak już coś zrobiono to jakąś podstawę zajmującą parę sekund. Poza tym sprzątający był ok. Przynajmniej my nie mieliśmy problemu z nim.

Restauracja i bary.
Pamiętacie, jak w zeszłym roku narzekałam na klimatyzację w lobby i restauracji ? Tym razem było lepiej. Nie było idealnie. Często było ciepło, ale często też można było posiedzieć w lobby, a w restauracji można było zjeść normalnie posiłek, nie myśląc o upale. W zeszłym roku nie dało się tam wytrzymać. Bardziej chyba działał nawiew niż klimatyzacja, ale zwłaszcza w restauracji, dawała radę. W lobby bywało różnie, ale na szczęście na tarasie siedziało się przyjemnie. Było więcej stolików niż w zeszłym roku.
     W tym roku rzadko jadałam w głównej restauracji, przeważnie chodziłam tam na śniadania i czasami na kolacje. Obiady jadałam na plaży. Jeśli chodzi ogólnie o jedzenie to wydaje mi się, że kuwet z wyborem jedzenia było mniej niż w zeszłym roku, ale jedzenie było smaczne i nie trzeba było długo stać w kolejkach. Jak zawsze na śniadania chodziłam na naleśniki, które teraz smażone były już osobno, nie razem z jajecznicą, przez co i kolejka była mniejsza zarówno do naleśników, jak i jajek.  Z tego co pamiętam, jajecznice w tym roku robiono na 8 patelniach równocześnie.
Szybko odkryłam pyszny serek biały i zamieniłam naleśniki na bułeczki w serkiem, ogórkiem, pomidorem, paprykami w różnych kolorach. Chyba pierwszy raz w życiu przestałam jeść w Egipcie naleśniki na śniadanie :) Oprócz tego oczywiście były płatki, jogurty, dżemy, wędliny, parówki i słodkie bułeczki. Jedzenia do wyboru było więcej, ale nie zwracałam na nie uwagi ponieważ codziennie szłam prosto w to samo miejsce.
     Obiady jadałam przeważnie na plaży, ponieważ nie chciało mi się iść do głównej restauracji. Na obiadach w głównej zawsze był ryż, ryby,  jakieś mięsko, dwa rodzaje zup, spaghetti i inne ciepłe dania na które zwyczajnie nie zwracałam uwagi. Do tego oczywiście różnych warzyw pod dostatkiem i ciasta. Owoce również były, m.in. winogrona, sporadycznie banany, arbuzy, grapefruity, daktyle i pomarańcze na wymiennie.
    Na plaży królowała, jak rok temu pizza i tym głównie żywiłam się podczas obiadu. Oczywiście były też frytki i jakieś mięsko, do tego spaghetti ciasta i owoce, ale mój główny posiłek to była pizza więc nawet na resztę nie patrzyłam.
     Kolacje. Tutaj wielkie zaskoczenie.
W hotelu są dwie restauracja al'a carte. Chińska i Barbecue.  Można się było na nie zapisać w dniu kolacji w recepcji lub w barze na plaży.
Chińska restauracja znajdowała się na samym dole w miejscu, gdzie rok temu była shisha. Barbecue znajdowała się na plaży w miejscu, gdzie wydawano obiady. Obie kolacje przysługiwały raz na pobyt ale w rzeczywistości mogliśmy chodzić do nich ile chcieliśmy. W ten sposób byliśmy dwa razy na kolacji chińskiej i z 5 razy na barbecue. Szef codziennie pytał nas czy chcemy skorzystać, ale nie zawsze mogliśmy być na 19-tą na kolacji ze względu na nasze inne plany dlatego też czasami chodziliśmy do restauracji głównej na kolację. Muszę przyznać, że jedzenie mnie zaskoczyło bo zarówno w jednej, jak i na drugiej kolacji coś zjadłam i nie musiałam potem dojadać, a to już jest dziwne :)
Kolacja Chińska.
Długo czeka się na posiłki i napoje. Nie wszystkie dania wszystkim smakowały, ale było podawane kilka różnych dań, więc każdy znalazł coś dla siebie, nawet ja. Była jakaś pikantna zupka, były sajgonki, sushi z wasabi, ogórki w miseczce, był jakiś makaronik, ryż z jakimiś dodatkami, było jakieś mięsko ala gulasz i był też kurczak w pysznym sosie. Na deser banany w cieście. Głodny nikt nie wyszedł ale cała kolacja trwała długo, dlatego byliśmy na niej tylko dwa razy.
Kolacja Barbecue. Zdecydowanie nasza ulubiona, bo jak tu nie lubić grilla i to  praktycznie bez kolejek ? Praktycznie, ponieważ jednak trochę osób było na tych kolacjach ale nie tyle co w restauracji głównej, więc nawet jeśli trafiłeś na początkową kolejkę, to szybko ona mijała. Ja uwielbiałam tą kolację ze względu na to, że miałam pod dostatkiem grilowanej piersi z kurczaka i to bez kolejek :) Oczywiście było też inne mięso grilowane. Nie wiem jakie, bo nie jadłam ale zapamiętałam, że oprócz niego była jeszcze grilowana wątróbka. Były też zupy, ziemniaczki pieczone, ryż, różne warzywa. Były ciasta i owoce. Nic więcej do szczęścia nie potrzebowałam.
W kuwetach z ciepłym jedzeniem, nie brakowało niczego. Cały czas było dokładane.

