czwartek, 28 czerwca 2018

BRAYKA ROYAL 2018

     Royal Brayka 19-26 czerwca 2018 r.
Tym razem moje drogi skierowały mnie do hotelu Brayka Royal. Sama pewnie jeszcze długo bym tam nie pojechała, chociaż nie ukrywam, iż miałam go na swojej liście na lasty. Pojechałam tam, ponieważ akurat jechali tam znajomi i mieli już opłacone wczasy.
     Sam hotel wzbudza u mnie mieszane uczucia. Ale nie jest to zły hotel.
Jest to standardowy egipski hotel, jakich jest wiele. Osoby szukające luksusów, nie znajdą ich tutaj. Osoby chcące spędzić przyjemnie urlop i trochę posnurkować, jak najbardziej mogą się do niego wybrać.
Wszystkie zdjęcia zamieszczone poniżej zostały wykonane telefonami,
dlatego jakość może być różna.
Zacznę od początku.

Sklepy.
Na terenie hotelu jest duży sklep, gdzie można kupić dosłownie wszystko. 
Ubrania, pamiątki, kosmetyki, maski i rurki, płetwy, doładowania Vodafone, napoje itp.
Ceny niestety wysokie, trzeba się targować.


Niestety nie da się kupić 12 GB za 4$, jak to jest niżej napisane. Próbowaliśmy :)
Jak ktoś miał kartę sim to doładowanie było tańsze o 2 euro, jeśli się targowało.
Brak konkurencji w doładowaniach w tym hotelu sprawia, że nie chcą za dużo spuszczać, ale zawsze da się coś urwać robiąc tylko doładowanie.























Pokoje. 
Standardowe Egipskie pokoje.
Jedno pomieszczenie, balkon, łazienka.
Tym razem mieliśmy pokój 4254.
Prosiliśmy o ten segment ponieważ nasi znajomi byli już od tygodnia w tym hotelu, kilka pokoi obok. Nasz pokój miał widok na basen ze zjeżdżalniami i morze, jeśli wyszło się na balkon. Jak dla mnie idealna lokalizacja. Praktycznie taka sama droga do restauracji, jak i na plażę i do basenu głównego. Do basenu, ze zjeżdżalniami, jeszcze bliżej. Ale o basenach będzie później. 
     W pokoju standardowo był sejf i dwa osobne łóżka. My zsunęliśmy je do siebie. Tu muszę zaznaczyć, że materace były bardzo twarde. Nie mogłam na nich spać. Poduszka mi tego nie ułatwiała, ponieważ też była twarda. Mąż po 2 dniach się przyzwyczaił i powiedział nawet, że na jego kręgosłup taki twardy materac jest idealny. Ja się strasznie męczyłam przez cały wyjazd. Kilka osób z naszej grupy też zwróciło uwagę na to, że materace są strasznie twarde.


     Lodówka. Hmm ...
Nasza lodówka wyglądała tak, że nie chciałam czegokolwiek do niej wkładać :/
W lodówce mini barek. Zawartość jak widać. Wszystko dodatkowo płatne i rozliczane na koniec pobytu przy wymeldowaniu.


     Sprzątający codziennie donosił nam wodę butelkowaną do pokoju.
 Standardowo były po 2 ale zawsze pytał czy chcemy więcej.
     W pokoju standardowo był nakastnik, stolik i dwa krzesełka.
Na balkonie również stolik i dwa krzesełka.
     Łazienka to najgorsza rzecz, jaką mieliśmy w naszym pokoju. Poza lodówką haha :)
 Od czasu do czasu pojawiały się tam mrówki. Ale szybko znikały, więc podejrzewam w tym robotę sprzątającego. Co jakiś czas brakowało ciepłej wody, spłuczka w toalecie zacinała się i musieliśmy sami ją sobie naprawiać. Pracownik hotelu pokazał nam, jak to robić. Na plus było to, że nie było wanny tylko był prysznic. Prysznic był zrobiony na zasadzie ścianki oddzielającej go od reszty łazienki, beż żadnej zasłonki.Woda padała na płytki na ziemi i spływała do odpływu. Taki prysznic to super rozwiązanie, jak dla mnie na wakacjach.
 Niestety zapomnieliśmy zrobić zdjęcia.
W ogóle zapomnieliśmy zrobić zdjęcia pokoju :)
     Klimatyzacja działała dobrze, aż do pewnego dnia, w którym postanowiła zamiast chłodzić, ogrzewać pokój. Na szczęście po zgłoszeniu usterki dosyć szybko została naprawiona.
     Oświetlenie. Jedna lamka na biurku, jedna stojąca na podłodze, dwie małe lampki nad łóżkami. Wszystkie włączone razem dawały za mało światła. W pokoju było ciemno. Zamiast świecić lampy, lepiej było odsunąć zasłony.
   
Pokój rodzinny.
Chyba nie ma czegoś takiego. Byliśmy z dwoma rodzinami, które miały dwójkę dzieci i dostali oni zwykłe pokoje, do których wstawiono 2 extra łóżka, zabierając przy tym stolik i krzesła. Łóżka były ze sobą połączone po 2, a między tymi dwójkami nakastnik. Tak więc pod tym względem - tragedia.

Jedzenie.
     Tu mamy podzielone zdanie z mężem.
Mnie jedzenie nie smakowało za bardzo. Chyba tylko spaghetti  i ciasta mi smakowały. Mąż zachwycał się za to daniami mięsnymi. Jedliśmy z mężem zupełnie inne potrawy więc możliwe, że rzeczywiście to co ja wybierałam było zwyczajnie mniej smaczne, było albo nie doprawione albo przesolone, ale reszta była ok. Mieli bardzo dobre pieczywo.
     Bardzo mały był wybór owoców. Banany były tylko 2 razy. Uwaga. Te zielone banany były słodkie w środku. Te wyglądające na dojrzałe, jak dla mnie były jakby zaparzone w środku.


Arbuzy też pojawiły się chyba tylko dwa lub trzy razy. Były za to pyszne w smaku. Szkoda, bo tego najbardziej mi brakowało w Egipcie. Codziennie był melon i winogrona. To, co mnie zdziwiło to to, że smaczniejsze były winogrona fioletowe, a te zwykłe przeważnie kwaskawe, niesmaczne. Zdziwiło mnie to dlatego, że nie lubię fioletowych winogron, a tym razem się nimi zajadałam :) Dosyć często były figi i prawie zawsze pomarańcze. Na śniadaniu można było kupić sok wyciskany ze świeżych pomarańczy za 2 euro.
     Ogólnie był bardo mały wybór potraw gotowanych/pieczonych, ale nikt głodny nie chodził i każdy znalazł coś dla siebie. Było dużo warzyw i ciast. Rano naleśniki smażone na świeżo i jajecznica z czym tylko ktoś sobie życzy. Bardzo dużo różnego rodzaju płatków śniadaniowych, do tego mleko, serki, wędliny, dżemy, jogurty itp.
     W godzinach popołudniowych na plaży można było dostać kawę z lodami lub same lody ala włoskie śmietankowe i czekoladowe lub mieszane. Nie ma co ukrywać smakują, jak smakują ale zawsze to coś chłodnego, dlatego ja chętnie chodziłam zjeść lody.
    W barze pod kopułą przy amfiteatrze można było zjeść pizze. Nie pamiętam już czy od 15-tej czy od 16-tej. Nie zwracałam na to uwagi, ponieważ poszłam tam tylko raz. Dla mnie pizza była tak paskudna, że więcej jej nie tknęłam. Taki typowy gniot. I tutaj znowu mój mąż się ze mną nie zgadza, ponieważ jemu pizza smakowała. Dlatego niech każdy sam spróbuje i sobie oceni. 
W tym samym miejscu od 17-tej do 18-tej dostępne były naleśniki.
Bar przy głównym basenie, czyli tym przed recepcją i restauracją, gdzie odbywał się aqua aerobik, był czynny jakoś do 23-ciej. 
W barze na plaży były same napoje i w wyznaczonych godzinach lody, o których już wspominałam.
Był jeszcze jeden bar z napojami, nad restauracją. Tam był też telewizor, gdzie można było oglądnąć mecz Polski. Był tam też stół do bilarda. W pomieszczeniu tym nie włączano klimatyzacji, a barman był bardzo nieprzyjemny. Dopiero, jak się go przekupiło, to nagle robił się miły.
Podsumowując.
Wspominałam już nie jeden raz, że ja jestem niejadek i mało jest rzeczy, które zjem w hotelach, dlatego moimi smakami proszę się nie sugerować. Mnie jedzenie nie urzekło, mężowi smakowało.
Muszę jednak zaznaczyć, że jak raz spróbował co jem, to przyznał mi rację.
Więc problem chyba w konkretnych daniach, a nie ogólny :)