Bary.   
Lobby. Tutaj w sumie nic się nie zmieniło. Napoje nadal najlepsze są tutaj.
Bar przy basenie. Podawano napoje bezalkoholowe i alkoholowe w ramach all inclusive.
Tutaj też codziennie popołudniu wydawano lody. Do tego można tu było zakupić napoje butelkowane np. 2l cola kosztowała 2 do 3 dolarów.
Bar na plaży. Głównie korzystałam z niego. Jak były w hotelu pomarańcze to za 1$ można było kupić sok ze świeżo wyciskanych pomarańczy. Robiono go na Twoich oczach więc o żadnym oszustwie nie ma mowy. Do tego oczywiście wszystkie napoje w ramach all inclusive.
Przy barze na plaży w godzinach popołudniowych można było zjeść jakieś słodkie bułeczki, czasem podawano też popcorn.

Animacje.
Nie mam wiele do powiedzenia na ten temat bo zwyczajnie nie chodziłam na nie ale widziałam, że animatorzy działali. Był aqua aerobik, jakieś inne wygibasy poza basenowe, byli polscy animatorzy dla dzieci. Codziennie wieczorem w amfiteatrze było mini disco a potem animacje dla dorosłych. Nie byłam na nich ani raz z braku czasu :/

Przedłużenie doby.
Wylot mieliśmy o 21:40. Z hotelu odebrano nas o 18:55. Żeby nie włóczyć się bez sensu przedłużyliśmy dobę do 18-tej. Kosztowało nas to 20$ za pokój. Ale nie mieliśmy kolacji, bo opaski zdjęto nam o 18-tej, a kolacja zaczynała się o 18:30. Proponowano nam przedłużenie z kolacją ale nie chcieliśmy. Za przedłużenie z kolacją chcieli opłatę 35$ za pokój. Nie wiem do końca, jak to jest, bo innym Polakom za przedłużenie pokoju policzyli 20$ + 10$ za obiad. Możliwe więc, że nie ma stałej ceny tylko trzeba się targować. My się nie targowaliśmy bo 20$ za pokój z obiadem wydawało nam się ceną normalną.

Dobre rady:
Przy meldunku nie ma co dawać do paszportu, ponieważ w tym hotelu nic to nie zmieni. Weźcie pokój jaki Wam dadzą, a jak Wam się nie podoba to dopiero idźcie po zmianę i wtedy już możecie (jeśli chcecie) dawać coś za "fatygę". Jeśli zmieniacie pokój bo coś nie działa, nie musicie dawać, bo zmiana Wam się należy, ale jeśli zmieniacie pokój, bo macie takie "widzi mi się" to obowiązkowo musicie coś dać w recepcji. Po prostu wypada.