Napoje.
O kawie się nie wypowiem, ponieważ nie pijam. Wiem tylko, że była i nawet w godzinach popołudniowych na plaży można się było napić kawy z lodami. Wyglądała apetycznie, ale jak smakowała, tego już nie wiem :)
Herbaty leżały w restauracji i można było sobie zrobić.
Napoje we wszystkich automatach były okropne dlatego piłam z automatów tylko sodę. Czasami podczas obiadu/kolacji nalałam sobie lemon, ale on raz smakował dobrze, innym razem był beznadziejny. Więc głównie piłam sodę. Jak miałam ochotę na coś innego to dla odmiany prosiłam o Fantę nalewaną z butelki z lodem.
W każdym barze mieli napoje z butelki. Trzeba było tylko "zajrzeć" do lodówki.
Jak już pisałam, do pokoju codziennie donoszono bezpłatnie wodę butelkowaną.
W lodówce był płatny mini barek. Z tego co pamiętam puszka coli kosztowała 14 LE.
W sklepie 2x 1L coli kosztował 3 euro, a puszka coli kosztowała 2 euro.

Baseny
Hotel ma kilka bardzo ładnych basenów.  Natomiast, gdy byliśmy było zdecydowanie za mało leżaków przy basenach. Wyglądało to w ten sposób, że baseny były puste, ponieważ ludzie nie mieli na czym leżeć, nie było też parasoli. Leżaki zaczęli dowozić na baseny dopiero w dniu naszego wyjazdu. Przypominam, iż byliśmy pod koniec czerwca, więc ta kwestia powinna być dawno załatwiona.
Zjeżdżalnie na jednym z basenów są już wiekowe. Czynne 2 razy dziennie w wyznaczonych godzinach. Do zjeżdżania nie ma żadnych mat ani niczego innego więc trzeba uważać, bo można się poobcierać, albo zabrać z Polski karimatę :D Uważać trzeba też na łączeniach zjeżdżalni ponieważ nie są idealnie dopasowane.
Jak już wspominałam, przy głównym basenie, gdzie odbywają się animacje, bar jest czynny to 23-ciej. W basenie są krzesełka pod wodą, więc można usiąść przy barze chłodząc się w wodzie.
Ogólnie wszystkie baseny zasługują na wielki plus.

Poniżej zdjęcia. Zwróćcie uwagę na ilość leżaków i parasoli przy basenach ...

Besen przy zjeżdżalniach.
W okresie, gdy my byliśmy wszystkie bary przy tym basenie były pozamykane.






 




Widok z naszego balkonu na powyższy basen.





Basen główny z barem czynnym do 23-ciej.










Po prawej stronie część basenu pokazanego poniżej.
Pod tym zadaszeniem widocznym między basenami, można było dostać pizzę i naleśniki o określonej porze.


Jeszcze jeden basen. Przy tym basenie było najwięcej leżaków.




To ten sam basen.


Plaża i rafy.
O ile przy basenach był problem z leżakami, to nie dotyczył on plaży. O której godzinie by się nie przyszło, nie było problemu z wolnymi miejscami. Było to spowodowane małą ilością gości w hotelu.
W Royalu jest nowy pomost, który został otworzony w tym roku. Można z niego korzystać do godziny 18-tej. Potem jest zamykany. Na pomoście siedzi "ratownik", a raczej człowieczek, który ma apteczkę, koło ratunkowe i przegania ludzi, którzy chodzą po rafach. 
W przypadku czerwonej flagi, która była bardzo często, wejście z pomostu jest albo zabronione, albo można wejść, ale snurkować tylko z lewej strony. 
Pośrodku zatoki jest piaszczyste wejście do wody. Tak na prawdę zatoka pozwala na chodzenie w niej bez obuwia wodnego. Jest to jednak bardzo duży błąd, bo w tym piaszczystym dnie pojawiają się czasami znienacka skrzydlice. Trzeba uważać i mimo wszystko zachęcam do obuwia do wody.
Podczas naszego pobytu były bardzo duże odpływy i trwały bardzo długo. Częściej "brakowało wody w morzu niż była w standardzie". Widoczność niestety też była słaba. Im bliżej środka zatoki, tym gorzej. Rafa zdecydowanie bardziej podobała mi się z prawej strony pomostu. Widoczność też przeważnie była tam dobra. Co jakiś czas pojawiał się tam żółwik rafowy.
Rafy znajdujące się z lewej strony też nie były złe, ale widoczność z tamtej strony była dużo gorsza.
Im dalej w głąb morza, tym ładniejsze rafy.
W Brayce, nie można przepływać w dowolnym miejscu przez środek zatoki na drugą stronę, ponieważ środek jest wydzielony na szlak dla zodiaków, które dosyć często tam pływają.
Na minus:
Moim zdaniem za mało pryszniców na plaży i przy basenach.
Toalety, które są w takim stanie, że nie da się z nich korzystać.











 
Toalety plaża/basen
Jest to miejsce, którego kategorycznie należy unikać. Weszłam tam tylko raz i potem chodziłam już do pokoju. Śmierdzi i brudno. Na plaży w jednym w kranów leciała woda w kolorze brązowym. Ogólnie totalny syf. Takich toalet nie widziałam jeszcze nigdzie ... MASAKRA !!! 

 Klienci hotelu Brayka Royal nie mogą korzystać z barów i leżaków na terenie Brayka Bay.
Klienci hotelu Brayka Bay mogą korzystać ze zjeżdżalni, widzieliśmy jak brali udział w animacjach na terenie naszego hotelu oraz jak biorą napoje z barów na terenie naszego hotelu.
Klienci obydwu hoteli mogą dowolnie spacerować po terenie zarówno jednego, jak i drugiego hotelu.

W hotelu Brayka Bay jest baza nurkowa. Ale o niej w następnej relacji.

Ogólnie sam hotel pozostawia pozytywne wrażenia. Wiadomo, nie jest to hotel idealny ale tragedii też nie ma. Są małe niedogodności, ale da się z nimi żyć. Gdybym miała wybierać jeszcze raz między Brayką a Bay, wybrałabym Braykę Bay. Po pierwsze dlatego, że na tą chwilę wydaje się, że mają więcej przywilejów, po drugie mają bazę nurkową na miejscu, po trzecie mają leżaki przy samym wejściu do zatoki od środka, czyli spokojnie mogą iść snurkować albo na prawą stronę, albo na lewą stronę.
Gdybym miała wybierać między Malikia, a dowolna Brayka, wybrałabym Malikię.
Jednak Brayka jest tańsza od Maliki i to też trzeba mieć na uwadze.
Moim zdaniem, można do tego hotelu pojechać ale luksusów oczekiwać nie należy.
Jeśli kiedyś będę lecieć z jakiegoś lasta i będzie dobra cena, to może nawet do niego wrócę.