Ponieważ kubki na napoje są malutkie warto zabrać z Polski swój kubek. Ja zawsze zabieram kubek termiczny i napoje nalewam do niego.

W hotelu nie ma wody butelkowanej. Są dystrybutory do nalewania wody. Warto więc zabrać butelkę na wodę. Ja mam zawsze taką plastikową 750 ml, do której nabieram wodę na noc i jak idę na nury.
Można też zwyczajnie zakupić wodę w lobby. My kupowaliśmy Colę w barze przy basenie. W pierwszym tygodniu sprzedawał nam 2L za 2$/Euro, potem kosztowała już 3$/Euro. Jak widać handel się rozwinął do perfekcji :)

Warto dać bakszysz w barze/barach z których korzystamy, bo to się potem zwraca i po prostu jest przyjemniej :)

Jeżeli w pokoju prąd jest na kartę (klucz), to wystarczy włożyć tam dowolną inną kartę lub nawet papierek (tylko tak, żeby można go było potem wyjąć) i prąd będzie działał nawet, jak nie będzie nas w pokoju.

Telefonować można bezpłatnie do innych hotelowych pokoi. Wystarczy wpisać numer pokoju, jako numer telefoniczny. Numer na recepcję to "0".

Bez maski, rurki i płetw nie warto jechać do tego hotelu, bo za dużo ładnych widoków tracimy. Jak nie snurkujesz, wybierz tańszy hotel o podobnym standardzie lub nawet lepszym. Jak ktoś nie umie pływać lub słabo pływa, niech dokupi i weźmie ze sobą kapok. Tam kapoki to coś normalnego i nawet dorosły, duży facet w kapoku na nikim nie robi wrażenia.

Podsumowując hotel zrobił na mnie pozytywne wrażenie. Nie spodziewałam się, ale ogólnie wszystko było dobrze i nie miałam na co narzekać. To były fajne wakacje. Cieszę się, że Malikia nie podupadła na standardzie w stosunku do zeszłego roku, a wręcz widać, że coś się ruszyło ku lepszemu. Uwielbiam Abu Dabbab i dlatego cieszę się, że mam jeszcze gdzie wracać :)





Na blogu znajdziecie dużo wpisów i zdjęć z tego hotelu.
Wystarczy wpisać Malikia w wyszukiwarce blogowej z lewej strony.
Najważniejsze opisy hotelu zamieszczam poniżej.
Można przeczytać aczkolwiek mą już trochę nieaktualne.

5 komentarzy:

  1. Cola wróciła do Twojego "jadłospisu"?
    Czytając ten dokładny opis, widzę że wszędzie ostatnio
    jest podobnie czyli ciut skromniej w gastronomii i mało;
    by nie rzec wcale, kreatywności sprzątających w tworzeniu
    ręcznikowych "cudów"

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie też zauważyłam, że we wszystkich hotelach pojawia się z tym problem. Mam nadzieję, że będzie lepiej.
      A co do coli, to pojawia się u mnie i znika :) Czasami muszę się napić zimnej coli aczkolwiek na co dzień przerzuciłam się na wodę:)

      Usuń
  2. Jakoś do Egiptu boję się jechać, ale jesli kiedys moje nastawienie sie zmieni to wroce do Twojej opinii :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dużo osób ma obawy i dla mnie są całkowicie zrozumiałe. Niestety żyjemy w czasach, że nigdzie tak na prawdę nie jest bezpiecznie. Jeśli zdecydujesz się kiedyś na Egipt, pewnie nie będziesz żałować :)

      Usuń
  3. Z zaciekawieniem przeczytałam twój wpis :) Muszę częściej odwiedzać ten blog.

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za komentarz.
Pozdrawiam :)