Zdjęcia w Brayka Bay pojawią się w kolejnej relacji.
Tymczasem zamieszczam jeszcze kilka zdjęć z Brayka Royal.







Jeśli czegoś nie opisałam, a Was interesuje to pytajcie w komentarzach.

5 komentarzy:

  1. Powiem Ci Monia, że zdjęcie lodówki rzuciło mnie na kolana. Widzę, że z każdym rokiem standard spada na pysk :-(
    Byłam w Brayce Bay (czyli tej tak zwanej starej) dwa razy. Pierwszy raz w 2012, drugi raz w 2014 im różnica była ogromna na minus. Połowa jedzenia, wszystko zaniedbane, ręczniki plażowe nie do opisania wręcz. Prane chyba raz w miesiącu i tylko suszone. Zaczynam rozumiec ludzi, którzy biorą swoje, te cienkie, z mikrofibry. Natomiast Brayka to fajny klimat wieczorem. Lekki wiaterek, taras, na którym można wypić kieliszek wina to to, czego nie ma np. w Orientalu obok (nigdy, nigdy więcej Oriental. Tam tylko spokojna plaża jest atutem, to część towarzystwa zostaje przy basenach i nigdy nad morze nie dochodzi). W 2014 klienci starej Brayki mogli w Royalu dostać tylko szklankę wody, nic więcej, natomiast Royalowcy mogli korzystać z baru na plaży i koło basenów. Widzę, że się odmieniło. Mieszkałaś w pawilonie, który strasznie długo stał w stanie surowym. Myślałam, że to tak zwana Brayka Lagoon (jest jeszcze jako osobny hotel, czy należy teraz do Royala?). Ja w 2012 miałam super pokój rodzinny w pawilonie Sport (taki długi, dochodzący do ulicy prawie, oddzielający Braykę Bay od Royala. Za boiskiem. To był najlepszy pokój rodzinny! Dwa osobne pokoje z łazienkami, po prostu dwa osobne mieszkania, połączone wspólnym korytarzykiem wejściowym z dodatkowymi drzwiami. Mieliśmy święty spokój od dziecków. Potem byłam sama w tym pawilonie, który widzieliście z Waszego tarasu na horyzoncie, na samej górze. Tam były najbardziej standardowe pokoje,w których wkurzał strasznie brak sejfu (wtedy sejfy były przy recepcji), ale poza tym spoko luz. Jakoś na E się nazywał. No szkoda, że tak się wszystko obsuwa. Zatoka była cudna i zawsze spokojna, bez bełtu. Już po dwóch latach widziałam różnicę, ale turyści zrobili swoje. Mnóstwo martwej rafy przy brzegach, mnóstwo :-(
    Lepiej chyba nie będzie, niestety. Szkoda, że tak mało hoteli w Marsa jest w zatokach. Bez nich jest ruletka - będzie czerwona flaga, albo nie. Niejeden już nie wszedł przez cały pobyt do morza...
    To byłam ja, Ed. :-)

    OdpowiedzUsuń
  2. Fajna relacja ! Fajna bo świeża :)
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie dla mnie miejsce - mam nadzieję że choć podwodny świat zachwyci.

    OdpowiedzUsuń
  4. Hotel dzięki Tobie obejrzany, plaża i zatoka również
    więc na razie wirtualny spacer musi wystarczyć!
    Może za 18 dni też coś powieje od morza i mimo
    ciepełka jakoś tam dojdziemy. Dzięki, czekamy na resztę
    opisów i zdjęć.

    OdpowiedzUsuń
  5. Super!Dzięki za info i zdjęcia, przede wszystkim pomostu, bo jak tam byłam, to tego mi jedynie brakowało.Lecę tam za 3 tygodnie i rafa, rafa, rafa....😁

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za komentarz.
Pozdrawiam :)